Ponad pół miliona Katalończyków protestowało wczoraj w Barcelonie

Zwolennicy niepodległości Katalonii, źródło: Wikipedia, fot. Màrius Montón

Zwolennicy niepodległości Katalonii, źródło: Wikipedia, fot. Màrius Montón

Szósty dzień z rzędu w stolicy Katalonii trwają protesty zwolenników secesji od Hiszpanii. Wybuchły one po tym jak na wysokie wyroki więzienia skazano 9 działaczy niepodległościowych. W piątek (18 października) w całej Katalonii trwał strajk generalny.

 

Protesty nastawionych proniepodległościowo Katalończyków trwają od poniedziałku (14 października), czyli od kiedy sąd w Madrycie skazał organizatorów referendum w sprawie oderwania się od Hiszpanii z października 2017 r. na wyroki od 9 do 13 lat więzienia. Wczoraj spodziewano się największej jak dotąd manifestacji. Do Barcelony zjechali także Katalończycy z innych miast.

Zamieszki i płonące barykady

Na ulice Barcelony wyszło wczoraj ponad 525 tys. manifestantów, jak podała barcelońska straż miejska. Demonstracja rozpoczęła się jako pokojowy marsz przy Via Laietana. Ale bliżej wieczora setki bardzo bojowo nastawionych demonstrantów starły się z policją. Najpoważniejsza sytuacja była w pobliżu stacji metra Urquinaona. Policja musiała tam używać pałek, gazu łzawiącego i armatek wodnych. Demonstranci niszczyli przystanki autobusowe, witryny sklepów i kosze na śmieci. W stronę policjantów poleciały butelki i kamienie, a nawet koktajle Mołotowa. Na niektórych ulicach budowano prowizoryczne barykady z opon i miejskich ławek, a potem je podpalano.

Jak poinformował dziś (19 października) rano hiszpański minister spraw wewnętrznych Fernando Grande-Marlaska, tylko wczoraj zatrzymano 54 osób. Tymczasem od poniedziałku do czwartku do policyjnych aresztów trafiło 106 uczestników zamieszek. Rannych lub poszkodowanych zostało od początku protestów ponad 300 osób, z czego aż 186 wczoraj – 152 w Barcelonie i 34 w Gironie, gdzie także odbyła się 6-tysięczna demonstracja, po której kilkaset osób próbowało się wedrzeć do budynku tamtejszego sądu.

Wielkim demonstracjom towarzyszył w piątek 24-godzinny strajk generalny, który objął m.in. transport publiczny. Władze Barcelony oszacowały, że na ulice miasta wyjechało tylko ok. 30 proc. autobusów. Stanęły też pociągi, zaś na lotnisku El Prat odwołano 57 lotów. W dużej części Katalonii panował komunikacyjny chaos. Strajkowały też szkoły i wyższe uczelnie. Zamknięto większe sklepy, muzea i atrakcje turystyczne, w tym słynny kościół Sagrada Familia. Działała natomiast większość urzędów. Strajk bowiem poparł tylko co trzeci urzędnik.

Był także poważny kłopot z poruszaniem się po drogach. W ponad 50 miejscach, zwłaszcza przy granicy z Francją, manifestanci zablokowali ruch pojazdów. Nieprzejezdna była także główna hiszpańsko-francuska autostrada, która prowadzi z Barcelony do dawnego przejścia granicznego w miejscowości La Jonquera. Z powodu rosnącego napięcia odwołano także zaplanowany na przyszły tydzień mecz hiszpańskiej ligi piłkarskiej FC Barcelona – Real Madryt, czyli słynne na cały świat „El Classico”.

Katalonia: Ostatnia taka "Diada"

Katalonia ustąpiła w ostatnich tygodniach miejsca na nagłówkach światowej prasy Hongkongowi, jednak przypadająca na 11 września La Diada, obchodzona w Katalonii jako narodowe święto, jest okazją do ponownej mobilizacji zwolenników niepodległości regionu. Tegoroczne obchody przypadają w szczególnym czasie – w …

Madryt zapowiada surowe kary dla wandali

Władze Hiszpanii zapowiadają, że choć pokojowe protesty są realizacją prawa do manifestowania i swobody wypowiedzi, to jednak zadymiarzy czekają surowe kary. „Nie można łamać prawa i zakłócać życia innych obywateli. Wszczynanie zamieszek i wandalizm są zagrożone karą nawet do 6 lat więzienia” – mówił minister Grande-Marlaska.

Szef MSW wezwał także władze lokalne Katalonii do ostrzejszej rozprawy z chuliganami. Zaoferował również wprowadzenie, na razie na przedmieścia, hiszpańskiej formacji paramilitarnej Guardia Civil (Straż Obywatelska), która miałaby wesprzeć lokalne katalońskie siły bezpieczeństwa w utrzymaniu porządku. Ale na razie katalońskie władze nie chcą z tej oferty skorzystać. Premier Katalonii Quim Torra potępił jednak agresywnych manifestantów.

Tymczasem skazani w poniedziałek na wysokie wyroki proniepodległościowi katalońscy działacze zapowiadają złożenie apelacji. Zrobią tak m.in. były wicepremier Katalonii Oriol Junqueras czy liderzy dwóch największych separatystycznych organizacji społecznych Jordi Cuixart i Jordi Sanchez. Tymczasem ukrywający się w Belgii były lider katalońskiego ruchu niepodległościowego i jednocześnie były premier Katalonii Carles Puigdemont oddał się wczoraj w ręce belgijskiej policji. Hiszpania wystawiła za nim Europejski Nakaz Aresztowania (ENA).

Puigdemont zapowiedział, że chce przed belgijskim sądem wykazać, że jako uciekinier polityczny nie może zostać wydany Hiszpanii. Hiszpańskie władze chcą go postawić przed sądem z powodu tych samych zarzutów, jakie otrzymali inni katalońscy działacze skazani w poniedziałek – wszczęcie rebelii, podburzanie do niej oraz sprzeniewierzenie środków publicznych. W ten sposób Madryt zaklasyfikował organizację nieuzgodnionego z władzami centralnymi referendum w sprawie niepodległości z 1 października 2017 r.

Wyroki dla katalońskich niepodległościowców

Hiszpański Sąd Najwyższy ogłosił wyrok w najważniejszym procesie w najnowszej historii Hiszpanii. Dziewięciu katalońskich niepodległościowców zostało skazanych na wyroki powyżej 9 lat więzienia. Najwyższy wymiar kary dla byłego wicepremiera lokalnego rządu, który spędzi za kratami 13 lat.

 

 

Dobiegł końca najważniejszy proces …