Dziś wybory w Kanadzie: Wynik głosowania ważny w relacjach z UE

Premier Kanady Justin Trudeau [Twitter, @JustinTrudeau]

Premier Kanady Justin Trudeau [Twitter, @JustinTrudeau]

Dziś (20 września) w Kanadzie odbędą się przyspieszone wybory parlamentarne. Najnowsze sondaże nie dają gwarancji zbudowania stabilnego gabinetu rządzącemu od 6 lat premierowi Justinowi Trudeau, a hipotetyczna zmiana władzy może mieć znaczenie w kontekście relacji rządu w Ottawie z Unią Europejską np. w sprawie współpracy na rzecz redukcji szkodliwych emisji.

 

 

W tym tygodniu z władzą mogą pożegnać się zarówno rządzący od 16 lat Niemcami chadecy z CDU/CSU, jak i sprawujący od sześciu lat władzę w Kanadzie liberał Justin Trudeau.

Od czasu objęcia władzy Trudeau – który niemal od razu stał się bożyszczem kolorowej prasy na całym świecie – cieszył się zaufaniem 63 proc. Kanadyjczyków. Dziś jest to około 36 proc., wynika z analizy pracowni Angus Reid.

Wybory miały wzmocnić Trudeau

Szef kanadyjskiego rządu, gdy w sierpniu zdecydował się przyspieszyć o dwa lata wybory nie spodziewał się, że w miesiąc później będzie musiał drżeć do samego końca o ostateczny wynik.

Ponieważ w Kanadzie kadencja parlamentu wynosi 4 lata, następne wybory powinny odbyć się – zgodnie z terminem, w 2023 r. Odbywają się jednak przed czasem.

Głosowanie miało w zamierzeniu wzmocnić mandat Trudeau do rządzenia. Premier planuje bowiem zwiększyć zadłużenie kraju w celu uporania się ze skutkami pandemii koronawirusa. Potrzebuje do tego silniejszego niż obecnie mandatu w parlamencie. Najlepiej, gdyby posiadał  w nim 170 z 338 miejsc.

Trudeau – który od 2019 r. kieruje rządem mniejszościowym – postanowił zagrać o większość. Nie przewidział jednak, że głosowanie postrzegane jako formalność aż tak nie spodoba się Kanadyjczykom. Z badań opinii publicznej wynika bowiem, że nawet 2/3 Kanadyjczyków jest przeciwna głosowaniu w trakcie pandemii COVID-19.

Tym bardziej, że władze dobrze radzą sobie z zarządzaniem kryzysem związanym z pandemią. Sukcesem okazał się program szczepień: w pełni zaszczepionych przeciw COVID-19 jest już 79 proc. Kanadyjczyków powyżej 12. roku życia (a więc tych, którzy kwalifikują się do programu szczepień), a jedną dawkę przyjęło 86 proc. Ponadto Kanada może pochwalić się jednymi z najlepszych statystyk wśród państw G7 w relacji zgonów z powodu COVID-19 na 1 mln mieszkańców – 725. W sąsiednich Stanach Zjednoczonych to 2007 śmiertelnych przypadków. To statystyki, którym rządowi Trudeau może pozazdrościć wiele państw Zachodu.

A notowania dla rządzącej Partii Liberalnej były bardzo niekorzystne, bo Partia Konserwatywna wyprzedzała nawet liberałów. Chociaż po rozpoczęciu kampanii to liberałowie prowadzili z kilkupunktową przewagą nad konserwatystami (sondaże w połowie sierpnia dawały im od 33 proc. do 38 proc., a konserwatystom – od 28 proc. do 33 proc.). To wtedy notowania partii rządzącej zaczęły wyraźnie spadać. Obecnie sondaże wskazują na techniczny remis. Oba największe ugrupowania mają po około 30 proc. poparcia.

Erin O’Toole: Groźny wyborczy przeciwnik

Partia Konserwatywna straciła władzę w 2015 r. na rzecz Trudeau. Od tego czasu zmieniło się jej kierownictwo, a nowy lider – w przeszłości wojskowy i nawigator helikoptera – Erin O’Toole zmienił oblicze konserwatystów nie do poznania i zaczął odważniej szukać głosów wśród centrowego elektoratu.

I trudno się dziwić, bo jak wskazują badania przeprowadzone przez Abacus Data najważniejsze w programach partii dla Kanadyjczyków są koszty życia (38 proc.), poprawa systemu opieki zdrowotnej (25 proc.), zmiany klimatu i ograniczenia emisji gazów cieplarnianych (20 proc.), wzrost gospodarczy (20 proc.) i łatwiejszy dostęp do rynku mieszkaniowego (19 proc.).

Partia Konserwatywna sprzed przywództwa O’Toole’a z jej ultraliberalnym podejściem mogłaby nie być wystarczająco atrakcyjna dla dzisiejszych wyborców zmartwionych nierównościami społecznymi czy ochroną środowiska naturalnego i klimatu.

Ale to nie koniec zaskoczeń wobec pretendenta do funkcji szefa rządu. Bo o ile konserwatyści w przeszłości ściśle pilnowali dyscypliny budżetowej, tak ich obecny lider przyznał m.in., że wprowadzone przez liberałów cotygodniowe zasiłki covidowe dla osób, które w pandemii straciły pracę, były potrzebne.

Nowy lider partii daje sobie ponadto 10 lat na zlikwidowanie deficytu, który powiększył się w trakcie epidemii COVID-19, gdy rząd hojnie rozdawał pieniądze zwalnianym lub bezrobotnym. Ale jakby tego było mało O’Toole’ zaproponował również zasiłek w wysokości 200 dolarów miesięcznie dla osób, które opiekują się rodzicami powyżej 70. roku życia. Tak oto prawica przejęła w Kanadzie hasła liberalno-lewicowe.

Również w sprawach obyczajowych konserwatyści określają się jako zwolennicy społeczności LGBT czy obiecują zajęcie się kwestiami nierówności zarobkowych między kobietami i mężczyznami.

Dlaczego wybory w Kanadzie są ważne dla UE?

Ewentualna zmiana na fotelu premiera oznacza także konieczność dla państw UE oraz Komisji Europejskiej układania się w kluczowych sprawach z nowym szefem kanadyjskiego rządu. Trudeau od 2015 r. jest przewidywalnym partnerem w najważniejszych obecnie wyzwaniach dla świata, jak kryzys klimatyczny, prawa człowieka, migracje czy rozwój technologii.

Jak podkreśla m.in. portal Politico, O’Toole w przeciwieństwie do Trudeau nie jest wielkim entuzjastą nadal nie ratyfikowanej umowy o wolnym handlu z UE (Kompleksowa Umowa Gospodarczo-Handlowa; CETA). Docelowo umowa zniesie 98 proc. ceł pomiędzy Kanadą a państwami UE.

Ale lider konserwatystów zwraca uwagę na konieczność zwiększenia wymiany gospodarczej głównie z USA, Wielką Brytanią czy krajami Wspólnoty Narodów. Zobowiązał się także do zawarcia nowej umowy handlowej między Kanadą, Australią, Nową Zelandią i Wielką Brytanią – w ramach inicjatywy CANZUK czy korzystnego traktatu handlowego z Indiami.

Zmiany w polityce klimatycznej

Zmiany mogą także czekać kanadyjską politykę klimatyczną. Kraj ten należy do największych emitentów gazów cieplarnianych w przeliczeniu na mieszkańca, jednak pod rządami Trudeau zaczęto wdrażać ambitniejsze działania na rzecz środowiska, aby ograniczyć ślad swojego potężnego przemysłu naftowego i gazowego.

I tak w kwietniu premier Kanady ogłosił zwiększenie obietnicy złożonej przez jego rząd w porozumieniu paryskim z 2015 r. – mającego na celu zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. nie o 40 a 45 procent poniżej poziomów z 2005 r.

O’Toole powróci do poprzedniego celu Kanady, jakim było ograniczenie emisji o 30 proc. do 2030 r. Na szczycie klimatycznym O’Toole oskarżył liberalny rząd o promowanie ambicji klimatycznych tylko po to, by zaimponować społeczności międzynarodowej, jednocześnie pozwalając na upadek kanadyjskiego przemysłu naftowego.

Spełnienie tych zapowiedzi może być kłopotliwe zwłaszcza dla Komisji Europejskiej, która promuje politykę Zielonego Ładu. W jej ramach kraje UE mają stać się neutralne pod względem emisji do 2050 r.

Ponadto konserwatyści zapowiadają budowę nowych rurociągów. „Powinniśmy upewnić się, że kraje demokratyczne wykorzystują zasoby kanadyjskie, a nie zasoby Arabii Saudyjskiej, Wenezueli czy Rosji”, podkreślił lider konserwatystów.

Większe zainteresowanie Azją

Konserwatyści deklarują także prowadzenie znacznie ostrzejszej polityki wobec Chin oraz zaangażowanie się w zawiązaną w ubiegłym tygodniu przez Australię, USA i Wielką Brytanię inicjatywę AUKUS.

Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Australia ustanowiły partnerstwo na rzecz bezpieczeństwa w regionie Indo-Pacyfiku, które obejmie m.in. pomoc Australii w pozyskaniu okrętów podwodnych o napędzie nuklearnym. Oficjalnie podpisane partnerstwo nie jest wymierzone w żaden kraj, ale jest ono postrzegane jako krok mający wzmocnić sojuszników USA w globalnej rywalizacji z Chinami. Na informacje o podpisaniu paktu zareagowała ambasada Chin w Waszyngtonie.

O’Toole argumentuje, że „w interesie Kanady jest dołączenie do sojuszników w celu zabezpieczenia przyszłości pokojowego współistnienia w rejonie Indo-Pacyfiku”. Jak dotąd  podejście rządu Trudeau było o wiele bardziej ostrożne wobec Chin i przypominało nieco podejście UE.

Lider Konserwatystów chciałby także, aby Kanada dołączyła do „azjatyckiego NATO”, czyli inicjatywy Quad. Quadrilateral Security Dialogue, Czterostronny Dialog w Dziedzinie Bezpieczeństwa, to luźna forma konsultacji między Australią, Indiami, Japonią i Stanami Zjednoczonymi. Koalicja państw, które sprzeciwiają się hegemonicznym aspiracjom Chin w regionie.

Ordynacja sprzyja Trudeau

Ale nawet w przypadku ostatecznego zwycięstwa liberałów, relacje z UE mogą wyglądać inaczej niż przez ostatnie 6 lat. Powodem jest ewentualne nieprzekonujące zwycięstwo partii Trudeau. Wówczas musieliby liczyć na koalicje z coraz bardziej popularnymi ugrupowaniami lewicowymi: Nową Partią Demokratyczną (ok. 20 proc. poparcia) lub Zielonymi (nie więcej niż 4 proc.).

Ale premier Kanady ma jeszcze ostatnie koło ratunkowe. To zasługa jednomandatowej ordynacji w Kanadzie. Sprzyja ona obecnie liberałom.

W 2019 r. partia Trudeau uzyskała o nieco ponad 1 pkt proc. mniej niż konserwatyści, a i tak wybory wygrała. A Trudeau wyraźnie skupił się na rywalizacji w okręgach, które są mu potrzebne do uzyskania większości.