Orbán idzie w kampanii wyborczej na wojnę z opozycją, ONZ i Austriakami

Premier Węgier Viktor Orbán, źródło Fot. Szilard Voros / Xinhua / East News / Xinhua / eyevine/EAST NEWS

Premier Węgier Viktor Orbán, źródło Fot. Szilard Voros / Xinhua / East News / Xinhua / eyevine/EAST NEWS

W przedwyborczej kampanii rządzący Fidesz wytacza ciężkie działa przeciwko tzw. zwolennikom imigracji, którzy rzekomo chcą zguby kraju. Atakuje opozycję, ONZ, a nawet władze Wiednia.

 

By przekonać Węgrów do głosowania na Fidesz, jego politycy udają się nawet za granicę, by unaocznić im rzekome skutki masowej migracji. W tym celu do wiedeńskiej dzielnicy Favoriten pojechał kilka dni temu Janos Lazar, szef kancelarii premiera Viktora Orbána. Nakręcił tam krótki film, na którym prezentuje skutki „zgubnej” polityki władz miasta.

Lazar przy akompaniamencie smutnej muzyki obwieszcza Węgrom, jak w ciągu ostatnich dwudziestu lat dzielnica Wiednia diametralnie się zmieniła.

„Biali chrześcijanie wyprowadzili się z niej, a kontrolę przejęli imigranci” – mówi, dodając że od tego czasu wzrosła w okolicy przestępczość, a w szkołach zamiast „białych dzieci” są „muzułmańscy imigranci”. Zapewnia też, że tak mogą wyglądać Węgry, jeśli do władzy dojdą partie opozycyjne.

Brudny Wiedeń

Węgrzy szydzą zwłaszcza z fragmentu nagrania Lazara, w którym twierdzi, że z powodu imigrantów Favoriten zamieniła się brudną dzielnicę. Portal 444.hu napisał, że życzyłby rządzącym „takiego brudu” we wszystkich węgierskich miastach, które są nieporównywalnie bardziej zaniedbane od pokazanej dzielnicy Wiednia.

Nagranie polityka Fideszu wywołało oburzenie austriackich polityków od lewa do prawa. – To twierdzenia wzięte zupełnie z księżyca, służące wyłącznie podsycaniu nienawiści – powiedziała Barbara Novak z socjaldemokratycznej SPÖ.

Krytyka pod adresem Węgrów popłynęła również z szeregów populistycznej i antyimigranckiej FPÖ. – To nagranie jest nieadekwatne do rzeczywistości. Biorąc pod uwagę stosunki pomiędzy naszymi krajami, z pewnością nie można powiedzieć, że jest wyrazem grzeczności – stwierdził Dominik Nepp, wiceburmistrz Wiednia z FPÖ.

Film polityka Fideszu wpisuje się w zintensyfikowaną kampanię antyimigrancką przed wyborami do parlamentu. O to, że istnieje tajny plan sprowadzenia imigrantów na Węgry, partia oskarża publicznie nawet ONZ. W ostatnich dniach węgierskie miasta zalały również billboardy, na których Fidesz przestrzega przed głosowaniem na opozycję. Plakaty przedstawiają ich przywódców trzymających w rękach nożyce służące do przecinania drutu, z którego Węgry postawiły przed trzema laty płot na swojej granicy w szczycie kryzysu migracyjnego. Podpis pod nimi brzmi: „Razem przełamują impas”.

Billboardy wzbudzają tak wielkie emocje, że o ich zdjęciu zdecydował burmistrz Kispest, XIX dzielnicy Budapesztu. W rozmowie z dziennikarzami powiedział, że „ktokolwiek zamierza podsycać nienawiść, nie będzie tego robić w Kispest”. Plakaty znikły z ulic.

Węgry przyjmą uchodźców

Węgry wezmą udział w nowym unijnym systemie rozdziału uchodźców pod warunkiem, że to Budapeszt będzie decydował o tym, kogo przyjmie – oświadczył premier tego kraju Viktor Orbán. Dotychczas Budapeszt, podobnie jak Warszawa, kategorycznie i konsekwentnie odmawiały przyjmowania uchodźców.

Jednomandatowe okręgi wyborcze

W ostatnich tygodniach premier Viktor Orbán wielokrotnie podkreśla, że powierzenie opozycji rządów oznaczać będzie „napływ niekontrolowanej imigracji”. Twierdzi, że gdy tylko pojawią się pierwsi imigranci, kwestią czasu będzie, jak napłyną kolejni, a „kultura Węgrów zmieni się nie do poznania”.

– To jest jak z pastą do zębów, która, gdy raz się ją wyciśnie z tubki, już do niej nie wróci – wyjaśniał obrazowo Węgrom w ubiegłym tygodniu na antenie Radia Kossuth.

– Fidesz, rozpętując w kraju antyimigrancką histerię, próbuje nastraszyć zwolenników opozycji, pozyskać radykalnych wyborców i zmobilizować własny elektorat. W kampanii nie ma innego tematu – mówi Edit Zgut z budapeszteńskiego think tanku Political Capital.

Hasło „przełamać impas” użyte na billboardach ma na Węgrzech znaczenie podwójne. Według sondaży większość Węgrów chce bowiem zmiany rządu Viktora Orbána, który nieprzerwanie pełni funkcję premiera od 2010 r. (wolę taką wyraża 54 proc. Węgrów).

Przekłada się to również na sondaże partyjne – Fidesz może liczyć co prawda na mniej więcej 48 proc. głosów, opozycja zaś mogłaby zdobyć większość, gdyby nie to, że jest rozdrobniona na kilka partii, które nie palą się do współpracy. Mimo to Fidesz nie może być pewny zwycięstwa. Dla partii problematyczne mogą okazać się okręgi jednomandatowe (jest ich 106 na 199 mandatów w parlamencie, reszta wchodzi z list partyjnych).

W części z tych okręgów kandydaci Fideszu nie mają szans lub prowadzą bardzo wyrównaną walkę w sondażach.

– Jeśli Fidesz w tych okręgach straci 40-45 miejsc, nie będzie w stanie zdobyć większości – mówi Edut Zgut. Według niej opozycja może liczyć na dodatkowe 500 tys. głosów.

– Apatycznych do tej pory Węgrów zmobilizowała historyczna przegrana Fideszu w wyborach uzupełniających w Hódmezövásárhely, które było dotąd jego bastionem – mówi Zgut.

Węgry: Nieoczekiwana porażka Fideszu w wyborach uzupełniających

Węgierska zjednoczona opozycja znienacka pokonała rządzący Fidesz w wyborach uzupełniających w mieście, które do tej pory było bastionem tej partii. Dla premiera Orbána może to oznaczać kłopoty przed kwietniowymi wyborami parlamentarnymi.
 
Zjednoczona opozycja nieoczekiwanie pokonała w niedzielę rządzący Fidesz w wyborach uzupełniających w …

„Węgry nie chcą być mieszane”

Po przegranej w tym mieście przed dwoma tygodniami Viktor Orbán ogłosił nadzwyczajną mobilizację. Codziennie najważniejsi politycy z premierem na czele objeżdżają cały kraj, agitując na rzecz Fideszu. W ubiegły weekend premier spotkał się z mieszkańcami 200-tysięcznego Miszkolca, gdzie kandydatka Fideszu idzie niemal łeb w łeb z konkurentem z opozycyjnego Jobbiku. Miasto znane jest ze sporej społeczności romskiej dotkniętej bezrobociem z powodu przemian ustrojowych po 1989 r. i zamknięcia nierentownych fabryk na północy i wschodzie kraju.

Orbán przekonywał mieszkańców Miszkolca, by głosowali na Fidesz, bo w przeciwnym razie do miasta zjadą imigranci, tak jak zjechali do niego po upadku komunizmu bezrobotni Romowie, którzy stracili pracę w fabrykach.

– Wyobraźcie sobie, co się stanie, gdy przyjadą do was ludzie z kompletnie inną kulturą, zwyczajami i podejściem do życia. Powinniście wiedzieć, że migranci zawsze ciągną do wielkich miast. To tam powstają getta, strefy, do których nie można wejść, równoległe społeczności. Trudność współistnienia prowadzi do spadku poczucia bezpieczeństwa – mówił Orbán.

Organizacje broniące praw człowieka podkreślają, że taka retoryka nie prowadzi do rozwiązania problemów społecznych, lecz do zaognienia ich. Krytyczna wobec kampanii Orbána jest również Organizacja Narodów Zjednoczonych. Zeid Ra’ad al-Hussein, wysoki komisarz ds. praw człowieka, odniósł się niedawno do jego wypowiedzi, w której mówił o tym, że „Węgry nie chcą być mieszane i nie chcą wielokolorowego społeczeństwa”.

„To jawnie rasistowskie oświadczenie. Jest obrazą każdej afrykańskiej, azjatyckiej, bliskowschodniej czy latynoskiej kobiety, mężczyzny i dziecka” – napisał w oświadczeniu, nazywając Orbána „coraz bardziej autorytarnym (choć wybranym demokratycznie) rasistą i ksenofobem”.

Artykuł opublikowany na podstawie partnerstwa z Gazetą Wyborczą.