W sobotę przez Chemnitz, 250-tysięczne miasto między Dreznem a Lipskiem, przeszły dwie wielkie demonstracje. Z jednej strony skrzyknięci przez skrajną prawicę zwolennicy radykalnej rozprawy z imigrantami. Mieli iść w marszu milczenia, ale z czasem zaczęły dobiegać typowe dla prawicowych radykałów hasła: „Obcokrajowcy precz”, „Merkel musi odejść”, „Wolni, socjalni narodowi”. Z drugiej stali ich przeciwnicy, wśród których było wiele znanych postaci.

Małe śródmieście Chemnitz, którego centralnym punktem jest olbrzymie popiersie Karola Marksa wzniesione w czasach NRD, gdy miasto nosiło nazwę Karl-Marx-Stadt, pękało w szwach. Według oficjalnych danych demonstrowało prawie 10 tys. ludzi.

Władze Saksonii ściągnęły do miasta praktycznie całe dostępne siły (prawie 2 tys. policjantów). W Dreźnie trzeba było odwołać pierwszoligowy mecz Dynama z HSV, bo nie miał kto go zabezpieczać. Na ulicach Chemnitz stały wozy bojowe i armatki wodne, nad miastem latały helikoptery. To reakcja na wydarzenia sprzed tygodnia, gdy podczas pierwszych demonstracji skrajnej prawicy policja nie panowała nad tłumem, demonstranci podnosili do góry dłonie w geście hitlerowskiego pozdrowienia, rzucali kamieniami, a w końcu zaczęli polować na ludzi o innym kolorze skóry. Bezsilność policji wywołała w kraju wielkie oburzenie. Media pytały otwarcie, czy w Niemczech nie jest zagrożone państwo prawa.

W sobotę w Chemnitz patrole z psami stały praktycznie na każdym rogu. A i tak wieczorem doszło do bijatyk, policja użyła armatek wodnych. Grupa zamaskowanych chuliganów zaatakowała Afgańczyka i ekipę regionalnej telewizji MDR, której zniszczono kamerę. Bilans dnia: dziewięciu rannych, 27 postępowań karnych. A w mieście dalej wrze.

Berlin: Marsz skrajnie prawicowej AfD przyciągnął cztery razy więcej kontrdemonstrantów

Choć zorganizowana w niedzielę (27 maja) manifestacja skrajnie prawicowej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) była największą odkąd to ugrupowanie znalazło się we wrześniu ubiegłego roku w Bundestagu, jej przeciwnicy z łatwością skrzyknęli o wiele więcej kontrmanifestantów. Kilka razy musiała interweniować …

Co się stało w Chemnitz?

Tydzień temu, w niedzielę nad ranem w centrum Chemnitz doszło do tragedii. Do wracającej z festynu grupki Niemców podszedł dwudziestoparoletni Syryjczyk oraz Irakijczyk (okazało się, że oczekują w Niemczech na azyl). Wywiązała się sprzeczka, w ruch poszły noże. Trzech Niemców odniosło poważne rany, Daniel H., 35 letni stolarz, otrzymał pięć ciosów w brzuch i zmarł w szpitalu. Pozostawił żonę i dziecko. Sam pochodził z niemiecko-kubańskiej rodziny, przyjaźnił się z żyjącymi w Chemnitz i okolicy imigrantami.

Mimo że po jego śmierci przyjaciele apelowali, by po tragedii „nie zamieniać żalu w nienawiść”, działacze skrajnej prawicy zaczęli podgrzewać nastroje.

Sprawców bardzo szybko ujęto. Jeden z nich, jak się później okazało, miał długą kryminalną kartotekę. Po przybyciu do Niemiec w 2015 r. kilkakrotnie karano go grzywnami, m.in. za posiadanie narkotyków. Rok temu dostał wyrok w zawieszeniu za pobicie. Okazało się też, że zanim dotarł do Niemiec, wystąpił o azyl w Bułgarii (nie udało się go tam deportować).

Sojusz prawicowych radykałów

Te wydarzenia idealnie pasowały więc do postulatów skrajnej prawicy, która od jesieni 2015 r., gdy Angela Merkel zdecydowała się otworzyć granice dla uchodźców, ostrzega przed zalewem niebezpiecznych kryminalistów. Oskarża też władze o bezczynność i tuszowanie popełnianych przestępstw.

Na mediach społecznościowych politycy AfD, skrajnie prawicowej, antyimigranckiej partii, która w zeszłym roku weszła jako trzecia siła do Bundestagu, zaczęli rozsyłać posty. – Gdy państwo nie jest już w stanie chronić obywateli, ludzie wychodzą na ulicę i chronią się sami. To proste! Dziś obywatelskim obowiązkiem jest zatrzymać przynoszącą śmierć masową imigrację – pisał na Twitterze Markus Frohnmaier, poseł AfD. Te słowa powszechnie potępiano jako wezwanie do linczów. Poseł się z nich nie wycofał.

W sieci rozsyłano też informacje nieprawdziwe, np. o tym, że Daniel H. zginął, bo stanął w obronie molestowanej przez muzułmanów kobiety. Atmosferę podgrzał jeszcze jeden z funkcjonariuszy służby więziennej, który sfotografował nakaz aresztowania jednego ze sprawców i opublikował go w internecie.

Niemcy: CSU traci poparcie przed wyborami regionalnymi w Bawarii

Współrządząca Niemcami, ale wywodząca się z Bawarii centroprawicowa Unia Chrześcijańsko-Społeczna (CSU) zanotowała w najnowszym sondażu najniższy wynik w tym roku. Im bliżej październikowych wyborów samorządowych w najbogatszym niemieckim landzie, tym dla bardziej spada poparcie dla bawarskich chadeków.
 
CSU rządzi niepodzielnie Bawarią …

Brunatne podziemie

Oprócz AfD do Chemnitz zjechali działacze Pegidy, czyli organizowanych od jesieni 2014 r. w Dreźnie marszów samozwańczych „obrońców Zachodu przed islamizacją” (uczestniczyły w nich dziesiątki tysięcy ludzi, z czasem znaczenie ruchu zmalało). Wydarzenia w Chemnitz pozwoliły Pegidzie znowu znaleźć się w centrum uwagi. Włączył się też skrajnie prawicowy ruch Pro Chemnitz – założone w 2009 r. stowarzyszenie, pod którego szyldem prawicowcy usiłowali bez powodzenia wejść do lokalnej polityki. Obecne protesty to dla nich szansa, by zaistnieć.

W tle kryją się lokalni neonaziści. Cztery lata temu władze zdelegalizowały organizację o nazwie Narodowi Socjaliści – Chemnitz. Liczyła kilkudziesięciu członków i sympatyków, którzy utrzymywali kontakty z innymi neonazistami w okolicy i środowiskiem kiboli. W Saksonii brunatni i stadionowi chuligani się przenikają. Po likwidacji Narodowych Socjalistów – Chemnitz zeszli do podziemia, a w mieście coraz częściej dochodziło do ataków na działaczy lewicy, zdewastowano centrum kultury, w którym spotykali się ludzie walczący z rasizmem, a w biurach lewicowych polityków wybijano szyby. Neonaziści mieli nawet w planach przejęcie kontroli nad jedną z dzielnic miasta i ogłoszenie jej „wyzwoloną narodową strefą”. Niemcy dowiedzieli się o tym wszystkim dopiero po zabójstwie Daniela H.

Rosyjski trop

Skrajna prawica we wschodnich Niemczech była problemem już w czasach NRD. Po zjednoczeniu Niemiec liczba ataków na cudzoziemców rosła. Np. przed ośrodkiem dla uchodźców w oddalonej o 120 km na północny wschód Hoyerswerdzie doszło do kilkudniowych zamieszek, w których ponad 30 osób odniosło rany.

Po latach wydawało się, że niemiecka skrajna prawica się cywilizuje, a jej działacze, tak jak politycy AfD, łagodzą ton i wyrzekają się przemocy, by przekonać do siebie środek niemieckiego społeczeństwa. Sojusz z ekstremistami, który było widać na ulicach Chemnitz, pokazuje, że te analizy się nie sprawdziły. Prawicowy ekstremizm we wschodnich Niemczech jest problemem. I nie tylko tam, bo wydarzenia w saksońskim mieście uaktywniły radykałów także na Zachodzie. Za twierdzę brunatnych uważa się m.in. Dortmund. Te środowiska nie czczą Hitlera, nie domagają się powrotu na Śląsk czy Pomorze, ale chcą bronić kraju przed islamską inwazją, do której dopuścili nieodpowiedzialni, zdradzieccy politycy.

Na scenie jest jeszcze jeden gracz: Rosja. AfD ma powiązania z Kremlem, chwali politykę Putina, rok temu Moskwa płaciła za przelot jej polityków do Rosji. Podczas zeszłorocznej kampanii wyborczej AfD wspierały rosyjskie trolle. Teraz, po zabójstwie w Chemnitz, działające według podobnych schematów anonimowe konta rozsiewały w mediach społecznościowych wezwania polityków do oporu i zaproszenia na demonstracje.

Z Rosją powiązana jest także Pegida. Na jej demonstracje w Dreźnie uczestnicy przynosili rosyjskie flagi, o Putinie mówiono, że to polityk z zasadami, który pragnie dla Europy pokoju.

Co na sprawie z Chemnitz może zyskać Rosja? Tego typu wydarzenia uderzają w mocno politycznie osłabioną kanclerz Merkel, którą ciągle obwinia się za zalanie kraju „obcymi”. Mimo, że kryzys migracyjny przygasł, a nawet można mówić o sukcesach w integracji (300 tys. przybyszów ma już pracę).

Niemcy: Skrajnie prawicowe trolle próbowały wpłynąć na wynik ostatnich wyborów

Dwa opublikowane w tym tygodniu raporty pokazały nie tylko skalę zjawiska, ale także metody jakimi posługiwali się aktywiści skrajnie prawicowych organizacji, aby szerzyć w niemieckojęzycznym internecie mowę nienawiści oraz agitować przeciw partiom głównego nurtu, a za nacjonalistyczną Alternatywą dla Niemiec …

Siła skrajnej prawicy

Skrajna prawica pokazała w Chemnitz swoją siłę. Obóz demokratyczny zbiera siły i organizuje obronę. Angela Merkel już kilka dni temu złożyła krewnym Daniela H. kondolencje i oświadczyła, że do zamieszek i polowań na ludzi o innym kolorze skóry nie miało prawa dojść. Heiko Maas, socjaldemokratyczny szef MSZ, wypomniał obywatelom, że dla własnej wygody przestali być aktywni. – Jeżeli dziś znowu ulicami idą ludzie pozdrawiający się w hitlerowski sposób, nasza historia wymusza na nas, byśmy wspólnie stanęli po stronie demokracji – apelował.

Zdaniem Maasa Niemcy „muszą wstać z kanapy i zabrać głos”. – Musimy zakończyć trwający latami dyskursywny marazm i letarg i włączyć się do dyskusji na temat wrogości wobec uchodźców i migrantów, prawicowego ekstremizmu i rasizmu – mówił, przestrzegając, że świat patrzy Niemcom na ręce.

Volker Kauder, szef chadeckiego klubu w Bundestagu, zażądał, by wziąć pod lupę AfD, a zwłaszcza jej finanse. – AfD chce zaatakować nasze państwo – mówił. Szef MSW Horst Seehofer sprzeciwił się, by partię – tak jak w przypadku podejrzeń o działalność sprzeczną z konstytucją – zaczęły obserwować służby specjalne. Jego zdaniem nie ma do tego żadnych podstaw.

Media z kolei piszą, że działacze skrajnej prawicy w Saksonii są coraz bardziej agresywni w stosunku do dziennikarzy. Reporterzy, którzy relacjonowali nawet arabską wiosnę, piszą, że gdy stoją z kamerą na skraju ulicy, widząc przechodzący pochód prawicowców, którzy obrzucają dziennikarzy najgorszymi wyzwiskami, nieustannie ryzykują pobiciem. Dla radykałów media ręka w rękę z władzą okłamują Niemców. Hasło „Lügenpresse” („zakłamana prasa”), stało się powszechne podczas antyimigranckich protestów.

– Państwo zbyt długo bezczynnie przyglądało się skrajnej prawicy i ją bagatelizowało. Saksonia nie potrzebuje policji, potrzebuje demokratycznych misjonarzy, którzy będą tam pracować przez lata – wypomina Heribert Prantl, publicysta „Süddeutsche Zeitung”.

 

Artykuł został opublikowany w ramach parterstwa medialnego EURACTIV.pl z Gazetą Wyborczą.