Katalonia: Separatyści ogłosili zwycięstwo w referendum

źródło Flickr

Katalońskie władze podały wyniki niedzielnego referendum z 95 proc. komisji wyborczych. Według tych danych niepodległość regionu poparło ponad 90 proc. głosujących. Głosy oddała mniej niż połowa uprawnionych. Separatyści uznali jednak głosowanie za swoje zwycięstwo.

 

Za oderwaniem się Katalonii od Hiszpanii miało się według lokalnych katalońskich władz opowiedzieć dokładnie 90,09 proc. uprawnionych do głosowania. Przeciw zagłosowało 7,87 proc, zaś 2,92 proc. głosów była nieważna (oddano karty puste lub z nieprawidłowo zaznaczonym wyborem). W sumie zagłosować miało ok. 2,26 mln osób, co oznacza frekwencję na poziomie 42,3. Jak poinformował rzecznik prasowy regionalnych katalońskich władz (Generalitat de Catalunya) Jordi Turull, z powodu akcji hiszpańskiej policji nie można wciąż przeliczyć około 15 tys. głosów. W sumie udało się głosowanie przeprowadzić w 1981 z 2300 lokali wyborczych. Pozostałe zostały zamknięte przez policję oraz Guardia Civil, a karty do głosowania zostały skonfiskowane. Jak utrzymują katalońskie władze uniemożliwiono w ten sposób oddanie głosu ok. 670 tys. osób. Gdyby ich głosy doliczyć do wszystkich, frekwencja przekroczyłaby 50 proc.

Turull dodał, że zgodnie z uchwalonym przez kataloński parlament we wrześniu ubiegłego roku tzw. Aktem Przejściowym, wyniki referendum zostaną teraz oficjalnie przekazane do katalońskiego parlamentu, a ten będzie miał 48 godzin na podjęcie decyzji o ewentualnym ogłoszeniu niepodległości. Gdyby tak się stało, przewodniczący lokalnych władz stałby się automatycznie prezydentem niepodległej Katalonii, zaś w ciągu roku musiałyby zostać rozpisane wybory parlamentarne oraz na wszystkie najważniejsze wybieralne stanowiska w nowym państwie. Władze te miałyby też prawo zadecydować o dalszym losie stacjonujących na terenie Katalonii hiszpańskich wojsk.

Katalońskie władze zdominowane przez ugrupowania proniepodległościowe ogłosiły zwycięstwo w niedzielnym referendum, które rząd Hiszpanii uznał za nielegalne, opierając się na orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. W wyniku zamieszek wywołanych przez akcję policji i Guardia Civil, które próbowały nie dopuścić do przeprowadzenia głosowania, poszkodowane zostały conajmniej 844 osoby. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych podało natomiast, że rannych było 33 funkcjonariuszy służb porządkowych. Jeszcze w nocy przewodniczący katalońskich władz Carles Puigdemont ogłosił, że Katalończycy wybrali niepodległość. „Katalończycy uzyskali prawo do bycia wysłuchanym przez UE. Europa nie może teraz patrzeć w drugą stronę. To był dzień cierpienia, ale i nadziei. Obywatele Katalonii uzyskali prawo do własnego państwa w formie republiki. Tymczasem rząd Hiszpanii zapisał dziś haniebną kartę w historii swoich relacji z Katalonią” – mówił Puigdemont.

Dziś rano wtórował mu jego zastępca Oriol Junqueras, który oświadczył, że Katalonia „zadecydowała, aby stać się nową republiką”. „Oczywiście, jeśli tak samo zagłosuje teraz parlament” – dodał Junqueras.

Referendum niepodległościowe w Katalonii

Gorący dzień w Katalonii. Władze regionu, mimo uznania tego przez rząd Hiszpanii oraz hiszpański Trybunał Konstytucyjny za nielegalne, spróbowały przeprowadzić referendum w sprawie niepodległości. Policja szturmem zamykała lokalne wyborcze, których bronili zwykli ludzie. Prawie 900 osób zostało rannych. Europa wzywa …

Europa wyczekuje

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy, który przemówił w niedzielny wieczór w telewizji, podkreślił, że rząd w Madrycie uważa referendum za nielegalne, a winą za wszystkie niedzielne wydarzenia obarczył organizatorów referendum. „Oszukaliście ludzi, sprawiając, że wzięli udział w czymś co jest nieprawdziwe” – mówił. Uchwalona w 1978 roku hiszpańska konstytucja wprowadziła zasadę łącznej suwerenności wszystkich obywateli, co interpretowane jest jako zakaz jednostronnego ogłaszania głosowań w sprawie secesji przez jakikolwiek region. W obecnym parlamencie Hiszpanii nie ma większości skłonnej do zmiany tego zapisu ustawy zasadniczej.

Dlatego większość europejskich przywódców raczej popierała w tym sporze Hiszpanię, nie chcą podważać reguł konstytucji, ale ostra reakcja służb mundurowych (użyto wczoraj np. pałek i gumowych kul, a policjanci atakowali nawet strażaków, którzy niczym żywe tarcze zasłaniali głosujących) spotkała się z potępieniem niemal wszystkich, którzy zabrali głos. Do rozmów między rządem w Madrycie, a władzami w Katalonii wezwali m.in. premier Belgii Charles Michel, premier Słowenii Miro Cerar oraz minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Boris Johnson. Niejasne jest natomiast stanowisko Budapesztu. Kilkanaście dni temu rzecznik premiera Viktora Orbana  – Zoltán Kovács zapewniał, że jego kraj uszanuje wynik katalońskiego głosowania. Wczoraj jednak premier Orban oświadczył, że wszystko jest wewnętrzną hiszpańską sprawą, więc Węgry nie będą niczego komentować. Odpowiedzialny za relacje zagraniczne w lokalnych władzach Katalonii Raül Romeva wezwał jednak UE oraz państwa członkowskie do reakcji na działania Madrytu. „Europa musi wybrać między wstydem a godnością. Oczekujemy odpowiedzi” – mówił.

Węgry uszanują wynik referendum w Katalonii

Zapowiedział to rzecznik prasowy węgierskiego premiera. Dodał, że zrobią to bez względu na wynik głosowania, które ma zdecydować o przyszłości dążącemu ku niepodległości hiszpańskiemu regionowi. Warunek jest jeden – referendum musi się w ogóle odbyć. Madryt stara się zrobić wszystko, …

Również Carles Puigdemont apelował o reakcję Brukseli. „UE nie może patrzeć w inną stronę. Jesteśmy unijnymi obywatelami, których prawa i swobody są naruszane. Europa musi działać szybko, aby utrzymać swój moralny autorytet” – mówił. Na razie Bruksela sytuacji nie komentuje. Bardzo ostrożne są też stolice państw członkowskich. Rzecznicy Komisji Europejskiej powtarzali od kilku dni, że referendum oraz status Katalonii to wewnętrzna sprawa Hiszpanii. Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker oświadczył w ubiegłym tygodniu, że UE będzie musiała się pogodzić z wynikiem referendum jakikolwiek by on był, ale potem sie ze swoich słów wycofał. Przypomniał tylko, że – podobnie jak by to było w przypadku Szkocji – niepodległa Katalonia musiałaby od początku przejść proces akcesyjny do UE. Rzecznik hiszpańskiego rządu Inigo Mendez de Vigo oświadczył natomiast, że nie spodziewa się, aby UE uznała ewentualną niepodległość regionu, bowiem otworzyłoby to zbyt wiele problemów dla Brukseli. Na razie na niedzielne referendum negatywnie zareagowała hiszpańska giełda, główny indeks IBEX spadł najmocniej od dwóch tygodni, ale oznacza to spadek zaledwie o 1 proc.

Sytuacja w Katalonii może jednak ulec zaostrzeniu. Madryt i Barcelona nie utrzymują obecnie żadnych kanałów komunikacji, mimo apeli ze strony hiszpańskiej opozycji o wznowienie rozmów. Wnioskował o to m.in. lider socjalistów Pedro Sanchez. Na wtorek 3. października katalońskie związki zawodowe planują natomiast strajk generalny w całym regionie. Poinformował o tym przewodniczący katalońskiej proniepodległościowej fundacji Omnium Cultural Jordi Cuixart.

Irlandia przeprowadzi referendum w sprawie aborcji

Irlandzkie prawo dotyczące przerywania ciąży jest najbardziej restrykcyjne w całej Europie. Tysiące Irlandek wyjeżdża jednak w celu przeprowadzenia aborcji do innych krajów członkowskich UE. Teraz władze w Dublinie zapowiedziały poddanie pod głosowanie obywateli projektu zliberalizowania prawa do przerwania ciąży.
 
W Irlandii …