Gorąca debata o Polsce w Parlamencie Europejskim

Frans Timmermans / Źródło: European Commission

Podczas wczorajszej (14 grudnia) debaty o Polsce w PE pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans ostrzegał przed zaostrzeniem konfliktu po wejściu w życie kolejnych ustaw o Trybunale Konstytucyjnym. Apelował do polskiego rządu o publikację wszystkich orzeczeń TK, a do prezydenta o zaprzysiężenie jego trzech legalnie wybranych sędziów. W odpowiedzi europoseł PiS Ryszard Legutko atakował i samego wiceszefa KE, i całą UE zarzucając niewiedzę i złą wolę.

 

Część europarlamentarzystów wyraziła także zaniepokojenie nową ustawą o zgromadzeniach, sygnalizowaną przez polski rząd wolą wycofania się z konwencji stambulskiej o zwalczaniu przemocy wobec kobiet oraz restrykcyjną ustawą regulującą przerywanie ciąży.

Timmermans: To nie jest spór z Polską

„To nie jest debata przeciwko Polsce ani przeciwko Polakom. To jest debata przeciwko łamaniu rządów prawa przez polski rząd” – przekonywał Frans Timmermans otwierając debatę. Zarzucił przy tym polskim władzom, że nie zaproponowały wymaganych przez KE i Komisję Wenecką zmian dotyczących składu Trybunału Konstytucyjnego, niepublikowania wyroków oraz jego nieefektywności. Zwrócił też uwagę, że gabinet Beaty Szydło zamiast odnieść się do otrzymanych uwag, skrytykował Komisję Wenecką za negatywną ocenę, choć sam o nią wystąpił.

Timmermans przypomniał, że zalecenia dla polskiego rządu dotyczące rozwiązania kryzysu wokół TK Komisja wydała w lipcu br. i wyraził ubolewanie, że „niestety, od przyjęcia rekomendacji sytuacja się nie poprawiła”. Przyznał też, że w październiku KE otrzymała odpowiedź od polskiego rządu, ale nie zawierała ona żadnych nowych działań polskich władz, które odnosiłyby się do problemów, które wskazała Komisja. „Raczej wyjaśniono, dlaczego polski rząd nie zgadza się z opinią KE wyrażoną w zaleceniach” – podkreślił Timmermans.

Zwrócił ponadto uwagę, że trzy nowe ustawy ws. TK są obecnie na ostatnim etapie procesu legislacyjnego w polskim parlamencie. Przyznał, że choć z jednej strony odnoszą się one do niektórych problemów, poruszonych w lipcowych zaleceniach Komisji, to z drugiej wprowadzają nowe, budzące zaniepokojenie przepisy. W ocenie Timmermansa pogłębiają one bowiem kryzys niezależności i odrębności Trybunału Konstytucyjnego od innych organów państwa. Chodzi zwłaszcza – wyjaśnił – o zapis uprawniający prezydenta RP do nominowania „pełniącego obowiązki prezesa TK”, co jest niezgodne z zapisami polskiej konstytucji ws. wyboru prezesa tej instytucji.

„Nie można tworzyć nowych praw, dopóki TK nie oceni ich zgodności z konstytucją. Dlaczego? Bo taka jest jego rola ustanowiona przez konstytucję właśnie. Należy za to zaprzysiąc trzech sędziów wybranych przez poprzedni Sejm, opublikować wszystkie wyroki Trybunału” – argumentował. „Nie można przestrzegać tylko tych praw i zasad, które się nam podobają. To, co robi polski rząd jest łamaniem zasady rozdziału władzy” – ocenił Timmermans. „Jestem bardzo zaniepokojony tymi nowymi wydarzeniami, które grożą pogłębieniem kryzysu konstytucyjnego” – dodał i zaapelował o umożliwienie TK zbadanie nowych ustaw jeszcze przed ich wejściem w życie.

„Komisja uważnie obserwuje sytuację w Polsce” – zapewnił jej pierwszy wiceprzewodniczący i zapowiedział, że „wkrótce” ponownie zajmie się tą sprawą – „będzie o niej dyskutować, aby rozważyć i zdecydować, jak najlepiej odnieść się do tej sytuacji”.

Lewandowski: Demokratyczny mandat nie usprawiedliwia kroczącego zamachu stanu

W podobnym duchu przemawiał europoseł z ramienia Platformy Obywatelskeij Janusz Lewandowski, który zabrał głos w debacie w imieniu największej frakcji PE – Europejskiej Partii Ludowej (EPL). „Ta władza wzięła się z demokratycznego mandatu, ale mandat mniej niż 20 proc. uprawnionych do głosowania nie usprawiedliwia kroczącego zamachu stanu na instytucje państwa prawa, społeczeństwa obywatelskiego, zdrowej gospodarki, nie usprawiedliwia rujnowania pozycji Polski w świecie” – powiedział w Strasburgu. Zwrócił przy tym uwagę, że nie po raz pierwszy o Polsce mówi się na forum PE. „Jesteśmy chorym ogniwem tej wspólnoty; cenę płaci cała Polska. To wspaniałe dzieło milionów Polaków, jakim jest Polska ćwierćwiecza, nie zasługuje na płacenie tak wielkiej ceny za nadużycia władzy” – ocenił polityk PO.

Na Twitterze napisał zaś: „Nowa ustawa o zgromadzeniach dławi wolność zgromadzeń, fundamentalne prawo, o które walczyła Solidarność” oraz „Wspaniałe dzieło zbiorowe milionów Polaków, jakim jest Polska ćwierćwiecza, nie zasługuje na płacenie tak wielkiej ceny za nadużycia władzy”.

Socjaliści, Liberałowie i Zieloni: Sytuacją w Polsce powinna zająć się Rada UE

Europosłanka drugiej co do wielkości frakcji – Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (s&D) Birgit Sippel uznała, że KE słusznie uruchomiła mechanizm kontroli praworządności wobec Polski. W jej ocenie teraz sprawą tą powinna zająć się Rada, gdzie przedstawiciele państw członkowskich mogliby stwierdzić czy w Polsce istnieje systemowe zagrożenie dla praworządności (do tego trzeba większości 4/5 głosów), zgodnie z art. 7 Traktatu o UE. Niemiecka europarlamentarzystka przekonywała, że nawet gdyby ostatecznie nie doszło do nałożenia sankcji na Polskę (do czego trzeba jednomyślności), to byłby to odpowiedni sygnał.

Z podobnym apelem wystąpiła europosłanka liberałów Holenderka Sophie in ’t Veld. „Obywatele mają prawo do niezawisłych sądów, polskie kobiety mają prawo do obrony przed przemocą w rodzinie, decydowania o swoim ciele, obywatele mają prawo do organizowania się, do wolności słowa. Rząd polski pozbawia obywateli ich praw. Czy tego chcieli Polacy w wyborach rok temu? Nie sądzę” – mówiła in ‚t Veld. Apelowała też do Timmermansa, żeby poinformował o dalszych krokach, które zamierza podjąć wobec Polski. „Już w lipcu opisał pan sytuację w Polsce jako systemowe zagrożenie dla praworządności. Jeśli tu niepotrzebne są działania, to kiedy będą potrzebne?” – pytała. Również jej zdaniem, należy doprowadzić do zastosowania art. 7, mimo że wiadomo, że nie dojdzie do głosowania.

O dalsze działania wobec Polski pytała wiceszefa KE również europarlamentarzystka Zielonych, Niemka Terry Reintke. „Czy podejmiecie jakieś konkretne, zdecydowane kroki, by wysłać jasny sygnał pod adresem polskich władz? Trzeba powiedzieć, że to, co dzieje się w Polsce, nie tylko budzi obawy, ale wymaga też działań na poziomie UE” – oceniła. Zwróciła też uwagę, że dzieci w całej Europie uczą się o walce Polaków o praworządność „jakieś 30 lat temu” i o pokojowej zmianie systemu, jaka miała miejsce. „Sama zostałam ukształtowana w ten sposób. To jest mój wizerunek Polski” – powiedziała młoda europosłanka z Niemiec podkreślając, że na ulice polskich miast znów wróciły demonstracje w obronie praw podstawowych obywateli.

Legutko: Ta debata jest „bezsensowna, stronnicza i niczym niepoparta”

„Jak poprzednio, debata jest bezsensowna, niesprawiedliwa, skrajnie stronnicza i niczym nie poparta” – bronił polskiego rządu europoseł PiS Ryszard Legutko (w Strasburgu, była co prawda przedstawicielka polskiego rządu – wiceminister spraw zagranicznych Renata Szczęch, ale nie zabierała głosu). „I znowu robicie Państwo kolejny, orwellowski spektakl, mam nadzieję, że ostatni, choć znając tę izbę nigdy nic nie wiadomo” – powiedział polityk PiS. Oświadczył, że nie ma problemu jakichkolwiek ograniczeń prawa do demonstracji w Polsce. „Czy wyrażam się jasno? Nie ma. To po co zawracacie ludziom głowę? Jak można tak skrajnie rozmijać się z faktami?” – pytał.

Podkreślił także, że polskie władze są przeciwko konwencji stambulskiej wyłącznie dlatego, że dokument ten „kłóci się z traktatami”. „I proszę, nie pouczajcie nas w kwestii przemocy wobec kobiet. Pod względem przemocy wobec kobiet Polska jest na ostatnim miejscu w Europie. Tak, na ostatnim – najmniej przemocy” – podkreślił Legutko. Wypomniał przy tym zarówno Timmermansowi, jak i szefowi frakcji liberałów w PE Guy`owi Verhofstadtowi, że ich kraje (odpowiednio Holandia i Belgia) „są wysoko w tym niechlubnym rankingu” i jest tam „kilka razy więcej przemocy niż w Polsce”. Zaproponował też elicie politycznej UE, by przyjechała do Polski „po naukę, jak się robi, by kobietom nie działa się krzywda”. „Utopiliście wszystko, co się da utopić w politycznej poprawności, niszczycie nią kulturę i język, topicie w niej edukację, którą zastępujecie indoktrynacją. I co? I nic” – podkreślił europoseł PiS.

Ryszard Legutko powiedział też, że „poniekąd” może zrozumieć dlaczego wiceszef KE „ciągnie z uporem sprawę Trybunału Konstytucyjnego, domagając się, by był on zdominowany przez nominatów jednej strony sporu politycznego w Polsce”. Zarzucił przy tym KE, że ta nie zareagowała, gdy poprzedni Sejm naruszył konstytucję wyznaczając dwóch sędziów, mimo że kadencje tych, których mieli zastąpić, jeszcze nie wygasły. „Nie zareagował pan, bo to była pańska strona” – zwrócił się do wiceszefa KE. „Przyzwyczailiście się Państwo, że w Unii od czasów niepamiętnych rządzi jedna koalicja i fakt, że w jakimś kraju może być zróżnicowanie stron, że TK się spiera, traktujecie jako anomalię. Podobną politykę prowadzi zresztą Komisja Wenecka, która w lutym tego roku w Polsce nawet nie raczyła się spotkać z sędziami Trybunału mającymi inne zdanie, a ich pisemną opinię wrzuciła do kosza. I jak tu szanować opinię Komisji Weneckiej?” – pytał retorycznie.

Polityk PiS zarzucił swoim adwersarzom, że najmniej chodzi im o wolność, o która się upominają. „Chodzi wam o zachowanie monopolu jednej strony, waszej. Choćbyście nie wiem, jak długo mówili o wartościach europejskich, coraz mniej macie z nimi wspólnego. Nie przestrzegacie traktatów, nie szanujecie zasady pomocniczości, nie szanujecie innych poglądów niż wasze, nie szanujecie zasad racjonalnej dyskusji. Nie uznajecie rzymskiej zasady, że trzeba wysłuchać drugiej strony; nie przestrzegacie innej rzymskiej zasady, że nikt nie jest sędzią we własnej sprawie” – atakował. „To wyalienowanie się elit unijnych z kultury europejskiej, które obserwujemy od pewnego czasu jest faktem zasmucającym i fatalnie rokuje” – dodał.

Polityk PiS wypomniał też Timmermansowi, że nie odpowiedział na list, który napisał do niego wspólnie z innym europosłem tej partii Tomaszem Porębą. List ten zawierał – jak przypomniał – uwagi dotyczące „rażących błędów: w stanowisku KE. „Nie chodzi o interpretację; chodzi o poważne błędy rzeczowe dotyczące polskiej konstytucji i polskiego prawa” – podkreślił Legutko. „Pan swoim zwyczajem wszystkie te uwagi zignorował albo ich nie zrozumiał. To stara metoda. Udawać, że czegoś nie ma. Niewiedza, lub udawanie niewiedzy daje to przyjemne poczucie komfortu. Prawda jak to wszystko wygląda prosto, jeśli nie trzeba odpowiadać na argumenty i wystarczy cały czas śpiewać tę samą arię przy klaszczącej widowni?” – mówił w debacie PE poświęconej praworządności w Polsce.

W ocenie europosła PiS jest to fragmentem większej całości, bo UE „zamiast się stabilizować jest rozkołysana”, a odpowiedzialnością – przynajmniej częściowo – obarczył unijne instytucje. „Antagonizujecie społeczeństwa, pogłębiacie podziały – nie tylko w Polsce. Spójrzcie, jak gotuje się w większości krajów europejskich. Zamiast zjednywać sobie sojuszników, tworzycie w szybkim tempie nowych wrogów, nie reformatorów takich jak ja i moja grupa, lecz wrogów. Ale to nie może trwać wiecznie. Dedykuję Wam zdanie ze Starego Testamentu z Księgi Przysłów: `Wyniosłość kroczy przed porażką, a duch pyszny przed upadkiem`. `Pride goes before destruction, and an haughty spirit before a fall`” – powtórzył po angielsku na zakończenie swego płomiennego wystąpienia w Strasburgu.

Szef EKR w PE Brytyjczyk Syed Kamall przekonywał, że gdy poucza się polski rząd, to tak naprawdę poucza się ludzi, którzy na niego głosowali. „Ta izba nie ma żadnej roli do odegrania w tej sprawie, prowadzenie takiej debaty to wprowadzanie niepotrzebnej polaryzacji” – ocenił. Instytucjom unijnym zarzucił natomiast, że ich „pomocna dłoń zaczyna przypominać pięść, która chce kontrolować”.

Iwaszkiewicz: Musimy uwolnić się od UE

Prowadzenie debaty o praworządności w Polsce krytykowali też europosłowie grup eurosceptycznych. Robert Iwaszkiewicz (KORWiN/Europa Wolności i Demokracji Bezpośredniej) podkreślił np., że PE nie powinien zajmować się Polską, ale Francją, Belgią, Austrią, Szwecją czy Niemcami lub Wlk. Brytanią, bo to właśnie tam, a nie w Polsce ludzie giną i są gwałceni. „Polska nie potrzebuje waszej fałszywej troski i rad, zajmijcie się bałaganem w waszych własnych krajach” – radził. „Polska potrzebuje wolności – wolności od unijnych regulacji i nadzoru UE do unijnych polityków, w tym europosłów, którzy mienią się Polakami. Musimy się uwolnić od tej całej Unii” – oświadczył.

Timmermans w podsumowaniu: Nie traktujmy się jak wrogowie, bo wrogów się zwalcza

Podsumowując debatę wiceszef KE przypomniał, że tym którzy mieli być szczęście być po zachodniej stronie żelaznej kurtyny ówczesny premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill uzmysłowił, jak można użyć demokracji przeciwko rządom prawa dzięki zasadzie: mam większość, więc dyktuję warunki gry. Dlatego Rada Europy zawsze powtarzała, że w demokracji obowiązują granice wyznaczane przez rządy prawa stanowione przez niezależne sądownictwo. „To podstawa systemu demokratycznego w Europie” – podkreślił Timmermans. Przypomniał też, że bezpośrednio po upadku żelaznej kurtyny Polacy podpisali się pod tą zasadą i dołączyli do Rady Europy. Przyznał przy tym, że nie może zrozumieć, że niektórzy używając słowa `wolność` opowiadają się przeciwko niej i zwalczają zasadę rządów prawa.

Wiceszef KE zwrócił też uwagę, że Ryszard Legutko przez 8 minut (miał najdłuższe wystąpienie w debacie) nie odniósł się do trzech zarzutów stawianych polskiemu rządowi. „Jeżeli szanujesz zasadę trójpodziału władzy, to nie możesz wybierać sobie tylko to co ci się podoba: publikować tylko te orzeczenia, które ci odpowiadają; ignorować wybór sędziów przez parlament tylko dlatego, że ci się nie podobają ani wprowadzać zasad działania TK, które pozostają w ewidentnej sprzeczności z konstytucją” – wyliczał tłumacząc zasady rządów prawa.

Do swojego wystąpienia podsumowującego środową debatę w PE o Polsce Timmermans wprowadził także wątek osobisty. „Jestem komisarzem również w imieniu Polski i czuję się za nią odpowiedzialny” – oświadczył dodając, że swoje życie zawdzięcza polskim żołnierzom. „Nie byłoby mnie nawet na świecie, gdyby polscy żołnierze nie uratowali mojej rodziny. Mam swój własny dług wobec Polaków, których dzieci i wnuki żyją w silnej i niezależnej Polsce” – wyjaśnił wiceszef KE. Podkreślił przy tym, że Polska nigdy nie była tak wolna i niezależna jak dziś, gdy jest członkiem UE i NATO.

Timmermans ostrzegł także – i to nie tylko Polaków – przed personalnymi atakami dyskredytującymi elity i wolność, o którą walczyło tylu ludzi. Podkreślił, że Unia Europejska jest konkretnym wyrazem woli 500 mln Europejczyków akceptujących europejskie wolności i potrzebę przestrzegania podziału władz. „Może jesteśmy czasem politycznymi oponentami, więc dyskutujemy, ale nie traktujmy się jak wrogowie, bo wrogów się zwalcza” – apelował pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej odpowiedzialny za lepsze stanowienie prawa, stosunki międzyinstytucjonalne, praworządność i Kartę praw podstawowych.

Była to już czwarta w tym roku debata na temat praworządności w Polsce. Pierwotnie zaplanowano ją na wtorek 13 grudnia, jednak ponieważ tego dnia przypadała 35. rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, na wniosek frakcji socjalistów przedstawiony przez europosła SLD Bogusława Liberadzkiego, została przełożona na następny dzień (14 grudnia).