Europa oburzona wydarzeniami w Kapitolu. Johnson i Merkel potępiają zachowanie Trumpa

Kapitol w Waszyngtonie, siedziba Kongresu USA, fot. Don Shin [Unsplash]

Kapitol w Waszyngtonie, siedziba Kongresu USA, fot. Don Shin [Unsplash]

Wtargnięcie zwolenników Donalda Trumpa do Kapitolu w Waszyngtonie odbiło się szerokim echem w Europie. Przywódcy państw i organizacji międzynarodowych potępili zamieszki i wezwali do respektowania wyniku demokratycznych wyborów. Niektórzy wskazali, że częściową winę na zachowanie swoich wyborców ponosi sam Trump.

 

Kanclerz Niemiec Angela Merkel stwierdziła, że środowe (6 stycznia) obrazki z Waszyngtonu napełniły ją „złością i smutkiem”, zaś premier Holandii Mark Rutte uznał je za „okropne”. Wezwał przy tym Donalda Trumpa do uznania Bidena za prezydenta-elekta.

Jego hiszpański odpowiednik Pedro Sánchez oświadczył, że „śledził wiadomości napływające z waszyngtońskiego Kapitolu”, jednak „wierzy w siłę amerykańskiej demokracji”. „Prezydencja Joego Bidena przetrwa ten okres napięć i doprowadzi do zjednoczenia narodu amerykańskiego”, ocenił.

Szef duńskiej dyplomacji Jeppe Kofod nazwał środowe (6 stycznia) wydarzenia „niepokojącymi” i „smutnymi”. Jak poinformował na Twitterze, przekazał swoje zaniepokojenie amerykańskiemu ambasadorowi w Kopenhadze. Napisał również, że Dania wspiera „demokratyczne przekazanie władzy” w Waszyntonie” i oczekuje na współpracę z administracją Joego Bidena.

Kongres zakończył procedurę. Joe Biden prezydentem USA

Joe Biden 20 stycznia stanie się 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych.

NATO i UE wzywają do uznania wyniku wyborów i pokojowego przekazania władzy

Swoje oburzenie wyrazili także przywódcy Unii Europejskiej i NATO. Sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego Jens Stoltenberg określił sceny z Waszyngtonu jako „szokujące”. Zaapelował jednocześnie o uznanie wyniku demokratycznych wyborów.

„To nie jest Ameryka”, skomentował środowe bunty szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, dodając, że były one „bezprecedensowym atakiem na amerykańską demokrację, instytucje i rządy prawa”.

Komisarz UE ds. gospodarczych Paolo Gentiloni stwierdził, że zamieszki w amerykańskiej stolicy to „obrazki, jakich nigdy nie chcieliśmy widzieć”, podczas gdy jego rodak, przewodniczący Parlamentu Europejskiego David Sassoli opisał je jako „głęboko niepokojące”. „Demokratycznie oddane głosy muszą być uznane”, zaznaczył Sassoli.

Bardziej optymistycznie do sytuacji w USA odniósł się przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel. „Ufamy, że Stany Zjednoczone zapewnią pokojową zmianę władzy”, oznajmił, nazywając amerykański Konges „świątynią demokracji”.

W podobnym tonie wypowiedziała się szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, podkreślając, że „wierzy w siłę amerykańskich instytucji i demokracji”. Wspomniała też, że cieszy się na współpracę z Joem Bidenem jako następnym prezydentem USA.

Demokraci: Trump powinien zostać usunięty z urzędu. Zdecyduje 25. poprawka do Konstytucji?

Czy 25. poprawka do Konstytucji USA pozbawi Trumpa prezydentury?

Łukaszenka potępia bunty i porównuje się do Bidena

Niedowierzaniem na wieści z amerykańskiej stolicy zareagował nawet nieuznawany przez Zachód prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka. „Kto mógłby pomyśleć, że (protestujący – red.) będą szturmować Kapitol – cytadelę demokracji świata, jak twierdzili Amerykanie? Kto by pomyślał? Nikt. Trump ma trochę racji, ale to jest złe. To źle, gdy ludzie atakują i giną”, powiedział Łukaszenka w przemówieniu z okazji prawosławnych świąt Bożego Narodzenia.

Białoruski przywódca doszukiwał się także analogii między demonstrantami, odmawiającymi uznania wyników wyborów w Stanach Zjednoczonych i zwycięstwa Joego Bidena do Białorusinów, protestujących przeciwko niemu samemu od czasu wyborów w sierpniu ubiegłego roku.

„Musimy się zjednoczyć, musimy się uspokoić. Nie my, którzy tu dzisiaj stoimy, ale ta mała grupka, która spaceruje w Mińsku w weekendy”, wskazał. „Ostrzegałem was: to źle, kiedy chodzą po ulicach, jeszcze gorzej, gdy zbierają się na podwórkach, a będzie nie do zniesienia, gdy przyjdą do waszych mieszkań. Nie możemy do tego dopuścić”, stwierdził.

Łukaszenka zaapelował również do wiernych, którzy przybyli na bożonarodzeniową liturgię w cerkwi Wzniesienia Świętego Krzyża w Mińsku, by namawiali protestujących do „opamiętania się” i by Białoruś ponownie stała się „przykładem spokoju” dla całego świata.

USA: Kongres zatwierdził wynik wyborów prezydenckich / AKTUALIZACJA

Donald Trump w oświadczeniu obiecuje „spokojne przekazanie władzy” 20 stycznia.

Berlin i Londyn oskarżają Trumpa

Niektórzy politycy ze Starego Kontynentu jasno zasugerowali, że winę za środowe wydarzenia w dużym stopniu ponosi Donald Trump. W ich opinii odmowa uznania zwycięstwa swojego wyborczego rywala i powtarzane stwierdzenia o sfałszowaniu głosowania były pośrednim podżeganiem swoich zwolenników do ostrych protestów.

„Przykro mi, że prezydent Trump od listopada nie uznaje swojej porażki i wczoraj po raz kolejny odmówił jej uznania. Zasiał on wątpliwości co do wyniku wyborów, wywołując nastroje, które doprowadziły do takich wydarzeń”, stwierdziła Angela Merkel.

„Podstawową zasadą demokracji jest to, że po wyborach są zwycięzcy i przegrani. I jedni, i drudzy muszą przyjąć swoje role z godnością i poczuciem odpowiedzialności tak, by koniec końców największe zwycięstwo odniosła demokracja”, podkreśliła.

Podobnego zdania jest szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas. „Wrogowie demokracji będą zadowoleni, obserwując te skandaliczne sceny”, napisał minister na Twitterze. Porównał on zamieszki w Waszyngtonie do zdarzenia z Berlina z sierpnia ubiegłego roku, kiedy to demonstrujący przeciwko restrykcjom związanym z pandemią usiłowali wtargnąć do budynku niemieckiego parlamentu.

„Podżegające do buntu słowa prowadzą do brutalnych zachowań – tak było na schodach Reichstagu, tak jest również teraz w Kapitolu. Pogarda dla demokratycznych instytucji przynosi druzgocące skutki”, stwierdził. Wezwał Trumpa i jego zwolenników, by „zaakceptowali decyzję amerykańskich wyborców i przestali deptać demokrację”.

Co ciekawe, postawę ustępującego przywódcy USA potępił również premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson, uważany dotychczas za sojusznika Donalda Trumpa. Jego zdaniem narracja prezentowana przez Trumpa od listopadowych wyborów zachęciła jego zwolenników do szturmu na Kapitol.

„Prezydent Trump nieustannie poddawał w wątpliwość wynik wolnych i uczciwych wyborów”, zaznaczył Johnson. „To, co zrobił, było bardzo złe”, ocenił.

„Absolutnie potępiam zachęcanie ludzi do tak haniebnych zachowań, jakie miały miejsce w stolicy kraju”, oświadczył. Wyraził także zadowolenie, „że prezydent Stanów Zjednoczonych został zatwierdzony i że demokracja przetrwała”.

USA: Cała władza w ręce Demokratów na koniec ery Trumpa

Joe Biden rozpocznie czteroletnią kadencję mając za sobą poparcie obu izb amerykańskiego Kongresu.

Twitter, Facebook i Instagram blokują konta Trumpa

Po wybuchu zamieszek Donald Trump opublikował na Twitterze nagranie, w którym namawiał protestujących do uspokojenia się. „Znam wasze cierpienie, znam wasz ból”, zapewnił. Wezwał demonstrantów do powrotu do domu. Jednocześnie zaognił jednak sytuację, powtarzając tezę o sfałszowaniu wyborów.

„Mieliśmy wybory, które nam ukradziono. To były wybory, które wygraliśmy miażdżącą większością. Wszyscy o tym wiedzą, szczególnie druga strona”, stwierdził. „Ale teraz musicie iść do domu. Potrzebujemy pokoju, spokoju i bezpieczeństwa”, przekonywał. „Nie chcemy, aby komukolwiek coś się stało. To jest trudny czas, nigdy nie było tak trudnego czasu”, podkreślił.

Następnie zamieścił w serwisie jeszcze kilka wpisów, w których argumentował, że wybory z listopada nie powinny zostać uznane za ważne. Administracja Twittera zablokowała możliwość powielania tych wypowiedzi i dyskusję pod nimi. Następnie ogłosiła, że zablokowała konto „@realDonaldTrump” na dwanaście godzin i usunęła kontrowersyjne wpisy, wskazując na poważne naruszenia zasad serwisu.

Ostrzegła także, że w przypadku kolejnych naruszeń warunków portalu społecznościowego, a zwłaszcza zasad dotyczących nawoływania do nienawiści, konto Donalda Trumpa zostanie trwale usunięte. 24-godzinną blokadę na korzystanie z serwisów nałożyły na Trumpa także Facebook oraz należący do niego Instagram.