Donald Trump pozywa Facebooka, Twittera i Google

Donald Trump, USA

Były prezydent USA Donald Trump, fot. Gage Skidmore [Flickr, CC BY-SA 2.0]

Były prezydent USA Donald Trump złożył pozwy sądowe przeciw firmom technologicznym Facebook, Twitter i Google. Zarzucił im stosowanie cenzury i domaga się odblokowania jego kont w serwisach społecznościowych. Zostały one zablokowane w związku ze styczniowymi zamieszkami na Kapitolu.

 

6 stycznia członkowie amerykańskiej Kongresu debatowali nad certyfikacją wyników wyborów prezydenckich z listopada z 2020 r., które według Kolegium Elektorów wygrał Joe Biden. Donald Trump i jego współpracownicy od kilku tygodni jednak kwestionowali uczciwość głosowania i przekonywali o nieprawidłowościach w kilku kluczowych stanach, choć stanowe sądy najwyższe odrzucały republikańskie pozwy w tej sprawie.

Radykali zwolennicy Trumpa podchwycili jednak ochoczo narrację o rzekomych fałszerstwach, a ustępujący prezydent swoimi kolejnymi postami w mediach społecznościowych jeszcze te emocji podgrzewał.

Ostatecznie 6 stycznia tłum zwolenników Trumpa, w tym uzbrojone osoby, wtargnął do budynku Kapitolu, gdy okazało się, że Senat zatwierdzi ostatecznie wybór Bidena. Przewodniczący obradom wiceprezydent Mike Pence, który nie podzielał linii narracyjnej Trumpa, nie posłuchał wezwań manifestantów i nie zerwał posiedzenia.

Trump niemal zamilkł w internecie

Zamieszki na Kapitolu doprowadziły do śmierci pięciu osób, w tym jednego z chroniących budynek policjantów. Twitter zaś uznał posty Trumpa za podżegające do nienawiści i przekazujące fałszywe informacje, więc jego konto zostało zablokowane. Później podobne decyzje podjęły także Facebook i Google, do którego należy serwis YouTube.

To sprawiło, że Trump od tamtego czasu przestał zabierać głos w mediach społecznościowych. Zapowiadał co prawda założenie własnego serwisu, ale dotąd tak się nie stało, a także nie założył on konta na żadnej z kilku prawicowo-konserwatywnych platform, jakie powstały w USA w ostatnim czasie.

Zaledwie przez miesiąc istniał blog „From the Desk of Donald J. Trump”, na którym były prezydent umieszczał do czasu do czasu krótkie komentarze. Ale strona ta istniała zaledwie miesiąc i przestała być aktualizowana.

Jej założyciel i były doradca Trumpa Jason Miller uruchomił zaś w ostatnią niedzielę (4 lipca) serwis społecznościowy Gettr wzorowany mocno na Twitterze. Trump jednak nie założył dotąd w nim konta, choć pojawili się tam jego bliscy współpracownicy. Nie ustają jednak spekulacje, że to właśnie ten serwis wybierze w końcu Trump.

Doradca Trumpa uruchomił serwis społecznościowy. Pół miliona użytkowników już pierwszego dnia

Dawny doradca byłego prezydenta USA Donalda Trumpa Jason Miller uruchomił nowy serwis społecznościowy Gettr.

Trump o „cenzurowaniu narodu”

Tymczasem były prezydent pozwał Twittera, Facebook i Google w związku z blokadą jego kont w ich serwisach. „Wnioskujemy, by sąd okręgowy Południowej Florydzie nakazał natychmiastowe zaprzestanie przez serwisy społecznościowe nielegalnej, haniebnej praktyki cenzurowania narodu amerykańskiego” – powiedział Trump podczas konferencji prasowej w swoim klubie golfowym w Bedminster w New Jersey.

Ma być to pozew zbiorowy, co oznacza, że dołączają do niego także inne osoby, które czują się pokrzywdzone przez trzy spółki technologiczne. „Nie ma lepszego dowodu na to, że Big Tech jest poza kontrolą, niż to, że zablokowali wciąż urzędującego prezydenta, a zakaz ten obowiązuje do dzisiaj. To nie jest sprawiedliwa sytuacja i bardzo, bardzo zła dla naszego kraju” – przekonywał Trump.

Dodał też, że „jeśli mogą to zrobić jemu, mogą to zrobić każdemu.” „I w rzeczy samej dokładnie to robią. Wyrzucają ludzi za nie wiadomo co. To nieprawdopodobne, co robią” – powiedział dodał były prezydent USA.

Twitter, Facebook i Google wcześniej argumentowały, że usuwają profile w związku z łamaniem regulaminu platform, który zakazuje mowy nienawiści i propagowania fake newsów. Teraz jednak jeszcze pozwu Trumpa nie skomentowały.

USA: Powstanie nowy serwis społecznościowy sojusznika Trumpa. Miała być wolność słowa, a będą bany za… bluźnierstwa

Projekt – nazwany Frank (po angielsku „Szczery”) – oficjalnie ruszy dziś (19 kwietnia).

Pozwani także szefowie spółek

Trump domaga się nie tylko odblokowania jego kont, ale także odszkodowania. Wniosek do sądu został wsparty przez nowy think tank America First Policy Institute, promujący politykę i poglądy byłego prezydenta. Pozwane są nie tylko spółki technologiczne, ale także ich szefowie – prezes Facebooka Mark Zuckerberg, prezes Twitter Jack Dorsey i dyrektor generalny spółki Alphabet (należą do niej wszystkie projekty Google) Sundar Pichai.

Dokumenty trafiły do sądy ba Florydzie (tam zamieszkał po zakończeniu kadencji Trump), ale jak wskazują amerykańscy komentatorzy, może to spowodować, że z powodów formalnych pozew zostanie przez sąd odrzucony. Technologiczne spółki mają swoje siedziby w Kalifornii i zgodnie z prawem tam należy je pozywać.

Prawnicy Trumpa przekonują, że pozew ma znaczenie nie tylko dla byłego prezydenta, ale dla wszystkich obywateli USA. „Pozycja Facebooka czy Twittera urasta do rangi aktora państwowego, wobec czego są one zobowiązane pierwszą poprawką do konstytucji, która gwarantuje wolność słowa” – napisano we wniosku do florydzkiego sądu.

Trump o szturmie na Kapitol

Trump na konferencji prasowej w Bedminster odniósł się także do wydarzeń z 6 stycznia. Nazwał je „niefortunnymi”. Stwierdził jednak, że uczestnicy tamtych zamieszek – z których zidentyfikowano i zatrzymano już ponad 500 – są traktowani „nieprawdopodobnie niesprawiedliwie”. „A tymczasem Antifa, która podpalała miasta, jest traktowana łagodniej” – powiedział.

Były prezydent przekonywał też, że nikt z uczestników szturmu na Kapitol nie miał ze sobą broni palnej, co akurat jest kompletną nieprawdą, ponieważ na wielu zdjęciach i nagraniach z zamieszek widać, że były tam osoby uzbrojone. Ponadto policja zarekwirowała część z tej broni jeszcze tego samego dnia.

Trump jednak utrzymywał, że nie było powodu do tego, aby to specjalna policja Kapitolu użyła wobec manifestantów broni palnej. Oświadczył też, że „zna tożsamość policjanta, który zastrzelił Ashli Babbitt„.

Twitter blokuje Trumpa, a ten rozważa utworzenie własnego serwisu społecznościowego

Prywatne konto ustępującego prezydenta USA na Twitterze zostało zablokowane bezterminowo. Serwis uznał, że istnieje „ryzyko dalszego podżegania do przemocy”. Donald Trump rozważa już utworzenie własnego medium społecznościowego.

 

„Po szczegółowym monitoringu ostatnich tweetów zdecydowaliśmy się na stałe zablokować to konto ze względu …

Kim była Ashli Babbit?

Pochodząca z San Diego w Kalifornii 35-letnia Babbit przez 14 lat służyła w wojskach lotniczych USA i uczestniczyła w misjach w Afganistanie i Iraku. Kobieta była jedną z pierwszych osób, które wdarły się na teren Kapitolu po przełamaniu barierek i rozbiciu szklanych drzwi.

Od dawna prezentowała radykalne poglądy i propagowało teorię spiskową „Q-Anon”, według której Trump miał prowadzić tajną wojnę z tzw. głębokim państwem, a 6 stycznia miało dojść do ujawnienia spisku i aresztowań najważniejszych przeciwników Trumpa zaangażowanych w rzekome fałszerstwa wyborcze.

Nic się jednak takiego nie stało, a wiele osób wyrażało potem swoje rozczarowanie tym, że „Q-Anon” okazało się zwykłą bujdą. Babbitt stała się dla zwolenników Trumpa jednym z symboli protestów, a tuż przed śmiercią udostępniała na Twitterze posty Trumpa wzywające do marszu na Kapitol.