Katalonia: Jakie szanse na drugie referendum?

Zwolennicy niepodległości Katalonii, źródło: Flickr, fot. Beverly Yuen Thompson

Zwolennicy niepodległości Katalonii, źródło: Flickr, fot. Beverly Yuen Thompson

Po piątkowo-sobotnich zamieszkach w Barcelonie niedzielne (20 października) demonstracje w stolicy Katalonii były już o wiele mniejsze i spokojniejsze. Na barcelońskie ulice wyszło też kilkadziesiąt tysięcy przeciwników katalońskiej niepodległości.

 

Siódmy dzień trwają w Barcelonie protesty zwolenników secesji Katalonii od Hiszpanii. Największy, ponadpółmilionowy protest zorganizowano w piątek (18 października). W nocy pokojowa manifestacja przekształciła się jednak w zamieszki walki demonstrantów z oddziałami katalońskich sił porządkowych Mossos d’Esquadra.

W sobotę wieczorem doszło w Barcelonie do kolejnych, choć dużo mniejszych zamieszek. Pokojowo nastawieni manifestanci usiłowali nie dopuścić do konfrontacji między uzbrojonymi w kije, kamienie i butelki manifestantami, a policjantami, ale nie wszędzie się to udało. Jak podały służby medyczne Katalonii od początku protestów poszkodowanych lub rannych zostało już ponad 600 osób. 18 wciąż przebywa w szpitalach. 288 z poszkodowanych to funkcjonariusze policji lub innych służb porządkowych, reszta to manifestanci.

Natomiast Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że w ostatnim tygodniu zatrzymano 104 agresywnych manifestantów. 28 z nich zostało tymczasowo aresztowanych. Protesty w Katalonii wybuchły po tym, jak sąd w Madrycie skazał 9 katalońskich działaczy niepodległościowych na kary od 9 do 13 lat więzienia za organizację jesienią 2017 r. referendum w sprawie oderwania się od Hiszpanii. Hiszpański rząd uznał referendum za nielegalne.

Protestom i zamieszkom towarzyszył 24-godzinny strajk generalny, który sparaliżował transport publicznych i doprowadził do zamknięcia wielu sklepów, punktów usługowych czy szkół i uczelni wyższych. Zwolennicy niepodległości zablokowali też drogi i autostrady prowadzące do dawnych przejść granicznych na granicy z Francją. Kierowcy z wielu krajów stanęli więc w trwającym ponad 30 godzin korku.

Ponad pół miliona Katalończyków protestowało wczoraj w Barcelonie

Szósty dzień z rzędu w stolicy Katalonii trwają protesty zwolenników secesji od Hiszpanii. Wybuchły one po tym jak na wysokie wyroki więzienia skazano 9 działaczy niepodległościowych. W piątek (18 października) w całej Katalonii trwał strajk generalny.
 

Protesty nastawionych proniepodległościowo Katalończyków trwają …

Szanse na drugie referendum niepodległościowe

Tymczasem premier katalońskiego lokalnego rządu Quim Torra wezwał władze w Madrycie do podjęcia rozmów na temat zorganizowania ponownego referendum niepodległościowego, ale tym razem uzgodnionego z rządem centralnym. „Domagamy się, aby rząd centralny natychmiast rozpoczął z nami dialog, abyśmy mogli znaleźć polityczne i demokratyczne wyjście z tej sytuacji. Dziękuję wszystkim Katalończykom za ich demokratyczną siłę i przywiązanie do wolności oraz praw politycznych, obywatelskich oraz praw człowieka. Te prawa oraz pragnienie wolności są nie do powstrzymania. Żądamy od premiera rządu Hiszpanii, aby wyznaczył datę i czas, kiedy usiądziemy do rozmów bez żadnych warunków wstępnych. Chcemy tylko rozmowy. Taka polityka to odpowiedzialność rządu centralnego” – powiedział Torra w katalońskim parlamencie.

Ale socjalistyczny premier Hiszpanii Pedro Sanchez nie reaguje na wezwania premiera Katalonii. Barceloński dziennik „La Vanguardia” ustalił nawet, że dwukrotnie nawet nie odebrał od niego telefonu. Jak tłumaczy Maciej Pawłowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), dla Sancheza i jego otoczenia spór o niepodległość Katalonii „to miniatura brexitu”. „Liczba zwolenników i przeciwników secesji od Hiszpanii jest podobna. Ostatnie sondaże pokazywały niewielką przewagę przeciwników niepodległości. Ewentualne referendum rozstrzygnęłoby się głównie za sprawę tego, która strona bardziej zmobilizowałaby swoich zwolenników. Sanchez chce uniknąć błędu, jaki popełnił Cameron, który myślał, że nastraszy w referendum brexitowym Unię Europejską i pokaże, że jest duża liczba zwolenników brexitu, ale ostatecznie referendum wygra. Ale jednak przegrał” – mówi analityk PISM.

Ekspert dodaje też, że w pozostałych regionach Hiszpanii przeważa pogląd, że Katalonia powinna zostać częścią Hiszpanii. „A do tego widzimy jaki jest od dwóch lat problem z ustaleniem warunków brexitu. Katalonia miałaby równie wiele problemów. Musiałaby ustalić swoje relacje z Hiszpanią. Zapewne nie byłaby w stanie stworzyć na przykład własnej armii. Znalazłaby się też prawdopodobnie automatycznie poza UE. Dlatego argumenty ekonomiczne, jakie przedstawiają zwolennicy niepodległości, to że bogata Katalonia dokłada się de facto do budżetów biedniejszych regionów, to za mało. Z drugiej strony, w takich referendach dużą rolę grają emocje chwili. Część osób może poprzeć niepodległość nie dlatego, że jej chce, ale dlatego, że chce wywrzeć nacisk na rząd Hiszpanii, aby zmniejszył obciążenia podatkowego wobec Katalonii. Sanchez więc referendum nie zaryzykuje” – mówi Maciej Pawłowski.

Katalonia: Ostatnia taka "Diada"

Katalonia ustąpiła w ostatnich tygodniach miejsca na nagłówkach światowej prasy Hongkongowi, jednak przypadająca na 11 września La Diada, obchodzona w Katalonii jako narodowe święto, jest okazją do ponownej mobilizacji zwolenników niepodległości regionu. Tegoroczne obchody przypadają w szczególnym czasie – w …

Manifestacja zwolenników jedności kraju

Tymczasem w niedzielę na ulice Barcelony wyszło kilkadziesiąt tysięcy przeciwników niepodległości Katalonii. Na pokojowym marszu pojawili się także politycy zdecydowanie przeciwnych secesji ogólnohiszpańskich partii centrowych i prawicowych – Partii Ludowej, Ciudadanos oraz Vox. Podczas manifestacji skandowano hasła przeciw niepodległości i przeciwko katalońskim władzom lokalnym.

Na wyraźnego lidera antyniepodległościowej demonstracji wyrósł przewodniczący centrowej partii Ciudadanos Albert Rivera, który pochodzi z Barcelony. Skrytykował on zarówno Quima Torrę, jak i rząd Sancheza, który jego zdaniem za słabo reaguje, gdy „ludzie boją się wyjść z domu, żeby odprowadzić dzieci do szkoły czy iść otworzyć sklep.” „Potrzebujemy rządu, który ochroni słabszych. Chcę, aby rząd mojego kraju bronił wszystkich obywateli przed ludźmi, którzy blokują drogi, którzy pochwalają przemoc, którzy nawołują do nieposłuszeństwa wobec wyroków sądowych. Tego nie można tolerować, dlatego musimy się pozbyć Torry. Coraz więcej osób mówi, że on powinien zrezygnować. Dlaczego jeszcze zwlekamy, aby wyrzucić Torrę z urzędu? Brońmy razem konstytucji! Precz z Torrą, pozbądźmy się go i zacznijmy znów żyć w zgodzie” – mówił Rivera.

Zdaniem Macieja Pawłowskiego, młody lider Ciudadanos będzie się starał ugrać trochę poparcia dla swojej partii na kwestii katalońskiej. „To ugrupowanie powstało właśnie w Katalonii i jednym z głównych jego celów był sprzeciw wobec niepodległości, co przy jednoczesnym liberalizmie obyczajowym tej partii, pozwalał jej przekonać też do siebie lewicowych wyborców. Ostatnie wybory europejskie i towarzyszące im wybory regionalne pokazały jednak, że rośnie poparcie dla konserwatywnej Partii Ludowej, a spada dla Ciudadanos. Powrót do tematyki katalońskiej to trochę desperacja Rivery” – tłumaczy ekspert PISM.

W efekcie trwających od tygodnia zamieszek w Barcelonie straty szacowane są na ponad 2,5 mln euro. W sobotę władze spółek transportowych poinformowały, że wartość zniszczonej infrastruktury metra, autobusów oraz przystanków autobusowych przekracza 210 tys. euro.

Radykalizacja ruchu niepodległościowego w Katalonii?

W związku z ubiegłotygodniowym zatrzymaniem separatystycznych bojowników o wolność sprawa niepodległości Katalonii wraca na pierwszy plan hiszpańskiej polityki w przededniu przedterminowych wyborów parlamentarnych .
 

 

Dwa lata po nieuznawanym przez Madryt referendum niepodległościowym oraz na kilkanaście dni przed werdyktem w sprawie głównych …