Ponad połowa Brazylijczyków chce impeachmentu prezydenta Bolsonaro

Brazylijski prezydent Jair Bolsonaro, źródło: Flickr, fot. Jeso Carneiro (CC BY-NC 2.0)

Brazylijski prezydent Jair Bolsonaro, źródło: Flickr, fot. Jeso Carneiro (CC BY-NC 2.0)

Coraz więcej Brazylijczyków chce odejścia prezydenta Jaira Bolsonaro, którego obwiniają o klęskę w walce z pandemią COVID-19. W weekend opozycyjna lewica zorganizowała wielkie antyprezydenckie demonstracje, ale głowa państwa traci poparcie nawet swojego żelaznego elektoratu, czyli ewangelików.

 

Brazylia to jeden z krajów najmocniej uderzonych przez pandemię. Od początku pandemii stwierdzono tam już ponad 16,5 mln przypadków zakażenia koronawirusem oraz ponad 462 tys. zgonów z tego powodu.

To jednak tylko oficjalne liczby, bo eksperci podejrzewają, że w rzeczywistości chorych i zmarłych było więcej, ale przeciążony system ochrony zdrowia nie był nawet w stanie tego stwierdzić.

Duża liczba infekcji koronawirusem w Brazylii doprowadziła także do powstania nowego szczepu tego patogenu –  ochrzczonego przez wirusologów jako P.1 lub 20J/501Y.V3, a potocznie nazywanego „brazylijskim”. Wariant ten cechuje się zdolnością do zakażania większej liczby ludzi niż wcześniejsze warianty.

Koronawirus: Sytuacja w Polsce, Europie i na świecie – AKTUALIZACJA

Najnowsze informacje na temat pandemii koronawirusa w Polsce, Europie i na świecie – TEKST NA BIEŻĄCO AKTUALIZOWANY

Bolsonaro w ogniu krytyki

Za winnego tej sytuacji coraz więcej Brazylijczyków uważa prezydenta Jaira Bolsonaro, który od początku wirusa lekceważy. Gdy dziennie umierało z powodu COVID-19 po 2 tys. mieszkańców kraju, głowa państwa nazywała tę chorobę „zwykłą grypą”. Gdy dobowa liczba zgonów przekraczała już 4 tys., zalecał stosowanie popularnych leków na przeziębienie i reumatyzm.

Wojował także z gubernatorami, którzy w podległych sobie stanach mają prawo samodzielnie decydować o wprowadzaniu obostrzeń. Publicznie nazywał ich „idiotami” i „tchórzami”, a podległych sobie ministrów zdrowia wymieniał jeśli tylko prezentowali inny niż on pogląd na pandemię.

Jeden z byłych ministrów, specjalista ds. wojskowej logistyki gen. Eduardo Pazuello, zeznawał niedawno przed specjalną senacką komisją śledczą, badającą skuteczność państwa w walce z pandemią. Tłumaczył się z tego, czemu do walczącego z wielkim ogniskiem zakażeń i odległego od oceanicznego wybrzeża stanu Amazonas tak nieudolnie przerzucano sprzęt medyczny i bronił się, że „tylko wykonywał polecenia prezydenta”.

Tymczasem Bolsonaro demonstracyjnie organizował wiece poparcia dla siebie oraz inne duże spotkania ze zwolennikami i pojawiał się tam bez maseczki ochronnej, a także chętnie ściskał dłonie każdej chętnej osoby. Do zakrywania ust i nosa zmusił go dopiero wyrok sądu.

Brazylia: Prezydent Bolsonaro wciąż lekceważy koronawirusa, a poparcie dla niego spada

Jair Bolsonaro dalej prowadzi ostrą walkę nie z koronawiruem, ale z tymi, którzy chcą pandemii przeciwdziałać.

Bolsonaro sam chorował, ale zdania nie zmienił

Brazylijski prezydent zdania na temat koronawirusa nie zmienił nawet po tym, jak sam przeszedł COVID-19 w lipcu 2020 r. Zakaziło się też wówczas ponad 100 pracowników Pałacu Prezydenckiego.

Prawicowy prezydent – nazywany „tropikalnym Trumpem” – miał jednak dostęp do wszystkich najnowszych metod leczenia, czego nie może powiedzieć o sobie wielu jego rodaków, zwłaszcza z terenów oddalonych od dużych miast.

Dlatego choć Bolsonaro tłumaczył zawsze, że nie chce wprowadzania lockdownów, aby nie zniszczyć gospodarki i nie wpędzić najbiedniejszej części społeczeństwa w jeszcze większą nędzę, to jednak właśnie przedstawiciele tej grupy społecznej – jako najczęściej chorujący – są coraz bardziej wściekli na prezydenta.

Coraz więcej osób jest przekonanych, że prezydenckie weto wobec obostrzeń wcale nie wynikało z troski o najbiedniejszych, ale o interesy najbogatszych – przemysłowców i wielkoobszarowych farmerów. Lockdown uderzyłby bowiem w ich biznesy, a to oni są grupą najhojniej sponsorującą jego kampanię wyborczą.

Koronawirus: Coraz trudniejsza sytuacja w stanie Amazonas w Brazylii

W brazylijskim stanie Amazonas bardzo szybko przybywa nowych zakażeń koronawirusem. To stamtąd pochodzi nowa odmiana tego patogenu. W szpitalach w stolicy stanu – Manaus – brakuje już tlenu, a pierwszych chorych wojsko musiało przetransportować w inne rejony kraju.

 

W Brazylii druga …

Wielkie antyprezydenckie protesty

W miniony weekend w aż 200 miastach Brazylii odbyły się zorganizowane przez lewicową opozycję duże uliczne antyprezydenckie protesty. Prezydencką administrację nazywano na nich „ludobójczą”, a walkę władz federalnych z pandemią – „katastrofą”.

Manifestacje były pełne emocji. W największej brazylijskiej metropolii, czyli w São Paulo, manifestanci zablokowali główną miejską arterię komunikacyjną – Avenida Paulista. W stolicy położonego na północnym-zachodzie Brazylii stanu Pernambuco – Recife, żandarmeria użyła nawet do rozpędzenia protestu gazu łzawiącego i gumowych kul.

Część manifestantów przyniosła nawet na protesty kajdanki, aby pokazać, że chcą dla prezydenta Bolsonaro procesu sądowego i wyroku skazującego go na więzienie. Na razie jednak senacka komisja, wyjaśniająca ewentualne rządowe zaniedbania, ma za zadanie wydanie wyroku nie sądowego, ale politycznego.

Tymczasem sondaże już są dla Bolsonaro bardzo niekorzystne. Według Instytutu Datafolha już ponad 50 proc. uważa prezydencką walkę z koronawirusem za „fatalną” i byłaby skłonna zaakceptować wszczęcie wobec niego procedury impeachmentu.

Przez koronawirusa Ameryka Południowa może się gospodarczo cofnąć o dekadę

Kontynent południowoamerykański stał się jednym z najmocniej dotkniętych przez pandemię koronawirusa regionów świata. Choć patogen uderzył w Amerykę Południową nieco później niż w Azję czy Europę, nie dał wiele czasu na przygotowania.

Hierarchowie kościelni odwracają się od Bolsonaro

Tylko 24 proc. badanych oceniło, że prezydent radzi sobie z pandemią dobrze. Jeszcze w marcu uważało tak 30 proc. badanych. Poparcie dla Bolsonaro spada nawet w grupach społecznych, które dotąd stanowiły jego żelazny elektorat.

Konserwatywni ewangelicy, którzy jeszcze w styczniu popierali prezydenta w 45 proc., dziś deklarują to poparcie tylko w 38 proc. Zwierzchnik ewangelickiego Kościoła Królestwa Bożego biskup Edira Macedo, do niedawna stronnik Bolsonaro, teraz mówi o „rozczarowaniu prezydentem”.

Brazylijscy katolicy natomiast już od dawna są wobec prezydenta krytyczni. W połowie kwietnia 58. Zgromadzenie Generalne Krajowej Konferencji Biskupów Katolickich Brazylii w liście pasterskim do ludu brazylijskiego skrytykowało „negacjonizm i lekceważenie prezydenta wobec podejmowania sanitarnych środków zapobiegawczych w sytuacji kryzysu sanitarnego”.

Katoliccy brazylijscy biskupi stawali też wielokrotnie w obronie gubernatorów, których Bolsonaro atakował za wprowadzanie lockdownów.