Fejk Tygodnia: Polska wynegocjowała już sobie pieniądze z przyszłego unijnego budżetu i z Funduszu Odbudowy UE

Fejk tygodnia: Polska wynegocjowała już sobie pieniądze z przyszłego unijnego budżetu i z Funduszu Odbudowy UE / Mateusz Morawiecki. Opracowanie: EURACTIV.pl

Fejk tygodnia: Polska wynegocjowała już sobie pieniądze z przyszłego unijnego budżetu i z Funduszu Odbudowy UE / Mateusz Morawiecki. Fot. Kancelaria Premiera [Flickr]. Opracowanie: EURACTIV.pl

Fundusz Odbudowy ma postawić na nogi unijną gospodarkę uderzoną przez kryzys wywołany przez koronawirusa. Premier Mateusz Morawiecki chwali się więc „wynegocjowaniem miliardów dla Polski.” Kłopot w tym, że negocjacje na ten temat dopiero się zaczną…

 

Nowe Wieloletnie Ramy Finansowe na lata 2021-2027 to temat wielkiej debaty, jaka toczy się na forum Unii Europejskiej. Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 i wywołany przez nią kryzys sprawił jednak, że unijny budżet po 2020 r. stał się jeszcze ważniejszy niż zwykle.

Komisja Europejska, choć pierwszy projekt budżetu przygotowała zgodnie z unijnym harmonogramem już w maju 2018 r., musiała swoją propozycję zmodyfikować. Dokonano w niej wielu przesunięć. Chociaż zawartość tzw. kopert narodowych nie została zmieniona, a wielkość całego budżetu pozostała podobna (1,1 bln euro), to jednak dodatkowe środki zostały przesunięte między innymi na najpilniejsze potrzeby, w tym instrumenty kryzysowe, politykę spójności czy rolnictwo.

Budżetowi towarzyszyć ma wart 750 mld euro Fundusz Odbudowy Gospodarczej, który będzie wspierał podnoszenie się unijnych gospodarek z kryzysu. 500 mld ma być udzielanymi państwom członkowskim bezzwrotnymi grantami, zaś 250 mld ma być niskooprocentowanymi pożyczkami.

Fejk Tygodnia: Tylko politycy Platformy Obywatelskiej krytykują władze swojego kraju na forum europejskim

Czy ktoś widział Niemców lub Francuzów atakujących w Parlamencie Europejskim własne państwo? Tak pytał europoseł PiS Karol Karski. Uzupełniamy więc krótką pamięć Karskiego.

Jakie pieniądze dla Polski?

Z tego drugiego instrumentu mocno może skorzystać Polska. Komisja Europejska zaproponowała przeznaczenie tylko do wykorzystania przez nasz kraj w sumie 62,79 mld euro (licząc łącznie granty i pożyczki).

W ramach pomocy bezzwrotnej Polska miałaby otrzymać 37,69 mld euro, a w ramach preferencyjnych kredytów – 25,1 mld. Z większych kwot będą mogły skorzystać tylko najmocniej uderzone przez pandemię Włochy oraz Hiszpania.

Polskie władze chwaliły propozycję Komisji Europejskiej. Choć państwa tak zwanej „oszczędnej czwórki”, czyli Austria, Holandia, Dania i Szwecja proponowały, aby cały Fundusz Odbudowy działał jako mechanizm pożyczkowy, KE postanowiła wpisać do projektu to, że w 2/3 będą to jednak bezzwrotne dotacje.

„W pełni zgadzam się z tym, że Europa musi się wymyślić na nowo. Te miliardy to dodatkowy zastrzyk optymizmu. Jest to efekt twardej polityki negocjacyjnej” – mówił kilka dni temu premier Mateusz Morawiecki.

O ile jednak Bruksela wysokość całego funduszu oraz to na ile ma on polegać na pożyczkach, a na ile na dotacjach, konsultowała ze stolicami państw członkowskich, o tyle to wciąż tylko propozycja i nic nie zostało ustalone. Co więcej, podział na koperty narodowe, zarówno w przypadku całych WRF na lata 2021-2027, jak i jeśli chodzi o Fundusz Odbudowy, to wciąż tylko propozycja KE.

Fejk Tygodnia: Węgry nie mogły zabrać głosu w debacie w Parlamencie Europejskim

Parlament Europejski został oskarżony o niedopuszczenie państwa członkowskiego do głosu w debacie na jego własny temat. Jak jest naprawdę?

Prawdziwych negocjacji jeszcze nie było

Premier zatem pomylił się ogłaszając sukces, bowiem prawdziwe negocjacje co do konkretnych liczb zaczną się dopiero teraz wraz z negocjacjami budżetowymi. Komisja bowiem jedynie przygotowuje projekty budżetów czy pakietów pomocowych, a dopiero potem dyskutują na ich temat państwa członkowskie.

To właśnie Rada Europejska, w której zasiadają przywódcy państw członkowskich (w zależności od kraju premierzy bądź prezydenci), ustala ostateczny kształt unijnej siedmioletniej perspektywy finansowej.

Nigdy nie były to łatwe negocjacje. Toczą się one zarówno w dwustronnych lub wielostronnych rozmowach między państwami członkowskimi, jak i na unijnych szczytach, które nierzadko ciągnęły się przez całą noc lub nawet kolejne dni.

Zdarzało się też, że trzeba je było zwoływać kilkakrotnie. Nowych WRF na lata 2021-2027 nie udało się zatwierdzić już na dwóch szczytach zwoływanych przed wybuchem pandemii. A wtedy wydawało się to jeszcze o wiele łatwiejsze niż dziś, ponieważ nad UE nie wisiało widmo najgłębszego kryzysu gospodarczego w jej historii.

Najbliższy szczyt w sprawie unijnego budżetu, którego elementem ma być także Fundusz Odbudowy, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel zwołał na 19 czerwca. Ale z powodu pandemii będzie to tylko kolejna wideokonferencja europejskich przywódców.

Trudne szczyty budżetowe dopiero przed nami

Jest niemal niemożliwe, aby na szczycie 19 czerwca doszło do jakiegoś porozumienia. Przede wszystkim chodzi w nim zatem o to, aby wysondować jak przygotowane przez KE propozycje przyjmują państwa członkowskie.

Nie ma wątpliwości, że potrzebny będzie przynajmniej jeden szczyt z fizyczną obecnością przywódców w Brukseli. Negocjacje nad unijnymi siedmiolatkami budżetowymi toczą się bowiem nie tylko podczas spotkań plenarnych, ale również na tzw. konfesjonałach.

To nieformalne rozmowy, jakie z poszczególnymi przywódcami toczą podczas szczytów szefowie Rady Europejskiej. Wysłuchują oni żalów i propozycji od kolejnych państw członkowskich i przygotowują wraz ze swoimi zespołami kolejne propozycje kompromisów.

Spotkania te nazywa się w brukselskim żargonie „konfesjonałami”, ponieważ przewodniczący Rady Europejskiej ma obowiązek utrzymać w tajemnicy ich treść i nie ujawniać jej innym przywódcom państw członkowskich. Podczas „konfesjonałów” prezydenci i premierzy często ujawniają bowiem, gdzie są skłonni ustąpić, czego tak otwarcie nie zrobiliby podczas sesji plenarnych.

Co więcej, ważne są także rozmowy doradców każdego z przywódców (zwykło się ich nazywać „szerpami”, ponieważ „wnoszą” oni w pocie czoła porozumienie na szczyt, ale w blasku fleszy stają zwykle tylko przywódcy państw). Spotykają się oni w kuluarach ze swoimi odpowiednikami z innych państw i negocjują wzajemne ustępstwa w imieniu swoich delegacji.

Każdą kolejną propozycję muszą też otrzymać tzw. kalkulatorzy, czyli inni doradcy natychmiast przeliczający wszystkie przesunięcia na konkretne kwoty w kopertach narodowych, aby było wiadomo, czy dane państwo członkowskie coś na zmianie w projekcie zyskuje czy traci.

Dlatego negocjacje budżetowe potrafią się ciągnąć nieprzerwane przez kilkadziesiąt godzin. I dlatego też wszystko co najtrudniejsze jest dopiero przed państwami członkowskimi. Żadna z podawanych obecnie przez KE liczba nie jest ostateczna i każda z nich może się jeszcze zmienić. Tu dopiero otwiera się zatem prawdziwe pole do popisu dla premiera Mateusza Morawieckiego i jego współpracowników.

Zdecydowani przeciwnicy propozycji KE

KE postawiła na propozycję kompromisową, ale z kompromisami bywa także, że – zwłaszcza na początku – nie zadowalają nikogo. Tym bardziej, że pieniądze w funduszu miałyby zostać pozyskane nie ze składek wnoszonych przez państwa członkowskie, jak to bywa w przypadku „regularnego budżetu”, ale z innych źródeł, a przede wszystkim z emisji obligacji.

Wiadomo, że negocjacje nie będą łatwe. Zwłaszcza, jeśli chodzi o Fundusz Odbudowy. Istnieją bowiem wobec jego konstrukcji spore rozbieżności. Francja, Hiszpania czy Włochy, chciałyby, aby w całości składał się on z grantów, zaś wspomniana wcześniej „oszczędna czwórka” wolałaby same kredyty. Gwarancją dla tych pożyczonych pieniędzy będzie unijny budżet, a ich spłata ma być rozłożona nawet do 2058 r.

Są też już zdecydowani przeciwnicy projektu Funduszu, którzy odrzucają go w całości. Wprost mówili o tym członkowie rządu Austrii, podobne sygnały wysyłane są z Holandii. Kraje te nie chcą bowiem „żyrować” pożyczek (mowa o emisji unijnych obligacji), które potem skonsumowałyby w bezzwrotnej formie głównie kraje unijnego południa.

Dlatego prawdziwe negocjacje nad Funduszem Odbudowy (a to tam są owe niemal 63 mld euro dla Polski) są dopiero przed nami.

Dotychczasowe rozmowy, jakie KE toczyła z państwami członkowskimi miały bowiem jedynie charakter konsultacji. Niestety żadnych dotychczasowych zapowiedzi jakie przedstawiła przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen, a w kolejnych dniach poszczególni komisarze, nie można traktować jeszcze inaczej jak tylko propozycji, które będą musiały dopiero zatwierdzić państwa członkowskie. A kwestie budżetowe muszą zostać zaakceptowane jednomyślnie przez wszystkie unijne stolice.