Koronawirus: Orbán uderza w samorządy

lider Fideszu Viktor Orban na tle logo Europejskiej Partii Ludowej (EPP), źródło twitter

Lider Fideszu Viktor Orban na tle logo Europejskiej Partii Ludowej (EPP), źródło twitter

Dekrety, które wydaje węgierski premier, miały służyć walce z epidemią koronawirusa i jej skutkami. Ale ich ofiarą padają opozycyjni samorządowcy, których rząd chce pokazać jako nieudolnych.

 

Jaką władzę dają rządowi nadzwyczajne uprawnienia podczas ogłoszonego trzy tygodnie temu stanu wyjątkowego, przekonał się kilka dni temu burmistrz liczącego 4,6 tys. mieszkańców Göd pod Budapesztem. Z dnia na dzień rząd oznajmił mu, że 20 proc. terenu gminy, na którym ma zostać rozbudowana fabryka Samsunga, zostanie odebrane miasteczku i przeniesione na rzecz komitatu (odpowiednika polskiego województwa) w Peszcie, którym rządzą politycy Fideszu, ugrupowania premiera.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Dekret uderza w miasteczko

Gdy mieszkańcy dowiedzieli się o dekrecie, w ubiegły weekend zorganizowali protest i wywieszali na balkonach hasła: „Nie oddamy Göd”.

Csaba Balogh, burmistrz miasta Göd wywodzący się z opozycyjnej partii Momentum, stwierdził, że to zamach na gminę, która straci teraz jedną trzecią przychodów. Powiedział też, że rząd karze jej mieszkańców tylko za to, że nie wybrali burmistrza z Fideszu.

„Utrata trzeciej części dochodów dla gminy praktycznie oznacza zawieszenie realizacji jej zadań” – przyznał Balogh.

Bence Tuzson, sekretarz stanu w kancelarii Viktora Orbána, mówi, że to żadna zemsta, tylko ratowanie inwestycji koreańskiego giganta. Samsung chce bowiem na kolejnych kilkudziesięciu hektarach rozbudować fabrykę baterii do aut elektrycznych. Jego zdaniem samorząd nie gwarantował powodzenia tej inwestycji, która ma zapewnić dodatkowe 2,7 tys. miejsc pracy (jednym z powodów rządowej interwencji mogło być również to, że burmistrz twierdził, iż mieszkańcy są przeciwni rozbudowie fabryki).

Politycy Fideszu twierdzą, że interwencja w Göd była konieczna ze względu na „chaos polityczny”, jaki tam panuje. Od pewnego czasu bowiem burmistrz i jego zastępcy wywodzący się z innych opozycyjnych partii nie są w stanie się ze sobą porozumieć i wzajemnie zarzucają sobie korupcję. Rząd miał więc uznać, że musi wziąć sprawy we własne ręce, by nie narażać na szwank wartej ponad miliard euro inwestycji.

Stało się to możliwe, gdyż specjalne uprawnienia rząd nadał sobie w ubiegły piątek. Dekretem postanowił, że może przejmować tytuły prawne do ziemi oraz własności należącej do samorządów, jeśli wymaga to ratowania miejsc pracy lub zapobieżenia kryzysowi w trakcie kryzysu pandemii.

Koronawirus w państwach Unii Europejskiej. Podsumowanie w liczbach

Na bieżąco aktualizowana krzywa zachorowań we wszystkich państwach Unii Europejskiej.

To atak na samorząd

Jednak w te szlachetne intencje i oficjalne wyjaśnienia nie wierzy Robert Laszlo, analityk polityczny think tanku Political Capital. Przypomina, że Fidesz już raz próbował przejąć kompetencje wszystkich węgierskich samorządów.

„Nie udało się to tylko dlatego, że burmistrzowie z Fideszu zrobili rebelię. Nie chcieli oddawać swojej władzy w ręce Budapesztu. Najwyraźniej góra partii wymyśliła, że rząd wyda dekret, który pozwoli obejść ten bunt. Ostatnie dziesięć lat pokazuje, że centralizacja i kontrola są dla rządzących najważniejsze” – mówi Laszlo.

Zwraca również uwagę na to, że gdyby chodziło tylko o ratowanie inwestycji, rząd nie dobijałby samorządu. A według niego taką próbą jest pozbawienie opłat za parkowanie oraz użytkowanie pojazdów. Wpływy te będą teraz przekazywanie nie do Göd, ale do Pesztu będącego o jeden szczebel administracyjny wyżej.

Media informacyjne potrzebują wsparcia Unii Europejskiej

Posłowie i Posłanki do Parlamentu Europejskiego apelują o wsparcie mediów informacyjnych.

Burmistrzów z opozycji będą kreować na nieudolnych

Według Andrei Virag, politolożki z Instytutu Republikon, kluczem do zrozumienia działań Fideszu są wybory samorządowe ubiegłej jesieni, które partia przegrała w Budapeszcie i wielu innych miastach.

„Rozgoryczenie z tego powodu na samym szczycie Fideszu jest do dziś ogromne. Nie zadziałała wtedy strategia, by w kampanii pokazać opozycję jako niezdolną do rządzenia. Teraz władza próbuje tego samego jeszcze raz” – mówi Virag.

Według niej to nie przypadek, że padło akurat na Göd. – To bardzo wygodny przeciwnik, bo znajduje się tam wielka fabryka Samsunga, która daje pretekst do interwencji. Do tego wewnątrz opozycji występuje konflikt, co pozwala rządzącym pokazywać jej polityków jako skompromitowanych i niezdolnych do rządzenia. A im dłużej lokalne władze będą pozbawione wpływów, tym bardziej sytuacja będzie się pogarszać – mówi politolożka.

Jej zdaniem podobne ruchy Fidesz może wkrótce wykonać w wielu innych miastach rządzonych przez opozycję, kreując ich burmistrzów na nieudolnych. Zwłaszcza że takie zabiegi miały już miejsce w przeszłości – przywódcy opozycji byli np. stylizowani na plakatach wyborczych na klaunów bądź pomocników przemytników imigrantów (ta ostatnia sytuacja miała miejsce w czasie kryzysu uchodźczego).

Wybory parlamentarne na Węgrzech przewidziane są dopiero za dwa lata. Dzięki wprowadzonemu stanowi wyjątkowemu Viktor Orbán ma dużo czasu, by się do nich przygotować – specjalne uprawnienia zostały mu przyznane bezterminowo.