Rząd Ukrainy złożył protest do Netflixa. Chodzi o to jak w serialu „Emily w Paryżu” przedstawiona została ukraińska bohaterka

Lily Collins w roli głównej serialu "Emily w Paryżu", źródło: Netflix

Lily Collins w roli głównej bohaterki serialu "Emily w Paryżu", źródło: Netflix

Ukraiński minister kultury Ołeksandr Tkaczenko złożył oficjalny protest do amerykańskiej platformy streamingowej. Chodzi o to, że drugoplanowa postać pochodzącej z Ukrainy Petry… okrada sklepy z luksusową odzieżą.

 

„Emily w Paryżu” to amerykański serialowy komedio-dramat stworzony przez Darrena Stara, czyli amerykańskiego producenta i scenarzystę takich telewizyjnych hitów jak „Beverly Hills, 90210”, „Melrose Place”, „Central Park West” czy „Seks w wielkim mieście”. To on jest także showrunnerem serialu „I tak po prostu…”, czyli emitowanej właśnie w telewizji HBO kontynuacji perypetii Carrie Bradshaw i jej przyjaciółek.

Serial „Emily w Paryżu” wyprodukowany przez studio filmowo-telewizyjne Mtv oraz telewizję kablową Paramount Network trafił w 2020 r. do Netlixa, który stał się też koproducentem kolejnej jego serii, której premiera odbyła się pod koniec 2021 r.

Opowiada on historię młodej Amerykanki (w tej roli Lily Collins), która przenosi się do Francji, aby wesprzeć swoim „amerykańskim punktem widzenia” paryski oddział globalnej korporacji PR. Tam zderza się ze wszystkim tym co różni europejski styl życia od amerykańskiego, a wszystko to relacjonuje w mediach społecznościowych.

Koronawirus uderza w kina. Druga co do wielkości sieć na świecie zamyka wszystkie placówki w USA i Wielkiej Brytanii

Branżę kinową dobijają nie tylko pandemia koronawirusa i przeciwepidemiczne obostrzenia, które czasowo uniemożliwiły kinom w wielu krajach działanie, ale także brak głośnych i kasowych premier, które na powrót przyciągnęłyby widownię.

 

Brytyjska Cineworld to druga co do wielkości sieć kinowa na świecie. …

„Utwierdzanie stereotypów o Ukraińcach”

Drugi sezon „Emily w Paryżu” wzbudził jednak kontrowersje na Ukrainie. A to za sprawą nowej trzecioplanowej postaci granej przez ukraińską aktorkę Darię Panczenko. Tytułowa bohaterka poznaje w Paryżu nową koleżankę – pochodzącą z Ukrainy Petrę. Obie spotykają się na lekcjach języka francuskiego dla obcokrajowców.

I choć Petra została przedstawiona jako postać sympatyczna, bo jako jedyna z uczestników kursu językowego okazała przyjaźń głównej bohaterce serialu, to jednak Ukrainka ma w serialu pewną słabość – kradnie w sklepach odzieżowych, co w niezręcznej sytuacji stawia tytułową Emily.

To zirytowało część ukraińskich widzów, którzy uznali to za stereotypowe przedstawianie Ukraińców i konserwowanie mitu jakoby zagranicą zajmowali się głównie kradzieżami. Ponadto Petra jest postacią nieco komiczną, bo – choć „Emily w Paryżu” to także serial o modzie i stylu – ubiera się bez gustu, a także obsesyjnie martwi się deportacją na Ukrainę.

„Sposób w jaki potraktowano w czwartym odcinku drugiego sezonu serialu wizerunek Ukraińców to niezwykle tani chwyt. Dla mnie to jest skandaliczne i uważam, że Netflix powinien się wstydzić” – napisała na Instagramie ukraińska blogerka Jewhenia Hawryłko. Jej post wywołał ponad 75 tys. reakcji.

Polski rząd wprowadza "podatek od Netflixa"

W ramach przepisów antykryzysowych polski rząd wprowadza nową daninę dla serwisów streamingowych oraz platform VOD. Ma ona przynieść nawet 20 mln złotych rocznie dla Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

Ukraiński minister wysyła protest

Teraz oficjalny protest do Netflixa przesłał ukraiński minister kultury Ołeksandr Tkaczenko. „Serial >>Emily w Paryżu<< przedstawia karykaturalny obraz ukraińskich kobiet, który jest nie nieakceptowalny. To jest wręcz obraźliwe. Czy tam się postrzega Ukraińców zagranicą?” – napisał minister w serwisie Telegram.

Ale nie wszyscy na Ukrainie są wobec Netflixa tak krytyczni. Ukraińska producentka filmowa Natalka Jakimowicz oceniła w rozmowie z BBC, że popularne seriale często opierają swoje scenariusze na stereotypach.

„Czyli w serialach można negatywnie przedstawiać wszystkie narodowości, ale nie Ukraińców? Oczywiście wszyscy byśmy sobie życzyli, aby postać Petry pochodziła z Moskwy, ale przecież nie zawsze się ma to, co chce” – powiedziała Jakimowicz, nawiązując do tego, że w amerykańskiej popkulturze szwarccharaktery często pochodzą z Rosji.

Koronawirus przeciąża internet, czyli kwarantanna z Netflixem

Nawet o 1/5 wzrosła oglądalność filmów i seriali w serwisach streamingowych, tj. Netflix, HBO Go, Hulu, Amazon Prime czy Dinsey+. Wprowadzenie przez wiele państw w Europie i Azji strategii dystansowania społecznego w walce epidemią koronawirusa wywołało duży wzrost zainteresowania treściami …

Francuzi też oburzeni „Emily w Paryżu”

Tymczasem burza na Ukrainie to nie pierwszy przypadek, gdy serial „Emily w Paryżu” mierzy się z oskarżeniami o konserwowanie stereotypów o różnych narodowościach. Emisja pierwszego sezonu wywołała protesty we… Francji. Po tym jak Emily przybywa z USA do Paryża mieszkańcy miasta są przedstawiani jako wyniośli i niegrzeczni, a także nagminnie zdradzający swoich partnerów oraz podejrzenie często noszący… berety.

Darren Star odpowiadał na te zarzuty, tłumacząc, że chodziło o pokazanie tego, że to przybywająca zza oceanu główna bohaterka postrzega Francuzów poprzez stereotypy, a widzowie widzą Paryż jej oczami.

„Przecież jednocześnie pokazaliśmy też stolicę Francji jako piękne i czarujące miasto. Chodziło o to, aby widzowie zakochali się w tym mieście tak, jak to było w moim przypadku” – mówił w rozmowie z „New York Timesem”.

W drugim sezonie „Emily w Paryżu” obrywa się zresztą nie tylko Francuzom czy Ukraińcom, ale także Brytyjczykom. Pojawia się w nim bowiem postać Alfiego, który większość czasu spędza na piciu alkoholu w pubach i oglądaniu meczów piłkarskich. Na razie nikt się o taką postać w Wielkiej Brytanii nie obraził.

Koronawirus uderza w branżę filmową. Zmienia się regulamin Oscarów

Hollywood przeżywa największych od stu lat kryzys. Poprzednio tak źle w branży filmowej, nie tylko w USA, było w czasach epidemii grypy-hiszpanki.

 

Największym problemem dla branży filmowej jest zamknięcie kin w wielu krajach świata, a przede wszystkim na tych najbardziej dochodowych …

Polski protest do Netflixa uwzględniony

Netflix już kolejny raz mierzy się z protestami w związku ze swoimi produkcjami. W 2019 r. polskie władze domagały się zmian w miniserialu dokumentalnym „Iwan Groźny z Treblinki” opowiadającym o Iwanie Demianiuku, ukraińskim strażniku z obozu zagłady w Treblince, który po II wojnie światowej schronił się w USA i dopiero w latach 80. XX wieku został zidentyfikowany jako zbrodniarz wojenny.

Batalia sądowa o skazanie Demianiuka ciągnęła się przez niemal trzy dekady, a mężczyzna stawał przed sądami w USA, Izraelu i Niemczech. Ostatecznie dopiero w 2011 r. został on uznany za winnego znęcania się nad więźniami obozu w Sobiborze, ale ponieważ zmarł rok później przed zakończeniem procesu apelacyjnego, wyrok nigdy się nie uprawomocnił, a zgodnie z niemieckim prawem Demianiuk pozostał formalnie niewinny.

W opowiadającym tę historię serialu pojawiła się jednak mapa Europy z zaznaczeniem na niej obozów zagłady. Nie pokazywała ona jednak sytuacji z okresu II wojny światowej, gdy Polska była okupowana przez hitlerowskie Niemcy, ale współczesne granice europejskich państw.

To powodowało, że mniej obeznani z historią widzowie mogli zrozumieć, że za część obozów zagłady odpowiadała Polska. Netflix uwzględnił protest polskiego MSZ, a do filmu dodano dodatkowe wyjaśnienia na temat tego, kto budował obozy zagłady i zarządzał nimi.

Niemcy: Filmy będą dostawać "zielone certyfikaty"

Już niedługo w Niemczech widzowie będą mogli wybrać w kinie film nie tylko kierując się opiniami krytyków czy nazwiskami ulubionych twórców, ale także tym czy dany obraz powstał w sposób możliwie neutralny dla środowiska. Niemieckie produkcje będą bowiem mogły otrzymać …

Gruzińska szachistka pozywa Netflixa

Z kolei we wrześniu ubiegłego roku Netflixa pozwała gruzińska arcymistrzyni szachowa Nona Gaprindaszwili. Poczuła się bowiem urażona wspomnieniem jej nazwiska w serialu „Gambit królowej”.

Pada tam bowiem zdanie radzieckiego komentatora sportowego, który wspomina, że to fikcyjna bohaterka serialu Beth Harmon jest pierwszą kobietą grającą w ZSRR w turnieju szachowym razem z mężczyznami, a „Gaprindaszwili nigdy dotąd nie mierzyła się z mężczyznami”.

Tymczasem w latach, o których opowiada serial Gruzinka miała za sobą już wiele oficjalnych meczów z męskimi arcymistrzami. Gaprindaszwili domagała się skorygowania czytanego z offu fragmentu dialogów w serialu.

Gruzja: Szachowa arcymistrzyni pozywa Netflixa za serial "Gambit Królowej". Uznała, że ją zniesławił

Nona Gaprindaszwili była najwybitniejszą szachistką lat 60. i 70. XX wieku. Jej osiągnięcia zostały jednak przez scenarzystów pomniejszone.

Prawdziwy numer w serialu „Squid Game”

Wpadkę zaliczyli też producenci największego przeboju w historii Netflixa – południowokoreańskiego serialu „Squid Game”. Pojawia się w nim bowiem numer telefonu do organizatorów śmiertelnie niebezpiecznych zawodów, w których biorą udział bohaterowie serialu.

Niestety numer okazał się być autentyczny i należeć do… zupełnie nieświadomej globalnego szału pani Kim Gil-young, która zaczęła odbierać codziennie (także w nocy) tysiące telefonów i wiadomości od fanów serialu.

Neflix zaoferował w ramach zadośćuczynienia najpierw równowartość 840 dolarów, a potem niecałych 4,2 tys. dolarów. Pani Kim nie pozwała jednak serwisu streamingowego, bo natychmiast zaczęli się do niej zgłaszać chętni, aby… odkupić od niej kartę SIM z feralnym numerem telefonu za ogromne pieniądze.