Liban: Minął rok od wybuchu w Bejrucie. Kraj trwa w głębokim kryzysie

Eksplozja w porcie w Bejrucie, źródło: Twitter

Eksplozja w porcie w Bejrucie, źródło: Twitter

Rok temu w wyniku eksplozji chemikaliów składowanych niezgodnie z zasadami bezpieczeństwa w portowym magazynie zginęły 204 osoby, a ponad 7,5 tys. zostało rannych. Wybuch zniszczył także kluczowy dla gospodarki port oraz wiele miejskiej infrastruktury. Zwrócił też uwagę na fatalny stan libańskiego państwa.

 

 

Tragedia z 4 sierpnia 2020 r. zaczęła się późnym popołudniem, gdy strażaków wezwano do pożaru w magazynie fajerwerków. Na miejscu okazało się, że w wyniku zaprószenia ognia przez ekipę remontową płonie skład całkowicie niezabezpieczonych groźnych chemikaliów.

W bejruckim porcie znajdowało się bowiem 2750 ton saletry amonowej, której można użyć zarówno do produkcji nawozów sztucznych, jak i materiałów wybuchowych.

Wielkie zniszczenia po wybuchu

Potężna eksplozja płonących chemikaliów nie tylko zmiotła z powierzchni ziemi dużą część portu, ale także uszkodziła poważnie budynki w promieniu wielu kilometrów. Huk wybuchu słychać było nawet na oddalonym o 235 kilometrów Cyprze.

Jak później policzyli naukowcy, siła eksplozji odpowiadała wybuchowi 1155 ton trotylu, co oznacza, że stanowiła aż 7 proc. mocy wybuchu bomby atomowej zrzuconej w 1945 r. na japońską Hiroszimę.

Gigantyczna eksplozja – jednak z największych konwencjonalnych w historii ludzkości – sprawiła, że wielu mieszkańców Bejrutu straciło dach nad głową. Zniszczone zostały też szpitale, szkoły i inne budynki użyteczności publicznej.

Do tego w Bejrucie na długi czas przestał działać port kluczowy dla libańskiej gospodarki. Do kraju sprowadza się bowiem drogą morską wiele towarów z zagranicy, w tym także część żywności.

Liban: Jest kolejny już nowy szef rządu. Tyle, że już premierem był i odszedł po ulicznych protestach

Prezydent Libanu desygnował nowego szefa rządu. Został nim lider sunnickiej partii Strumień Przyszłości Saad Hariri. Tyle, że ten polityk był już libańskim premierem do stycznia bieżącego roku, a odszedł pod naciskiem ulicznych protestów.

 

Nominację wręczył Saadowi Haririemu prezydent Libanu Michel Aoun. …

Urzędnicy nie potrafili zapobiec katastrofie

Jak się później okazało, że niebezpieczne chemikalia leżały w porcie bez żadnej kontroli przez sześć lat. W Bejrucie znalazły się przypadkiem po tym jak splajtował cypryjsko-rosyjski armator, który zarejestrowanym w Mołdawii statkiem w fatalnym stanie technicznym usiłował przewieźć saletrę amonową z Gruzji do Mozambiku.

Sprawa mocno wzburzyła Libańczyków, bo do tragedii w dużej mierze doprowadziła niekompetencja polityków i urzędników, którzy przez lata nie potrafili między sobą ustalić kto powinien zająć się zabezpieczeniem saletry amonowej.

W wyniku ulicznych protestów, ale także pod naciskiem społeczności międzynarodowej (głównie od lat najmocniej zaangażowanej w Libanie Francji), która uzależniła od tego przyznanie Libańczykom długoterminowej pomocy gospodarczej, doszło do dymisji libańskiego rządu i odejścia premiera Hassana Diaba.

Ale przez kilka następnych miesięcy trwał głęboki kryzys polityczny, a Liban ma obecnie już trzeciego w ciągu roku premiera – Hassana Diaba zastąpił młody dyplomata Mustafa Adib. Ale zrezygnował po miesiącu, bo nie był w stanie stworzyć swojego gabinetu.

Zastąpił go polityczny wyjadacz i poprzednik Diaba – Saad Hariri, ale także po dziesięciu miesiącach opuścił to stanowisko. Pod koniec lipca jego miejsce zajął z kolei libański miliarder Nadżib Mikati, który na czele rządu stanął po raz trzeci w życiu.

Macron w Libanie: Wstrzymamy pomoc finansową, jeśli nie będzie reform

Prezydent Francji ponownie odwiedził Bejrut. Wizyta związania była jednak nie tylko ze 100-leciem istnienia libańskiego państwa, ale przede wszystkim z sytuacją po tym jak prawie miesiąc temu doszło w Libanie do ogromnej eksplozji w porcie, która dobiła gospodarkę tego kraju.

Libańska polityka wróciła na stare tory

Zatem obiecane społeczności międzynarodowej odświeżenie politycznych elit trwało tylko przez miesiąc, a potem kraj wrócił do znanych dobrze układów polityczno-biznesowych. Libańska polityka jest bowiem skomplikowaną układanką. Trzeba bowiem wyważać ostrożnie interesy trzech głównych grup religijnych – sunnickich i szyickich muzułmanów oraz maronickich chrześcijan.

Libański premier zawsze jest więc sunnitą, przewodniczący parlamentu szyitą, a prezydent chrześcijaninem. Ale wewnątrz każdej z grup religijnych ścierają się ze sobą różne nurty polityczne i różne grupy polityczno-rodzinno-biznesowe.

System ten z jednej strony chroni w dużym stopniu kraj przed powrotem krwawej wojny domowej, ale z drugiej strony utrudnia reformowanie państwa, konserwuje korupcyjne układy i premiuje nepotyzm.

Tymczasem libańska gospodarka od dwóch lat znajduje się w bardzo głębokim kryzysie. Kurs lokalnej waluty – funta libańskiego – całkowicie się załamał. Sytuację tę dobrze opisuje tzw. paradoks szoarmy, czyli arabskiego odpowiednika tureckiego döner kebapu, nazywanego w Polsce po prostu kebabem.

Porcja mięsa z warzywami (a w Libanie także często z frytkami) zawinięta w cienki, płaski placek dwa lata temu kosztowała średnio 5 tys. libańskich funtów, co było równowartością mniej więcej dwóch amerykańskich dolarów. Dziś jednak za szoarmę zapłacimy w Bejrucie 20 tys. funtów, co z kolei odpowiada już tylko niecałemu dolarowi. Dla kraju sprowadzającego wiele rzeczy z zagranicy – w tym żywność czy leki – to dramat.

Liban: Straty po wybuchu w Bejrucie przekroczyły już 15 mld dolarów

W Libanie wciąż trwa szacowanie strat po ubiegłotygodniowej potężnej eksplozji azotanów składowanych w porcie w Bejrucie. Najnowsze, choć wciąż jeszcze wstępne szacunki mówią o stratach większych niż 15 mld.

Libańska gospodarka w gruzach

To właśnie drożyzna, wysokie bezrobocie, niskie zarobki i wszechobecna korupcja oraz niekompetencja urzędników przyczyniły się do tego, że przeciętny Libańczyk jest realnie coraz biedniejszy.

Aż 77 proc. libańskich gospodarstw domowych w ubiegłym roku doświadczyła braków żywnościowych. Wśród rodzin ponad 865 tys. syryjskich uchodźców w Libanie odsetek ten sięga zaś nawet 99 proc.

Już 40 proc. mieszkańców Libanu znajduje się poniżej granicy ubóstwa (czyli żyje za mniej niż 2 dolary dziennie). Z powodu spadku wartości lokalnej waluty (jeszcze niedawno sztywno przywiązanej do dolara) aż o 90 proc. wiele osób nie stać nawet na podstawowe towary.

Tylko osoby zarabiające w walutach obcych jakoś dają sobie więc radę. Niektórzy porównują tę sytuację do kryzysu jaki dopadł wiele państw środkowoeuropejskich (np. w Polsce), gdy w latach 80. XX w. upadał w nich komunizm.

W Libanie ponadto brakuje paliwa, a energia elektryczna – nawet w Bejrucie – dostępna jest tylko przez część dnia, bo elektrownie nie są w stanie obsługiwać w jednym czasie wszystkich odbiorców. Ponadto prywatyzacja służby zdrowia doprowadziła do tego, że wielu Libańczyków nie stać na korzystanie z niej, a pandemia COVID-19 zbiera tam duże żniwo.

Liban: Służby już w lipcu ostrzegały przed materiałami wybuchowymi w porcie

Wedle serwisu Reuters libańscy urzędnicy ds. bezpieczeństwa w ubiegłym miesiącu ostrzegli prezydenta i premiera o niebezpieczeństwie związanym z 2750 tonami azotanu amonu przechowywanego w porcie w Bejrucie.

Libańczycy uciekają ze swojego kraju

Wielu Libańczyków zdecydowało się w ostatnim czasie na emigrację. Ci lepiej sytuowani emigrują do bogatszych krajów arabskich, zwłaszcza w rejonie Zatoki Perskiej, a ci biedniejsi szukają szczęście m.in. w Europie, często starając się tam dostać nielegalnie. W minionych miesiącach władze Cypru alarmowały o wzroście liczby osób, które dopłynęły do cypryjskich brzegów z Libanu w poszukiwaniu azylu.

Przeważa opinia, że bez głębokich zmian politycznych i dużej zagranicznej pomocy finansowej Liban nie tylko nie ma szans na podniesienie się z kryzysu, ale raczej będzie się w nim dalej pogrążać. Tyle, że dotacje od międzynarodowych instytucji finansowych (np. MFW) uzależnione są od reform, a te od stabilnej sceny politycznej. A z tym Libanie nie było dobrze już od wielu lat.