Szkocja: SNP wygrywa wybory i obiecuje referendum niepodległościowe

Nicola Sturgeon (na pierwszym planie) i jej zwolennicy podczas kampanii wyborczej, źródło: Twitter/Nicola Sturgeon (@NicolaSturgeon)

Nicola Sturgeon (na pierwszym planie) i jej zwolennicy podczas kampanii wyborczej, źródło: Twitter/Nicola Sturgeon (@NicolaSturgeon)

Opowiadająca się za zerwaniem unii z Anglią i ogłoszeniem niepodległości Szkocka Partia Narodowa (SNP) zdecydowanie wygrała wybory lokalne w Szkocji. Jej liderka i obecna szkocka premier Nicola Sturgeon zapowiedziała, że chce zorganizować kolejne referendum w sprawie samostanowienia kraju.

 

 

Według ostatecznych wyników SNP będzie mieć w 129-osobowym szkockim lokalnym parlamencie – Holyrood – 64 mandaty. To o jeden więcej niż wywalczyła w poprzednich wyborach. Do samodzielnej większości brakuje więc szkockim nacjonalistom tylko jednego mandatu.

To jednak i tak duży sukces, ponieważ szkocka ordynacja wyborcza jest tak skonstruowana, aby utrudnić jednemu ugrupowaniu zdominowanie parlamentu poprzez zdobycie ponad połowy miejsc w parlamencie.

SNP ta sztuka udała się mimo to w 2011 r., gdy zdobyła nawet 69 mandatów. Wówczas skończyło się to przeprowadzeniem w 2014 r. referendum niepodległościowego, w którym jednak wygrali zwolennicy utrzymania unii z Anglią.

Ówczesny premier Szkocji Alex Salmond wraz z ówczesnym premierem Wielkiej Brytanii Davidem Cameronem umówili się, że ewentualne odrzucenie przez Szkotów idei niepodległości zamknie temat przynajmniej na jedno pokolenie.

Ale kierownictwo SNP stoi na stanowisku, że brexit tak dalece zmienił sytuację Zjednoczonego Królestwa, że mieszkańcy Szkocji mają się prawo ponownie wypowiedzieć na temat unii z Anglią. W referendum brexitowym z 2016 r. Szkoci bowiem opowiedzieli się za pozostaniem w UE, ale było ich zbyt mało, aby przeważyć wynik.

Szkocja: Premier Sturgeon oczyszczona z zarzutów. Jest projekt ustawy ws. nowego referendum niepodległościowego

Szkocka Partia Narodowa przygotowała projekt ustawy dotyczący ponownego plebiscytu.

Sturgeon zapowiada referendum

Teraz obecna szkocka premier Nicola Sturgeon już wprost mówi o organizacji kolejnego referendum. Jak to ujęła, to nie kwestia „czy je przeprowadzić, ale kiedy”. „Najpierw musimy przejść przez pandemię COVID-19, zgoda. Potem jednak mieszkańcy Szkocji powinni móc zdecydować o przyszłości swojego kraju” – oświadczyła po ogłoszeniu wyborczych wyników.

SNP jest pewna większości w Holyrood (jak określany jest parlament w Edynburgu), ponieważ zapewni im ją sojusz z także popierającymi niepodległościowe referendum Zielonymi, którzy wywalczyli 8 mandatów (o dwa więcej niż w poprzednich wyborach).

Ponadto w szkockim parlamencie znajdą się: Partia Konserwatywna (31 mandatów), Partia Pracy (22 mandaty) oraz Liberalni-Demokraci (4 mandaty). Torysi nie zmienili swojego stanu posiadania w Holyrood, labourzyści utracili dwa mandaty, a liberałowie – jeden.

Uchwalenie w szkockim parlamencie ustawy o nowym referendum niepodległościowym wydaje się być przesądzone. Problemem jest to, że na razie nie chce się na nie zgodzić Londyn, a Edynburg nie chce, aby Szkoci poszli do urn w sytuacji poważnego konfliktu z władzami całego Zjednoczonego Królestwa, bo zniechęci to do poparcia niepodległości mniej przekonanych o tym mieszkańców.

Szkocja: Starający się o niepodległość nacjonaliści z rekordowym poparciem

Od ponad roku zwolennicy niepodległości w sondażach przeważają.

Sprawę rozstrzygnie Sąd Najwyższy?

Premier Boris Johnson powoływał się dotąd na ustalenia zawarte niegdyś między Salmondem a Cameronem i na wyniki szkockiego referendum z 2014 r., ale ostatnio częściej sięga po argument, aby nie podejmować tak ważnym decyzji w czasie pandemii. Sturgeon, choć uznała, że trzeba poczekać na opanowanie koronawirusa, jest gotowa nawet na sądową batalię z rządem brytyjskim.

„Jeśli Johnson będzie chciał powstrzymać referendum, będzie musiał próbować to podważyć przed Sądem Najwyższym. Ale to będzie jego decyzja, nie moja. Nie sądzę, by zdecydował się na absurd, jakim jest premier idący do sądu, by powstrzymać wyniki demokratycznego głosowania szkockich obywateli” – powiedziała szkocka premier.

Jak dodała, „w każdej innej demokracji, gdyby ludzie zagłosowali za czymś, a polityk by im tego odmówił, uznalibyśmy to za absurd”. „Jeśli w szkockim parlamencie będzie większość dla referendum niepodległościowego, to powinno zostać uszanowane” – podkreśliła.

W referendum niepodległościowym w 2014 r. 45 proc. Szkotów było za zerwaniem unii z Anglią, a 55 proc. za jej utrzymaniem. Jednak od 2020 r. sondaże pokazuje już wyraźną przewagę zwolenników niepodległości.