Napięcie w Polsce nie słabnie

Platforma Obywatelska

Komisja Europejska zajmie się dziś (21 grudnia) kwestią praworządności w Polsce, a w Warszawie odbędzie się wspólna konferencja prasowa najważniejszych osób w państwie poświęcona sytuacji w kraju po piątkowych wydarzeniach w Sejmie. Tymczasem posłowie opozycji nadal okupują parlament, a obywatele niezadowoleni z działań rządzącej partii protestują przed jego siedzibą.

 

W nocy z poniedziałku na wtorek (19/20 grudnia) prezydent Andrzej Duda podpisał nowe ustawy dotyczące TK, które natychmiast zostały opublikowane. Na ich podstawie prezydent mianował osobę  pełniącą obowiązki prezesa Trybunału.

Prezydent podpisał ostatnie trzy ustawy ws. TK

Postanowieniem z dnia 20 grudnia 2016 r. prezydent powierzył pełnienie obowiązków Prezesa Trybunału Konstytucyjnego – do czasu powołania Prezesa Trybunału – sędzi Julii Przyłębskiej. Przyjął też ślubowanie od wybranego kilka dni temu przez Sejm sędziego TK Michała Warcińskiego.

„Pan prezydent ma nadzieję, że po długim okresie naprawy sytuacji w Trybunale Konstytucyjnym, ta instytucja zacznie wreszcie działać prawidłowo, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa; przede wszystkim, że zostanie odpolityczniona, co niestety w ostatnim czasie, pod rządami pana prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, zbyt często się Trybunałowi Konstytucyjnemu zdarzało” – powiedział dyrektor biura prasowego prezydenta Marek Magierowski na wtorkowym briefingu prasowym.

W poniedziałek przed północą w Dzienniku Ustaw ogłoszono podpisane przez prezydenta trzy ustawy dotyczące Trybunału Konstytucyjnego: o organizacji i trybie postępowania przed TK; o statusie sędziów TK oraz przepisy je wprowadzające. Ustawy te – autorstwa posłów PiS – regulują postępowanie w TK i status jego sędziów. Co do zasady wszystkie trzy ustawy wchodzą w życie po 14 dniach od ich ogłoszenia. Część nowego prawa weszła jednak w życie w dzień po ogłoszeniu, czyli tuż po północy we wtorek. Między innymi zapisy mówiące, że prezydent powołuje p.o. prezesa TK „spośród sędziów Trybunału o najdłuższym stażu pracy w sądownictwie powszechnym lub administracji państwowej szczebla centralnego na stanowiskach związanych ze stosowaniem prawa”.

Przyspieszenie w TK

Pełniąca obowiązki prezes TK wprost z Pałacu Prezydenckiego pojechała do Trybunału i po kilku godzinach trzej sporni sędziowie, których były już prezes TK (kadencja Andrzeja Rzeplińskiego skończyła się w poniedziałek) nie dopuszczał do orzekania, zostali do niego dopuszczeni. Ponadto zgromadzenie ogólne sędziów TK zdążyło wczoraj przyjąć uchwałę ws. kandydatów na nowego prezesa Trybunału, a uchwała zdążyła wpłynąć do Kancelarii Prezydenta (zgodnie z nowymi regulacjami p.o. prezes miała na to miesiąc). Andrzej Duda wybierze między dwojgiem kandydatów: Julią Przyłębską i Mariuszem Muszyńskim – obydwoje zostali wybrani już w tej kadencji Sejmu.

Głosowanie w uszczuplonym składzie ZO TK

Wiceprezes TK Stanisław Biernat (który – jak podkreślał Rzepliński – zgodnie z konstytucją powinien przejąć jego obowiązki) poinformował, że ośmioro sędziów odmówiło udziału w głosowaniu ws. kandydatów na nowego prezesa TK. Jak wyjaśniał, p.o. prezes zwołała Zgromadzenie Ogólne w tej sprawie na wtorek o godz. 13.30, co uniemożliwiło udział jednego z sędziów (Stanisława Rymara), który był na urlopie. Zadeklarował on jednak chęć udziału w zgromadzeniu, gdyby zostało przełożone na następny dzień. Tymczasem Przyłębska odmówiła spełnienia prośby Rymara, co wywołało protest ośmiorga sędziów, którzy odmówili udziału w głosowaniu i w efekcie głosowało tylko sześcioro sędziów.

„W tej sytuacji należy zauważyć, że do ważności uchwał Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK konieczny jest udział w głosowaniu co najmniej połowy z piętnastoosobowego składu TK określonego w konstytucji. Wynika to z ogólnej zasady odnoszącej się do podejmowania uchwał przez konstytucyjne, kolegialne organy państwa” – ocenił wiceprezes TK w stanowisku przesłanym PAP. „Z przykrością stwierdzam, że wiceprezes Biernat nie zna obowiązującego prawa dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego” – zaznaczył w odpowiedzi sędzia Muszyński.

Konferencja prasowa władz PiS

Na dziś rano zapowiedziano konferencję prasową najważniejszych osób w państwie: prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, premier Beaty Szydło, marszałków Sejmu i Senatu Marka Kuchcińskiego i Stanisława Karczewskiego oraz szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego – poinformował wczoraj wieczorem Terlecki. Ta bezprecedensowa konferencja ma być związana z sytuacją po piątkowych wydarzeniach w Sejmie.

>> Czytaj więcej o piątkowych wydarzeniach w Sejmie

Od piątku sali plenarnej Sejmu nie opuszczają posłowie opozycji, którzy rozpoczęli protest wobec wykluczenia z obrad posła PO Michała Szczerby i zapowiedzianych zmian w zasadach pracy dziennikarzy w Sejmie. Po piątkowym, nielegalnym ich zdaniem głosowaniu, domagają się ich powtórzenia, a przede wszystkim przeprowadzenia debaty budżetowej i technicznie przygotowanego głosowania z udziałem opozycji. Tego samego żądają również protestujący w wielu miastach ludzie.

Sejm jak twierdza

Teren parlamentu został otoczony podwójnym metalowym ogrodzeniem i mniej więcej co dwa metry stoi policjant lub policjantka, a w odwodzie pozostają kilkudziesięcioosobowe grupy policyjne. Ponadto duże siły policji blokują pobliskie ulice. Według mediów może tam być nawet dwa tysiące funkcjonariuszy. Jest też dużo pojazdów policyjnych, w tym ciężkie auta na wypadek zamieszek. Cały teren policja ogrodziła już w nocy odsunąwszy wcześniej demonstrujących od wjazdu do parlamentu.

Wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński przyznał, że ta mobilizacja jest efektem wydarzeń piątkowej nocy, kiedy demonstranci blokowali wyjeżdżające z Sejmu samochody m.in. z premier Beatą Szydło i szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Zapewnił przy tym, że policja otrzymała zgodę marszałka Sejmu na wejście na teren parlamentu (ma status terenu eksterytorialnego).

Wspólne patrole policji i żandarmerii wojskowej w stolicy

Tymczasem we wtorek rano MSWiA poinformowało w komunikacie, że szef resortu Mariusz Błaszczak zwrócił się do premier Beaty Szydło z wnioskiem o wsparcie policji siłami Żandarmerii Wojskowej. Takie działania uzasadniono „atakiem, który miał miejsce w Niemczech”. Również rzecznik Komendy Głównej Policji Marek Ciarka tłumaczył, że decyzja spowodowana jest wydarzeniami w Berlinie, jednak uzasadniał to również tym, iż „w Warszawie nadal jest dużo zgromadzeń i zbliża się okres świąteczny”.

>> Czytaj więcej o zamachu w Berlinie

Natomiast wiceszef tego resortu Jarosław Zieliński wyjaśniał po południu w Senacie, że obecność Żandarmerii Wojskowej w stolicy „ma związek z tym, co dzieje się w tej chwili w Warszawie; co się dzieje przed Sejmem czy działo w Sejmie”. „Celem tych działań jest zapewnienie możliwości funkcjonowania państwa i jego organów, a także umożliwienia ludziom korzystania z praw, które im jako obywatelom przysługują” – tłumaczył senatorom.

Tusk: Pierwszy krok należy do władzy

Głos ws. sytuacji w Polsce zabrał wczoraj szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Były premier powiedział, że jego największe zaniepokojenie budzi fakt, że w efekcie wydarzeń w kraju Polska może stracić na znaczeniu w świecie. „Odpowiedzialność spoczywa na władzy, bo to ona jest -odpowiedzialna za państwo, którym rządzi”  podkreślił wieczorem w TVN24. Zwrócił przy tym uwagę, że nie po raz pierwszy „mamy do czynienia z politycznym bałaganem, kiedy powinno dbać się o jedność”.

Tusk przyznał, że niepokoi go też fakt, iż rządzący „nie czują specyfiki tego historycznego momentu”. „Napięcie i emocje są większe niż w ostatnich latach. Warto unikać jakiejkolwiek formy prowokacji. Polscy politycy dziś przede wszystkim powinni myśleć o tym, jak stabilizować sytuację w Polsce” – wyjaśniał. Jego zdaniem w takiej sytuacji wszyscy powinni zrobić coś pozytywnego, a pierwszy krok – jak podkreślił – należy do władzy.

Przewodniczący Rady Europejskiej apelował także o stonowanie nastrojów. „Byłbym bardzo ostrożny z porównaniami, bo kiedyś zabraknie języka i sformułowań. Życie mnie nauczyło, że w tego typu sporach, ci, którzy protestują bezinteresownie, z reguły mają rację, ale nie zawsze są skuteczni” – zauważył. „Żeby przywrócić polityczną harmonię w Polsce, premier i prezydent muszą na nowo uwierzyć, że to jest wielki zaszczyt i wielki obowiązek, by być samodzielnym. Tego wymaga ludzka przyzwoitość” – powiedział w odpowiedzi na pytanie o wpływ prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na decyzje najważniejszych osób w państwie.

W ocenie byłego premiera bezpieczeństwo Polaków, a nawet „zdolność przeżycia będą zależały od tego, na ile jesteśmy zakorzenieni w Europie jako wspólnocie politycznej”. Podkreślił, że nie wie czy PiS chce, żeby Polska była poza UE, ale w jego ocenie skutki działań ekipy rządzącej każdego dnia prowadzą „do erozji zaufania” między Polską a Unią Europejską”.

Zapytany natomiast o ewentualne poparcie obecnego rządu dla jego kandydatury na kolejną kadencję, szef Rady Europejskiej powiedział, że wolałby uzyskać poparcie polskiego rządu, ale przyznał, że ma mało na to nadziei. „Wydawało mi się, że w tej bardzo polskiej kalkulacji, by mieć realny wpływ, możliwość budowania pomostów między zachodem i wschodem jest czymś bezcennym” – przyznał. Podkreślił jednak, że nie zabiega o poparcie żadnego rządu, bo – jak wyjaśniał – to nie jest kadencja wyborcza.