Rumuński prezydent nie chce dymisji rządu

Klaus Iohannis, prezydent Rumunii// Źródło: Kancelaria Prezydenta

Prezydent Rumunii Klaus Iohannis nie miał wielu ciepłych słów dla rządu w kontekście trwających w kraju protestów. Mimo wszystko prezydent uważa, że premier Sorin Grindeanu powinien pozostać na stanowisku i naprawić swoje błędy.

 

Rumuński rząd w zeszłym tygodniu wydał dekret, który dekryminalizował wiele przestępstw opisanych w kodeksie karnym. Zdekryminalizowane przestępstwa dotyczyły szeroko rozumianej korupcji, w tym także nadużyć władzy czy działań na niekorzyść państwa i przyczynienie mu strat.

>> Czytaj więcej o zmianach w prawie

Rząd i zmiany

Rząd jest tworzony przez Partię Socjaldemokratyczną (PSD) z Sojuszem Liberałów i Demokratów (ALDE) jako mniejszościowym partnerem. W grudniu ubiegłego roku premierem został jednak nie Liviu Dragnea, przewodniczący PSD, ale mało znany polityk samorządowy Sorin Grindeanu.

Brak objęcia władzy przez Dragneę wynikał z tego, że ma on już na koncie jeden wyrok za manipulacje wyborcze, a w tym miesiącu rozpoczął się przeciw niemu kolejny proces. Tym razem chodzi o nadużycia władzy w okresie 2006-2012, kiedy Dragnea przewodniczył radzie okręgu (największa jednostka podziału administracyjnego Rumunii, choć wielkością bliższa polskim powiatom) teleormańskiego na południu kraju. Dekret wprowadzony przez rząd sprawiłby, że sprawa przeciw Dragnei nie będzie musiała być już prowadzona.

>> Czytaj więcej o konsekwencjach nowego prawa w naszym wywiadzie z Octavianem Milewskim

Protesty

Tworzenie takiego prawa i dekretowanie go bez żadnej formy debaty publicznej wzbudziły opór w społeczeństwie. Protesty poparty także inne instytucje rumuńskiego życia publicznego: wpierw prezydent Klaus Iohannis (obecnie bezpartyjny, ale wybrany z poparciem obecnie opozycyjnej Partii Narodowo-Liberalnej), a potem także m.in. rzecznik praw obywatelskich Victor Ciorbea oraz rumuńska Cerkiew Prawosławna. Udział prezydenta sprawił, że PSD oskarżyła go o próbę obalenia rządu.

W miniony weekend protesty osiągnęły apogeum. W niedzielę (5 lutego) na ulice wyszło ćwierć miliona Rumunów, domagających się odwołania dekretu. Tego dnia rząd wycofał dekret, choć musi na to wyrazić zgodę jeszcze parlament, co spodziewane jest do końca bieżącego tygodnia.

Część obywateli pozostała jednak na ulicach, domagając się dymisji Grindeanu. Ich liczba jest jednak mniejsza: 25 tys. w poniedziałek 6 lutego oraz 5 tys. we wtorek 7 lutego (licząc sam Bukareszt, w innych miastach protestowało łącznie kolejne kilka tysięcy ludzi).

Parlament

Także wczoraj (7 lutego) prezydent Iohannis zabrał głos w parlamencie w sprawie protestów. Skrytykował on rząd za wprowadzenie dekretów „po nocy i po kryjomu” i dodał, że „dobrobyt Rumunów nie był priorytetem” dla rządu.

Prezydent jednak nie poparł demonstrantów domagających się ustąpienia rządu i przyspieszonych wyborów. Iohannis podkreślił, że PSD wygrała w grudniowych wyborach prawo do rządzenia krajem: „mówiliście, że chcę obalić legalnie wybrany rząd. To nieprawda. Wygraliście, więc rządźcie, ale nie za wszelką cenę” – powiedział.

Dziś (8 lutego) parlament będzie głosował nad wotum nieufności dla rządu. Agencja Reutera, powołując się na źródła w PSD, spodziewa się także dymisji ministra sprawiedliwości Florina Iordache.