Parlament Europejski wybiera dziś swego szefa

Parlament Europejski

Wybory przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, w których startuje aż siedmioro kandydatów, rozpoczynają się dziś rano, ale jeśli w pierwszych trzech rundach nie dojdzie do rozstrzygnięcia, na ich finał trzeba będzie czekać do późnego wieczora. Obserwatorzy zwracają uwagę, że po raz pierwszy w historii nie wiadomo, kto zostanie szefem PE.

 

Dotychczas tę kwestię regulowała bowiem tzw. umowa koalicyjna zawarta między chadekami i socjalistami po wyborach w 2014 r. Zgodnie z nią, po niemieckim socjaliście Martinie Schulzu (który zresztą był szefem PE aż przez pięć lat) stanowisko przewodniczącego miał objąć któryś z chadeków. Socjaliści zakwestionowali jednak te ustalenia zwracając uwagę, że w ten sposób chadecy obsadziliby trzy z czterech najważniejszych stanowisk w UE (przedstawiciele chadeckiej Europejskiej Partii Ludowej piastują obecnie stanowisko szefa Komisji Europejskiej (Jean-Claude Juncker) i Rady Europejskiej (Donald Tusk), a socjaliści jedynie szefa unijnej dyplomacji (Federica Mogherini).

Do dzisiejszych wyborów zgłoszono siedmioro kandydatów co oznacza, że tylko jedna z ośmiu frakcji politycznych w Parlamencie (przedostatnia co do wielkości Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej – EFDD – z 42 europosłami) nie zgłosiła swojego kandydata. Poza dwoma Włochami – faworytem Antonio Tajanim (EPL) i Giannim Pittellą (S&D) oraz Belgiem Guyem Verhofstadtem (ALDE), są to: Belgijka Helga Stevens (EKR), Włoszka Eleonora Forenza (Konfederacyjna Grupa Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordycka Zielona Lewica – GUE/NGL), Brytyjczyk Jean Lambert (Grupa Zielonych / Wolne Przymierze Europejskie – Greens/EFA) oraz Rumun Laurenţiu Rebega (najmniejsza Grupa Europa Narodów i Wolności – ENF z 40 europosłami, m.in. Marine Le Pen).

Z ostatniej chwili: Guy Verhofstadt zrezygnował z wyścigu o fotel przewodniczącego

Większość kandydatów na przewodniczącego PE (w tym również kandydatka EKR – frakcji, do której należy PiS) opowiedziała się w trakcie środowej (11 stycznia) debaty za nałożeniem na Polskę sankcji, o ile polski rząd nie wypełni zaleceń KE ws. praworządności. Zdecydowanie przeciwko takim sankcjom wypowiedział się jedynie Laurentiu Rebega. Pytanie o możliwość ukarania Polski za łamanie zasad rządów prawa było jednym z zadanych w trakcie debaty zorganizowanej przez wydawcę portalu informacyjnego „Politico”.

Zasady wyboru przewodniczącego PE

Jeśli przewodniczący nie zostanie wyłoniony w pierwszej turze głosowań, przed drugą i trzecią będzie można zgłosić nowych kandydatów lub wycofać się z wyścigu. Jeśli konieczna będzie czwarta tura, to wezmą w niej udział dwaj kandydaci, którzy w trzeciej turze zdobyli największą liczbę głosów. Zasady wyboru szefa PE TUTAJ.

>> Czytaj więcej o wyborach szefa PE

Kto wygra?

W przeddzień wyborów szacuje się, że największe szanse ma Tajani kandydat największej frakcji PE – Europejskiej Partii Ludowej. Niewiele mniejsze poparcie ma inny Włoch, kandydat socjalistów (i szef drugiej co do wielkości partii politycznej w PE) Gianni Pittella.

Według europosła PO Jacka Saryusz-Wolskiego różnica między kandydatami dwóch największych grup politycznych wynosi jedynie kilkanaście głosów. Portal VoteWatch wyliczył, że jeśli w ostatniej chwili nie zawiąże się jakaś koalicja, to wybory na szefa PE wygra Tajani otrzymując 380 głosów, a Pittella znajdzie się tuż za nim z 369 głosami poparcia. Jednak w finałowym głosowaniu mają nie wziąć udziału posłowie skrajnych grup, którzy nie będą w stanie zaakceptować wyboru między tymi dwoma kandydatami.

Kłopot dla Tuska?

Tymczasem spełnienie się tych przewidywań stawiałoby w trudniejszej sytuacji Donalda Tuska, który miałby dużo większe szanse na przedłużenie kończącej się w maju kadencji, gdyby dzisiejszych wyborów nie wygrał Tajani.

Europoseł Bogusław Liberadzki (SLD/S&D) uważa tymczasem, że największe szanse na zwycięstwo ma właśnie kandydat jego frakcji, czyli Pittella. W jego ocenie socjalista jest bowiem mniej kontrowersyjny niż chadek, a ponadto jest „świeższą twarzą w europejskiej polityce” – powiedział. Polityk SLD zwrócił też uwagę, że z punktu widzenia interesów Polski lepiej byłoby, gdyby zwyciężył Pittella, bo – jak argumentował – zajęcie stanowiska szefa PE przez socjalistę, daje nam „spokój wokół Tuska”.

Również szef MSZ Witold Waszczykowski mówił dziennikarzom w Brukseli, że wynik wyborów szefa PE może mieć wpływ na pozycję Donalda Tuska. „Ale nie wiem, czy Tusk kandyduje na drugą kadencję. Na razie nie słyszałem o tym” – powiedział minister.

Polski rząd nie popiera kandydatury Tuska na drugą kadencję

Kandydatury Tuska nie popiera polski rząd. W połowie grudnia media informowały, że premier Malty (która w tym półroczu sprawuje unijna prezydencję) Joseph Muscat miał w czasie swojej listopadowej wizyty w Polsce usłyszeć, że Donald Tusk nie otrzyma poparcia rządu w Warszawie na drugą kadencję.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński przez wiele miesięcy powtarzał, że poparcie Polski dla Tuska jest wątpliwe, a pod koniec grudnia jasno oświadczył, że tego poparcia nie będzie. „To człowiek, który wedle mojej wiedzy może stanąć w obliczu zarzutów karnych i wedle mojej wiedzy nie chodzi tylko o Smoleńsk” – powiedział w rozmowie z tygodnikiem „wSieci”.

Były premier ma jednak jeszcze szanse?

Jednak jeszcze nieco ponad tydzień temu (8 stycznia) szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski nie wykluczał ostatecznie poparcia polskiego rządu dla kandydatury Donalda Tuska. Stwierdził, że rząd oczekuje, że w przypadku ubiegania się o drugą kadencję w Radzie Europejskiej, były premier przyjedzie do Polski. „Powinien nas odwiedzić, powinien przedstawić, jakie są jego osiągnięcia w tej pierwszej kadencji, jakie są plany na drugą kadencję. Wtedy być może to poparcie uzyska – mówił minister w Polskim Radiu 24. Waszczykowski zwrócił jednak uwagę, że dotychczas ze strony Tuska nie padła żadna deklaracja ws. kandydowania na drugą kadencję. Przyznał przy tym, że „zwykle tak się to dzieje, że ta druga kadencja jest automatyczna po 2,5 roku”.

Szef MSZ przedstawił także oczekiwania pod adresem Tuska. „Przedstawiciel Polski, jeżeli zajmuje tak wysokie stanowisko w Europie, oczekujemy, że po pierwsze będzie promował interesy Polski w Europie, po drugie będzie nas informował o ważnych wydarzeniach w życiu politycznym tam, na Zachodzie, a po trzecie, będzie promował też Polaków na wysokich stanowiskach w UE, tak jak robią to przedstawiciele innych państw” – wyliczał Waszczykowski.

Szymański: Ponowny wybór Tuska bez poparcia rządu byłoby „czymś nietypowym”

Natomiast wiceszef MSZ Konrad Szymański podkreślił w poniedziałek, że ponowny wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej wbrew stanowisku polskiego rządu byłby czymś „nietypowym”. Zastrzegł jednak, że stanowisko to istnieje od niedawna, trudno mówić o „niewzruszalnych regułach”.

„Natomiast z całą pewnością dla samego Donalda Tuska wybór wbrew stanowisku polskiego rządu byłby pewnie czymś nietypowym. To w ogóle byłoby pewnie dość nietypowe, ale to także zależy od tego, w jaki sposób szefowie poszczególnych rządów widzą rolę Rady Europejskiej i jej przewodniczącego” – powiedział Szymański w TVP.

Zapowiedział także, że w kolejnych etapach negocjacji polski rząd będzie „bardzo stabilnie” zmierzał „do otwierania, przekazywania swoich preferencji i oczekiwań”, ale podkreślił, że rozmowy będą się toczyły przy niezupełnie otwartej kurtynie. Minister ds. europejskich podkreślił, że „Polska nie ma żadnego powodu, by zawężać sobie pole manewru, uznając, że w taki czy inny sposób będzie zachowywać się przy samym końcu”. „Chcemy zobaczyć, jak ten proces będzie wyglądać. Chcemy ocenić wszystkich kandydatów, którzy zgłoszą się do tego stanowiska i chcemy w pewnym momencie podjąć odpowiedzialną decyzję w tej sprawie” – oświadczył Szymański.

Kaczyński i Szydło krytycznie o ostatnich wypowiedziach szefa Rady Europejskiej

Tymczasem w niedzielę (15 stycznia) szefa Rady Europejskiej kolejny raz skrytykował Jarosław Kaczyński. Tym razem za opinię dotyczącą błędów w uchwaleniu budżetu i utraty wiarygodności Polski na scenie międzynarodowej. W ocenie lidera partii rządzącej jest to bowiem nadużycie, a „Tusk dalece przekracza swoją rolę jako przewodniczącego Rady Europejskiej”.

„Działa przeciwko interesowi Polski już nie po raz pierwszy. Wcześniej popierał bardzo wysokie kary za nieprzyjmowanie uchodźców, czyli pół miliona euro od jednego uchodźcy. Co oznacza, że Polska musiałby zapłacić miliony euro. Każdy Polak powinien zastanowić się, czy człowiek, który działa przeciwko polskim interesom, powinien uczestniczyć w życiu publicznym naszego kraju. Bo z tą ojczyzną w przypadku Donalda Tuska jest jakiś kłopot” – powiedział Kaczyński w TVP Szczecin.

Kilka dni wcześniej (11 stycznia) krytycznie o wypowiedzi szefa Rady Europejskiej ws. sposobu uchwalenia tegorocznego budżetu wypowiedziała się również premier Beata Szydło. „Tusk wpisuje się w politykę tych, którzy [popierają] sianie zamętu. Takie wypowiedzi tylko i wyłącznie nam szkodzą. Jeżeli ważny polityk, ważna w osoba w UE wskazuje na dwuznaczność przyjęcia budżetu w Polsce to jest wypowiedź nieodpowiedzialna” – oceniła szefowa polskiego rządu.

>> Czytaj więcej o konflikcie wokół budżetu na 2017 r.