Sebastianowi Kurzowi grozi więzienie. To koniec kariery „cudownego dziecka” austriackiej polityki?

Sebastian Kurz, Austria, kanclerz

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz. / Zdjęcie: Unia Europejska, European Council and Council of the European Union Newsroom, https://newsroom.consilium.europa.eu/

Do niedawna Sebastian Kurz wskazywany był przez wielu jako nadzieja europejskiej chadecji. Dziś ciążą na nim poważne zarzuty, a opozycja oskarża go o „orbanizację” Austrii. Czy piętrzące się kontrowersje, a do tego oskarżenia o tendencje autorytarne pogrążą popularnego kanclerza?

 

 

Odkąd w 2009 r. objął przewodnictwo w młodzieżówce Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP), kariera Sebastiana Kurza rozwijała się w zawrotnym tempie. W wieku zaledwie 27 lat, został powołanym z nominacji ÖVP na szefa dyplomacji w koalicyjnym rządzie Wernera Faymanna, a w 2016 r. w rządzie Christiana Kerna.

Rok później przejął funkcję lidera ÖVP z rąk Reinholda Mitterlehnera – zmieniając nawet nazwę i kolor partii (z czarnego na turkusowy) – i jako kandydat ugrupowania na kanclerza rozpoczął błyskotliwą kampanię przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi, doprowadzając chadeków do zwycięstwa z wynikiem ponad 31 proc. głosów. Mimo kontrowersyjnej decyzji o utworzeniu koalicji z nacjonalistyczną Wolnościową Partią Austrii (FPÖ) 31-latek został okrzyknięty przez media w Austrii i za granicą „cudownym dzieckiem” austriackiej polityki.

Kurz zdobył tak dużą popularność, że po wybuchu afery „Ibizagate”, która uderzyła w wolnościowców, i upadku rządu, w zwołanych na jesień przedterminowych wyborach ÖVP zwyciężyła z jeszcze wyższym wynikiem niż dwa lata wcześniej i utworzyła rząd tym razem z bardziej umiarkowaną partią Zielonych.

Tydzień w skrócie: Strefa Gazy pod ostrzałem / Orbanizacja Austrii / Sputnik V nad Słowacją

Dziennikarze EURACTIV.pl o najważniejszych wydarzeniach mijającego tygodnia.

Kanclerz z zarzutami

Dziś jednak nad kanclerzem zbierają się czarne chmury, a wszystko za sprawą wyjścia na światło dzienne kolejnych kompromitujących spraw z czasów rządów ludowców z FPÖ – w tym najpoważniejszej z nich, która w najgorszym wypadku może skończyć się dla szefa rządu więzieniem.

W ostatnim czasie austriacka prokuratura antykorupcyjna (WKStA) objęła kanclerza Kurza śledztwem w sprawie podejrzenia składania przez niego fałszywych zeznań przed parlamentarną komisją. Komisja ta badała aferę „Ibizagate”, ale również inne sprawy z okresu rządów ÖVP-FPÖ.

Chodzi o przesłuchanie z czerwca 2020 r., w którym Kurz pytany był o swój udział w obsadzeniu stanowiska prezesa państwowego holdingu ÖBAG, które w 2019 r., jeszcze przed upadkiem rządu, otrzymał bliski wieloletni znajomy kanclerza Thomas Schmid. Kurz zeznał pod przysięgą, że „nie pamięta, by się za nim wstawiał”, choć ujawnione wiadomości z telefonu Schmida wskazują, że to właśnie kanclerz dopilnował jego nominacji.

Podczas środowej (12 maja) konferencji prasowej Kurz nie tylko zarzekał się, że nie kłamał na przesłuchaniu, ale i zaatakował samą komisję, oskarżając ją o „zadawanie tendencyjnych pytań i snucie insynuacji” po to, by doprowadzić do jego usunięcia z urzędu.

Austria: Sebastian Kurz objęty śledztwem prokuratury antykorupcyjnej. Kanclerz kłamał w zeznaniach?

Sprawa dotyczy nominacji w 2019 r. bliskiego znajomego Kurza Thomasa Schmida na prezesa państwowego holdingu.

Szef rządu trafi do więzienia?

Zarzuty fałszywych zeznań mają jednak w austriackim wymiarze sprawiedliwości poważny charakter. W wypadku oficjalnego postawienia w stan oskarżenia Kurzowi grozi do trzech lat więzienia.

Sebastian Kurz nie jest pierwszym kanclerzem, którego prokuratura objęła śledztwem. W 2011 r. w takiej samej sytuacji po złożeniu skargi przez FPÖ, również w związku z podejrzeniem o korupcję, znalazł się wspomniany już Werner Faymann. Śledztwo jednak umorzono. Gdyby zatem rzeczywiście doszło do formalnego oskarżenia Kurza, byłaby to sytuacja bezprecedensowa.

Póki co na pytania, czy poda się do dymisji, jeśli zostanie oskarżony, szef rządu odpowiada jednoznacznie przecząco, podkreślając, że nie jest winny, a jego skazanie byłoby „absurdem”. Presja na kanclerza jednak rośnie, zwłaszcza ze strony partii opozycyjnych.

Szefowa Socjaldemokratycznej Partii Austrii (SPÖ) Pamela Rendi-Wagner stwierdziła, że „czerwona linia została przekroczona”, a „urzędujący kanclerz w stanie oskarżenia nie może dalej wykonywać obowiązków”.

Austria: Trudna misja nowej minister sprawiedliwości

Od ucieczki przed wojną w byłej Jugosławii do stanowiska ministerialnego. Alma Zadić jest przykładem udanej integracji w przybranej ojczyźnie. Austriacka minister sprawiedliwości zamierza poświęcić się walce z mową nienawiści, której sama niejednokrotnie padła ofiarą ze względu na pochodzenie.

 

 

Dla niektórych Austriaków …

„House of Kurz”

Sprawa kłamstw przed komisją to jednak wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o kompromitujące dla kanclerza i rządu doniesienia. Krytycy zarzucają Kurzowi zbudowanie w kraju czegoś, co – jak wskazuje portal Politico – w nawiązaniu do popularnego serialu określają jako „House of Kurz”: systemu obracającego się wokół hojnie wynagradzanych lojalistów (jednym z nich miał być Schmid) i ścisłej kontroli wszystkich instytucji, które kontrolować się dadzą.

Przykład? Aby zniechęcić Kościół katolicki do krytyki twardej polityki imigracyjnej rządu, w ujawnionych wiadomościach Kurz polecił Schmidowi „wcisnąć gaz” i wywrzeć presję na administrację kościelną poprzez groźbę rewizji obecnych przywilejów podatkowych, bez których kościelnej administracji trudno byłoby się utrzymać. Zastraszanie nie przyniosło jednak skutku.

Zdaniem lidera SPÖ w parlamencie Kaia Jana Krainera kanclerz stworzył coś w rodzaju „systemu Kurza, umożliwiającego mu kontrolę nad wszystkimi instytucjami, swoistego państwa w państwie”.

Austria: Afera hazardowa. Podejrzanym minister finansów. Współpracownik kanclerza Kurza

Skrajnie prawicowa FPÖ potwierdziła, że ​​wystąpi z wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra.

„Orbanizacja” austriackich mediów

Opozycja wytyka rządowi próby wpływania również na rynek medialny. Oburzenie nie tylko na scenie politycznej, ale też wśród części dziennikarzy wzbudziła decyzja niemieckiej Weimer Media Group (WMG) o przyznaniu w tym tygodniu Sebastianowi Kurzowi nagrody za wolność mediów. Kurz został uhonorowany jako „budowniczy mostów w Europie” oraz „ambasador wolności”.

Natychmiast zarzucono kanclerzowi, że jego postawa wobec mediów jest daleka od tego, na co wskazuje uzasadnienie nagrody. Christian Deutsch z SPÖ, nazwał jej przyznanie Kurzowi „absurdem” i oskarżył go o „orbanizację Austrii”.

„Kurz nieustannie podważa filary naszej demokracji i atakuje podstawy porządku konstytucyjnego, a także wolność prasy”, stwierdził. Rubina Möhring z austriackiego oddziału Reporterów bez Granic oceniła natomiast ironicznie, że „jedyne mosty, które Kurz zbudował w ostatnich latach, to te łączące go z Viktorem Orbánem czy Donaldem Trumpem”.

Krytycy wypominają rządowi m.in. „preferencyjne” dotowanie sprzyjających sobie mediów. Tylko w zeszłym roku gabinet przeznaczył na ten cel 47 mln euro, trzykrotność całej kwoty wydanej przez poprzedni rząd. Większość środków przeznaczana jest na reklamy, w tym te o znaczeniu społecznym, jak na przykład zachęcanie do szczepień.

„Mniejsze środki na ten cel bądź ich brak mogą oznaczać bojkotowanie niektórych mediów”, wskazuje dr hab. Justyna Miecznikowska z Uniwersytetu Warszawskiego. Innym sposobem wywierania wpływu jest premiowanie określonych firm za pomocą ustaw w zamian za dotacje dla partii na kampanie wyborcze, podkreśla nasza rozmówczyni. Zwraca ponadto uwagę na rozmieszczenie informacji w prasie i umieszczanie informacji niewygodnych dla rządu na dalszych stronach.

Austria bez dodatkowych dawek. Szczepionkowa ofensywa pogrąży Sebastiana Kurza?

Austriacki kanclerz chciał zdobyć dla kraju więcej szczepionek, ale jego starania ostatecznie obróciły się przeciwko niemu.

Obsesja na punkcie wizerunku?

Oprócz finansowania władze mają też usiłować wywierać wpływ na media w bezpośredni sposób, a mianowicie przez odwodzenie od publikacji krytycznych wobec rządu, a szczególnie wobec samego Kurza. Hubert Patterer z „Kleine Zeitung” uważa, że jedną z przyczyn takich działań jest „noszące znamiona obsesji” przewrażliwienie kanclerza na punkcie własnego wizerunku, „wykraczające poza zwykły narcyzm”.

„Kurz maniakalnie przejmuje się tym, jak jest przedstawiany w mediach, jak jest fotografowany postrzegany i oceniany”, twierdzi dziennikarz, cytowany przez Politico. Jego zdaniem ową „obsesję” obecny kanclerz zdradzał już jako minister spraw zagranicznych.

Patterer, jak również były redaktor naczelny „Kuriera” Helmut Brandstätter mówią, że niejednokrotnie otrzymywali od ówczesnego szefa dyplomacji prywatne wiadomości w stylu „Dlaczego Pan mnie nie lubi?” w odpowiedzi na publikację zdjęć, przedstawiających go nie w taki sposób, jakby sobie tego życzył.

Brandstätter sądzi wręcz, że to naciski Kurza doprowadziły do jego zwolnienia z gazety. Sam polityk temu zaprzecza, choć w jednej z opublikowanych ostatnio wiadomości z telefonu Thomasa Schmida pisał, że „Brandstätter go nienawidzi”.

Austria i Dania porozumiały się z Izraelem ws. produkcji szczepionek. "Wotum nieufności dla UE"

Izrael, Dania i Austria połączą siły w walce z pandemią COVID-19.

Twarz Kurza twarzą partii

Justyna Miecznikowska wskazuje, że wręcz przesadna dbałość o wizerunek to nie tylko kwestia podejścia samego kanclerza, ale przede wszystkim jego drobiazgowo budowanego PR-u – zarówno przez samą partię, jak i biuro kanclerza.

„Jest to swego rodzaju wielka machina pracująca na rzecz Sebastiana Kurza”, mówi ekspertka, podkreślając, że nawet w czasach pandemii biuro kanclerza federalnego wydaje znaczące środki na cele wizerunkowe. Według badaczki promowanie Kurza to konsekwencja tego, w jaki sposób promuje się sama ÖVP.

„Austriacka Partia Ludowa mocno postawiła na Sebastiana Kurza”, podkreśla Miecznikowska. Jak zauważa, przed objęciem przewodnictwa przez Kurza ugrupowanie cieszyło się poparciem na poziomie nieco ponad 20 proc., a jego elektorat stanowili głównie tradycjonaliści, część przedsiębiorców czy osoby starsze, ale nie młodzi.

„Powiew świeżości, który wprowadził Kurz, stał się lokomotywą napędową sukcesu chadecji, zatem sukces partii jest jego osobistym sukcesem. Stał się w Austrii niemal celebrytą, niczym gwiazda pop”, wyjaśnia. Zwraca przy tym uwagę, że niemal we wszystkich kampaniach i reklamach promujące ÖVP na pierwszy plan wysuwana jest właśnie osoba Kurza, ukazanego jako młodego, dynamicznego lidera.

„Bez niego wątpliwe jest, czy chadecja cieszyłaby się takim poparciem. Dlatego wizerunek kanclerza w mediach musi być tak pieczołowicie dopracowany. Poparcie dla Kurza to niejako papierek lakmusowy postrzegania ÖVP. Sposób odbierania partii przez obywateli jest całkowicie uzależniony od jego postaci jako polityka, który wykreował zmianę wizerunkową ugrupowania”, tłumaczy nasza rozmówczyni.

Austria: Była Szefowa MSZ w radzie nadzorczej Rosnieftu. Kiedyś tańczyła na swoim ślubie z Władimirem Putinem

Jako szefowa MSZ Karin Kneissl była orędowniczką projektu Nord Stream 2.

Skandale pogrążą Kurza i „zatopią” chadeków?

Skoro więc Kurz coraz mniej jawi się „cudownym dzieckiem”, a coraz bardziej cynicznym politykiem o zapędach autorytarnych, to czy ostatnie zarzuty będą początkiem końca szefa austriackiego rządu, a w konsekwencji – skoro jego wizerunek jest tak kluczowy dla chadeków – jego partii

Justyna Miecznikowska podkreśla, że według sondaży z początku miesiąca poparcie dla ÖVP jest póki co w miarę stabilne (ok. 36 proc. poparcia), podczas gdy druga SPÖ może liczyć na zaledwie ok. 21 proc. Jednak już sondaże zaufania pokazują bardziej negatywne dla chadeków wyniki. Na pierwszym miejscu znajduje się prezydent Alexander van der Bellen z zaufaniem na poziomie niecałych 40 proc., zaś Sebastian Kurz zamyka pierwszą piątkę z wynikiem niecałych 10 proc.

Zdaniem ekspertki wciąż wysokie poparcie pokazuje, że „w obliczu braku alternatywy Austriacy skłonni byliby ponownie zagłosować na chadeków”. Wynika to, jak mówi, w dużej mierze z faktu rozdrobnienia i słabości opozycji, na którą składa się słabnąca od wyborów w 2017 r. SPÖ, liberalna partia NEOS i wolnościowcy z FPÖ, w których mocno uderzyła afera „Ibizagate”.

Jeśli zaś chodzi o Kurza, to nasza rozmówczyni wskazuje, że jest to polityk bardzo sprawny, na co dowód stanowi jego szybkie „podniesienie się” po wotum nieufności, pierwszym w historii II Republiki, i aferze z udziałem koalicjanta, a następnie spektakularny sukces w przedterminowych wyborach.

„Zapewne więc i z obecnego położenia koniec końców Sebastian Kurz wyjdzie zwycięsko, choć długie odpieranie ataków może na pewien czas nadszarpnąć jego wizerunek i wzmocnić opozycję”, uważa Miecznikowska.

Austria: Karl-Heinz Grasser skazany w największej aferze korupcyjnej po wojnie. Kiedyś współpracował z Jörgiem Haiderem

Sprawa ma związek z jedną z największych afer korupcyjnych w powojennej historii kraju.

Autorytaryzm w wykonaniu Kurza?

Jeśli więc chadecy z Kurzem na czele utrzymają się na czele, to czy dotychczasowe tendencje nie wskazują, że młody kanclerz będzie prowadzić kraj w obranym przez Węgry czy Polskę kierunku „demokracji nieliberalnej” lub „miękkiego autorytaryzmu”?

Według Miecznikowskiej taki scenariusz jest nieprawdopodobny ze względu na to, że w przeciwieństwie choćby do węgierskiego Fideszu, ÖVP nie dysponuje w parlamencie wystarczającą siłą, by zbudować samodzielny rząd i musi polegać na budowaniu koalicji i to – w odróżnieniu od PiS w Polsce – z partią odmienną ideologicznie. „Dążenie do autorytaryzmu nie wchodzi więc w grę”, podkreśla naukowczyni z UW.

Jak zaznacza, sama współpraca z Zielonymi narzuca na chadeków pewne ograniczenia. Zwrot w kierunku autorytaryzmu mógłby skutkować wystąpieniem Zielonych z koalicji – tym bardziej, że już wstąpienie do niej było dla tego ugrupowania decyzją trudną. Część elektoratu Zielonych nie akceptowała współpracy z partią, która dopiero co tworzyła koalicję ze skrajną prawicą.

„Jeśli więc Sebastian Kurz podejmowałby jakieś działania w kierunku autorytaryzmu, co jest wątpliwe, skutkiem będzie wystąpienie Zielonych i upadek rządu. Nie ma też możliwości stworzenia rządu mniejszościowego”, podkreśla. ÖVP ma bowiem zaledwie 73 mandaty na 183 w Radzie Narodowej, zaś cały rząd – 96. „Jest to więc stabilna przewaga, ale bez koalicjanta chadecy sobie nie poradzą”, podsumowuje.