Francja: Opozycja nie pali się do powyborczej współpracy z Macronem

francja-macron-opozycja-lewica-melenchon-republikanie-wybory-le-pen

Na zdjęciu prezydent Francji Emmanuel Macron. / Foto via [European Union]

Emmanuel Macron spotyka się w Pałacu Elizejskim z przywódcami opozycyjnych sił parlamentarnych, aby znaleźć sposób na przezwyciężenie kryzysu, po tym jak w wyborach parlamentarnych partia prezydencka utraciła większość w Zgromadzeniu Narodowym.

 

 

Najbliższe dni mogą być jednymi z trudniejszych na stanowisku prezydenta Francji dla Emmanuela Macrona. Francuski prezydent musi pogodzić się z sytuacją, w której związana z nim koalicja Razem (Ensemble) utraciła większość w Zgromadzeniu Narodowym – izbie niższej parlamentu – a na horyzoncie nie widać partnera, który zapewniłby wystarczającą liczbę głosów do swobodnego rządzenia.

Wtorek (21 czerwca) zaczął się od małego trzęsienia ziemi, gdy dymisję zgodnie ze zwyczajem po wyborach parlamentarnych złożyła premier Elisabeth Borne.

Ważny jest jednak kontekst, bo chociaż Borne obroniła mandat w parlamencie w swoim okręgu wyborczym, to chciała zrezygnować ze stanowiska w związku z nieuzyskaniem bezwzględnej większości przez prezydencką koalicję w nowym parlamencie i brakiem odpowiedniego poparcia dla rządu. Jednak prezydent Francji odrzucił dymisję.

Celem na najbliższe dni jest znalezienie – jak poinformował w komunikacie Pałac Elizejski – „konstruktywnych rozwiązań” z przywódcami partii politycznych.

Francja: Pierwsze nieporozumienia lewicy po wyborach

Ugrupowania tworzące lewicową Nową Unię Ludową, Ekologiczną i Społeczną (la Nupes) odrzuciły wezwanie lidera skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) Jeana-Luca Mélenchona do utworzenia jednej, opozycyjnej grupy w izbie niższej.

 

 

W niedzielę 19 czerwca we Francji odbyła się druga tura wyborów …

Francja: Nowa rzeczywistość po wyborach

Z pierwszych zapowiedzi polityków opozycji wynika, że może to być niezwykle trudne zadanie, ponieważ nikt nie pali się do pomocy Emmanuelowi Macronowi. Dlatego z dzisiejszej perspektywy trudno sobie wyobrazić szeroką koalicję jak po ubiegłorocznych wyborach do Bundestagu, gdy odpowiedzialność za władzę w Niemczech wzięły trzy ugrupowania: socjaldemokraci (SPD), Zieloni oraz liberałowie (FDP).

Niewykluczone, że we Francji dojdzie ostatecznie do jakichś porozumień, ale do tego jeszcze daleka droga. Opozycja nie bez satysfakcji obserwuje miotanie się Macrona przyzwyczajonego do działania w systemie prezydenckim, bez konieczności konsultowania kolejnych kroków z opozycją, podczas gdy rzeczywistość powyborcza wskazuje na rodzenie się zalążków systemu parlamentarnego, ergo konieczność budowania większości dla każdego projektu reform.

I już pierwsze kontakty Macrona z opozycją, które miały miejsce we wtorek w Pałacu Elizejskim dały obraz trudności, z jakimi prezydent będzie musiał się zmierzyć, by przewodzić krajowi. Sytuacja jest bezprecedensowa we Francji, gdzie po raz pierwszy od sześciu dekad żadna partia nie będzie miała zdecydowanej większości w Zgromadzeniu Narodowym.

Macron w pierwszej kadencji sprawował rządy z komfortową większością głosów, i nadal posiada największą grupę parlamentarną, ale potrzebuje jeszcze 44 posłów, aby osiągnąć próg większości bezwzględnej, czyli 289 miejsc.

Obecnie ma przed sobą trzy możliwości: dążyć do zawarcia trwałej umowy koalicyjnej lub negocjować indywidualne porozumienia z różnymi siłami politycznymi. Trzeci sposób to rozwiązanie Zgromadzenia i rozpisaniu nowych wyborów.

Niektórzy członkowie prezydenckiego sojuszu opowiadają się obecnie za rządem „jak najbardziej zbliżonym do jedności narodowej”, powiedział François Bayrou, przewodniczący ugrupowania MoDem, które współtworzy koalicję Razem.

Wtorkowe badanie nastrojów nie wypadło chyba jednak zbyt przekonywująco. Rano szef centoprawicowej partii Republikanie (61 miejsc w Zgromadzeniu Narodowym) Christian Jacob zapowiedział, że jego ugrupowanie nie chce wejść do koalicji prezydenckiej, ponieważ nie tego oczekiwali jego wyborcy.

Zaś wychodząc wieczorem z Pałacu Elizejskiego polityk podkreślił, że jego ugrupowanie nigdy nie będzie blokować instytucji, ale nie „będzie też wpisywać się w logikę paktów i koalicji ani niczego podobnego”.

Głosy Republikanów wystarczyłyby do zbudowania stabilnej koalicji, a ich poparcie byłoby najbardziej naturalne ze względu na ideologiczną bliskość do prezydenckiego ugrupowania. Na razie jednak nie ma na to szans, a liderzy Republikanów wspominają co najwyżej o popieraniu konkretnych projektów rządu, jak w przypadku reformy emerytalnej, która przewiduje podniesienie granicy dla pracujących z obecnych 62 do 65 lat.

Macron nie ma co liczyć na poparcie skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, które po zdobyciu 89 mandatów może zaliczyć wybory parlamentarne do bardzo udanych, zwłaszcza że w poprzedniej kadencji jej partia miała zaledwie 8 mandatów. Le Pen zapowiada twarda opozycję wobec rządu, jakkolwiek będzie on wyglądał za kilka tygodni.

Na ten moment trudno się także spodziewać współpracy lewicy z partią prezydencką. Ugrupowania tworzące lewicową Nową Unię Ludową, Ekologiczną i Społeczną (la Nupes), która zdobyła 131 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym zapowiedziały w poniedziałek, że 5 lipca złożą w parlamencie wniosek o wotum nieufności dla rządu Borne.

Opozycja domaga się odejścia premier, tłumacząc, że w obliczu braku większości parlamentarnej rząd jest słaby i niezdolny do prowadzenia polityki. Odejścia premier chce także Marine Le Pen.

Wraz z rozpoczęciem rozmów z opozycją Macron kupuje czas, a w najbliższych dniach czeka go seria spotkań międzynarodowych, począwszy od dwudniowego (23-24 czerwca) szczytu UE, następnie szczytu G7 i w końcu dorocznego szczytu NATO w Madrycie.

Niezależnie od tego 5 lipca premier Francji  – Elisabeth Borne lub ktokolwiek, kto będzie jej następcą – ma wygłosić w parlamencie exposé.

W rządzie z pewnością natomiast dojdzie do zmian, ponieważ trójka ministrów utraciła mandaty poselskie, co oznacza, że będą musieli ustąpić z zajmowanych funkcji. To jednak najmniejsze zmartwienie, bo bez większości w parlamencie trudno będzie rządzić jakiemukolwiek gabinetowi, a paraliż instytucjonalny to ostatnia rzecz, której obecnie potrzebuje Francja.