Cambridge Analytica a Facebook: Mark Zuckerberg przed Senatem USA

Mark Zuckerberg; źródło: Chip Somodevilla/Getty Images

Niemal pięciogodzinne przesłuchanie bladego, z kamienną twarzą Zuckerberga przed Senatem USA było festiwalem kolejnych przeprosin. Ale także dosyć konkretnych zarzutów wobec polityki Facebooka.

 

Do przesłuchań przed Kongresem obie strony przygotowywały się bardzo starannie przez kilka ostatnich dni. Nic dziwnego. Publiczne przepytywanie szefa Facebooka wzbudziło ogromne zainteresowanie nie tylko w Stanach Zjednoczonych.

Świat słucha

Już na samym początku przesłuchań senator Chuck Grassley zaatakował: – Panie Zuckerberg, pana biznes z pewnością jest ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Ale musi pan zadbać o to, by ten sen nie stał się koszmarem dla prywatności. Słucha pana teraz Senat Stanów Zjednoczonych, słucha Ameryka i prawdopodobnie cały świat. Co ma pan im do powiedzenia?

I rzeczywiście przesłuchania Marka Zuckerberga były prawdziwym show transmitowanym na żywo przez dziesiątki mediów. Jeszcze mocniej do odpowiedzi na pytania Kongresu o to, jak Facebook prowadzi politykę ochrony prywatności, wezwał demokratyczny senator Bill Nelson, zapowiadając początek przesłuchania: – Jeżeli firmy technologiczne nie zadbają o swoich klientów, nie będziemy już mieli żadnej prywatności. Jeżeli zaś Facebook nie naprawi zasad dbania o prywatność użytkowników, to my będziemy musieli z całą mocą to zrobić.

Cambridge Analytica zebrała dane 2,7 miliona europejskich użytkowników Facebooka. W tym 57 tysięcy Polaków

Dane osobowe 2,7 miliona użytkowników Facebooka w Unii Europejskiej – w tym 57 138 Polaków –  trafiło do firmy analitycznej Cambridge Analytica – podała Komisja Europejska.
 

Facebook upublicznił tę informację 5 kwietnia w liście do komisarz UE ds. sprawiedliwości Věry Jourovej. „Niestety …

Zuckerberg: Ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało

Zuckerberg zaczął odpowiadanie na pytania od wygłoszenia przemówienia, którego treść została opublikowana w poniedziałek. Mówił spokojnie, wyuczony na pamięć: – Nie mieliśmy wystarczająco szerokiego spojrzenia na to, jak dużą ponosimy odpowiedzialność. To moja wina i za to przepraszam. Ja założyłem Facebooka, ja go prowadzę i to ja ponoszę odpowiedzialność za to, co się stało. Facebook to idealistyczna i optymistyczna firma, której celem jest wzmacnianie tego, co dobre w łączeniu ludzi.

– Stworzyłem Facebooka, jeszcze gdy byłem w college’u i przeszliśmy od tamtej pory daleką drogę. Popełnialiśmy błędy i biorę za nie pełną odpowiedzialność.

Pierwsza część pytań od senatorów była praktycznie streszczeniem tego, co już wiadomo o aferze Cambridge Analytica, i powtarzających się od lat wątpliwości na temat polityki Facebooka, który ma coraz większy dostęp do danych liczącej ponad 2 mld osób społeczności.

Senator Thune:  – To pana pierwszy raz przed Kongresem, ale nie pierwszy raz, gdy Facebook budzi kontrowersje w sprawie ochrony danych. Macie ponad 10-letnie doświadczenie w przepraszaniu.

– Tak, popełniliśmy wiele błędów – odpowiedział Zuckerberg i dodał: – Nie wystarczy budować narzędzia, musimy zacząć aktywnie działać, by te narzędzia były wykorzystywane w dobrym celu.

Zuckerberg był pewny siebie, gdy tłumaczył, że wiedzą, jakie błędy popełniono przy dopuszczaniu „trzecich podmiotów” do korzystania z danych, i zapewniał, że już wprowadzono istotne zmiany w funkcjonowaniu serwisu.

Monopol? Nie sądzę

Gdy już się wydawało, że przesłuchanie nie wniesie wiele nowego na temat funkcjonowania serwisu, szefa Facebooka zaczęła przepytywać senator Maria Cantwell:

– Czy słyszał pan o firmie Palantir, którą można by nazwać Stanford Analytica?
– Nic mi o tym nie wiadomo.
– Czy jest możliwość, by pracownicy Facebooka pomagali Cambridge Analytica?
– Nie wiem.
– Czy wiadomo, ile dokładnie aplikacji zbierało informacje o użytkownikach?
– Nie wiem. Ale poproszę mój zespół o sprawdzenie i wrócimy z dokładną informacją.

Mocne pytanie zadała senator Amy Klobuchar: – Czy użytkownicy, którzy widzieli strony Internet Research Agency, a więc byli poddani rosyjskiej politycznej propagandzie, to ci sami, których dane miała Cambridge Analytica?

Zuckerberg przyznał, że jest to sprawdzane i jest takie prawdopodobieństwo.

Ale najbardziej dopiekły mu pytania senatora Lindseya Grahama, który drążył, czy jego firma ma jakąkolwiek konkurencję. A gdy nie potrafił nic sensownego powiedzieć, spytał wprost, czy to nie jest po prostu monopol.

– Ja nie mam takiego poczucia – Zuck próbował uciec od jasnej deklaracji. W tym momencie publiczność zaczęła się śmiać.
– Dlaczego powinniśmy pozwolić takiej ogromnej firmie na samoregulacje? – pytał Graham.
– Moim zdaniem prawdziwe pytanie brzmi: co jest dobrą regulacją – znowu unikał odpowiedzi Zuckerberg i zaproponował, że jego zespół zgłosi się do senatora z pakietem propozycji takich przepisów.

Mark Zuckerberg pierwszy raz mówi o aferze z Cambridge Analytica: "Popełniliśmy błędy"

Założyciel Facebooka Mark Zuckerberg opublikował na swoim portalu oświadczenie, w którym odniósł się do afery Cambridge Analytica. „Popełniliśmy błędy” – napisał. „Jest jeszcze wiele do zrobienia. Musimy przyspieszyć” – zapowiedział.
 
„Stworzyłem Facebooka i do samego końca jestem odpowiedzialny za to, co …

Powtarzane do znudzenia przeprosiny

Nic dziwnego, że uciekał od jasnych odpowiedzi. Groźba użycia wobec Facebooka prawa antymonopolowego jest głównym powodem, dla którego zdecydował się na osobiste zeznania przed Senatem.

I choć wymieniał sporo rozwiązań już wdrożonych lub planowanych, by poprawić funkcjonowanie serwisu, to senatorowie nie wydawali się przekonani. A już na pewno nie robiły na nich wrażenia kolejne, powtarzane do znudzenia przeprosiny.

Im trudniejsze pytania padały, tym bardziej Zuckerberg starał się zachować kamienną twarz. Do tego stopnia, że szybko zaczęły pojawiać się porównania jego mimiki do Daty, czyli androida z serii „Star Trek” i kolejne przytyki co do robotycznego, zimnego zachowania.

Senator Richard Blumenthal pokazał Zuckerbergowi regulamin aplikacji używanej przez Cambridge Analytica, która jasno mówiła, że ludzie zgadzają się na archiwizowanie i przetwarzanie danych. Nazwał zgodę Facebooka na takie zagranie „celową ślepotą”.

A gdy Zuckerberg ponownie próbował przeprosić, Blumenthal nie wytrzymał i odparował: -Widzieliśmy już całe tournée przeprosin. Ale nie widzę, jak mógłby pan zmienić cały model biznesowy swojej firmy, którego celem jest maksymalizacja zysków kosztem prywatności.

Podczas kolejnej rundy pytań o to, co konkretnie Facebook robi z cyberpropagandą, szczególnie tą rosyjską, Zuckerberg wreszcie oficjalnie przyznał, że jego firma współpracuje ze specjalnym zespołem prokuratora Roberta Muellera, który prowadzi śledztwo w sprawie rosyjskich trolli. Sam Zuckerberg wprawdzie nie zeznawał i nie rozmawiał z Muellerem, ale potwierdził, że zespół Facebooka pomaga w tym śledztwie.

Cambridge Analytica: Czy firma, która wsparła kampanię Trumpa angażowała się też w brexit?

Po publikacjach „Observer” oraz „The New York Times” wyszło na jaw, że Cambridge Analytica nielegalnie wykorzystała dane na temat 50 mln użytkowników Facebooka. Przygotowała dzięki temu w USA materiały wyborcze dla sztabu Donalda Trumpa. Teraz okazuje się, że firma mogła …

Czym jest Facebook?

W pewnym momencie musiało też paść zasadnicze pytanie: – To czym tak naprawdę jest Facebook? Firmą technologiczną czy największym na świecie wydawcą? Bo odpowiedź na to pytanie wpłynie na to, jakim regulacjom powinniście być poddani – pytał Dan Sullivan, senator z Partii Republikańskiej.

Zuckerberg: – Świetne pytanie. Ale nie potrafił sprecyzować, jaką firmą jest konkretnie jego „dziecko”.

Sullivan drążył: – Nie sądzi pan, że Facebook ma już za dużą siłę?

I nawet na wymijającą odpowiedź Marka o konieczności nowych regulacji stwierdził: – Regulacje mogą scementować dominującą pozycję. A moją największą obawą jest to, że Facebook stanie się tak silnym i dominującym, że nie będziemy już mieli szansy na zmiany.

Kamienna twarz Zuckerberga nie wytrzymała próby sił, gdy senator Richard Durbin zaczął drążyć, jak prezes Facebooka sam dba o swoją prywatność i spytał, czy zechciałby podzielić się nazwą hotelu, w którym zamieszkał w Waszyngtonie. Po długiej, niezręcznej ciszy Zukerberg przyznał, że nie chce udzielać takich informacji.

– I to jest pana prawo do prywatności. Ale ono się kończy tam, gdzie zaczyna się „łącznie ludzi z całego świata” – ironizował Durbin.

Wreszcie republikański senator John Neely Kennedy wręcz zmasakrował Zucka, komentując jego dotychczasowe odpowiedzi: – Nie chcę głosować za prawem, które będzie regulować działalność Facebooka. Ale na Boga, zrobię to. Wszystko zależy od pana… Jak dotąd wasz regulamin jest do bani.

Wielkie przygotowania

Oprócz samego przesłuchania Zuckerberga warto także zwrócić uwagę na dwie osoby za plecami CEO Facebooka.

To Joel Kaplan, wiceprezes firmy, niegdyś ważny urzędnik w administracji prezydenta George’a W. Busha. Obok zaś siedziała Myriah Jordan, szefowa Departamentu Polityki Publicznej. Także niegdyś blisko Busha.

Oboje są od lat w ścisłym centrum silnego lobbystycznego zespołu Facebooka. To oni przygotowali Zuckerberga do zeznań od strony merytorycznej. Ale szef FB który nie jest najlepszym mówcą, jak opisuje „New York Times” zatrudnił  specjalne grono zewnętrznych konsultantów z firmy WilmerHale, by nauczyli go nie tylko odpowiedniego reagowania na trudne pytania, tempa mówienia, ale także mimiki.

Teskt opublikowany w ramach partnerstwa z Gazetą Wyborczą.