Święto Niepodległości w Warszawie po raz pierwszy od dawna bezpieczne

Warszawa Marsz Niepodległości 2018, źródło Krzysztof Sitkowski KPRP

Warszawa Marsz Niepodległości 2018, źródło: Krzysztof Sitkowski, KPRP

W dniu Święta Niepodległości w Warszawie odbyły się oficjalne uroczystości, ale uwaga koncentrowała się zwłaszcza na organizowanym przez narodowców Marszu Niepodległości, któremu od lat towarzyszyły burdy i zniszczenia. Obyło się jednak bez poważnych incydentów.

 

Tym razem marsz był bowiem imprezą państwową, choć nie uczestniczyli w nim przedstawiciele najwyższych władz państwa ani przedstawiciele rządzącej partii.

Z okazji Święta Niepodległości przedstawiciele władz państwowych złożyli kwiaty przy pomnikach Ojców Niepodległości, uczestniczyli w Uroczystej Odprawie Wart oraz ceremonii złożenia kwiatów przed Grobem Nieznanego Żołnierza, a także przy pomnikach Ojców Niepodległości: Józefa Piłsudskiego, Wojciecha Korfantego, Romana Dmowskiego, Ignacego Daszyńskiego, Ignacego Paderewskiego, Stefana Roweckiego „Grota”, Wincentego Witosa oraz kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Najważniejsi członkowie polskiego rządu, m.in. premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jarosław Kaczyński, a także przedstawiciele prezydium Sejmu i Senatu, a także parlamentarzyści PiS wzięli również udział w wieczornym nabożeństwie w katedrze na Wawelu. Po mszy złożyli kwiaty w krypcie, gdzie spoczywają marszałek Piłsudski i para prezydencka Lech i Maria Kaczyńscy.

Tegoroczny Marsz Niepodległości wyjątkowo spokojny

Około 100-tysięczny (w ocenie organizatorów) Marsz Niepodległości odbył się tym razem bez burd, ale uczestniczyli w nim neofaszyści, również z Włoch i Węgier. Spalono flagę Niemiec i zdjęcie szefa PO, byłego premiera Donalda Tuska. Ponadto przemarszowi towarzyszyły wszechobecne krzyże celtyckie, apele o strzelanie do imigrantów na granicy i zniszczenie UE, a także zabronione race.

Swoje przemówienie wygłosił ponadto organizator marszu Robert Bąkiewicz. “To od nas będzie zależało, jak ta nowa Polska będzie wyglądała”, przekonywał. “Czy będziemy narodem i państwem silnym, gotowym nieść krużganek (sic!) oświaty, chrześcijaństwa, cywilizacji łacińskiej na Zachód”, zapytał. “Na Zachód, którego mentalnie, moralnie, cywilizacyjnie już nie ma”, podkreślił.

Przekonywał także, że każdy z uczestników marszu powinien iść z „tą kontrrewolucją, z którą powinniśmy pomaszerować, w Polskę i świat”. Podkreślił przy tym, że „nie da się podnieść Polski na pięknych hasłach”.

Ledwo wspomniał o zagrożeniu ze Wschodu i sytuacji na białoruskiej granicy, za to obszernie ostrzegał przed prawdziwym, w jego ocenie, zagrożeniem ze strony Niemiec. „Jesteśmy również atakowani przez Niemcy, które wykorzystują instytucje unijne do odbierania nam suwerenności”, stwierdził, ostrzegając, że „chcą nam odebrać tożsamość narodową, kulturową, a nawet płciową”.

„Niemcy wymyślili sobie nowe ideologie, które nie tylko mają doprowadzić do zniszczenia narodu polskiego, ale całej Europy, chcą z Polaków zrobić pariasów, ludzi drugiej kategorii”, wołał do uczestników pochodu, którzy chwilę później spalili niemiecką flagę.

„Dzisiejszy Marsz Niepodległości, to wielki sukces wszystkich, którzy bronią suwerenności państwa polskiego, a klęska wszystkich, którzy tą suwerenność atakują i chcą ją oddawać obcym’, uznał jednak Robert Bąkiewicz. „Jest siła w naszym Narodzie do walki w obronie niepodległości”, dodał w swoim wpisie na Twitterze.

Reperkusje tegorocznego Marszu Niepodległości

Światowe media zgodnie wyraziły zaniepokojenie rasistowskimi, antysemickimi i ksenofobicznymi hasłami skandowanymi i wypisanymi na transparentach niesionych przez uczestników sobotniego Marszu Niepodległości. Tymczasem rząd potępił co prawda incydenty, do których wtedy doszło, ale sam marsz ocenił pozytywnie.

Orędzie prezydenta poświęcone sytuacji na granicy z Białorusią

„W dniu Narodowego Święta Niepodległości (…) myślimy o tych, którzy tak wiele zrobili, by Rzeczpospolita wróciła na mapę Europy. Wspominamy bohaterów – często nieznanych z imienia i nazwiska – którzy heroicznym czynem zbrojnym, dzielnością żołnierską i własną krwią wywalczyli i obronili wolną Polskę”, powiedział wczoraj prezydent Andrzej Duda.

W orędziu wygłoszonym z okazji Święta Niepodległości zapewnił także, że „nasi rodacy, przodkowie i poprzednicy sprzed stulecia pozostawili zawsze aktualny wzór, który naśladujemy dziś my – ich współcześni następcy w historycznej sztafecie pokoleń”.

Cała reszta wystąpienia prezydenta poświęcona była jednak sytuacji na granicy Polski z Białorusią. „Dzisiaj lepiej niż kiedykolwiek widzimy odwagę, męstwo i patriotyzm wszystkich pełniących służbę na naszej granicy”, podkreślił Andrzej Duda, który w czwartek spotkał się tam z funkcjonariuszami straży granicznej, policji i żołnierzami chroniącymi  polsko-białoruską granicę.

W czwartkowym orędziu prezydent przypomniał, że Polska stała się celem ataku hybrydowego ze strony białoruskiego reżimu. Podkreślił, że w kampanii sterowanej przez KGB migranci z Bliskiego Wschodu wykorzystywani są w celu destabilizacji sytuacji nie tylko  w Polsce, ale w całej UE. Według polskiego prezydenta jest to wynik „konsekwentnej i zaplanowanej polityki reżimu Alaksandra Łukaszenki, który nie cofnął się przed sfałszowaniem wyborów prezydenckich, przed represjami, strzelaniem do swoich rodaków i uwięzieniem tysięcy przedstawicieli opozycji, przed jawnym łamaniem praw człowieka”.

Andrzej Duda zaapelował przy tym do polityków i mediów o odpowiedzialność. „Państwa słowa i działania mają olbrzymi wpływ nie tylko na to, co dzieje się na granicy, ale także na to, czy państwo polskie i społeczeństwo wyjdą z tej sytuacji silniejsze, czy też pozwolimy, by to inni rozstrzygali o naszych sprawach”, podkreślił.

Zwierzchnik sił zbrojnych zapewnił także, że Polska jest przygotowana do odparcia tej akcji służb reżimu Łukaszenki. „Nasza Straż Graniczna, Wojsko Polskie, Policja i inne służby są w stanie najwyższej gotowości. Jestem w stałym i bezpośrednim kontakcie z przywódcami państw naszego regionu, a także partnerami z Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej”, oświadczył Duda, zapewniając, że „stanowisko Rzeczypospolitej spotyka się tam z pełnym poparciem i zrozumieniem”.

Podkreślił jednak, że „zgoda na nielegalne wejście nawet niewielkiej liczby migrantów lub brak adekwatnej reakcji spowodowałyby dramatyczne konsekwencje zarówno dla nas, jak i dla całej Unii Europejskiej”. Zdaniem prezydenta w takiej sytuacji „dziesiątki, a może nawet setki tysięcy ludzi oszukanych przez Łukaszenkę szturmowałyby polską granicę”, co „oznaczałoby to jeszcze więcej ludzkich nieszczęść i tragedii”.

„Polska jest dzisiaj krajem bezpiecznym i stabilnym, gotowym wypełniać swoje zobowiązania wobec partnerów i sojuszników. Świadomość tego napełnia nas dumą i radością. My, obywatele wolnej Polski, nasz spokój, bezpieczeństwo i pomyślność zawdzięczamy tym, którzy pełnią służbę państwową”, mówił Andrzej Duda.

Kryzys na granicy z Białorusią: NATO deklaruje pomoc dla Polski. List Tuska do przywódców państw UE

„Sojusznicy jasno dali do zrozumienia, że Białoruś ponosi odpowiedzialność za kryzys, a wykorzystywanie migrantów przez reżim Łukaszenki jest nieludzkie”, oświadczyła kwatera główna NATO.

Kaczyński: Dobroć nie może być słabością

W części oficjalnej, która odbyła się w siedzibie Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego Sokół, wystąpili wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki.

Prezes PiS odnosił się m.in. do sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, gdzie toczy się wojna hybrydowa. „Ostatnio nawet padają dalej idące pogróżki”, dodał, zwracając uwagę, że „oczywiście, jak to zwykle w takich przypadkach, próbuje się przerzucić odpowiedzialność na nas jako kraju rzekomo agresywnego”. Według Kaczyńskiego „ktoś może powiedzieć, że to przecież śmieszne, absurdalne, ale w polityce niejeden raz takie absurdy miały miejsce”.

Wicepremier ostrzegł też przed agentami, zwłaszcza w czasie kryzysów. „Trzeba się strzec, podejmować wszelkie możliwe działania, trzeba ich rozpoznawać i wiedzieć, że ta bitwa, która się w tej chwili toczy, to jest bitwa przede wszystkim o świadomość, o to, co będą myśleć i jakie wnioski z tego myślenia będą wyciągać Polacy”, tłumaczył. „Chodzi o to, by odwołując się do empatii doprowadzić do skruszenia naszego oporu. To się nie może udać”, zapewnił lider rządzącego ugrupowania.

Kaczyński podkreślił także, że Polacy są dobrym narodem, ale uprzedził, że nie może być ona słabością. „To wszystko, co czynimy na granicy, jest w zgodzie z zasadą, którą można wywieść z empatii. Ci, którym trzeba pomóc, tę pomoc otrzymują”, zapewnił prezes PiS.

Jego zdaniem nie można nawet „prowadzić swojego myślenia w tym kierunku, że to my jesteśmy winni nieszczęściu wielu ludzi, którzy zostali oszukani i sprowadzeni na Białoruś i dzisiaj niestety rzeczywiście cierpią”. „To nie my, tylko ci, którzy nas dziś atakują, którzy myślą, że zdołają nas złamać. Nie zdołają”, zapewnił Jarosław Kaczyński.

Przyznał ponadto, że „mamy także duży kłopot na Zachodzie”. Według Kaczyńskiego chodzi w nim „o uznanie naszej podmiotowości, wyrok Trybunału, o nasze prawo do organizowania polskich spraw”. W jego ocenie choć jest trudno, to  „to »trudno« z porównaniu z tym, co było 103 lata temu, to nic”.

„Tylko od nas zależy, czy damy sobie radę”, podkreślił wicepremier ds. bezpieczeństwa.

Morawiecki: chcemy się rządzić po naszemu

W swoim krakowskim wystąpieniu premier Mateusz Morawiecki powiedział, że aby sprostać niepodległości „musimy pozbyć się pewnego nawyku, jaki wtłaczano nam do głów jakieś 300 lat”, próbowano w nas wytworzyć również w latach III Rzeczypospolitej. „To nawyk pewnego rodzaju, gorszości, nawyk mikromanii, to polityka pedagogiki wstydu, to próba zrzucania na nasze barki cudzych win i cudzych grzechów”, uznał szef rządu.

„Nas uczono, abyśmy słuchali innych przez dziesiątki i setki lat, a my chcemy w Polsce rządzić się po naszemu, po polsku”, podkreślił Morawiecki. Dodał, że chcemy pozbyć się nawyku „odpowiadania przed innymi za nasze i nie nasze winy, za nasze i nie nasze grzechy, odpowiadania przed innymi trybunałami”. Według premiera „jest tylko jeden trybunał, przed którym odpowiadamy, to trybunał naszej historii i naszej przyszłości”.

Morawiecki przekonywał przy tym, że po to, by niepodległość służyła Polakom przez setki lat, trzeba „budować suwerenne elity, w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa”. „Elity tamtej Rzeczypospolitej do 2015 r. z krótkimi przerwami dbały, no właśnie, o kogo? Najłagodniej powiem, że dbały przede wszystkim o siebie (…) to jest ich główny grzech”, ocenił szef rządu uznając, że „na pewno grzechem części z nich jest agenturalność”.

Morawiecki podkreślił, że Polska chce być silnym, podmiotowym państwem i przyznał, że niepodległość zawdzięczamy wspaniałym pokoleniom. Zwrócił także uwagę, że niepodległość kosztuje. „Dzisiaj przekonujemy się o tym ponownie. Niepodległość kosztuje, kosztuje wysiłek, nasze starania na arenie międzynarodowej, starania dyplomatyczne”, wyliczał, zaznaczając, że przede wszystkim musimy polegać na sobie.

„Dziś także musimy ufać przede wszystkim we własne siły i dziś jesteśmy wdzięczni tym, którzy na naszej wschodniej granicy dbają o naszą suwerenność, nasze bezpieczeństwo, bezpieczeństwo całej UE”, powiedział premier, dziękując żołnierzom, funkcjonariuszom SG, policji i innych służb.

Morawiecki na granicy z Białorusią: Dla bezpieczeństwa kraju zrobimy wszystko  

Premier Mateusz Morawiecki zapewnił, że granice kraju są i będą dobrze strzeżone i podkreślił, że reżim Łukaszenki wybrał niewłaściwa granice do przeprowadzenia swojej prowokacji.

Rośnie ryzyko wymiany ognia na granicy i ataków terrorystycznych w kraju

Tymczasem Alaksandr Łukaszenka poinformował na wczorajszym spotkaniu z kierownictwem Rady Ministrów Białorusi, że miały miejsce próby dostarczenia broni Kurdom koczującym na granicy z Polską, przekazały wczoraj media. Według niego broń miała pochodzić z Donbasu, a celem tych, którzy mieli próbować ją dostarczyć, miałoby być doprowadzenie do wymiany ognia między strażnikami granicznymi, lub nawet siłami zbrojnymi Białorusi i Polski. Łukaszenka zwrócił uwagę, że taka sytuacja może oznaczać ryzyko wybuchu konfliktu zbrojnego.

Podobne informacje dzień wcześniej przekazał jeden z liderów białoruskiej opozycji Paweł Łatuszka. Według niego w obozach szkoleniowych sił specjalnych w Obwodzie Witebskim przeszkolono już dwie grupy Kurdów i Afgańczyków. „W Białorusi przeszkoleni zostali Irakijczycy i Afgańczycy, którzy będą wykorzystani do tego, żeby sprowokować konflikt zbrojny na granicy z Polską”, ostrzegł.

Łatuszka zapewnił także, że informacje pochodzą ze źródeł w wysoko postawionych białoruskich służbach wywiadowczych. „Kryzys migracyjny jest wykorzystywany przez Łukaszenkę do wprowadzania na terytorium UE osób, które mają doświadczenie wojskowe i które dodatkowo podjęły szkolenie na terytorium Białorusi w celu realizacji ataków terrorystycznych”, sprecyzował w środowej rozmowie z EUobserver.

„Na polskiej granicy może w najbliższym czasie dojść do eskalacji tego typu działań, które będą miały charakter zbrojny”, przyznał już w poniedziałek (8 listopada) rzecznik rządu Piotr Müller „I bardzo się tego obawiamy”, przyznał na konferencji prasowej po posiedzeniu sztabu kryzysowego.

Minionej doby 150 osób próbowało siłą sforsować granicę na odcinku podlaskiego oddziału SG. „Atak rozpoczął się rzucaniem w stronę żołnierzy różnych przedmiotów, a następnie próbą zniszczenia ogrodzenia”, przekazało ministerstwo obrony. „Żołnierze oddali strzały ostrzegawcze w powietrze”, cytują media komunikat resortu. Straż graniczna odnotowała 468 prób nielegalnego przekroczenia białorusko-polskiej granicy.