Pierwsze posiedzenie nowego Sejmu dopiero 12 listopada

Rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Błażej Spychalski, źródło Igor Smirnow KPRP

Rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Błażej Spychalski, źródło Igor Smirnow KPRP

Prezydent Andrzej Duda pierwsze posiedzenie Sejmu zwoła 12 listopada. Marszałkiem seniorem w Senacie będzie Barbara Borys-Damięcka, a w Sejmie – najprawdopodobniej Iwona Śledzińska-Katarasińska.

 

Na inauguracyjnych posiedzeniach obu Izb wystąpią obie panie, a posłowie i senatorowie złożą ślubowania. Wybrani zostaną również marszałkowie Sejmu i Senatu, a ponadto – tradycyjnie – prezydent może wygłosić orędzie.

Kobiety marszałkami-seniorami obu Izb?

Pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu otwierają marszałkowie seniorzy, których prezydent  powołuje spośród najstarszych wiekiem posłów i senatorów. “Pierwszy raz w historii może zdarzyć się tak, że dwie kobiety będą marszałkami seniorami” – zwrócił uwagę rzecznik prezydenta Błażej Spychalski w Radiu RMF-FM.

Iwona Śledzińska-Katarasińska w rozmowie z Wirtualną Polską powiedziała, że na razie nie traktuje tych doniesień poważnie, ponieważ nikt nie kontaktował się z nią w tej sprawie. Na pytanie, co zrobi kiedy trzyma oficjalnie propozycję, odpowiedziała: „Zastanowię się”. “Być może warto, ktoś musi powiedzieć w tym Sejmie trochę prawdy” – dodała wieloletnia łódzka posłanka (w Sejmie nieprzerwanie od 1991 r.)

“Oczywiście, że przyjmę tę funkcję” – zareagowała na wiadomość, że będzie marszałkiem seniorem Senatu Barbara Borys-Damięcka. Zapewniła, że nie widzi problemu w tym, że „jest najstarszym senatorem tej kadencji”. “Jestem aktywna, wygrałam dużą liczbą głosów, byłam senatorem przez trzy kadencje” – podkreśliła. Odmówiła jednak odpowiedzi na pytanie czego będzie dotyczyć przemówienie, które wygłosi. “Jest dużo za wcześnie, żeby o tym mówić” – uzasadniła.

Polska nisko w unijnym rankingu równości płci

Po niedawnych wyborach w Polsce wzrosła reprezentacja kobiet w parlamencie; jednocześnie pod względem równouprawnienia w Unii Europejskiej Polki wciąż znajdują się w gorszej sytuacji niż mężczyźni.

 

 

Niedzielne (13 października) wybory parlamentarne w Polsce zbiegły się z publikacją raportu Europejskiego Instytutu ds. …

Najkrótsza kampania i najdłuższy okres między wyborami a zwołaniem Sejmu

Politycy opozycji wytykają rządzącemu ugrupowaniu, że kampanię przed wyborami do parlamentu skróciło do maksimum, a do ostatniego dnia zwlekają ze zwołaniem pierwszego posiedzenia nowego parlamentu. Zgodnie z konstytucją pierwsze posiedzenia Sejmu i Senatu prezydent zwołuje w ciągu 30 dni od dnia wyborów. Ponieważ wybory parlamentarne odbyły się 13 października, to inauguracyjne posiedzenia muszą się odbyć nie później niż 12 listopada.

Zdaniem opozycyjnych polityków krótka kampania miała służyć Zjednoczonej Prawicy zwiększeniu swoich szans wyborczych (jednak – mimo olbrzymich nakładów na politykę społeczną i zdobycia większości w Sejmie – rządząca koalicja musi się zadowolić 235. mandatami w tej Izbie, czyli taką samą ich liczbą co cztery lata temu), a jednocześnie zmniejszyć takie szanse opozycji.

Najnowsza “piątka” PiS w ostatnich dniach kampanii przedwyborczej

Tzw. mały ZUS, czyli 500+ dla przedsiębiorców, 13. i 14. emerytura dla seniorów, pakiet kontrolnych badań profilaktycznych dla czterdziestolatków, program budowy 100 obwodnic i plan na rzecz wyrównania dopłat dla polskich rolników, to ostatnie przedwyborcze obietnice PiS.

Natomiast przedłużanie okresu między ogłoszeniem wyniku wyborów parlamentarnych a pierwszym posiedzeniem parlamentu w nowym składzie ma być PiS potrzebne do zebrania w Senacie większości umożliwiającej wybór marszałka.

PiS stara się pozyskać senatorów spoza Zjednoczonej Prawicy

Opozycja uzyskała bowiem w Senacie minimalną większość, co dodatkowo zwiększa rolę marszałka. PiS zdobyło w 48 na 100 mandatów w tej Izbie, natomiast PO 43, PSL trzy, a SLD – dwa. W skład Senatu weszli ponadto  kojarzeni z Platformą trzej senatorowie niezależni, dając w ten sposób większość opozycji.

Ponadto – wbrew oczekiwaniom części działaczy – PiS nie zyskał większości koniecznej do blokowania prezydenckiego weta. Tymczasem, choć wywodzący się z PiS obecnie urzędujący prezydent ma na razie przewagę w przedwyborczych sondażach, to kampania dopiero startuje i wynik majowych wyborów nie jest przesądzony.

Mimo to powołanie nowego prezydium Senatu może nie być łatwe nie tylko dla partii rządzącej, ale również dla opozycji. PiS na razie nie trafił na żadnego senatora opozycji, który gotów byłby przyłączyć się do klubu Zjednoczonej Prawicy, natomiast po stronie opozycji z trudem prowadzone są rozmowy między PO, SLD, PSL i niezależnymi ws. wspólnego kandydata na marszałka.

PiS musi negocjować z koalicjantami

Obserwatorzy zwracają uwagę również na inne możliwe powody przedłużania okresu między wyborami parlamentarnymi a pierwszym posiedzeniem Izb. Problemem stało się bowiem osłabienie pozycji PiS w Zjednoczonej Prawicy. Obaj koalicjanci tej partii – Porozumienie Jarosława Gowina i Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro – znacząco zwiększyli liczbę przypadających im mandatów praktycznie pozbawiając Prawo i Sprawiedliwość większości.

Obaj koalicjanci PiS uzyskali bowiem w Sejmie po 18 mandatów, wobec kilku w poprzednim składzie Izby, i na tej podstawie mają domagać się większej liczby resortów w powyborczym rządzie.

Gowin już zapowiedział sprzeciw wobec planowanych przez PiS podwyżek składek ZUS, co uniemożliwi przyjęcie tego projektu, bo sama partia Jarosława Kaczyńskiego nie jest w stanie niczego przeforsować w Sejmie, a jeszcze mniej ma do powiedzenia w Senacie. Lidera Prawa i Sprawiedliwości czekają więc teraz niełatwe negocjacje ze wzmocnionymi koalicjantami.

Przetasowania w rządzie

W związku z wynikami wyborów oczekiwane są też zmiany w rządzie. Ma być m.in. reaktywowany resort skarbu (który PiS wcześniej skasował i  teraz państwowe spółki podlegają odpowiednim ministerstwom), na szefa którego typowany jest wicepremier Jacek Sasin, który przyznał, że „jakieś korekty w konstrukcji rządu mogą nastąpić”. “Ani to nie będzie rząd nowy, ani taki sam jak dotychczas, tak przewiduję” – dodał w Polsat News.

Również ws. podziału stanowisk w spółkach skarbu państwa konieczne jest jednak porozumienie Kaczyńskiego z Ziobro i Gowinem.

Według ustaleń “Naszego Dziennika” infrastrukturą w nowym rządzie miałby się natomiast zająć  Marcin Horała (PiS), który energicznie przewodniczył sejmowej komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT. Natomiast  duży resort gospodarczy miałaby objąć Jadwiga Emilewicz (Porozumienie Gowina), która teraz jest ministrem przedsiębiorczości i technologii. Z medialnych informacji wynika też, że na swoich stanowiskach pozostaliby m.in. minister finansów Jerzy Kwieciński i minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Inną nowością miałoby być powołanie ministerstwa bezpieczeństwa narodowego, co ma rozważać PiS. Nowy resort przejąłby kompetencje MSW oraz  nadzór nad służbami specjalnymi, a na jego czele stanąłby Mariusz Kamiński, który i dziś zajmuje się tymi dziedzinami (jest szefem MSWiA oraz koordynatorem ds. służb specjalnych).