Peru: Radykalny lewicowiec Pedro Castillo oficjalnym zwycięzcą wyborów prezydenckich

Pedro Castillo (występujący niemal zawsze w tradycyjnym kapeluszu) znakomicie radził sobie na publicznych spotkaniach z wyborcami, źródło: Facebook/Pedro Castillo Terrones (@PedroCastilloTe)

Pedro Castillo (występujący niemal zawsze w tradycyjnym kapeluszu) znakomicie radził sobie na publicznych spotkaniach z wyborcami, źródło: Facebook/Pedro Castillo Terrones (@PedroCastilloTe)

Krajowy Trybunał Wyborczy po 1,5 miesiąca od głosowania wreszcie podał oficjalne wyniki wyborów. Peru będzie mieć pierwszego w historii zdecydowanie lewicowego prezydenta. Teoretycznie ogłoszenie wyborczych rezultatów powinno zakończyć kryzys polityczny w kraju. W praktyce jednak może go zaostrzyć, bo Castillo wygrał bardzo niewielką różnicą głosów.

 

51-letni Pedro Castillo z zawodu jest nauczycielem. Pracował dotąd na wsiach na porośniętym amazońską dżunglą i poprzecinanym górskimi łańcuchami Andów północnym-zachodzie Peru.

Jest w praktyce debiutantem w polityce na szczeblu krajowym. Od 2002 r. bez powodzenia starał się o urząd burmistrza niewielkiej miejscowości Anguíadziałał.

Kraj usłyszał o nim w 2017 r., gdy Castillo stanął na czele nauczycielskiego związku zawodowego i rozpoczął strajk, w którym pracownicy oświaty domagali się nie tylko wyższych pensji, ale także podniesienia nakładów na oświatę oraz wsparcia dla najbiedniejszych uczniów.

Peru: Są nowy rząd i nowy prezydent. Szansa na uspokojenie sytuacji w kraju

Francisco Sagasti, trzecia już w ostatnich tygodniach osoba na stanowisku głowy państwa, zdołał powołać rząd jedności narodowej. Udało się dla niego zdobyć poparcie w parlamencie oraz na ulicach, gdzie trwają antyrządowe protesty przeciw korupcji.

 

Francisco Sagasti, z wykształcenia agronom i niegdyś …

Prezydent biednych ludzi

Przyszły prezydent tłumaczył, że myśl o strajku przyszła mu do głowy, gdy w gazecie przeczytał kolejny artykuł o coraz większym wzroście gospodarczym w Peru i sukcesach krajowej gospodarki. Jednocześnie jednak coraz więcej jego uczniów przychodziło do szkoły głodnych. Do wyborów prezydenckich też szedł z hasłem „Nigdy więcej biednych ludzi w bogatym kraju!”.

Castillo to bowiem zdeklarowany lewicowiec, a właściwie to lewicowy radykał, który w kampanii wyborczej zapowiadał wywłaszczanie wielkich międzynarodowych koncernów wydobywających cenne minerały – złoto, srebro, uranium, lit i przede wszystkim miedź, której peruwiańskie złoża należą do największych na świecie.

Chciałby też rozszerzenia tzw. demokracji bezpośredniej, czyli takiej, w której to obywatele na drodze np. referendów decydują o najważniejszych sprawach państwowych czy lokalnych. Postulował również wpływ obywateli na wybór sędziów, zwłaszcza tych w Trybunale Konstytucyjnym, a także chciał zmienić pochodzącą jeszcze z czasów rządów populistycznego autokraty Alberto Fujimoriego konstytucję i usunąć z niej zapisy faworyzujące gospodarkę rynkową.

Chaos w Peru: Uliczne protesty wymusiły rezygnację tymczasowego prezydenta

Od niemal tygodnia tysiące ludzi protestuje na ulicach stolicy oskarżając parlament o przeprowadzenie zamachu stanu.

Castillo łagodzi ton

Ale po ogłoszeniu wyborczych wyników Castillo nieco złagodził ton. Kilkakrotnie już podkreślił, że szanuje własność prywatną i państwo pod jego rządami nikomu niczego nie zabierze siłą. Wskazał natomiast, że będzie dążył do rozbijania monopoli i oligopoli w różnych gałęziach gospodarki oraz podniesienia podatków dla firm, aby znaleźć dodatkowe środki na edukację czy ochronę zdrowia.

Uspokajający ton nie dziwi. Wielu Peruwiańczyków bardzo obawiało się zwycięstwa pierwszego prawdziwie lewicowego polityka w wyborach prezydenckich. Co prawda Fujimori też zwyciężył w 1990 r. dzięki lewicowych hasłom, ale potem realizował już w pełni kapitalistyczny program polityczny.

Castillo, który stał na czele lewicowej partii Wolne Peru (ma ona 37 mandatów w 130-osobowym parlamencie) przez swoich liberalnych, konserwatywnych czy prawicowych oponentów wciąż wiązany był ze Świetlistym Szlakiem – maoistowską partyzantką, która w latach 1980-2000 prowadziła krwawą wojnę przeciw peruwiańskiemu państwu, która kosztowała życie ponad 70 tys. osób. Nowy prezydent jednak od związków z terrorystami się odżegnuje.

Chile: Naród pisze nową konstytucję

Świat powinien bacznie przyglądać się eksperymentowi realizowanemu w Chile.

Llosa poparł córkę swojego dawnego wroga

Obawy przed jego prezydenturą były jednak tak duże, że ci Peruwiańczycy, który poglądów lewicowych nie mają, gremialnie głosowali za jego kontrkandydatką w drugiej turze – Keiko Fujimori, choć to córka byłego prezydenta skazanego w 2009 r. na 25 lat więzienia za łamanie praw człowieka, która zapowiadała m.in. rehabilitację ojca, który z więzienia co prawda został ze względu na zły stan zdrowia wypuszczony w 2017 r. przez ówczesnego prezydenta Pablo Kuczynskiego, ale dalej jest formalnie skazańcem.

To właśnie z obaw przed rządami „komunisty, maoisty i lewicowego fundamentalisty” Keiko Fujimori mogła nawet liczyć na głośne poparcie peruwiańskiego pisarza i laureata literackiej Nagrody Nobla Mario Vargasa Llosy, choć ten przeciwstawiał się rządom jej ojca, a nawet stanął przeciw niemu do wyborów prezydenckich w 1990 r. Ale samej radykalnej lewicowości (mimo młodzieńczej nią fascynacji) Llosa nienawidzi jednak bardziej niż fujimorizmu.

Keiko Fujimori po raz trzeci jednak wybory prezydenckie przegrała. Wcześniej stało się tak w latach 2012 i 2016. Tym razem jednak zabrakło jej niewiele. Krajowy Trybunał Wyborczy ogłosił, że Castillo zebrał w liczącym 33 mln mieszkańców Peru zaledwie o niecałe 45 tys. głosów więcej niż jego kontrkandydatka.

"Brazylijczycy są z dżungli". Wypowiedź prezydenta Argentyny, która oburzyła Amerykę Południową

Polityk przeprosił za stwierdzenie, że „Brazylijczycy są z dżungli”.

Protesty wyborcze i oskarżenia o oszustwa

Sztab Fujimori oskarża więc ludzi Castillo o wyborcze fałszerstwa i zapowiada protesty. Złożono już w tej sprawie 270 wyborczych protestów. Zwolennicy partii Wolne Peru od kilku tygodni obozowali zaś pod budynkiem Krajowego Trybunału Wyborczego, aby „pilnować liczenia głosów”.

Bo o chęć sfałszowania wyborów oskarżali współpracowników Fujimori, którą otwarcie popierał wielki biznes, polityczne elity i dobrze sytuowani mieszkańcy stołecznej Limy czy innych dużych miast. Ale i Organizacja Państwa Amerykańskich, i USA oraz Wielka Brytania już peruwiańskie wybory uznały za demokratyczne. Liczenie głosów trwało co prawda 1,5 miesiąca ale w górzystym i pozbawionym rozległej sieci dróg Peru to akurat nic dziwnego.

Ale niezwykle ostry polityczny podział peruwiańskiego społeczeństwa na dwie połowy nie wróży dobrze stabilności kraju. Od listopada 2020 r. trwa tam kryzys polityczny po tym jak w procedurze impeachmentu odsunięty został od władzy z powodu korupcji prezydent Martín Vizcarra.

To wywołało protesty uliczne a krajem rządziło potem aż dwóch polityków pełniących obowiązki głowy państwa. Czerwcowe wybory miały kryzys polityczny zakończyć, ale wobec oskarżeń padających z ust Fujimori może się raczej zaognić.

Tymczasem w Peru w ostatnich pięciu latach wszyscy wszyscy pełniący funkcję głowy państwa odchodzą w niesławie i aurze oskarżeń korupcyjnych. Bo także Kuczynski ustąpił w obliczu procedury impeachmentowej.

Kuba: Największe antyrządowe protesty od lat. „Potrzebujemy zmiany systemu”

Niedzielne protesty były największymi antyrządowymi demonstracjami na wyspie od blisko 30 lat.

Gospodarka Peru słabnie

Tymczasem rozwijająca się w ostatnich latach gospodarka Peru zaczyna się sypać. Przyczyniły się do tego zarówno pandemia i globalny kryzys polityczny, jak i polityczna niestabilność. A teraz także obawy przed pierwszą lewicową prezydenturą.

Bogatsi mieszkańcy kraju, obawiając się podniesienia podatków, zaczynają przerzucać oszczędności zagranicę. Moda na otwieranie kont w zagranicznych bankach eksplodowała. Według wyliczeń hiszpańskiego dziennika „El Pais” z Peru odpłynęło w ten sposób już 14 mld dolarów, co stanowi aż 6 proc. peruwiańskiego PKB.

Boi się także duży biznes i zagraniczni inwestorzy, a to osłabia krajową walutę. Sol peruwiański stracił już od kwietniowej pierwszej tury wyborów (gdy potwierdziło się, że to Castillo jest faworytem) 8 proc. swojej wartości.

Dlatego właśnie Castillo zaczął uspokajać i łagodzić swoje wypowiedzi. Z drugiej strony szans na zostanie kolejnym „mocnym człowiekiem” Ameryki Południowej po nieżyjącym już prezydencie Wenezueli Hugo Chavezie, odsuniętym od władzy w 2019 r. prezydencie Boliwii Evo Moralesie czy byłym prezydenckie Ekwadoru Rafaelu Correi Castillo raczej nie ma, bo nie stoi za nim ani większość parlamentarna, ani nikt w dowództwie armii.