Fejk Tygodnia: Tylko politycy Platformy Obywatelskiej krytykują władze swojego kraju na forum europejskim

Europoseł PiS Karol Karski, fot. Facebook Karola Karskiego. Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl

Europoseł PiS Karol Karski, fot. Facebook Karola Karskiego. Opracowanie graficzne: EURACTIV.pl

Czy ktoś widział Niemców lub Francuzów atakujących w Parlamencie Europejskim własne państwo? Tak pytał na antenie Polskiego Radia europoseł PiS Karol Karski. I sugerował, że tylko europosłowie z PO robili tak dotąd na forum Europarlamentu. Uzupełniamy więc krótką pamięć europosła Karskiego.

 

Europoseł Prawa i Sprawiedliwości Karol Karski ostro skrytykował w ostatni poniedziałek (25 maja) w magazynie „W samo południe” w radiowej „Jedynce” projekt sprawozdania przewodniczącego komisji LIBE Juana Fernando Lópeza Aguilara, który miał być omawiany na posiedzeniu tej komisji niespełna trzy godziny później.

Stwierdził też przy tej okazji, że tego typu debaty „są robione” po to, aby dać krytycznym wobec polskiego rządu mediom okazję do uderzania w obecne władze Polski.

„Chodzi o wywoływanie w nas kompleksów, o pokazywanie, że coś się dzieje nie tak” – stwierdził Karski i dodał, że to „efekt aktywności europosłów Platformy Obywatelskiej, którzy działają przeciw własnemu państwu”.

Europoseł Karski zapytał też retorycznie „czy ktoś widział jakiegoś Niemca, który by atakował w PE własne państwo, czy ktoś widział jakiegoś Francuza, który by atakował w PE własne państwo?”

Służymy więc panu posłowi odpowiedzią. Wielokrotnie słyszeliśmy bowiem w Brukseli i Strasburgu europosłów z Niemiec czy Francji ostro krytykujących postępowanie władz w ich ojczystych krajach. Co więcej, słyszeliśmy tego typu wypowiedzi także z ust europosłów z innych krajów. A nawet z ust… europosłów PiS, którzy wielokrotnie atakowali w PE rząd Donalda Tuska. „Krytyka rządu nie jest tożsama z podważaniem pozycji Polski zagranicą”- bronił prawa do krytyki polskiego rządu inny europoseł PiS Ryszard Legutko w roku 2011.

Prowadząca poniedziałkową rozmowę Magdalena Ogórek nie zareagowała na słowa europosła Karskiego, ani ich nie sprostowała. Najwyraźniej nie przysłuchiwała się w ostatnich latach żadnym debatom w PE? Z dziennikarskiego obowiązku wyręczymy ją więc w przytoczeniu kilku przykładów z ostatnich lat.

Fejk Tygodnia: Węgry nie mogły zabrać głosu w debacie w Parlamencie Europejskim

Parlament Europejski został oskarżony o niedopuszczenie państwa członkowskiego do głosu w debacie na jego własny temat. Jak jest naprawdę?

Niemcy krytyczni wobec Niemiec

Działania rządu w Berlinie często bywają obiektem krytyki niemieckich europosłów. Rzecz jasna głównie z opozycyjnych wobec niego w Bundestagu partii. W tego typu atakach przodują zwłaszcza europosłowie z eurosceptycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD).

Europoseł tego ugrupowania i jednocześnie jeden z jego liderów Jörg Meuthen w październiku ubiegłego roku podczas debaty na temat brexitu ostro skrytykował pomysł pozostawienia Irlandii Północnej w unii celnej oraz całą politykę prowadzoną wobec Wielkiej Brytanii przez rząd kanclerz Angeli Merkel.

„Jej działania służą rozbiciu Zjednoczonego Królestwa i doprowadzą do powstania Podzielonego Królestwa. To jest absolutnie niesłychane, że taki pomysł formułuje rząd kraju, który kiedyś sam by podzielony. Jak śmiecie!?” – stwierdził ostro Meuthen.

Z kolei inny europoseł tego ugrupowania Marcus Pretzell w grudniu 2016 r. oskarżył Angelę Merkel o to, że to polityka migracyjna jej rządu doprowadziła do zamachów terrorystycznych w Europie.

Wówczas mówił to krótko po ataku terrorystycznym z użyciem ciężarówki na osoby odwiedzające bożonarodzeniowy jarmark w Berlinie. „Kiedy niemiecka praworządność na to odpowie? Kiedy przestanie działać ta klątwa hipokryzji? To Merkel jest odpowiedzialna za te śmierci!” – grzmiał Pretzell.

Ale rząd Niemiec bywa atakowany w PE nie tylko z prawej strony. Reprezentujący lewicowe ugrupowanie Die Linke Martin Schirdewan obarczył w styczniu tego roku gabinet Angeli Merkel winą za wywołanie kilku kryzysów w UE, w tym brexitowy.

„Naciskanie na oszczędnościową politykę austerity czy stawianie interesu wielkich korporacji ponad interesem zwykłych obywateli doprowadzi do tego, że więcej krajów członkowskich będzie chcieć opuścić UE” –  powiedział podczas europarlamentarnej debaty.

Francuzi krytyczni wobec Francji

Władzom Francji najmocniej obrywa się zwykle w PE ze strony europosłów Zjednoczenia Narodowego (dawny Front Narodowy). Od czasu, gdy liderka tego ugrupowania Marine Le Pen przegrała w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2017 r. z Emmanuelem Macronem, starają się oni dla swojego ugrupowania o rolę najważniejszej siły opozycyjnej wobec pro-prezydenckiej partii Naprzód Republiko.

Europosłowie Zjednoczenia Narodowego nie raz nazywali np. UE „więzieniem”, w którym „władze w Paryżu trzymają swoich obywateli”. Francuscy nacjonaliści krytykowali też w ten sposób władze Francji za czasów rządów socjalisty Françoisa Hollande’a czy centroprawicowego Nicolasa Sarkozy’ego.

A francuscy europosłowie z Wolnej Lewicy Europejskiej czy europejskich Zielonych atakowali też władze Francji za ostre tłumienie protestów ruchu „żółtych kamizelek”, choć do pełnej debaty na ten temat w PE ostatecznie nie doszło.

Europoseł Yannick Jadot (frakcja Zielonych), podczas debaty w PE o prawie do protestowania, która odbyła się w lutym ubiegłego roku, mocno wytykał jednak władzom Francji użycie siły wobec manifestantów.

W innej debacie nazywał zaś francuskie wsparcie dla energetyki nuklearnej „atomowym bankructwem, jakie funduje Europie Macron”, natomiast znany działacz rolniczy (i wieloletni europoseł Zielonych) José Bové ostro krytykował na forum PE wszystkie kolejne władze w Paryżu za zbyt małe jego zdaniem zaangażowanie w walkę ze zmianami klimatycznymi.

Ale rządy swoich krajów w Brukseli czy Strasburgu atakowali nie tylko Niemcy czy Francuzi, ale także europosłowie reprezentujący np. Hiszpanię. Podczas lutowej debaty o praworządności Polsce niezrzeszony eurodeputowany Carles Puigdemont, który niegdyś był premierem lokalnych władz Katalonii, ostro skrytykował władze w Madrycie zarzucając im łamanie praworządności.

Fejk Tygodnia: UE nie ma prawa ingerować w zmiany w polskim sądownictwie

Unia Europejska nie ma uprawnień, aby oceniać reformy w sądownictwie w państwach członkowskich. Jak mantrę powtarza to od miesięcy polski rząd. I nie ma racji.

Europosłowie PiS także krytykowali w PE Polskie władze

Część polityków PiS może mieć tak krótką pamięć, że nie pamięta nawet wystąpień reprezentujących ich obóz polityczny europosłów. A wyjątkowo dużo ataków na własny rząd przypuścili podczas dwóch debat z 2011 r.

Pierwsza z nich odbyła się w lipcu z okazji inauguracji pierwszej w historii polskiej prezydencji w UE, zaś druga w grudniu na jej zakończenie.

Choć zdecydowana większość europosłów była pod dużym wrażeniem przemówienia ówczesnego polskiego premiera Donalda Tuska, który mówił o Unii Europejskiej i wizjach na jej przyszłość a jego wystąpienie nagrodzono dużą owacją, to jednak europosłowie PiS i współpracujących z tym ugrupowaniem partii skupili się na atakach dotyczących polityki krajowej.

Prym wiódł w nich – ówcześnie będący europosłem Solidarnej Polski – Zbigniew Ziobro. Tuskowi i jego rządowi zarzucał wówczas… łamanie praworządności.

„To za pana rządów w Polsce masowo z mediów publicznych zwalniano dziennikarzy. Czy tylko dlatego, że byli krytyczni wobec rządu? To za pana rządów funkcjonariusze służb specjalnych uzbrojeni w broń ostrą wkroczyli do mieszkania internauty, studenta, tylko dlatego, że prowadził krytyczną wobec władzy stronę internetową, by go zastraszyć i zarekwirować komputer” (chodziło o autora atakującej prezydenta Bronisława Komorowskiego strony Antykomor.pl – przyp. red.). Ówczesny europoseł ugrupowania Polska Jest Najważniejsza Michał Kamiński nazwał wystąpienie Ziobry „eksportem  polskiego obciachu”.

Donalda Tuska atakował również wtedy inny europoseł PiS Ryszard Legutko. Gdy zwrócono mu uwagę, że zamiast debatować o Europie atakuje oponentów politycznych z polskiej sceny politycznej, Legutko odparł, że „krytyka rządu nie jest tożsama z podważaniem pozycji Polski zagranicą, a zamykanie ust konkurentom politycznym nie jest w Europie akceptowane.

Fejk Tygodnia: Unia Europejska nie dała Polsce eurocenta na walkę z koronawirusem

Tak twierdz premier Mateusz Morawiecki. A jak jest naprawdę?

Politycy PiS krytykę uważali kiedyś za element demokracji

W debacie na zakończenie prezydencji Tuska i polski rząd atakowali także jedynie europosłowie PiS. „Słaba, wycofana, mało ambitna prezydencja. Polska założyła już na starcie, że będzie tylko statystą“ – mówił europoseł PiS Tomasz Poręba.

Natomiast reprezentujący Solidarną Polskę Jacek Kurski (obecnie prezes TVP) mówił, że „polska prezydencja go rozczarowała“. „Skuteczna polityka europejska w czasie prezydencji polega na umiejętnym wpisaniu interesu własnego kraju w rozwiązania europejskie. To umieli wszyscy przed Tuskiem, Tusk tego nie umiał“ – stwierdził Kurski.

Bronił się też, że ma prawo na forum PE do krytykowania władz własnego kraju. „Na tym polega demokracja. Od klaskania władzy jest opozycja na Białorusi czy w Chinach“ – stwierdził.

Poparł go Ryszard Czarnecki z PiS. Już w kuluarach mówił dziennikarzom, że krytykowanie na forum europejskim rządu przez krajową opozycję jest normalne. „Tak było w przypadku Wielkiej Brytanii za przewodnictwa Partii Pracy Tony’ego Blaira. Viktora Orbána krytykowali węgierscy socjaliści. To jest po prostu pewna norma, krytyka działań prezydencji przez opozycję krajów, które ją prowadzą, jest standardem“ – podkreślił wówczas Czarnecki.

Orbán: Węgry podporządkują się wyrokowi TSUE

Z jakiego powodu Węgry przegrały sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej?

Debaty o Polsce nie tylko przy okazji wyborów

Karol Karski stwierdził też we wspomnianej na początku rozmowie w Polskim Radio, że „jeśli mamy do czynienia z jakimiś ruchawkami w Parlamencie Europejskim o charakterze antypolskim, to widać, że w Polsce mają miejsce jakieś wybory.”

Wskazał przy tym, że dotyczące Polski debaty na sesji plenarnej lub w parlamentarnych komisjach odbywały zwykle w okresie przed wyborami samorządowymi, europejskimi czy obecnie prezydenckimi.

Tu również minął się z prawdą. Oczywiście zdarzało się i tak, że debaty na temat sytuacji w Polsce zbiegały się kampanią wyborczą, ale związane jest to raczej z tym, że takich debat było – odkąd w Polsce objęło rządy PiS – już bardzo dużo. I wiele z nich wcale nie miało miejsca w okresie przedwyborczym w naszym kraju.

Gdy na przykład w styczniu 2016 r. PE debatował o uruchomieniu przez KE wobec polskich władz tzw. mechanizmu wczesnego ostrzegania o naruszaniu praworządności – do jakichkolwiek wyborów w Polsce pozostawały jeszcze  dwa lata i osiem miesięcy.

Aż dwa lata przed jakimikolwiek wyborami – czyli we wrześniu 2016 r. – europosłowie debatowali zaś o forsowanych przez PiS zmianach w Trybunale Konstytucyjnym. W 2017 r. również odbywały się takie debaty, choć w owym roku żadnych wyborów w Polsce nie było.

Nawet ostatnią jak dotąd plenarną debatę w PE o praworządności w Polsce, która odbyła się w połowie lutego bieżącego roku (o zmianach w Sądzie Najwyższym i systemie dyscyplinowania sędziów), trudno traktować jako powiązaną z wyborami prezydenckimi. Miała ona bowiem miejsce trzy miesiące przed terminem wyborów, którego zresztą nie udało się z powodu pandemii koronawirusa dotrzymać.

Wybory prezydenckie: Zaostrza się spór między PiS a opozycją

Jarosław Kaczyński oświadczył, że ostatnim możliwym terminem wyborów prezydenckich jest 28 czerwca i nie ma żadnej możliwości wprowadzenia kolejnych zmian.