Hiszpania: Poczta chciała walczyć z rasizmem emitując znaczki w odcieniach ludzkiej skóry. Co poszło nie tak?

Hiszpańska seria znaczków pocztowych wywołała spore kontrowersje, źródło: Correos España

Hiszpańska seria znaczków pocztowych wywołała spore kontrowersje, źródło: Correos España

Hiszpańska poczta przygotowała serię czterech znaczków w różnych odcieniach ludzkiej skóry. W założeniu miały one symbolizować równość ludzi wszystkich ras i być manifestem sprzeciwu wobec rasizmu. Ale każdy znaczek jest w innej cenie. Najtańszy okazał się być ten… czarny.

 

Seria znaczków pocztowych została zatytułowana „Equality stamps”, czyli „Znaczki równości”. Na rynek trafiła pod koniec maja, dokładnie w rocznicę w zabójstwa w Minneapolis w USA czarnoskórego George’a Floyda przez białoskórego policjanta, który przez niemal dziewięć minut klęczał na szyi zatrzymanego mężczyzny, choć ten krzyczał, że nie może oddychać.

Tamta śmierć doprowadziła w USA do serii protestów, a nawet w niektórych miastach do zamieszek. A także do odrodzenia powołanego do życia kilka lat wcześniej i już nieco przygasłego ruchu Black Lives Matter!, który sprzeciwia się bardziej brutalnemu traktowaniu przez służby mundurowe osób o innym niż biały odcieniu skóry.

Komisja Europejska powołała pierwszą w historii koordynatorkę do walki z rasizmem

Jest to element Planu Walki z Rasizmem Unii Europejskiej na lata 2020-2025.

Europejska echa ruchu Black Lives Matter!

Wydarzenia w USA wywołały w świecie zachodnim dyskusję o dziedzictwie rasizmu, segregacji rasowej czy odpowiedzialności za zbrodnie z czasów kolonialnych i doprowadziły m.in. do obalenia lub zniszczenia – m.in. w Belgii i Wielkiej Brytanii – kilku pomników osób czerpiących niegdyś zyski z wyzysku mieszkańców Afryki.

Doszło także do podjęcia przez władze Holandii i Niemiec decyzji o zwrocie do afrykańskich muzeów zagrabionych niegdyś przez kolonizatorów dzieł sztuki. Debata na ten temat przetacza się również przez Francję. Ponadto niemiecki rząd zawarł z władzami Namibii umowę, na mocy której zainwestuje w najbliższych latach ogromne kwoty na terenach spustoszonych niegdyś na polecenie niemieckiego kolonialnego gubernatora.

Hiszpania, która na razie nie podjęła żadnych decyzji podobnych do tych holenderskich czy niemieckich, choć echem wydarzeń w USA i Europie było także obalanie pomników hiszpańskich konkwistadorów w Ameryce Północnej, m.in. w Kolumbii, chciała inaczej zamanifestować przywiązanie do antyrasistowskich idei.

Correos España, czyli państwowa spółka pocztowa, postanowiła wypuścić serię znaczków pocztowych, które podkreślą to, że ludzie są sobie równi bez względu na kolor skóry. W tym celu przygotowano cztery znaczki pod wspólnym tytułem „Equality stamps”, czyli „Znaczki równości”.

Kolumbia: Indianie obalili pomnik konkwistadora. Dyskusja o kolonializmie przenosi się do Ameryki Południowej

W położonym na południowym-zachodzie Kolumbii mieście Popayán Indianie z plemienia Misak obalili pomnik założyciela miasta – hiszpańskiego konkwistadora Sebastiána de Belalcázara. Był to protest przeciw dawnej przemocy Europejczyków wobec tubylczej ludności.

Kłopotliwa różnica w cenach znaczków

Na każdym z nich znalazł się prostokąt w jednolitym kolorze symbolizującym jeden z odcieniu ludzkiej skóry – od białego, przez żółty i czerwony aż po czarny. Tyle, że każdy z nich ma inny kolor, a czarny jest… najtańszy. Cena białego to bowiem 1,70 euro, żółtego – 1,50 euro, czerwonego – 80 eurocentów, a czarnego – 70 eurocentów.

Różnica w cenach miała swoje uzasadnienie. Fakt, że chcąc wysłać list trzeba nakleić więcej znaczków czarnych niż białych miał zwracać uwagę na wciąż istniejące na świecie nierówności rasowe.

Kampania została zaakceptowana przez pocztowe kierownictwo, a także wsparta patronatem Międzynarodowego Stowarzyszenia Pocztowego. Kampanię promować miała także hiszpańska reprezentacja piłkarska, a wsparła ją oficjalnie ambasada USA w Madrycie.

Twarzą kampanii stał się zaś raper El Choijn, który ma zarówno korzenie hiszpańskie, jak i afrykańskie (jego ojciec pochodzi z Gwinei Równikowej), który często w swoich tekstach piętnuje rasizm. Muzyk wystąpił także w specjalnie nakręconym minutowym spocie.

Oburzenie w Hiszpanii

Tyle że pomysł, że zróżnicowaniem cen „równościowych” znaczków i uczynieniem znaczka „białego” najdroższym, a czarnego „najtańszym”, nie wszystkie się spodobał, a nawet przeciwnie – wielu oburzył. W internecie zaroiło się od negatywnych opinii, w których zwracano uwagę przede wszystkim, że tak skonstruowana kampania skutecznie utrwala stereotyp, że „zawsze lepiej jest być białym”.

„To jest wewnętrznie sprzeczna akcja. Antyrasistowska kampania wysłała rasistowski sygnał. Gdyby znaczki były w różnych kolorach, ale w takiej samej cenie przekaz byłby jasny, a tak widać, że coś poszło nie tak i przesłanie znikło” – komentował działacz hiszpańskiej organizacji SOS Racismo Moha Gerehou.

„Ta niefortunna kampania pokazuje, jak bardzo potrzebne jest stworzenie lepszego porozumienia antyrasistowskiego w Hiszpanii. Rasizm to nie tylko kolor skóry, ale to przede wszystkim problem systemowy i historyczny, który został stworzony, aby uprzywilejować niektóre sektory społeczeństwa, a poniżać inne” – głosi zaś oficjalne stanowisko tej organizacji, która wezwała do tego, aby do akcji się nie przyłączać.

Za kontrowersyjnym pomysłem stoi agencja reklamowa Lola. Jej szef Emilio Holguin tłumaczył, że postawiono na budzący emocje pomysł, bo dziś coraz trudniej o uwagę ludzi. „Ale widzimy, że był błąd w przekazie. Ludzie w mediach społecznościowych czytają dosłownie i negatywny odbiór wypiera dobry” – powiedział.

Cancer Alley: Jak w praktyce wygląda rasizm środowiskowy w USA?

Czy sytuacja ma szansę na zmianę podczas prezydentury Joego Bidena?

Akcja chybiona?

Działający od lat na polu walki z rasizmem w Hiszpanii historyk Antumi Toasijé, który stoi na czele rządowej Radzie ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej lub Etnicznej ocenił, że jeśli „kampania oburza tych, których miała bronić, to nie ma wątpliwości, że jest chybiona”. I wezwał do natychmiastowego wycofania „równościowych” znaczków ze sprzedaży.

Jeśli tak się stanie i ich niemal cały nakład trafi na przemiał, ci, którym udało się już serię kontrowersyjnych znaczków kupić, mogą się za kilka lat spodziewać sporych dochodów. Pojedyncze będące w obiegu znaczki z wycofanych niemal w całości serii (np. z powodu drukarskiego błędu) potrafią osiągać po pewnym czasie na kolekcjonerskich aukcjach zawrotne ceny.