Media w USA opublikowały kolejne wewnętrzne dokumenty Facebooka. Serwis miał sprzyjać szerzeniu dezinformacji

Kolejni sygnaliści ujawniają wewnętrzne dokumenty Facebooka (Photo by Joshua Hoehne on Unsplash)

Kolejni sygnaliści ujawniają wewnętrzne dokumenty Facebooka (Photo by Joshua Hoehne on Unsplash)

Amerykańskie media ujawniły kolejną porcję wewnętrznych dokumentów Facebooka, które pokazują, że sami pracownicy serwisu byli zaniepokojeni jego działaniem, ale kierownictwo ich zawiadomienia zamiatało pod dywan. Tym razem chodzi o to, że algorytmy same podsuwały użytkownikom dezinformację.

 

To już kolejny raz, jak byli pracownicy Facebooka ujawniają sekrety firmy. Tym razem dokumenty ujawnione przez sygnalistów opublikowały m.in. agencja prasowa AP, dziennik „New York Times” oraz telewizja Fox Business Network.

Kolejni sygnaliści wśród pracowników Facebooka

Część dokumentów pokrywa się z tymi ujawnionym na początku miesiąca na łamach dziennika „Wall Street Journal” przez byłą menedżerką Facebooka Frances Haugen, która zdążyła się w już w międzyczasie ujawnić, wystąpić w telewizji CBS News oraz zeznawać w Senacie USA.

Haugen opowiedziała o tym, że Facebook ma ukrywać wewnętrzne raporty, pokazujące, że Instagram jest szkodliwy dla nastolatek, bo zwiększa u nich brak akceptacji własnego ciała, a nawet wzmaga częstotliwość myśli samobójczych.

Ponadto serwis miał rozważać wprowadzenie specjalnej wersji Instagrama dla dzieci – oficjalnie, aby chronić je przed szkodliwymi treściami w Instagramie „dla dorosłych”, ale według Haugen chodzić miało o „wychowanie sobie przyszłych użytkowników”. Facebook obawiał się bowiem konkurencji innych serwisów.

Była menedżerka spółki wprost oskarżyła kierownictwo Facebooka, że „stawia zyski i dobro firmy o wiele wyżej niż dobro użytkowników”. „Jestem tutaj, bo uważam, że produkty Facebooka szkodzą dzieciom, zaogniają podziały, osłabiają naszą demokrację i wiele więcej. Szefostwo firmy wie, jak uczynić Facebooka i Instagrama bezpieczniejszymi, ale nie dokona koniecznych zmian, bo przedkłada swoje ogromne zyski ponad ludzi” – mówiła w amerykańskim Senacie.

Haugen wyjaśniała, że tak skonstruowany jest model Facebooka, że najwięcej zarabia się na treściach mocno angażujących użytkownika, a jak się okazuje – cechy te wypełniają treści silnie polaryzujące społeczeństwo.

„Facebook zarabia więcej pieniędzy, gdy ludzie konsumują więcej treści. A ludzie lubią angażować się w rzeczy, które wywołują reakcję emocjonalną. Im więcej zatem gniewu, na który są narażeni, tym częściej wchodzą w interakcje i więcej treści konsumują” – relacjonowała Haugen.

Była menedżer Facebooka w Senacie USA: Ten serwis szkodzi dzieciom i osłabia demokrację

Haugen, która w Facebooku pełniła funkcję product managera i zajmowała się m.in. walką z dezinformacją, odeszła z serwisu na początku roku.

Eksperyment pokazujący mechanizm radykalizacji

Teraz jednak sygnaliści ujawnili jeszcze inne wewnętrzne dokumenty Facebooka. Tym razem pokazują one, że głośno deklarowana przez szefostwo firmy walka z dezinformacją jest zaniedbywana, a algorytmy serwisu – czego kierownictwo ma być w pełni świadome – same promują szkodliwe treści, bo generuje to więcej zysku.

To sami pracownicy przeprowadzili udowadniający to eksperyment. Założyli na Facebooku fikcyjne konto kobiecej użytkowniczki o imieniu „Carol”. Stworzyli też owej nieistniejącej 41-latce osobowość o poglądach umiarkowanie konserwatywnych.

W tym celu „polubili” w imieniu „Carol” m.in. strony prawicowej, ale pozostającej jednak w głównym nurcie amerykańskich mediów telewizji Fox News oraz grupującej m.in. konserwatywne media lokalne Sinclair Group. Angażowali się także w reagowanie na posty owych konserwatywnych mediów.

Nie minął jednak tydzień obecności „Carol” na Facebooku, gdy algorytm serwisu zaczął jej sam podsuwać coraz bardziej radykalne prawicowe treści od mediów reprezentujących coraz skrajniejsze treści.

Kolejnych kilka dni później Facebook sam podpowiadał zaś posty dotyczące teorii spiskowej QAnon, w myśl której ówczesny prezydent Donald Trump miał rzekomo stać na czele tajnej wojny przeciw globalnym elitom knującym, aby wykorzystywać seksualnie dzieci.

Ponieważ zwolennicy tej teorii spiskowej wykazywali się szczególną radykalizacją i agresją – wielu ze szturmujących 6 stycznia Kapitol miało na sobie emblematy nawiązujące do QAnon – FBI i CIA już w obiegłym roku uznały tę teorię spiskową za jedną z kilku najbardziej zagrażających wewnętrznemu bezpieczeństwu USA.

Pracownicy Facebooka o wynikach swojego eksperymentu natychmiast powiadomili kierownictwo spółki, ale to długo ich ignorowało, a powstały po eksperymencie raport miało schować do szuflady. Pierwsze działania podjęto ostatecznie dopiero po roku, gdy okazało się jak groźna w skutkach stała się własne dezinformacja szerzona przez zwolenników QAnon.

Facebook zatrudni tysiące Europejczyków do stworzenia świata online

Rozwój wirtualnej przestrzeni może zająć nawet do 15 lat.

Dezinformacja po wyborach w USA

Za sprawą sygnalistów światło dziennie ujrzały także dokumenty wskazujące na to, że Facebook odegrał istotną rolę w promowaniu narracji o rzekomych fałszerstwach w czasie wyborów prezydenckich w USA w ubiegłym roku, o których opowiadali bliscy współpracownicy Trumpa, m.in. jego prawnik Rudy Giuliani, choć nie potwierdzały ich żadne sądy, do których się skarżyli.

Wewnętrzny dokument Facebooka pokazał bowiem, że w okresie bezpośrednio po wyborach aż 10 proc. treści dotyczących amerykańskiej polityki było właśnie powielaniem powyższej narracji.

Pracownicy serwisu jeszcze przed zamieszkami na Kapitolu z 6 stycznia bieżącego roku domagali się szybszej reakcji na szerzenie przez niektórych użytkowników takich teorii, a także organizowania się zwolenników teorii spiskowych za pośrednictwem facebookowych grup, ale ich głosy – w ich własnej opinii – zostały wówczas zlekceważone.

Do podobnych wniosków doszli też autorzy innego wewnętrznego raportu Facebooka, sporządzonego w marcu 2021 r., a więc dwa miesiące po zamieszkach, z tym, że w konkluzjach ocenili oni, że reakcja Facebooka była właściwa, a moderacja treści zmniejszyła obecność narracji o rzekomych fałszerstwach o połowę.