Donald Trump wprowadza kontrowersyjne prawo

Gage Skidmore via flickr.com

W piątek prezydent Donald Trump zakazał obywatelom siedmiu państw wstępu na teren USA. Dekret zaczął obowiązywać natychmiastowo zmuszając pracowników linii lotniczych do zawracania podróżujących. Kontrowersyjne rozwiązanie zostało potępione przez międzynarodowych przedstawicieli i rzesze Amerykanów.

W piątek, tydzień po zaprzysiężeniu na 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donald J. Trump wydał dekret (executive order) blokujący przyjmowanie syryjskich uchodźców na okres 120 dni. Przez 90 dni ustawa zakazuje wstępu na teren kraju także obywatelom sześciu innych państw: Iraku, Iranu, Jemenu, Libii, Somalii i Sudanu. Rozporządzenie, uderzające także w Amerykanów posiadających podwójne obywatelstwo, spotkało się z powszechną krytyką międzynarodowej opinii publicznej.

Dwie strony medalu

Najwięcej kontrowersji wywołał fakt, że siedem wymienionych w rozporządzaniu krajów to państwa, w których dominuje islam. Prezydentowi zarzuca się dyskryminację na tle religijnym i nacjonalizm.

Donald Trump broni nowej ustawy jako wymierzonej głównie w terrorystów i mającej dać Stanom Zjednoczonym czas na umocnienie granic. W odpowiedzi na narastający sprzeciw napisał  wczoraj (29 stycznia) na swoim Twitterze: „Nasz kraj potrzebuje szczelnych granic i porządnej lustracji OD ZARAZ. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się w Europie i na całym świecie – to chaos”.

Ustawa została już ochrzczona „antymuzułmańską”. Krytycy podkreślają także, że nie obejmuje ona żadnego z islamskich krajów, w których Donald Trump prowadził interesy.

Odnosząc się do negatywnych komentarzy i protestów prezydent USA wydał wczoraj oświadczenie na swoim Facebooku. Wyjaśnia w nim, że kraje których dotyczy ustawa zostały wyselekcjonowane jeszcze przez administrację prezydenta Baracka Obamy i uznane jako potencjalnie niebezpieczne przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych w Ustawie o Przeciwdziałaniu Przemieszczeniu się Terrorystów (Terrorist Travel Prevention Act) z 2015 r. Podkreśla też, że prowadzone przez niego działania niczym nie różnią się od decyzji poprzedniego prezydenta, który w 2011 r. wstrzymał na 6 miesięcy program wizowy dla obywateli Iraku.

Terminal

Prawo ustanowione przez prezydenta zaczęło obowiązywać natychmiast po podpisaniu przez niego aktu w piątek o 16:42. Dotknęło to szczególnie tych, którzy przebywali akurat w podróży. Według szacunków Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych było to około 375 osób. Pracownicy linii lotniczych otrzymali zakaz wpuszczania ich na pokład samolotu, często objęci nowym prawem byli eskortowani przez służby lotniska. Wielu chcących się dostać na teren Stanów Zjednoczonych zawrócono, a ci którzy zdążyli wylądować na amerykańskich lotniskach utknęli tam na długi czas.

Na doniesienia o zatrzymanych żywo zareagowali mieszkańcy Nowego Jorku protestując na terenie portu lotniczego im. Johna F. Kennedy’ego. Domagali się wpuszczenia do kraju zatrzymanych na lotnisku obcokrajowców.

Stało się to możliwe za sprawą brooklyńskiego sądu federalnego, który w sobotę (28 stycznia) zwolnił wszystkich zatrzymanych na krajowych lotniskach (decyzja sądu TUTAJ). Sąd zablokował część rozporządzenia prezydenta uznając deportację podróżnych za niezgodną z prawem. Według organizacji praw człowieka American Civil Liberties Union (ACLU) pomogło to ponad 100 zatrzymanym w całym kraju.

Reakcje „państw zakazanych”

Oświadczenia o rozporządzeniu Trumpa wydały niektóre z krajów dotkniętych jego postanowieniami. Władze Sudanu określiły działania amerykańskiego rządu jako „wysyłanie w świat negatywnej wiadomości”, zwłaszcza w świetle niedawnych obietnic Waszyngtonu o złagodzeniu nałożonych na to państwo sankcji.

Irański rząd w odwecie zablokował przyznawanie wiz dla amerykańskich turystów. W niedzielę (29 stycznia) minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Dżawad Zarif oświadczył jednak, że „prawo irańskie w przeciwieństwie do amerykańskiego nie działa wstecz. Wszyscy Amerykanie posiadający ważną wizę będą mile widziani”.

Chociaż władze Iraku, gdzie przebywa obecnie ponad 5 tys. oddziałów amerykańskich żołnierzy nie wystosowały oficjalnego oświadczenia odnośnie dekretu prezydenta Trumpa, wpływowy szyicki duchowny Muktada as-Sadr napisał na swojej stronie internetowej, że „byłoby głupotą, gdyby Amerykanie próbowali wjechać teraz na teren któregoś z tych siedmiu państw, blokując jednocześnie ruch w drugą stronę. Dlatego powinni wynosić się z Iraku” – przekonywał duchowny.

Głosy ze świata

Na dekret prezydenta szybko zareagowała też opinia międzynarodowa. Kanclerz Niemiec Angela Merkel podkreślała, że globalna walka z terroryzmem „nie usprawiedliwia wytykania ludzi palcami tylko ze względu na ich pochodzenie czy wiarę”. Głos w sprawie zabrali także minister spraw zagranicznych Francji Jean-Marc Ayrault  i jego brytyjski odpowiednik Boris Johnson. Pierwszy zaznaczał, że „terroryzm nie ma narodowości, a dyskryminacja nigdy nie będzie odpowiedzią”. Drugi twittował: „stygmatyzowanie z powodu narodowości jest błędem”. Głosy sprzeciwu popłynęły także z innych europejskich krajów: Danii, Norwegii, Szwecji i Włoch.

Komisja Europejska, choć nie odniosła się bezpośrednio do ustanowionego przez prezydenta USA prawa, podkreślała, że Unia Europejska nigdy nie pozwoli sobie na dyskryminację poszczególnych osób „ze względu na ich rasę, religię czy narodowość”.

Indonezyjska minister spraw zagranicznych Retno Marsudi powiedziała, że społeczeństwo kraju, w większości muzułmańskie, jest szczerze zawiedzione poziomem lustracji wyznawców islamu wprowadzanym przez Trumpa. Do nowej ustawy nie odniosły się sprzymierzone z USA kraje Zatoki Perskiej oraz Egipt.

Decyzję głowy Stanów Zjednoczonych wsparł prezydent Czech Miloš Zeman. Polityk jeszcze przed listopadowymi wyborami w USA wypowiadał się pozytywnie o Donaldzie Trumpie. Teraz rzecznik prezydenta Czech tłumaczy, że „Trump martwi się o bezpieczeństwo Amerykanów i stara się bronić kraju. Wzmacnianie obronności jest także naszym priorytetem. Dziś mamy sprzymierzeńca w postaci Stanów Zjednoczonych” – dodaje rzecznik głowy państwa.

Komisarz ds. migracji, spraw wewnętrznych i obywatelstwa Dimitris Awramopulos ma zamiar skontaktować się dzisiaj (30 stycznia) z sekretarzem Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych Johnem F. Kelly  by ustalić status posiadaczy paszportów unijnych będących także obywatelami objętych ustawą państw.

Trudeau i #WelcomeToCanada

Niemal natychmiast zareagował także premier Kanady Justin Trudeau. Poprzez swoje kanały w mediach społecznościowych napisał, że „wszyscy uciekający przed wojną, terrorem i prześladowaniami są mile widziani w Kanadzie, niezależnie od wyznawanej wiary. Różnorodność jest naszą siłą, #WelcomeToCanada” – oświadczył premier.

Władza przeciw obywatelom

Dekret Trumpa uderzył nie tylko w objęte nim państwa, ale także w samych Amerykanów. Wielu z nich ma w rodzinie osoby pochodzące z wymienionych w rozporządzeniu krajów, część sama podlega nowej ustawie z powodu posiadania podwójnego obywatelstwa.

Wielu pracowników z zagranicznymi paszportami zatrudniają technologiczni giganci z Doliny Krzemowej. Swój sprzeciw wobec nowego prawa wyrazili przedstawiciele firm Microsoft i Apple, a także Mark Zuckerberg i twórca Slacka, Stewart Butterfield. Zgodnie podkreślali jak ważną częścią ich zespołów są zdolni imigranci z całego świata. Część tłumaczyła także, że mimo że sami są Amerykanami, wielu ich przodków przybyło do Stanów Zjednoczonych jako emigranci.