Rumunia: Rząd Ludovica Orbana przetrwał, bo nie było kworum w parlamencie

Ludovic Orban (w środku), źródło: Flickr/European People's Party (CC BY 2.0)

W rumuńskim parlamencie nie doszło ostatecznie do głosowania nad wotum nieufności wobec mniejszościowego gabinetu Ludovica Orbana. Opozycyjnym socjaldemokratom znów nie udało się więc obalić centroprawicowego rządu.

 

Socjaldemokratyczna opozycja, sama odsunięta w październiku ubiegłego roku od władzy w wyniku głosowania nad wotum nieufności, od kilku miesięcy próbuje się rządzącej teraz centroprawicy zrewanżować tym samym.

Dziś (31 sierpnia) nie udało się to z powodu braku odpowiedniego kworum w parlamencie. Aby możliwe było głosowanie nad wotum nieufności potrzeba na sali conajmniej 233 posłów, ale stawiło się ich tylko 226.

„Nie ma kworum, nie możemy więc przystąpić do realizacji dzisiejszego porządku dziennego” – powiedział więc na początku posiedzenia przewodniczący Izby Deputowanych Marcel Ciolacu, który jest jednocześnie również szefem Partii Socjaldemokratycznej (PSD).

Stwierdził też, że nie będzie przekładał tego głosowania na inny termin. „Nie ma powodów, aby zmieniać porządek kolejnych posiedzeń. Nie udało się. Walczyliśmy o utworzenie 233-osobowej większości w parlamencie i zawiedliśmy” – oznajmił potem dziennikarzom.

Wiadomo było, że na głosowanie nie przyjdą posłowie rządzącej Partii Narodowo-Liberalnej (PN-L), ale to było za mało, aby zerwać kworum. Po ich stronie stanęli jednak (i także się nie pojawili) deputowani z mniejszych ugrupowań, a nawet kilku socjaldemokratów.

Dlatego Ciolacu zapowiedział, że ci posłowie jego partii, którzy przyczynili się do porażki wniosku o wotum nieufności wobec rządu, zostaną karnie usunięci z PSD.

Rumunia: Kolejny rekord zakażeń SARS-CoV-2. Rząd będzie poddawał obywateli przymusowej kwarantannie?

Liczba nowych zakażeń SARS-CoV-2 w Rumunii osiągnęła we wtorek (21 lipca) rekordowy poziom. Władze argumentują, że wina częściowo leży po stronie niesubordynacji obywateli. Przeciwdziałać ma temu nowe prawo, dzięki któremu można poddawać przymusowej hospitalizacji osoby zakażone SARS-CoV-2..

Trudne rządy Orbana

Ludovic Orban jest rumuńskim premierem (z krótką przerwą) od października ubiegłego roku. Stoi jednak na czele mniejszościowego gabinetu. Socjaldemokraci już raz, w lutym, próbowali jego rząd odwołać w parlamencie.

Wtedy im się to udało, ale prezydent Klaus Iohannis, który także wywodzi się z PN-L) od razu poprosił Obrana od utworzenie nowego rządu. Był to bowiem fortel, który miał umożliwić skrócenie kadencji parlamentu o pół roku, aby na fali rosnącego poparcia dla centroprawicy, PN-L mogła uzyskać mandat do samodzielnego większościowego rządzenia. A ponadto dać cztery lata nowej kadencji.

Ale plan się nie powiódł, ponieważ zablokował go Trybunał Konstytucyjny, który ocenił, że taki manewr będzie niezgodny z konstytucją. Prezydent nie mógł powierzyć funkcji premiera politykowi, który chwilę wcześniej uzyskał wotum nieufności.

Dlatego nowym premierem został w lutym dotychczasowy minister finansów Florin Citu. Jego zadaniem było utworzenie rządu przejściowego, który kierowałby państwem do wyznaczonych na listopad wyborów.

Ale Citu rządem kierował niespełna miesiąc. Zrezygnował bowiem już w marcu. A to otworzyło już drogę do ponownego mianowania premierem Ludovica Orbana. Oficjalnym powodem była konieczność poczynienia przygotowań do zbliżającej się do Europy pandemii koronawirusa.

Socjaldemokraci nie zrezygnowali jednak ze swojego planu odwołania centroprawicowego rządu. Liczyli, że uda im się przekonać do swojego planu jakichś rozczarowanych polityków centroprawicy. Okazało się jednak, że polegli od własnej broni, bo kworum nie udało się stworzyć z powodu dezercji we własnych szeregach.