Francja: Mer Bordeaux rezygnuje z choinki i wywołuje ogólnokrajowy spór

Place Pey-Berland w Bordeaux, źródło: freeimageslive.co.uk, fot. cdavis (CC BY 3.0)

Place Pey-Berland w Bordeaux, źródło: freeimageslive.co.uk, fot. cdavis (CC BY 3.0)

Po tym, jak mer Bordeaux na południowym-zachodzie Francji zapowiedział, że przed miejskim ratuszem nie stanie w tym roku tradycyjna bożonarodzeniowa choinka, nad Sekwaną wybuchła polityczna burza.

 

Merem 240-tysięcznego Bordeaux w regionie Nowej Akwitanii jest od czerwca reprezentujący partię Europa Ekologia – Zieloni (EELV) 72-letni lekarz chirurg z miejscowego szpitala Pierre Hurmic.

Jego zwycięstwo w niedawnych wyborach lokalnych było częścią tzw. Zielonej Fali, czyli serii zwycięstw proekologicznych polityków w kilku większych francuskich miastach. Politycy zielonych ugrupowań zdobyli fotele merów także m.in. w Lyonie, Marsylii, Tours czy Besançon.

Także socjalistyczna mer Paryża Anne Hidalgo utrzymała się na stanowisku dzięki zawarciu wyborczego sojuszu z Zielonymi, którzy oficjalnie ją poparli i nawoływali do głosowania na dotychczasową szefową władz miejskich.

Francja: W II turze wyborów samorządowych niska frekwencja, triumf Hidalgo i dobry wynik Zielonych

Niska frekwencja w zakończonej niedzielę II turze wyborów samorządowych we Francji. Do urn poszło tylko 59 proc. uprawnionych do głosowania. Według sondaży dobre wyniki zanotowali socjaliści oraz Zieloni.

Hurmic: Nie będzie „martwych drzew” przed ratuszem

Teraz mer Bordeaux wywołał jednak ogólnokrajową dyskusję na temat… bożonarodzeniowych choinek. W ubiegły czwartek (10 września) ogłosił na konferencji prasowej, że przed miejskim ratuszem nie stanie w tym roku tradycyjna, mierząca prawie 20 metrów choinka.

„Nie będziemy więcej umieszczać martwych drzew na placach miejskich, zwłaszcza na Place Pey-Berland. Takie działania nie są zgodne z naszym planem odbudowy miejskiej roślinności. Mam w pamięci wiele martwych drzew, jakie przynoszono na miejskie place. Zaproponuję więc niebawem Kartę Praw Drzew, czyli pakiet regulacji chroniących już rosnące w Bordeaux drzewa” – ogłosił Hurmic.

I, jak pokazały następne dni, wielu Francuzów do tego pomysłu nie przekonał. Na głowę mera Bordeaux posypały się z różnych kierunków gromy. Wielu mieszkańców miasta mówiło, że nie rozumie decyzji Hurmica. Internetową petycję o odwołanie decyzji na temat miejskiej choinki podpisało już 14,2 tys. osób.

Oficjalny protest złożyło też Francuskie Stowarzyszenie Producentów Bożonarodzeniowych Choinek (AFSNN), które sprzeciwiło się nazywaniu bożonarodzeniowych choinek „martwymi drzewami”. I przypomniało, że pochodzą one nie z dzikiego wyrębu w lasach, ale ze specjalnych i legalnych upraw.

Australia: Szef Rio Tinto rezygnuje. Przyczyną wysadzenie jaskini Aborygenów sprzed 46 tys. lat

Tereny, na których znajdowała się jaskinia są bogate w uran i diamenty.

Prawica mówi o „lewicowym ekstremizmie”

Sprawa szybko nabrała też wymiaru politycznego, bo burmistrza Bordeaux zaczęli krytykować politycy zasiadający w Zgromadzeniu Narodowym. Wpływowy poseł centroprawicowych Republikanów Éric Ciotti nazwał już Hurmica „lewicowym ekstremistą”.

Natomiast liderka skrajnie prawicowego Zrzeszenia Narodowego (RN) Marine Le Pen mówiła o „wstrząsającym odrzuceniu francuskiej tradycji”. Krytyczny był nawet kojarzony z lewicą były premier z czasów rządów socjalistów Manuel Valls, który nazwał działania mera Bordeaux „polityczną ekologią, która nie ma związku z prawdziwą troską o środowisko naturalne”.

Pierre Hurmic musiał się też ze swoich planów zacząć tłumaczyć w ogólnokrajowych telewizjach. I próbował przekonywać, że jego decyzja nie ma na celu walki z francuskimi tradycjami czy religijnymi obrzędami. Ale zapowiedział też, że swojej decyzji nie zmieni.

„Tej choinki, którą już wcześniej wybrano i która rośnie dla nas w departamencie Corrèze, w tym roku na placu przed ratuszem na pewno nie będzie. Ale to nie znaczy, że rezygnujmy z bożnonarodzeniowych dekoracji czy świątecznej symboliki. Ale zamiast ściętej, martwej choinki będzie coś innego. Zapewniam, że coś lepszego” – mówił w telewizji BFM mer Bordeaux.

Nie wyjaśnił jednak co dokładnie ma na myśli. Stwierdził tylko, że tegoroczna dekoracja świąteczna będzie „żywa”, co wywołało domysły, że zamiast jednej dużej, ale ściętej choinki, na Place Pey-Berland może się znaleźć więcej małych choinek, które można trzymać w doniczce, a już po świętach Bożego Narodzenia – ponownie posadzić i wykorzystać ponownie za rok.

Tysiąc "zielonych projektów" czeka na wdrożenie w UE

Odbudowa europejskiej gospodarki po wywołanym przez pandemię koronawirusa kryzysie będzie wymagać ogromnych nakładów finansowych. Unijne programy ratunkowe mają jednak zostać skonstruowane tak, aby tę gospodarkę dodatkowo stymulować. Przynajmniej 30 proc. projektów ma też długofalowo wesprzeć ochronę klimatu. Według raportu EY …

Będą konsultacje społeczne w Bordeaux

Wicemer Bordeaux Harmonie Lecerf powiedziała natomiast, że zainstalowanie co roku miejskiej choinki na placu przed ratuszem to ogromne koszty, a pieniądze te można by przeznaczyć na coś trwałego.

I przypomniała, że w ubiegłym roku bożonarodzeniowe drzewko na Place Pey-Berland nie dotrwało nawet do samych świąt. Tuż przed Bożym Narodzeniem zostało połamane przez przechodzący w grudniu nad Francją huragan Fabien. „Tak jakby natura już wtedy starała się nam dać sygnał” – powiedziała Lecertf.

Inny z zastępców mera Bordeaux – Didier Jeanjean – zapowiedział jednak, że władze miasta wezmą pod uwagę petycję o zmianę decyzji ws. choinki, pod którą wciąż zbierane są w internecie podpisy. Jeśli przynajmniej 4 tys. mieszkańców miasta podpisze specjalny wniosek, danym tematem musi też się zająć rada miejska.

„Jeśli pojawi się prośba, która wydaje się ważna, rozpoczniemy szersze konsultacje ze wszystkimi mieszkańcami Bordeaux, a nie tylko z sygnatariuszami internetowej petycji” – powiedział Jeanjean.

W mieście nie brakuje bowiem także osób, którym decyzja mera Hurmica się podoba. Zwracają one uwagę na to, że co roku tysiące wielkich świerków czy jodeł staje na miejskich placach w różnych miastach Francji, a potem, już uschnięte lądują one na śmietnikach lub trafiają do pieców.

Rywalizacja o surowce w Arktyce: Norwegia planuje wydobycie na dziewiczych terenach. Co zrobi Rosja?

Poszukiwanie surowców w Arktyce jest przedmiotem sporu Norwegii z Rosją.

Mer Lyonu też wywołuje kontrowersje

Plany mera Bordeaux dotyczące miejskiej bożonarodzeniowej choinki to nie jedyna decyzja wybranego niedawno burmistrza z ramienia ugrupowania proekologicznego, która wywołała ogólnokrajowe kontrowersje.

Również reprezentujący partię EELV Grégory Doucet, który został w czerwcu merem drugiego co do wielkości francuskiego miasta, czyli Lyonu ogłosił bowiem, że władze miejskie mogą zrezygnować z przyszłości ze współorganizowania jednego z etapów kultowego nie tylko we Francji wyścigu kolarskiego Tour de France.

14. etap tzw. Wielkiej Pętli zakończył się w sobotę (12 września) właśnie w Lyonie. Ale Doucet nazwał niezwykle popularny wśród Francuzów i rozgrywany od 1903 r. wyścig „imprezą budującą wokół sportu wizerunek macho”.

„Jeśli mówimy dziś o sporcie, to musimy też mówić o równości płci. Powinna być również kobieca edycja Tour de France i to już od bardzo dawna” – powiedział w telewizyjnym wywiadzie mer Lyonu.

Rozgrywany jest jednak od 2014 r. jedynie jednodniowy wyścig La Course by Le Tour de France rozgrywany w dniu ostatniego etapu Tour de France. To co prawda impreza zaliczana do tzw. kolarskich klasyków, ale odbywa się w całości w Paryżu i polega jedynie na trzynastokrotnym okrążeniu Pól Elizejskich na łącznym dystansie 89 km. Tymczasem męski Tour de France to wieloetapowa prawie trzytygodniowa impreza, która gości w różnych regionach kraju.

Choć prestiżowych szosowych wyścigów kolarskich dla kobiet jest coraz więcej i są one organizowane w cyklu UCI World Tour (mają miejsce m.in. we Włoszech, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Szwecji czy Danii) to jednak wciąż w tej dyscyplinie dominują, przede wszystkim finansowo, imprezy dla panów.

Walka o wodę w Afryce: Etiopia, Egipt i Sudan spierają się o Tamę Wielkiego Odrodzenia na Nilu

Napełnianie zbiornika przy Tamie Wielkiego Odrodzenia na Błękitnym Nilu w Etiopii przyczynia się do nieporozumień z Egiptem i Sudanem. Strony konfliktu zobowiązują się do wypracowania porozumienia, jednak dotychczasowe próby nie przyniosły żadnego rezultatu.

 

 

Budowę Wielkiej Tamy Odrodzenia Etiopii (ang. GERD), rozpoczęto w …

Tour de France ekologiczny czy nie?

Ale mer Lyonu skrytykował Tour de France nie tylko za to, że jest imprezą przede wszystkim dla mężczyzn, ale również za to, że jest jego zdaniem nieekologiczna. Doucet wytknął organizatorom, czyli Amaury Sport Organisation (ASO), że przenosząc się z miejsca w miejsce podczas wyścigu „generują olbrzymi ślad węglowy”.

Chodzi przede wszystkim o to, że z miasta do miasta po całej Francji przenoszą się długie kolumny pojazdów należących do różnych biorących udział w Tour de France drużyn. Są nimi transportowane m.in. zapasowe rowery, części do nich czy inny potrzebny sprzęt, jak i przewożone ekipy techniczne czy medyczne.

„Myślę, że nie może być dłużej akceptacji dla imprez, który wywierają tak duży negatywny wpływ na środowisko naturalne. Nie jestem pewny czy Lyon wystąpi w kolejnych latach o współorganizację tej imprezy, jeśli nie pokaże ona, że potrafi ewoluować w stronę bardziej ekologicznego wydarzenia” – powiedział Doucet.

I na jego głowę również posypały się gromy z różnych części francuskiej sceny politycznej. Wielu zakochanym w kolarstwie szosowym Francuzom nie mieści się w głowie, że Tour de France mógłby ominąć Lyon.

Protest wobec słów Douceta na temat nierówności płciowej w kolarstwie złożyła AFCC, czyli federacja zrzeszająca francuskie zawodniczki. Jej współprzewodniczące Marion Clignet i Elisabeth Chevanne-Brunel oficjalnie wsparły organizującą Tour de France ASO.

Obie uznały, że właśnie organizowany od sześciu lat wyścig La Course jest dowodem na to, że zawody kolarskie we Francji stają się coraz bardziej otwarte dla kobiet. I wskazały, że na organizowanym od 1936 r. belgijskim klasyku La Flèche Wallonne (Walońska Strzała) od 1998 odbywa się równorzędny wyścig dla kobiet.

„A do tego, chcemy przypomnieć, że nie ma bardziej ekologicznego sposobu przemieszczania się niż jazda na rowerze. A słynne kolarskie wyścigi przyczyniają się do promocji jazdy na rowerze, a więc mają zdecydowanie pozytywny wpływ na klimat i środowisko naturalne” – stwierdziły szefowe AFCC.