Hiszpania: Socjaliści i Podemos utworzą koalicję rządową

Pedro Sanchez i Pablo Iglesias, źródło: Flickr/La Moncloa - Gobierno de España (CC BY-NC-ND 2.0)

Partia Socjalistyczna (PSOE) podpisała wstępną umowę koalicyjną z lewicową Unidas Podemos (UP). Obu ugrupowaniom brakuje jednak ponad 20 mandatów do większości w parlamencie.

 

PSOE zdobyła w niedzielnych (10 listopada) wyborach parlamentarnych 120 mandatów w liczącym 350 miejsc Kongresie Deputowanych. Premier Pedro Sanchez rozpisał przedterminowe wybory licząc, że jego ugrupowaniu uda się zwiększyć liczbę posłów, ale wyszło odwrotnie – PSOE straciła 3 mandaty.

Sanchez mięknie wobec UP

Minimalna niezbędna do sformowania stabilnego rządu liczba mandatów to 176. Socjalistom brakuje więc 56 posłów. Konserwatywna Partia Ludowa zdobyła 87 mandatów i taka koalicja dałaby bardzo stabilny rząd, więc pojawiały się głosy, aby utworzyć w Hiszpanii tzw. wielką koalicję. Jednak od lat PSOE i PP są zaciekłymi rywalami, których programowo i politycznie różni bardzo wiele. Sekretarz generalny Partii Socjalistycznej Jose Luis Abalos wykluczył możliwość współpracy z Partią Ludową. „Nie będziemy nawet o tym rozmawiać. Zamiast tego podejmiemy rozmowy z UP oraz z Ciudadanos” – oświadczył Abalos.

Te rozmowy przyniosły skutek bardzo szybko. Zaledwie 2 dni po wyborach premier Sanchez i lider UP Pablo Iglesias ogłosili zawarcie wstępnego porozumienia. Teraz trzeba jednak będzie dogadać szczegóły. Wiadomo już jednak, że premierem miałby pozostać Sanchez, zaś Iglesias być jednym z jego zastępców. Podziału ministerstw jeszcze nie dokonano. Wcześniej Iglesias mówił, że UP liczy na 6-7 ministerstw. Byłby to pierwszy koalicyjny rząd w Hiszpanii od przywrócenia w 1977 r. demokracji w tym kraju.

„To będzie rząd na 4 lata” – cieszył się dziś premier Sanchez. Obejmował przy tym Iglesiasa i poklepywał po plecach. „To będzie postępowy rząd, który połączy doświadczenie PSOE z odwagą UP” – odpowiadał Iglesias. A jeszcze niedawno obaj politycy wzajemnie przerzucali się oskarżeniami o polityczne kunktatorstwo i nieodpowiedzialność. PSOE próbowało już bowiem porozumieć się z Unidas Podemos w sprawie koalicji po poprzednich wyborach, które odbyły się w kwietniu.

Tamte negocjacje nie udały się ponieważ Sanchez nie chciał, aby politycy UP objęli jakieś ministerstwa. Chciał się zgodzić jedynie, aby ta partia wskazała w przypadku kilku resortów bezpartyjnych fachowców. Ale Iglesias żądał przynajmniej 3 ministerstw dla polityków swojej partii, w tym jednego dla siebie. Oskarżył też premiera, że chce poparcia UP, ale bez podzielenia się władzą. Sanchez zaś oskarżał Iglesiasa o polityczną pazerność. „Mając takiego koalicjanta nie przespałbym ani jednej nocy” – mówił premier po załamaniu się negocjacji koalicyjnych. Teraz Sanchez zmiękł i wiele wskazuje na to, że będzie musiał oddać UP jeszcze więcej miejsc w swoim rządzie.

Hiszpania: Socjaliści wygrywają wybory, ale nie mają większości

Rządząca Hiszpanią Partia Socjalistyczna (PSOE) wygrała wybory parlamentarne, ale nie udało jej się uzyskać większości pozwalającej stworzyć samodzielny rząd. Skrajnie prawicowa partia Vox poprawiła natomiast dwukrotnie swój wynik z poprzedniego głosowania powszechnego.

 

Przedterminowe wybory w Hiszpanii rozpisano w związku z kryzysem …

Czy uda się zebrać większość?

Ale w niedzielnych wyborach straciła nie tylko PSOE, ale także UP, która w nowym Kongresie Deputowanych będzie mieć 35 mandatów. Zatem nowy rząd miałby za sobą tylko 155 posłów. Do większości brakowałoby 21 głosów. Stąd pomysł PSOE, aby porozumieć się także z liberalną partią Ciudadanos. W poprzedniej kadencji miała ona 57 mandatów i byłą trzecią siłą w Kongresie Deputowanych. Teraz jednak poniosła wielką porażkę i będzie mieć zaledwie 10 deputowanych.

PSOE chodzi jednak nie o formalną koalicję z Ciudadanos, a o wsparcie w kluczowych głosowaniach, a przede wszystkim podczas głosowania nad wotum nieufności. Na razie jednak w liberalnej partii trwa proces wyłaniania nowych władz. Dotychczasowy lider – Albert Rivera podał się bowiem do dymisji zaraz po wyborach.

Gdyby socjalistom udało się porozumieć z UP i Ciudadanos, to łącznie dałoby to 165 mandatów. Wciąż brakowałoby 11. Premier Sanchez może niemal na pewno liczyć na 3 głosy posłów nowego w parlamencie lewicowego ugrupowania Más País. Potrzebne będzie jednak przynajmniej kilka głosów ze strony partii regionalnych – katalońskich lub baskijskich.

13 mandatów zdobyła Republikańska Lewica Katalonii (ERC). To ugrupowanie, które opowiada się za katalońską niepodległością, ale jest mniej radykalne od ruchu Junts Per Catalunya (Razem dla Katalonii), z którego wywodzi się obecny premier Katalonii Quim Torra. Ale ERC już postawiła rządowi twarde warunki – natychmiastowe rozwiązanie kryzysu wokół Katalonii poprzez wyrażenie zgody na referendum niepodległościowe oraz natychmiastowe wypuszczenie z więzień skazanych niedawno na wieloletnie wyroki 9 katalońskich działaczy niepodległościowych. Te warunki wydają się jednak niemal niemożliwe do spełnienia.

Możliwe więc, że Sanchez poszuka poparcia nie w Katalonii, a w Kraju Basków. Według hiszpańskiej prasy możliwe jest rozpoczęcie rozmów z Nacjonalistyczną Partią Basków (PNV), która wywalczyła 7 mandatów Kongresie Deputowanych.

Katalonia: Jakie szanse na drugie referendum?

Po piątkowo-sobotnich zamieszkach w Barcelonie niedzielne (20 października) demonstracje w stolicy Katalonii były już o wiele mniejsze i spokojniejsze. Na barcelońskie ulice wyszło też kilkadziesiąt tysięcy przeciwników katalońskiej niepodległości.

 

Siódmy dzień trwają w Barcelonie protesty zwolenników secesji Katalonii od Hiszpanii. Największy, …