Nowa Kaledonia trzeci raz zagłosuje ws. niepodległości. Referendum może wpłynąć na globalny rynek cennych metali

Stolica Nowej Kaledonii - Numea (Photo by Jeremy Bezanger on Unsplash)

Stolica Nowej Kaledonii - Numea (Photo by Jeremy Bezanger on Unsplash)

W najbliższą niedzielę (12 grudnia) mieszkańcy Nowej Kaledonii zdecydują w referendum o tym czy położony na Pacyfiku archipelag uzyska niepodległość od Francji. Głosowanie odbędzie się w atmosferze sporu o jego termin. Rdzenna ludność oskarża Paryż, że specjalnie organizuje referendum w szczycie pandemii, aby wpłynąć na jego wyniki.

 

Nowa Kaledonia – departament zamorski Francji – leży około 1,4 tys. kilometrów na wschód od Australii i około 1,5 tys. kilometrów na północ od Nowej Zelandii. Od Francji kontynentalnej dzieli ją zaś ponad 15 tys. kilometrów.

Ten składający się z jednej dużej i kilku mniejszych wysp oraz zamieszkany przez niecałe 280 tys. ludzi archipelag ma jednak nie tylko strategiczne położenie na południowo-wschodnim Pacyfiku, ale również ogromne złoża kobaltu i niklu. Oba pierwiastki są bardzo ważne w przemyśle, a pierwszy z nich także w medycynie.

Dziś Nowa Kaledonia odpowiada nawet za 8 proc. światowego wydobycia kobaltu i aż 12 proc. wydobycia niklu. Złoża tego drugiego pierwiastka ocenia się jako największe na świecie. Prawdopodobnie 1/4 światowych zasobów niklu spoczywa pod ziemią w okolicach miasta Numea, czyli stolicy tego archipelagu.

Dlatego trzecie w ciągu ostatnich trzech lat referendum niepodległościowe budzi duże zainteresowanie na świecie. Obecnie bowiem to kto i gdzie wydobywa w Nowej Kaledonii cenne metale zależy do Paryża. Gdyby jednak archipelag stał się niepodległy, do gry będą mogły wejść także koncerny amerykańskie, australijskie czy chińskie.

Nowa Kaledonia pozostanie częścią Francji. Wstępne wyniki referendum

Mieszkańcy położonej na Pacyfiku Nowej Kaledonii zdecydowali w dzisiejszym (4 października) referendum o pozostaniu częścią Francji. Wstępne wyniki wskazują, że przeciwko niepodległości opowiedziało się 53,26 proc. głosujących.

 

Nowa Kaledonia – departament zamorski Francji – leży około 1,4 tys. kilometrów na wschód …

Decydujące głosowanie ws. niepodległości

Zaplanowane na najbliższą niedzielę referendum jest trzecim w tak krótkim okresie, bo tak zwolennicy niepodległości umówili się z władzami w Paryżu w 1998 r. w ramach tzw. Ugody z Numea.

Doszło do niej po okresie poważnych napięć i partyzanckiej wojny między Socjalistycznym Frontem Wyzwolenia Narodowego Kanaków (FLNKS) a bojówkami lojalistów oraz francuskim wojskiem.

Sytuacji nie uspokoiło wówczas nawet referendum z 1987 r., bo duża część rdzennej ludności je zbojkotowała. Kanakowie stanowią dziś bowiem już tylko 45 proc. mieszkańców archipelagu. Aż 33,5 proc. to zaś potomkowie białych francuskich osadników nazywani na wyspie Caldoches.

Resztę mieszkańców stanowią sprowadzeni przez Francuzów do pracy Polinezyjczycy (ponad 10 proc.) oraz Arabowie, Japończycy, Chińczycy, inne ludy melanezyjskie (np. z Vanuatu), a nawet Włosi i Anglicy. I to napływowa ludność zajmuje zwykle lepiej płatne stanowiska i stanowi finansową elitę Nowej Kaledonii. Kanakowie od lat czują się więc na własnej ziemi marginalizowani.

Francja wysyła dodatkowe służby bezpieczeństwa na Martynikę, gdzie trwają protesty przeciw koronawirusowym obostrzeniom

W ubiegłym tygodniu dodatkowi policjanci pojechali na Gwadelupę, teraz 70 żandarmów jest w drodze na Martynikę.

Obawy o chińską kolonializację

Aby zakończyć okres społecznych niepokojów, Ugoda z Numea przewidywała zorganizowanie najpóźniej 20 lat później trzech referendów niepodległościowych, chyba, że już w pierwszym albo drugim wygrają zwolennicy secesji od Francji.

Do pierwszego głosowania doszło w ostatnim przewidzianym w porozumieniu z 1998 r. momencie, czyli w listopadzie 2018 r. Wówczas większością 56,7 proc. wygrali przeciwnicy niepodległości.

W październiku 2020 r. znów triumfowali lojaliści, ale tym razem zebrali już tylko 53,3 proc. poparcia. Dlatego wynik ostatniego referendum jest trudny do przewidzenia. Paryż miesiąc temu zadecydował, że odbędzie się ono 12 grudnia. Ale secesjoniści to oprotestowali.

Według nich bowiem rząd Francji specjalnie chce, aby głosowano w szczycie kolejnej fali pandemii, gdy z powodu globalnego kryzysu gospodarczego niepodległość wydaje się bardziej ryzykowna. Dziś bowiem Nowa Kaledonia dostaje rocznie od Francji 1,5 mld dolarów budżetowej dotacji.

Drugie tyle stanowią dochody z eksportu – głównie kobaltu i niklu. Głównym odbiorcą są Chiny, które płacą za to ponad 1 mld dolarów rocznie, czyli więcej niż wszyscy inni zagraniczni importerzy razem wzięci. Dlatego w Paryżu są duże obawy o skolonizowanie w razie niepodległości archipelagu przez Chińczyków.

Francja zwraca do Beninu skradzione w czasach kolonialnych dzieła sztuki

Prezydent Macron chce oprzeć plan ożywienia relacji Paryża z państwami afrykańskimi na zwrocie dzieł sztuki.

Protesty Kanaków

Pandemia COVID-19 mocno jednak uderzyła w Nową Kaledonię. Na wyspie zamieszkanej przez 270 tys. ludzi potwierdzono już 11 tys. zakażeń koronawirusem, a zmarło już niemal 300 osób. Większość z nich to Kanakowie.

„W warunkach pandemii nie można przeprowadzić uczciwej kampanii. Ludność Kanaków pogrążyła się poza tym w żałobie. Ta niegodziwa decyzja o zorganizowaniu już teraz kolejnego referendum jest polityczną prowokacją i podważa jakąkolwiek możliwość dialogu na temat przyszłości kraju” – oświadczył lider Biura Politycznego Palik, które jest politycznym skrzydłem FLNKS, Paul Neaoutyine.

Wysoki Komisarz Republiki Francuskiej w Nowej Kaledonii Patrice Faure odrzucił jednak te zarzuty i przekonywał, że to sami Kanakowie przez lata naciskali, aby z głosowaniami w sprawie niepodległości nie zwlekać.

Referendum zatem odbędzie się zgodnie z planami Paryża, a głos będzie mogło oddać 185 tys. osób. Ugoda z Numea przewiduje, że uprawniony do decydowania o przyszłości Nowej Kaledonii jest każdy, kto jest dziś pełnoletni, ale mieszka na wyspie co najmniej od 1994 r.