Francja: Porażka ugrupowań Le Pen i Macrona. Sukces centroprawicy

Francja, wybory, Macron, Le Pen, prawica, lewica, frekwencja

Wynik niedzielnego głosowania w II turze wyborów regionalnych i departamentalnych jest jedną z najbardziej dotkliwych porażek dla francuskiej skrajnej prawicy odkąd Marine Le Pen przejęła przed dekadą stery Frontu Narodowego - następnie przemianowanego na Zjednoczenie Narodowe; RN. / Foto via flickr (CC BY-NC-ND 2.0) [European Parliament]

W niedzielę (27 czerwca) odbyła się we Francji druga tura wyborów regionalnych i departamentalnych. Najwięcej głosów (około 38 proc.) uzyskali centroprawicowi Republikanie, którzy zwyciężyli w siedmiu z 13 regionów. Słaby wynik ugrupowania Emmanuela Macrona. Poniżej oczekiwań wypadło Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen. Już za 10 miesięcy wybory prezydenckie.

 

 

Wynik niedzielnego głosowania w II turze wyborów regionalnych i departamentalnych jest jedną z najbardziej dotkliwych porażek dla francuskiej skrajnej prawicy odkąd Marine Le Pen przejęła przed dekadą stery Frontu Narodowego – następnie przemianowanego na Zjednoczenie Narodowe (RN).

Nie brakowało bowiem głosów, że po sukcesie w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. i coraz lepszych notowaniach liderki skrajnej prawicy w sondażach przed zaplanowanymi na kwiecień przyszłego roku wyborami prezydenckimi, Zjednoczenie Narodowe może osiągnąć historycznie najlepszy wynik w tych wyborach, włącznie z rządzeniem po raz pierwszy w historii w jednym z 13 regionów Francji kontynentalnej.

„Dziś wieczorem nie wygramy w żadnym z regionów ponieważ kontrkandydaci weszli w nienaturalne sojusze i zrobili wszystko, co mogli, by uniemożliwić nam wygraną i pokazanie Francuzom, że potrafimy kierować regionalną administracją”, stwierdziła w niedzielny wieczór po publikacji szacunkowych wyników Le Pen zwracając się do swoich zwolenników.

Dziś wybory regionalne we Francji: Test na skuteczność "odszatanienia" skrajnej prawicy Marine Le Pen

Dla większości Francuzów zwycięstwo ugrupowania Marine Le Pen nie byłoby zagrożeniem dla demokracji.

Francja: Rekordowa absencja wyborcza

Według exit polls Ipsos/Sopra Steria dla France Télévisions, podobnie jak w przypadku I tury wyborów z 20 czerwca, i tym razem odnotowano rekordowo niską frekwencję wyborczą. Do urn poszło mniej niż 35 proc. uprawnionych do głosowania Francuzów.

To drugi najgorszy pod tym względem wynik w historii V Republiki. W ubiegłą niedzielę w głosowaniu nie wzięło udziału aż 66,7 proc. uprawnionych do głosowania wyborców. Jedynie w referendum z 2000 r., mającym na celu skrócenie kadencji prezydenckiej z siedmiu do pięciu lat, odnotowano gorszy wynik frekwencyjny.

Na niewiele zdały się kampanie profrekwencyjne francuskiego MSW skierowane zwłaszcza do młodych ludzi. We Francji przyjdzie teraz czas na rozrachunki i szukanie przyczyn braku zainteresowania obywateli głosowaniem. Wybory regionalne przyciągają tradycyjnie mniej wyborców – w 2015 r. było to ok 50 proc. uprawnionych do głosowania – niż prezydenckie, w których głosuje średnio ponad 70 proc. Francuzów.

Nie brakuje głosów, że przyczyną niskiego zainteresowania oprócz podnoszonych standardowo rozczarowania klasą polityczną oraz zmęczenia pandemią COVID-19 są mało widoczna kampania wyborcza. W I turze najwięcej do urn wyborczych nie poszło młodych osób oraz wyborców skrajnej prawicy.

Coraz mniej osób chce głosować w wyborach. Winny koronawirus czy to sygnał ostrzegawczy dla demokracji?

Wybory w 2021 r. cechuje niższa niż w poprzednich latach frekwencja.

Najważniejsze wnioski z głosowania

Głosowanie przyniosło na poziomie krajowym zwycięstwo tym, którzy już sprawowali władzę w regionach: Republikanom (LR) z ok. 38 proc. i ich sojusznikom oraz sojuszowi lewicy, Partii Socjalistycznej (PS) i ekologom z 34,5 proc. Potwierdza to dobre umocowanie tradycyjnych partii na poziomie regionalnym w przeciwieństwie do ugrupowań Le Pen i prezydenckiego LREM na szczeblu krajowym.

Partia Emmanuela Macrona może liczyć na zaledwie 7 proc. poparcie. To kolejny raz po wyborach samorządowych w 2020 r., gdy LREM uzyskuje niski rezultat „w terenie”, co potwierdza brak lokalnego zakotwiczenia La Republique en Marche.

Jednocześnie Macron jest stosunkowo popularny we Francji i na kilka miesięcy przed wyborami cieszy się większym zaufaniem niż jego poprzednicy. Jednak sukces kandydatów kojarzonych z prawicą powinien być sygnałem alarmowym dla prezydenta, zwłaszcza że w ostatnich miesiącach publicyści podkreślali zwrot na prawo w polityce Pałacu Elizejskiego obliczony na pozyskanie wyborców centroprawicy w kluczowym głosowaniu wiosną 2022 r.

Francja: Pandemia pogrąży Macrona? Marine Le Pen z szansami na prezydenturę

Emmanuel Macron ma się czego obawiać w walce o reelekcję?

Le Pen wini „dziwne sojusze”

Przed wyborami nie brakowało opinii, że tegoroczne głosowanie to tylko przygrywka do spodziewanego na przyszły rok starcia o Pałac Elizejskim, w którym według sondaży zmierzą się – podobnie jak w 2017 r. – Macron z Marine Le Pen.

A wybory regionalne i departamentalne miały potwierdzić, że Zjednoczenie Narodowe jest w stanie zwyciężać w ważnych regionach, np. Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże (Paca), Grand Est i w Regionie Centralnym-Dolina Loary.

Jednak w Paca głosowanie ponownie wygrał mający poparcie prawicy i lewicy republikanin Renaud Muselier mimo wyrównanego pojedynku z mającym prorosyjskie sympatie kandydatem skrajnej prawicy Thierrym Marianim. O sukcesie Museliera zdecydowało wycofanie się z II tury głosowania kandydata lewicy Jean-Laurent Félizia.

Wybory pokazały, że francuski odpowiednik kordonu sanitarnego wokół ugrupowania Marine Le Pen określany mianem frontu republikańskiego nadal działa. Według Le Pen winne porażki są „dziwne sojusze” politycznych przeciwników oraz organizacja głosowania, ze względu na niską frekwencję. Porażka w wyborach wzbudzi wątpliwości dotyczące przywództwa Le Pen i jej strategii wyborczej przed zaplanowanym na weekend kongresem RN.

Czy Francja jest skazana na konflikt ze światem islamu?

W antyfrancuskiej retoryce przoduje przede wszystkim prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan.  

Prawica odbudowuje znaczenie

Druga tura głosowania przyniosła sukces politykom francuskiej prawicy, którzy zgłaszają prezydenckie aspiracje. Według wciąż wstępnych szacunków prezydent regionu Hauts-de-France Xavier Bertrand, z zawodu agent ubezpieczeniowy, były minister prezydentów Jacquesa Chiraca i Nicolasa Sarkozy’ego, zdobył ponad 54 proc. głosów, potwierdzając swoją silną pozycję przed wyborami prezydenckimi. Według sondaży jest trzecim politykiem po Emmanuelu Macronie i Marine Le Pen z największymi szansami na zwycięstwo w 2022 r.

Ale głosowanie okazało się sukcesem także dla byłego lidera LR Laurenta Wauquieza, który zrezygnował z przywództwa w partii po porażce w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. Wauquiez wygrał głosowanie w drugiej turze wyborów regionalnych w regionie Owernia-Rodan-Alpy, zdobywając 55 proc. głosów.

Z kolei inna z polityczek, która dawniej należała do LR, a obecnie wystartowała jako niezależna kandydatka – Valérie Pécresse – zwyciężyła w prestiżowym regionie paryskim – Île-de-France z 44,1 proc. głosów. Pécresse, w przeszłości pełniła funkcję ministerialne w rządzie Sarkozy’ego oraz Wauquiez nadal pozostają w orbicie dawnego ugrupowania.

Francuskie media piszą o „powrocie” centroprawicy do „poważnej polityki” po wyborczym sukcesie, w perspektywie zbliżających się wyborów prezydenckich.