Liban: Najbogatszy człowiek w kraju premierem. To koniec kryzysu?

Nowy premier Libanu Nadżib Mikati, źródło: Wikipedia/World Economic Forum (CC BY-SA 2.0)

Nowy premier Libanu Nadżib Mikati, źródło: Wikipedia/World Economic Forum (CC BY-SA 2.0)

Nadżib Mikati stanie na czele technicznego rządu, który ma rozpocząć z Międzynarodowym Funduszem Walutowym rozmowy na temat pakietu ratunkowego dla Libanu. Dla tego gabinetu wreszcie udało się znaleźć poparcie odpowiedniej liczby partii w parlamencie. Liban nie miał stabilnego rządu od ubiegłorocznej, sierpniowej katastrofalnej eksplozji w porcie w Bejrucie.

 

 

65-letni Nadżib Mikati to najbogatszy człowiek w Libanie. Uchodzi za umiarkowanego polityka, a jednocześnie zwolennika bliskiej współpracy Libanu z Syrią (oba kraje przez lata były od siebie gospodarczo zależne) i jej prezydentem Baszarem Asadem. Mikati jest założycielem firmy telekomunikacyjnej Investcom, która oferuje usługi zarówno w Libanie, jak i w Syrii.

Liban w kryzysie politycznym i gospodarczym

Biznesmen premierem został po raz trzeci. Za każdym razem jego nominacja wiąże się z jakimś kryzysem politycznym, choć tym razem najgłębszym. 4 sierpnia ubiegłego roku w jednym z magazynów w bejruckim porcie doszło bowiem do katastrofalnej w skutkach eksplozji składowanych tam 2750 ton azotanu amonu.

Chemikalia, które mogą posłużyć zarówno do produkcji nawozów sztucznych, jak i materiałów wybuchowych składowano bez przestrzegania jakichkolwiek reguł bezpieczeństwa, a cały transport znalazł się w Bejrucie w wyniku serii zbiegów okoliczności, zaniedbań i zapewne korupcji.

Urzędnicy niższego szczebla przez lata alarmowali, że stolica Libanu siedzi na gigantycznej bombie, ale ich raporty albo ignorowano, albo aktywnie zamiatano pod dywan. Gdy w końcu doszło do tragedii (która zaczęła się od zaprószenia ognia przez spawaczy) życie straciły co najmniej 204 osoby, a ponad ad 7,5 tys. zostało rannych.

Wybuch spowodował też straty idące w miliardy dolarów. Uszkodzony został co drugi budynek w mieście, a prawie 300 tys. ludzi straciło dach nad głową. Bejrucki port, który był rdzeniem libańskiej gospodarki i handlu, został niemal całkowicie zniszczony.

Liban: Minął rok od wybuchu w Bejrucie. Kraj trwa w głębokim kryzysie

Rok temu w wyniku eksplozji chemikaliów składowanych niezgodnie z zasadami bezpieczeństwa w portowym magazynie zginęły 204 osoby, a ponad 7,5 tys. zostało rannych.

Trzeci premier od czasu eksplozji w porcie

Ponieważ Liban już wtedy był w poważnych gospodarczych kłopotach, a od miesięcy trwały uliczne protesty przeciw drożyźnie, bezrobociu oraz projektom nowych podatków (np. od wiadomości wysyłanych przez internetowe komunikatory), wściekłość społeczeństwa sięgnęła w sierpniu ubiegłego roku zenitu.

Ówczesny rząd Hassana Diaba podał się więc po kilku dniach do dymisji – po części na skutek presji ulicy, a po części presji zagranicy, a przede wszystkim tradycyjnie mocno zaangażowanej w Libanie Francji. Francuski prezydent Emmanuel Macron odwiedził Bejrut zaledwie dwa dni po wybuchu, a setki mieszkańców, z którymi Macron rozmawiał twarzą w twarz na jednej ze zrujnowanych ulic prosiły go, aby zrobił porządek z miejscowymi politykami.

To właśnie od zmiany rządu i powołania gabinetu, który nie byłby związany z dotychczasowym układami politycznymi, Paryż uzależnił zgodę na długofalową pomoc finansową dla Libanu, której udzielałby m.in. MFW. Ale polityczne zmiany w Libanie nie są proste.

W zróżnicowanym religijnie i etnicznie kraju, w którym stoczono już kilka krwawych wojen domowych (ostatnią w latach 1975-1990) spokój został oparty na podziale władzy między najważniejsze grupy wpływu.

Chrześcijanin tradycyjnie jest w Libanie prezydentem, sunnita premierem, a szyita przewodniczącym parlamentu. Ale kompromis trzeba zawrzeć nie tylko pomiędzy grupami religijnymi, ale wewnątrz nich także istnieją frakcje, stronnictwa czy zwaśnione rody. Taka sytuacja zapobiega kolejnej wojnie domowej, ale sprzyja korupcji, nepotyzmowi, kolesiostwu czy praktycznie bezkarnej nieudolności rządzących.

Liban: Jest kolejny już nowy szef rządu. Tyle, że już premierem był i odszedł po ulicznych protestach

Prezydent Libanu desygnował nowego szefa rządu. Został nim lider sunnickiej partii Strumień Przyszłości Saad Hariri. Tyle, że ten polityk był już libańskim premierem do stycznia bieżącego roku, a odszedł pod naciskiem ulicznych protestów.

 

Nominację wręczył Saadowi Haririemu prezydent Libanu Michel Aoun. …

Mikati zreformuje państwo?

I choć tuż przed ponowną, wrześniową wizytą Macrona w Bejrucie na nowego premiera mianowano 48-letniego dyplomatę (był ambasadorem w Niemczech) Mustafę Adiba, to ten gabinet nie uzyskał większości, bo parlamentarne partie nie porozumiały się co do podziału ministerstw.

Kolejnym premierem był polityczny wyjadacz Saad Hariri, który jednak nie miał już powiewu świeżości, bo na czele rządu już stał i odszedł z powodu ulicznych protestów. Gabinet Haririego funkcjonował dziesięciu miesięcy, ale nigdy nie miał za sobą prawdziwej większości, więc żadnych reform nie zrealizował. Hariri w końcu podał się do dymisji.

Pod koniec lipca prezydent Michel Aoun sięgnął więc po Mikatego, a ten przedstawił rząd techniczny, który ma naprawić finanse państwa, uzyskać międzynarodową pomoc i zreformować kluczowe instytucje. Parlamentarne partie po 1,5 miesiąca targów ostatecznie na takiego premiera przystały i wreszcie w Libanie jest stabilny rząd.

Tymczasem w Libanie sytuacja przez ostatnie 13 miesięcy tylko się pogorszyła. Miejscowa waluta – funt libański – straciła 90 proc. swojej wartości, co jest dla Libańczyków tragedią, bo wiele towarów, w tym duża część żywności (np. ziarno) jest sprowadzana z zagranicy.

Macron w Libanie: Wstrzymamy pomoc finansową, jeśli nie będzie reform

Prezydent Francji ponownie odwiedził Bejrut. Wizyta związania była jednak nie tylko ze 100-leciem istnienia libańskiego państwa, ale przede wszystkim z sytuacją po tym jak prawie miesiąc temu doszło w Libanie do ogromnej eksplozji w porcie, która dobiła gospodarkę tego kraju.

Libańczycy coraz bardziej biednieją

Według danych ONZ aż 73 proc. Libańczyków żyje poniżej progu ubóstwa, a kolejny 9 proc. jest tym zagrożonych. Dokładnie co trzeci mieszkaniec kraju jest także pozbawiony jakiejkolwiek opieki medycznej, a bezrobocie z roku na rok rośnie. Inflacja – licząc od czerwca 2019 do czerwca 2020 r. wyniosła zaś 281 proc.

Jeśli Liban nie otrzyma kolejnych finansowych pakietów ratunkowych z zagranicy, państwo może się całkowicie zawalić. Rozwarstwienie społeczne jest już od lat w Libanie widoczne gołym okiem. Na ulicach Bejrutu widać bowiem tuż obok siebie bezdomnych żebraków i najdroższe na świecie samochody.

Tyle, że premier Mikati wcale może się nie okazać zbawcą. Swój majątek zbudował bowiem właśnie dzięki stworzonemu przez polityków systemowi. A kwestia subsydiowanych przez państwo pożyczek mieszkaniowych, która pozwoliła się mocno wzbogacić nie tylko dzisiejszemu szefowi rządu, ale także jego starszemu bratu i biznesowemu partnerowi – Taha Mikatiemu, który jest założycielem działającej w wielu arabskich krajach firmy budowlanej ACC, doprowadziła do postawieniu w 2019 r. obu braciom przez prokuraturę korupcyjnych zarzutów.