Orban nakłada kary na partie opozycyjne

Premier Węgier Viktor Orban, źródło: https://wyborcza.pl

Premier Węgier Viktor Orban, źródło: http://wyborcza.pl [Francois Lenoir]

Węgierskie partie opozycyjne muszą zapłacić ogromne kary za to, że wynajmują powierzchnie biurowe poniżej cen rynkowych. Ich przedstawiciele twierdzą, że decyzja urzędników uniemożliwi im start w kwietniowych wyborach parlamentarnych.

 

– Sprawa jest praktycznie przesądzona. Niemal każda partia, poza rządzącym Fideszem, została ukarana. W naszym przypadku jest to równowartość dwumiesięcznego budżetu – mówi Peter Juhasz, przewodniczący centrowej partii Egyutt. Państwowe Biuro Audytorskie (ASZ) nałożyło na kierowane przez niego ugrupowanie karę w wysokości 20 mln forintów (ok. 270 tys. zł).

Juhasz twierdzi, że rządzący chcą uniemożliwić partii przygotowanie się do wyborów i pozbawić Egyutt środków na finansowanie kampanii. ASZ uznał, że partia wynajmuje 246-metrowe biuro w Budapeszcie poniżej ceny rynkowej. Różnicę wyceniło na 10 mln forintów, drugie tyle stanowi kara. Juhasz twierdzi jednak, że partia skorzystała przed laty ze zwykłej oferty zamieszczonej w internecie i od tego czasu właściciel nieruchomości nie podwyższył opłat.

Rozliczyć partie

ASZ otrzymała wiosną dodatkowe kompetencje w rozliczaniu finansów partii. Doszło do tego, gdy Jobbik – największa partia opozycyjna – rozwiesiła w całym kraju plakaty oskarżające premiera Viktora Orbana oraz bliskich mu współpracowników o korupcję. Plakaty zawisły na powierzchniach reklamowych należących do Lajosa Simicski, jednego z węgierskich oligarchów, który do 2015 r. był lojalny wobec Orbana i majątek zbił na rządowych kontraktach. Gdy ich drogi rozeszły się, Simicska zaczął przegrywać publiczne przetargi i postanowił wspierać opozycyjny Jobbik.

Na początku grudnia ASZ uznał, że Jobbik wynajął powierzchnie reklamowe poniżej cen obowiązujących na rynku. Jobbik próbował się odwołać od tej decyzji, składając szczegółowe rozliczenia finansowe, ale ASZ ich nie przyjął. Teraz partia musi zapłacić 660 mln forintów kary (8,7 mln zł). Gabor Vona, przewodniczący Jobbiku, uważa, że to kara za nagłośnienie przez partię skali korupcji wśród rządzących. Twierdzi też, że tak ogromna grzywna ma na celu „eliminację z życia politycznego” jego partii.

Dwa tygodnie później ASZ nałożył karę na Egyutt. Przedstawiciele trzech innych opozycyjnych partii są przekonani, że i oni będą musieli wkrótce zapłacić grzywny. Według portalu Merce.hu wahają się one od 5 do 10 mln forintów i dotyczą partii Polityka Może Być Inna (LMP), Dialogu na Rzecz Węgier oraz Koalicji Demokratycznej (DK) byłego premiera Ferensca Gyurcsany`ego. Choć żadne z tych ugrupowań nie stanowi poważnego zagrożenia dla rządzącego Fideszu. Według grudniowych sondaży LMP może liczyć na ok. 7 proc. poparcia, DK – 8 proc., zaś idący razem do wyborów z Egyutt Dialog na Rzecz Węgier – nie przekroczy 5-procentowego progu wyborczego.

 

Orbán obroni Polskę przed Unią Europejską?

Premier Węgier Viktor Orban kolejny raz stanął wczoraj (23 lipca) w obronie Polski zapewniając, że „inkwizycyjna” kampania Unii Europejskiej przeciw Polsce się nie powiedzie. Zapowiedział bowiem, że Węgry wykorzystają każdą przewidzianą w UE prawem możliwość, by okazać solidarność z Polską. Według węgierskiego przywódcy głównym inkwizytorem jest wiceszef KE Frans Timmermans.

Ludzie Orbana

Na rządzący Fidesz chce głosować 50 proc. Węgrów. W partii trwa jednak mobilizacja, by w kwietniowych wyborach uzyskać większość konstytucyjną, którą Fidesz stracił w trakcie swojej mijającej kadencji. Mizerne efekty przybrały dotychczasowe próby skrzyknięcia Węgrów w obronie opozycji. Na szumnie zapowiadany przez Jobbik wiec na początku grudnia, przyszło ledwie 1,5 tys. osób, choć namawiał do tego osobiście Gabor Vona, publicznie zwracając się do Orbana per „skorumpowany dyktatorze” i zapowiadał, że węgierski premier ujrzy przedsmak „nadchodzącego buntu”.

Węgrzy niezmiennie uważają korupcję rządu za jeden z głównych problemów w kraju (za najpoważniejszy uchodzi zła sytuacja w służbie zdrowia). Dawni urzędnicy w rządzie Orbana, jak József Angyan, wiceminister rozwoju rolnictwa w latach 2010-2014, twierdzą, że na ostatnich gospodarczych decyzjach rządu zyskują przede wszystkim bliscy Orbanowi oligarchowie, którzy bogacą się na państwowych przetargach.

Rekordzistą jest tu Lorinc Meszaros, wójt Felcsut – rodzinnej wioski premiera. Magazyn Forbes wycenił jego majątek na 90 mld forintów (1,2 mld zł) – to wynik niemal trzykrotnie większy od osiągniętego w ubiegłym roku.

Meszaros pytany przez węgierskich dziennikarzy, jak to możliwe, że wzbogacił się w szybszym tempie niż Mark Zuckerberg, twórca Facebooka, odpowiada: – Widocznie jestem mądrzejszy od niego.

W rzeczywistości całe swoje bogactwo zawdzięcza kontraktom z rządem. Według węgierskich mediów jest on również powiernikiem majątku Orbana, który oficjalnie posiada niewiele. W tym roku wójt Felcsut zakupił kolejne 1,2 tys. hektarów państwowej ziemi (w sumie uprawia jej już blisko 4 tys. hektarów).

Interesy z rządem robi też Istvan Tiborcz, zięć Orbana, który w tym roku kupił 0,5 tys. ha ziemi oraz rozmaite nieruchomości należące do państwowych spółek. Głośno było o nim przed kilkoma laty, gdy wygrał przetarg na instalację oświetlenia w jednej z gmin, mimo że jego oferta była najdroższa (a do tego wykonane przez jego firmę prace okazały się wadliwe).

Na liście Forbesa zadebiutował w tym roku Andy Vajna, dawny hollywoodzki producent, który w niedługim czasie stał się jednym z poważniejszych węgierskich biznesmenów. Zawdzięcza to monopolowi na prowadzenie sieci kasyn w kraju, przejęciu kilku regionalnych tytułów prasowych oraz prywatnej stacji telewizyjnej, która stała się tubą propagandową rządu.

Przedwyborcze „zamieszki”

Opozycja grzmi, że Orban dzieli państwo jak łup między sprzyjających mu oligarchów. Korupcję piętnują również międzynarodowe organizacje pozarządowe, jak Transparency International, które uważają, że coraz bardziej pogłębia się ona na Węgrzech. Rząd dyskredytuje jednak te organizacje, twierdząc, że ich przedstawiciele są opłacanymi przez Zachód politycznymi aktywistami, którzy nie mają prawa do krytyki władz, bo „nikt ich nie wybrał”.

Mimo sporego poparcia wśród Węgrów władze zdają sobie sprawę z nieprzychylnych im nastrojów panujących w części społeczeństwa. Zoltan Kovacs, rzecznik węgierskiego rządu przyznał, że władze spodziewają się antyrządowych protestów przed wyborami. Nazwał je przy tym „zamieszkami”, które mają zmierzać „do obalenia rządu wybranego w demokratycznym procesie”.

 

Artykuł opublikowany w ramach partnerstwa EURACTIV.pl z Gazetą Wyborczą.

Węgry dogadają się z Sorosem?

Działający w Budapeszcie Uniwersytet Środkowoeuropejski (CEU), założony przez liberalnego amerykańskiego milionera i filantropa o węgierskich korzeniach George’a Sorosa obawiał się likwidacji. Władze Węgier chciały zakazać uczelni przyjmowania nowych studentów, argumentując, że nie spełnia ona prawnych wymogów. Sprawa zaniepokoiła UE. Teraz jednak CEU …