Dziś wybory regionalne we Francji: Test na skuteczność „odszatanienia” skrajnej prawicy Marine Le Pen

francja-paryz-macron-marine-le-pen-wybory-regionalne-skrajna-prawica-LREM-RN-Ostrowski-sondaż

Nie brakuje opinii, że tegoroczne głosowanie to tylko przygrywka do spodziewanego na przyszły rok starcia o Pałac Elizejskim, w którym według sondaży zmierzą się – podobnie jak w 2017 r. Emmanuel Macron z Marine Le Pen. Francuska skrajna prawica może liczyć na około 25-26 proc. w sondażach ogólnokrajowych. / Foto Photo via Wikipedia/Marine Le Pen, Flickr/Cour des comptes, Canva. Opracowanie graficzne EURACTIV.pl/Kinga Wysocka

Dziś we Francji I tura wyborów regionalnych i departamentalnych. Ważny sprawdzian przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Sondaże wskazują, że dobry wynik może osiągnąć skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe. Dla większości Francuzów zwycięstwo ugrupowania Marine Le Pen nie byłoby zagrożeniem dla demokracji. Czy wyniki głosowania mogą zwiastować kłopoty dla Emmanuela Macrona?

 

 

Wybory regionalne i departamentalne były przekładane już dwukrotnie. Pierwotnie miały się odbyć w marcu, jednak ze względu na pandemię COVID-19 przeniesiono je, najpierw na 13 i 20, a później na 20 i 27 czerwca, kolejno dla pierwszej i drugiej tury.

Marine Le Pen chce lepiej poznać Francję

Podczas tegorocznych wyborów, które odbywają się w 18 regionach – 13 we Francji metropolitarnej i na Korsyce, oraz 5 na francuskich terytoriach zamorskich, Francuzi dokonają wyboru ponad 1,7 tys. przedstawicieli do władz regionalnych oraz ponad 4 tys. do władz departamentalnych, które podejmują kluczowe decyzje m.in. w kwestii edukacji, rozwoju gospodarczego, planowania regionalnego czy spraw kulturalnych. Regiony nie mają co prawda autonomii ustawodawczej, ale zarządzają wysokimi budżetami.

Tegoroczne wybory regionalne są szczególne z kilku powodów. Chociaż na ogół rady regionalne są wybierane na 6 lat, nadchodząca kadencja została przedłużona o rok, tak, aby nie kolidować z wyborami prezydenckimi zaplanowanymi na 2027 r. Będą to też pierwsze wybory regionalne,  w których udział weźmie partia Emmanuela Macrona, La République En Marche (LREM).

Jednak nie brakuje opinii, że tegoroczne głosowanie to tylko przygrywka do spodziewanego na przyszły rok starcia o Pałac Elizejskim, w którym według sondaży zmierzą się – podobnie jak w 2017 r. Macron z Marine Le Pen. Francuska skrajna prawica może liczyć na około 25-26 proc. w sondażach ogólnokrajowych i chociaż w wartościach bezwzględnych może się to przełożyć na ostateczny sukces w trzech regionach: Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże (Paca), Grand Est i w Regionie Centralnym-Dolina Loary, to jednak sukces w wyborach departamentalnych – wrażenie, że jest się na zwycięskim szlaku wyborczym – może stać się trampoliną dla przyszłorocznej rozgrywki o najważniejszy urząd we Francji.

Wagę głosowania rozumie sama Le Pen, która w ostatniej chwili zgłosiła swoją kandydaturę w wyborach do departamentów. Liderka skrajnej prawicy startuje w Henin-Beaumont, w położonym na północy Francji górniczym regionie Pas-de-Calais, z którego jest posłanką do parlamentu. Do wyborów staje w duecie z ultraprawicowym merem tego miasta Steevem Brioisem. Swoją decyzję motywowała chęcią „lepszego poznania codziennych problemów zwykłych Francuzów”.

Francja: Pandemia pogrąży Macrona? Marine Le Pen z szansami na prezydenturę

Emmanuel Macron ma się czego obawiać w walce o reelekcję?

Jakie są przewidywania?

Powstała w w 2017 r. partia obecnego prezydenta Francji nie wzięła udziału w poprzednich wyborach, które odbywały się w 2015 r.

W ciągu ostatnich lat, francuski system partyjny zmienił się jednak w znaczący sposób – doszło do podziału centrolewicy, a wraz z LREM, w centrum pojawiła się partia Zielonych (Les Verts, LV). Republikanie (Les Républicains, LR), rozdarci na frakcje chrześcijańsko-demokratyczne i narodowo-konserwatywne znaleźli się na rozdrożu, a Marine Le Pen nieco zmieniła retorykę (a także i nazwę) swojej skrajnie prawicowej partii, a dawny Front Narodowy kojarzony z jej ojcem Jean-Marie Le Penem przemianowano na Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National; RN).

Obecnie, sondaże przeprowadzone wśród 13 regionów Francji metropolitarnej pokazują, że RN zyskuje na popularności a jego szanse na pokonanie centro-prawicy w regionach, takich jak Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże rosną. RN prowadzi w sześciu regionach, z szansami na sukces w II turze.

Z badań opinii publicznej wynika, że we władzach w części regionów zostanie zachowany status quo. Prawica mimo że słaba na poziomie krajowym zachowała znaczenie w regionach i może pozostać u sterów regionów Hauts-de-France, Normandii, centralnym Ile-de-France wraz z Paryżem, oraz Owernii-Rodan-Alpy, natomiast centrolewica – również w kryzysie od 2017 r. – ma szansę zachować władzę w Bretanii, Burgundii-Franche-Comte, Nowej Akwitanii, Oksytanii.

Zjednoczenie Narodowe może także pokonać koalicję „lewicowo-zieloną” w Kraju Loary. Sondaże wskazują, że RN może uzyskać nawet 25 proc. głosów w całym kraju. Co przyciąga tych wyborców?

Z badania przeprowadzonego przez największą francuską sondażownię Ośrodek Badania Opinii Publicznej (IFOP) na zlecenie „Le Journal du Dimanche” (JDD) wynika, że dla 51 proc. Francuzów ewentualne zwycięstwo polityków Zjednoczenia Narodowego nie stanowi zagrożenia dla demokracji. To ważny prognostyk przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Dobrym rezultatom RN sprzyjają tematy kampanii, jak bezpieczeństwo. Bo wprawdzie nie stanowi ono kompetencji rad regionalnych, to dla wielu osób było ważniejsza niż kwestie gospodarcze czy np. ekologia.

Poza centrami wielkich miast, na prowincjach, duża część wyborców uważa, że to Le Pen lepiej będzie broniła interesów „Francuzów niż obcokrajowców” i będzie potrafiła lepiej zrozumieć francuskich pracowników aniżeli Macron, który „dba głównie o interesy elit” oraz politykę zagraniczną. Wiele osób czuje się rozczarowanych jego dotychczasowymi rządami i często mówi o poczuciu niepewności, upadku czy nierówności społecznej. Kryzys COVID-19 jedynie wzmocnił ich potrzebę ochrony oraz poczucia suwerenności narodowej.

Zatem, czy francuski prezydent ma się czego obawiać?

Parlez-vous français? Macron chce, by Europa znowu mówiła po francusku

Brytyjczyków już nie ma w Unii, więc ich język powinien przestać dominować we Wspólnocie, przekonują Francuzi.

Burzowe chmury nad Macronem

W rozmowie z EURACTIV.pl, Marek Ostrowski, dziennikarz oraz komentator polityki zagranicznej w tygodniku „Polityka”, autor książki „Francuski Sen” podkreśla, że urzędujący prezydent może mieć powody do obaw. Ekspert zwraca uwagę na olbrzymie różnice występujące wśród Francuzów.

Jérôme Fourquet, dyrektor badań w IFOP, w książce zatytułowanej „Archipelag Francuski” pisze, że społeczeństwo francuskie nie tylko nie jest jednolite, ale rozdrobniło się w bardzo wielu istotnych sprawach i opiniach na maleńkie wysepki, które co najwyżej tworzą archipelag, ale niewiele mają ze sobą wspólnego. Podobną strukturę – takie rozdrobnienie – widać w pejzażu partyjnym: partii jest więcej niż dawniej i dzisiaj żadna z nich nie może liczyć nie tylko na bezwzględną większość, ale nawet na przekroczenie 26 proc. poparcia w skali kraju”.

„Sondaże ogólnokrajowe oczywiście niezbyt pasują do wyborów regionalnych – Francja jest ogromnym i zbyt zróżnicowanym krajem; dwa morza i ocean u jej granic mają przecież tak odmienny charakter – ale coś tam te agregaty ogólnonarodowe znaczą: partia rządząca ma w tej skali zaledwie 13 proc. poparcia. Prezydent Macron musi się więc obawiać wyniku wyborów, gdyż jego ugrupowanie w jakimś sensie zawiodło”, podkreśla nasz rozmówca.

Problemy LREM biorą się z kilku powodów. To młode ugrupowanie, silnie kojarzone z Macronem, któremu w ciągu kilku lat istnienia nie udało się zbudować wystarczająco silnych struktur na poziomie lokalnym. Paradoksem ugrupowania jest brak przełożenia popularności prezydenta – średnio około 40 proc. Francuzów dobrze ocenia jego pracę – na partię, zwraca uwagę w rozmowie z Euronews profesor nauk politycznych Christian Le Bart z Instytutu Nauk Politycznych (Sciences Po) w Rennes.

W trakcie prezydentury, Emmanuel Macron musiał stawić czoła wielu wyzwaniom – najpoważniejsze z nich bez wątpienia stanowiła pandemia COVID-19. Ponadto, w poprzedzających ją miesiącach, Francuzi licznie i otwarcie protestowali przeciwko reformom proponowanym przez jego rząd, m.in. zmianom w systemie emerytalnym czy planom podniesienia podatków. To także znajduje przełożenie w przedwyborczych kalkulacjach.

Francja: Kolejny list wojskowych. Ostrzegają przed wewnętrznym konfliktem

Tym razem list adresowany do francuskich władz napisali „anonimowi żołnierze”.

Powtórka za rok?

Marek Ostrowski uważa, że ewentualna porażka partii Macrona w tegorocznych wyborach regionalnych niekoniecznie może stanowić zapowiedź jego przyszłorocznej klęski w wyścigu o fotel prezydencki: „To rozdrobnienie partyjne działa też na korzyść Macrona. Pomimo tego, że jest słaby, to na razie nie widać, z kim miałby przegrać”.

Nasz rozmówca mówi o zdecydowanych ruchach ze strony jego głównej oponentki. „Zjawiskiem groźnym we Francji są rosnące wpływy skrajnej prawicy, czyli Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Są nowe zjawiska, które świadczą o jej rosnących wpływach. Coraz więcej mówi się o tym, co we Francji nazywają dédiabolisation Zjednoczenia Narodowego, czyli „odszatanienia”, pozbycie się wizerunku diabelskiego. Le Pen chce się  przedstawiać nie jako partia skrajna, tylko normalna partia prawicowa, partia, która ma budzić nie zgrozę i przerażenie, a szacunek i poważanie. Marine Le Pen wiele w tej sprawie zrobiła – przesunęła partię nieco ku centrum, złagodziła język, usunęła część krzykaczy. Ale dla ludzi myślących ciągle pozostaje skrajną prawicą”.

Według eksperta, o wzroście skrajnej prawicy świadczy rosnąca popularność jej najbardziej znanego publicysty Érika Zemmoura. „Jego poparcie, mierzone w skali kraju, to jest tylko 5,5 proc., ale nikt wcześniej nie mówił o nim jako o ewentualnym kandydacie w wyborach prezydenckich. Tygodnik „L’Express” zamieścił o nim wielki okładkowy materiał, a dosłownie kilka dni temu inny z tygodników „Le Point” zwrócił uwagę na to, że notowania Zemmoura przekraczają notowania burmistrzyni Paryża Anne Hidalgo, czyli polityczki, która w regionie paryskim odgrywa wielką rolę”.

Wybory samorządowe we Francji: Hidalgo, Dati, czy Buzyn? – Paryż miastem kobiet

W niedzielę II tura wyborów samorządowych we Francji. Francuzi wybiorą 5 tys. samorządowców. Najbardziej prestiżowa walka rozgrywa się w stolicy.

Kluczowa może okazać się frekwencja

Kluczowa dla wyników głosowania będzie frekwencja, a z nią może być największy problem. Sondaże zapowiadają niskie zainteresowanie dzisiejszym głosowaniem. W 2015 r. do urn poszło 50 proc. uprawnionych, tym razem jednak może to być zaledwie 38 proc. (32 proc. kobiet oraz 45 proc. mężczyzn), jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie „Les Echos”.

Pomimo tego, dzisiejsze wybory bez wątpienia zapewnią wgląd w to, co francuskie społeczeństwo myśli o prezydencie i partii rządzącej na 10 miesięcy przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

Jedno jest jednak pewne – sytuacja polityczna we Francji nie jest już taka sama, a Marine Le Pen obrała zupełnie nową taktykę i rywalizacja z nią w nadchodzących miesiącach na pewno będzie się różniła od tej w 2017 r. Tym bardziej, gdy do gry o fotel prezydencki włączają się osoby takie, jak Érik Zemmour.