Przeszłość w przebudowie. Jefferson, Kolumb, Rhodes, Waszyngton i inni spadają z cokołów

Protestujący twierdzą, że należy zdekolonizować przestrzeń publiczną z postaci symbolizujących kolonializm, rasizm oraz wielowiekowy ucisk i opresję białych.

Protestujący twierdzą, że należy zdekolonizować przestrzeń publiczną z postaci symbolizujących kolonializm, rasizm oraz wielowiekowy ucisk i opresję białych. Na zdjęciu posąg króla Belgów i właściciela Konga Leopolda II. Oskarża się go o stworzenie systemu, który pozbawił życia 10 mln Kongijczyków. / Foto via twitter

Belgia, Francja, USA, Wielka Brytania – wszędzie tam z cokołów spadają posągi. Śmierć George’a Floyda sprowokowała protesty przeciwko przemocy policji oraz rasizmowi. Ich skutkiem ubocznym jest wznowienie debaty na temat kolonialnej przeszłości państw. Protestujący twierdzą, że należy zdekolonizować przestrzeń publiczną z postaci symbolizujących rasizm oraz wielowiekowy ucisk i opresję białych. Co należy zrobić z posągami kontrowersyjnych postaci?

 

 

„On zmieni świat”, powiedział podczas pogrzebu George’a Floyda jego brat. Jest za wcześnie, by wyrokować jak głęboka będzie to zmiana – być może za kilka miesięcy nic nie pozostanie z fali protestów – ale przez ostanie kilkanaście dni demonstranci w wielu krajach całego świata doprowadzili do zrzucenia z cokołów wielu uznawanych dotąd za wybitne postaci historycznych.

Protesty zainicjowały próbę zmierzenia się z historią kolonialną poszczególnych państw. Dekolonizacja przestrzeni publicznej – niemożliwa przed kilkoma laty – postępuje wśród oskarżeń o posiadanie niewolników przez pierwszego prezydenta USA Jerzego Waszyngtona czy zainicjowanie epoki kolonialnej przez odkrywcę Ameryki Południowej Krzysztofa Kolumba.

Pomniki na śmietnik historii

Pomniki od zawsze były używane jako narzędzia konstruowania zbiorowej tożsamości i jak uczy historia nigdy nie stoją wiecznie. Starożytni poprzez damnatio memoriae (łac. potępienie pamięci) pozbywali się z przestrzeni publicznej m.in. cesarzy rzymskich: Kaliguli, Nerona czy Kommodusa, by wymienić tylko najbardziej znanych, których wizerunki niszczono, a imiona skuwano ze wszystkich inskrypcji.

Podobny mechanizm potępienia pamięci stosowano niemal wszędzie w późniejszych wiekach, a ostatnio np. w krajach byłego bloku wschodniego, gdzie pomniki postaci związanych z komunistycznym ustrojem lądowały po 1989 r. na śmietniku historii. Któż ze starszych Warszawiaków nie pamięta rozbiórki pomnika Feliksa Dzierżyńskiego usytuowanego od 1951 r. na placu Bankowym. Krwawy Feliks wytrwał do listopada 1989 r. Dziś w tym miejscu stoi postument poświęcony pamięci Juliusza Słowackiego.

Pomnik Dzierżyńskiego nie podzielił losu ponad 1,5 tys. eksponatów, które trafiły do Galerii Sztuki Socrealizmu, mieszczącego się na terenie zespołu pałacowo-parkowego w Kozłówce. Są tam m.in. pomniki Bolesława Bieruta czy Włodzimierza Lenina. Podobne muzeum działa w Budapeszcie. Jednak najsłynniejszy i chyba największy pomnik tego typu znajdował się w Pradze i chociaż miał przetrwać wieki, cieszył oko mieszkańców stolicy Czech zaledwie przez 7 lat. Wysoki na 15 metrów i szeroki na 12., ważył bagatela 17 tys. ton. Odsłonięty w najgorszym dla patrona momencie – w 1955 r., na kilka miesięcy przed słynnym referatem Nikity Chruszczowa wygłoszonym podczas XX. Zjazdu KPZR, w którym nowy pierwszy sekretarz potępił poprzednika – Józefa Stalina. Zmiany w ZSRR i państwach satelickich wymusiły szybką rozbiórkę w 1962 r.

Damnatio memoriae nie uniknął Saddam Husajn – zburzenie jego pomnika w Bagdadzie w 2003 r. stało się jednym z symboli II wojny w Zatoce Perskiej. Nie odpuszczono też Napoleonowi. Wizerunek cesarza Francuzów, który wieńczy kolumnę na placu Vendôme dwukrotnie usuwano. Za każdym razem Napoleon wracał na swoje miejsce. W 1871 r. w czasie Komuny Paryskiej wizerunek Napoleona usunięto po raz ostatni. To wówczas malarz Gustave Courbet miał napisać o pomniku jako „barbarzyńskim symbolu brutalnej siły i fałszywej chwały”. Na ironię zakrawa, że też twórczość francuskiego malarza jest na nowo odczytywana, a jedno z jego najsłynniejszych dzieł – „Pochodzenie świata” – ruch feministyczny (np. Miriam Cahn) klasyfikuje jako przykład symbolicznej przemocy wobec kobiet. To jednak temat na inną dyskusję.

Wielka Brytania: Dekolonizacja historii kraju

Protesty w USA są różnie oceniane. Nie brakuje głosów, że uzasadnione emocje, które nastąpiły po śmierci George’a Floyda, przeszły w szaleństwo. Twierdzi tak np. francuski filozof Alain Finkielkraut, który w wywiadzie dla „Le Figaro” stwierdził, że „antyrasizm” utożsamiany z protestami zmienił się w ideologię, która domaga się „wymazania obecności białych, oskarżanych o całe zło świata”.

Gdy odłoży się na bok emocje towarzyszące protestom, kluczowym pozostaje pytanie o to w jaki sposób – i w jakim stopniu – demokratyczne państwa powinny konfrontować się ze swoją historią i czy powinny wymazywać z niej niechlubne elementy. Czy zatem dziś – w XXI wieku – w krajach zbudowanych na poszanowaniu praw człowieka w przestrzeni publicznej powinny znajdować się symbole związane z przeszłością kolonialną? To dyskusja, która toczy się od lat, a wydarzenia z Mineapolis tylko ją przyspieszyły.

Wokół wielu z posągów, które spadły z cokołów w ostatnich dniach toczyła się bowiem ożywiona dyskusja dotycząca ich zachowania lub przeniesienia w mniej eksponowane miejsce. W Bristolu w Wielkiej Brytanii protestujący obalili pomnik Edwarda Colstona, który od 1895 r. stał w centrum miasta. Urodzony w 1636 r. Colston dorobił się na handlu niewolnikami, a po bezpotomnej śmierci zapisał cały majątek rodzinnemu miastu. Sprawa Colstona w 2018 r. była przedmiotem dyskusji Rady Miasta, która przegłosowała modyfikację podpisu na tablicy pamiątkowej pod pomnikiem. Przez lata informował on przechodniów, że mają do czynienia z „jednym z najmądrzejszych synów miasta”. Na tablicy z końca XIX w. zabrakło odniesienia do kolonialnej przeszłości patrona. Teraz już za późno na zmiany.

Posąg Roberta Miligana zdemontowano z polecenia władz Londynu. Miligan zbił majątek na niewolniczej pracy Afrykańczyków na plantacjach cukru na Karaibach. Zagrożony był także pomnik Winstona Churchilla przy londyńskim Parliament Square. Protestujący domagali się usunięcia posągu byłego premiera, który poprowadził Wielką Brytanię do zwycięstwa w II wojnie światowej ze względu na jego rasistowskie wypowiedzi. Pomnik zasłonięto blaszaną osłoną, aby uniknąć dewastacji.

Antyrasistowskie demonstracje przypieczętowały los posągu Cecila Rhodesa, który zdobił fasadę Oriel College Uniwersytetu Oxfordzkiego. Rhodes, główny ideolog i motor brytyjskiej kolonizacji w Afryce – od jego nazwiska zaczerpnęły nazwę dwie kolonie, Rodezja Północna i Południowa – miał zniknąć z elewacji zabytkowego budynku już cztery lata temu. Jednak wówczas rada zarządzająca Oriol College odmówiła. Tym razem zabrakło argumentów dla pozostawienia posągu na dotychczasowym miejscu. Rhodes zdobił Oriol College, ponieważ swój majątek zapisał w spadku uczelni na poczet funduszu stypendialnego, który miał „unieśmiertelnić jego dziedzictwo”, jak przypominała w ostatnich dniach brytyjska prasa.

USA: Zlikwidować dziedzictwo Konfederacji

Usuwanie pomników w USA związanych z przeszłością kolonialną przyspieszyło po 2015 r., gdy 21-letni biały ekstremista Dylann Roof zastrzelił 9 Afroamerykanów w Kościele Metodystów w Charleston w Karolinie Południowej. Masakra oraz zdjęcia zabójcy z flagą Konfederacji zszokowały wielu Amerykanów i ożywiły ogólnonarodową debatę na temat form upamiętnienia dla symboli związanych ze zwolennikami niewolnictwa. Od tamtego czasu w USA zniknęło z przestrzeni publicznej około 140 form upamiętnienia powiązanych z Konfederacją. Pozostało ich jeszcze około 1,7 tys., informuje Southern Poverty Law Center (SPLC), organizacja zajmująca się walką z rasizmem.

Przy okazji ostatnich demonstracji w USA z cokołów pospadały kolejne postaci. W Richmond w Wirginii, która od 1861 do 1865 r. była konfederacką stolicą, zdewastowano pomnik głównodowodzącego armii secesjonistów Roberta E. Lee oraz obalono postument generała Williamsa Cartera Wickhama. Gubernator stanu Ralph Northam (Partia Demokratyczna) poinformował o planach usunięcia posągu generała Roberta E. Lee. „Znajdował się on w tym miejscu od lat, ale to był błąd. W Wirginii nie opowiadamy się za fałszywą wersją historii, wedle której wojna secesyjna dotyczyła praw poszczególnych stanów, a nie niewolnictwa”, powiedział polityk.

Przewodnicząca Izby Reprezentantów – izby niższej Kongresu – Nancy Pelosi zdecydowała o usunięciu portretów czwórki Konfederatów. Robert Hunter (Wirginia), Howell Cobb (Georgia), James Orr (Karolina Południowa) i Charles Crisp (Georgia) przewodzili Izbie w XIX w. Jako reprezentanci stanów południowych przeciwstawiali się także zniesieniu niewolnictwa. „W Kongresie nie ma miejsca na kultywowanie pamięci o ludziach, którzy symbolizują rasizm i nietolerancję”, napisała w oświadczeniu Nancy Pelosi .

W Wirginii nie oszczędzono także pomnika Krzysztofa Kolumba, który zrzucono z cokołu przy użyciu lin. Następnie podpalono i wrzucono do jeziora w parku. „Kolumb reprezentuje ludobójstwo”, napisano na pustym cokole. W pierwszej połowie czerwca w Portland (stan Oregon) obalono z kolei pomnik 3. prezydenta USA Thomasa Jeffersona. Autor „Uwag o stanie Wirginia” posiadał niewolników. W tym samym mieście w piątek (19 czerwca) podobny los spotkał posąg 1. prezydenta USA Jerzego Waszyngtona. Demonstranci napisali na cokole „ludobójczy kolonizator”. Waszyngton także posiadał niewolników.

Belgia: Trzeba przepraszać za Kongo?

Belgia jest drugim po Wielkiej Brytanii krajem, w którym debata o dekolonizacji przestrzeni publicznej jest najżywsza w Europie. Powodem jest brak rozliczenia z kolonialną przeszłością, a głównym celem ataków, król Belgów Leopold II, będący na przełomie XIX i XX w. właścicielem Konga. Za jego rządów doprowadzono do śmierci nawet 10 mln ludzi wskutek pracy niewolniczej przy pozyskiwaniu kauczuku i kości słoniowej.

Leopoldowi II poświęcona jest w Belgii niezliczona liczba pomników, ulic, placów i skwerów. Wraz z wybuchem protestów przeciwko rasizmowi posągi króla Belgów stały się celem ataków demonstrantów, którzy oblewali je farbą i wypisywali antyrasistowskie hasła. Władze Antwerpii już zdecydowały o przeniesieniu zdewastowanego pomnika do muzeum. Oficjalnie w celu jego restauracji. Popiersie Leopolda zniknęło także z budynku Uniwersytetu w Leuven.

Możliwe, że podobny los spotka pomnik konny Leopolda, który znajduje się w okolicy pałacu królewskiego w Brukseli. „Nasza przeszłość kolonialna jest wpisana w przestrzeń publiczną”, napisano 10 czerwca w dzienniku „Le Soir”. Gazeta informuje, że tylko w stolicy kraju znajduje się „70 odwołań do niechlubnej przeszłości”.

Belgowie, inaczej niż np. Francuzi, nadal nie przeprosili Kongijczyków za grzechy przeszłości, pomimo ubiegłorocznej rekomendacji grupy ekspertów ONZ. Prezydent Emmanuel Macron przeprosił w czerwcu 2018 r. za zbrodnie popełnione przez Francję w celu „utrzymania porządku” w walczącej o wolność Algierii w latach 50 XX w. Leopold II powołał pod koniec swoich rządów komisję, której celem było ukaranie winnych śmierci Kongijczyków. Sprawy nie doprowadzono do końca a wybuch I wojny światowej odwrócił uwagę od odpowiedzialności za ludobójstwo w Kongu. W środę (17 czerwca) – po ponad stu latach od tamtej inicjatywy – belgijski parlament zatwierdził powołanie specjalnej komisji ds. przeszłości kolonialnej.

Obalone pomniki więcej warte?

Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że w najbliższych dniach z cokołów spadną kolejne pomniki. Burmistrz Londynu Sadiq Kahn zapowiedział stworzenie komisji, która zajmie się oceną posągów i patronów ulic. Podobne komisje będą debatować w wielu miastach na całym świecie.

Przed rządzącymi konieczność zastąpienia pustych cokołów nowymi bohaterami. Pomnik Colstona z Bristolu ma trafić do muzeum, w którym jego historia zostanie dokładnie zaprezentowana. Jednym z kandydatów do zajęcia jego miejsca w centrum miasta jest Paul Stephenson, który w latach 60-tych XX w. wsławił się działaniem na rzecz obrony praw obywatelskich w Bristolu.

Przez prawie 40 lat w głównym holu Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie stała rzeźba „Przyjaźń” autorstwa Aliny Szapocznikow. Wykonana w socrealistycznej estetyce miała sławić braterski związek polsko-radziecki. I chociaż praca nie zawierała tradycyjnych emblematów, jak sierp i młot – rzeźba przedstawia dwóch mężczyzn, którzy trzymają zwinięty sztandar – dyrekcja Pałacu Kultury zdecydowała w 1992 r. o usunięciu pomnika.

Rzeźbę po 30 latach wystawiono na aukcję w jednym z warszawskim domów aukcyjnych. Przez te wszystkie lata znajdowała się ona na prywatnej posesji w Józefowie pod Warszawą. Po zakończeniu licytacji rzeźbę na żądanie obecnych władz Pałacu, domagających się jej zwrotu, zarekwirowała policja. Sprzedano ją za ponad 1,5 mln zł. Ile mogą być warte za 30 lat obalane dziś pomniki?

Co należy zrobić z posągami postaci, których dokonania są kwestionowane przez kolejne pokolenia? Profesor Julian Hayter z Uniwersytetu w Richmond twierdzi, że należy dać posągom „drugie życie”. Ich umieszczenie w innej, być może mniej eksponowanej przestrzeni z dokładnym przedstawieniem historii, przyczyni się bowiem do wyjaśnienia trudnej przeszłości. Bo przecież pomniki także mają drugie życie, a historia nigdy się nie kończy.