Orban nie chce imigrantów w Europie

"Czy chce pan/pani, by Unia Europejska również bez zgody parlamentu mogła zarządzić obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy?" – tak będzie brzmiało pytanie, w planowanym na przełom września i października referendum na Węgrzech. Victor Orbán wierzy, że dzięki wsparciu obywateli, otrzyma silny mandat do negocjacji polityki migracyjnej z UE i doprowadzi do jej zaostrzenia.

„Nie” dla imigrantów

Węgierski premier podczas konferencji prasowej po szczycie 27 państw UE (28-29 czerwca) powiedział, że to kryzys migracyjny i „niewłaściwa” strategia UE wobec uchodźców doprowadziły do Brexitu. „To istotne, by udało się uzgodnić w Brukseli taką politykę migracyjną, która będzie wychodzić naprzeciw oczekiwaniom ludzi”.

Orbán apeluje więc o zaostrzenie polityki migracyjnej, aby nie dopuścić do kolejnych „exitów”. Twierdzi on, że to właśnie obawy przed imigracją zmuszają obywateli państw unijnych do radykalizowania poglądów i w efekcie głosowania za opuszczeniem Wspólnoty.

>>Czytaj więcej o referendum na Węgrzech

Węgierski premier jest świadomy, że negocjacje z UE w sprawie radykalizacji prawa migracyjnego mogą nie przynieść efektów i będzie to „długa walka tutaj w Brukseli”. "Musimy walczyć, aby udowodnić ludziom, że polityka migracyjna w zgodzie z  interesami narodowymi Węgier jest możliwa” – uzasadnia Orbán.

>>Czytaj więcej o polityce migracyjnej Węgier

Orbán o Brexicie

Głównym tematem dwudniowego szczytu Rady Europejskiej było jednak brytyjskie referendum. W przeciwieństwie do liderów Unii Europejskiej, premier Węgier uważa, że „nie ma sensu naciskać na Wielką Brytanię, aby rozpoczęła procedurę wyjścia”. Zgadza się natomiast z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem, że „żadne kuluarowe dyskusje nie mogą mieć miejsca, dopóki Zjednoczone Królestwo oficjalnie nie złoży notyfikacji”.

Węgierski premier jest przekonany, że po szoku jakiego doznała Europa w ubiegły czwartek (23 czerwca), UE musi na nowo zdefiniować swoją tożsamość. Proponuje więc „powrót do idei, że podstawą UE są państwa członkowskie, a nie instytucje unijne”. (ip)