Cyberataki na brytyjskie partie polityczne

źródło: Pixabay/B_A

źródło: Pixabay/B_A

Partia Pracy i Partia Konserwatywna padły w ostatnich dniach ofiarą cyberataku, który sparaliżował działanie ich stron internetowych. Nie doszło jednak prawdopodobnie do kradzieży jakichkolwiek danych.

 

Przeprowadzone ataki to tzw. ataki DDoS (Distributed Denial of Service, a po polsku „rozproszona odmowa usługi”), które polegają na skierowaniu tak dużej liczny zapytań do danej witryny internetowej, aby ta nie była w stanie ich obsłużyć i w efekcie przestała działać.

Jak działa atak DDoS?

Tego typu atak jest stosunkowo prosty do przeprowadzenia i wymaga jedynie zainfekowania odpowiedniej liczby komputerów złośliwym oprogramowaniem. Takie urządzenia zaczynają w bardzo dużej licznie łączyć się z określoną stroną internetową, która – ujmując to kolokwialnie – „zatyka się”. Użytkownicy zainfekowanych komputerów zwykle nie maja nawet pojęcia, że ktoś wykorzystuje część ich mocy obliczeniowej do sparaliżowania jakiejś strony internetowej.

Podobne do ataku DDoS zjawisko występuje czasem w sytuacji gdy wielu użytkowników naprawdę chce w jednym momencie skorzystać z jakiejś witryny internetowej, np. kupić bilety na bardzo popularny mecz czy koncert lub zapisać się na atrakcyjne zajęcia w uniwersyteckim systemie rejestracyjnym. Wówczas jednak problemy trwają zwykle tylko krótką chwilę, atak DDoS może natomiast sparaliżować jakąś stronę na wiele godzin.

W przypadku dwóch ataków na stronę Partii Pracy (jeden miał miejsce w poniedziałek, a drugi we wtorek) skierowano do nich w jednym momencie dziesiątki milionów zapytań. Głównie z komputerów znajdujących się w Brazylii i Rosji, co jednak nie musi świadczyć o tym, że autorzy ataku pochodzili z tych krajów. Hakerzy są w stanie infekować złośliwym oprogramowaniem komputery na całym świecie, o ile są podłączone do internetu, a ich użytkownicy wystarczająco nieostrożni.

Wielka Brytania: Farage jednak pomoże Johnsonowi wygrać wybory

Lider Partii Brexit zapowiedział, że jego ugrupowanie nie wystawi swoich kandydatów w 317 okręgach, aby nie zaszkodzić Partii Konserwatywnej. Jak wyjaśnił Nigel Farage, jego partia skupi się na próbie odebrania okręgów partiom przeciwnym brexitowi.
 

Wybory do brytyjskiej Izby Gmin odbywają się …

Corbyn: Jestem zaniepokojony

Kierownictwo Partii Pracy poinformowało, że choć wystąpiły poważne kłopoty z funkcjonowaniem partyjnej strony internetowej, to jednak nie doszło do kradzieży żadnych danych. Czasem atak typu DDoS przeprowadzany jest po to, aby odwrócić uwagę do innej próby kradzieży informacji. W tym przypadku jednak zakłócone zostało jedynie przygotowywanie do druku wyborczych ulotek, których druk trzeba było odłożyć o dobę.

Lider labourzystów Jeremy Corbyn potraktował jednak całą sytuację bardzo poważnie. „Jeśli jest to oznaka tego, co ma się wydarzyć podczas wyborów, to jestem bardzo zaniepokojony” – powiedział. Dodał, że zebrane przez partyjnych informatyków informacje o ataku zostały przekazane do Narodowego Centrum Cyberbezpieczeństwa (NCSC).

Podczas amerykańskiej kampanii przed wyborami prezydenckimi w 2016 r. w USA hakerzy wykradli m.in. e-maile ważnych członków sztaby wyborczego kandydatki Partii Demokratycznej Hillary Clinton, w tym samego szefa jej sztabu Johna Podesty. Wyciek maili i ujawnione informacje (pokazujące m.in. konflikty wewnętrzne w Partii Demokratycznej) przydały się bardzo w kampanii prowadzonej przez Donalda Trumpa.

Facebook sprawdzi czy rosyjskie trolle internetowe angażowały się w kampanię ws. brexitu

Amerykański serwis społecznościowy zapowiedział wczoraj (17 stycznia), że rozpoczyna dochodzenie w sprawie potencjalnego wywierania w 2016 r. przez Rosję wpływu na kampanię przed referendum na temat dalszego członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. Chodzi o działania dezinformacyjne oraz wykorzystywanie tzw. internetowych trolli. O rosyjskich ingerencjach w sytuację wewnętrzną w Wielkiej …

Atak także na torysów

Wczoraj próbowano także zaatakować stronę internetową Partii Konserwatywnej. Również był to atak typu DDoS, który trwał przez około godziny. Hakerom nie udało się jednak całkowicie zablokować witryny internetowej torysów. Być może dysponowali zbyt małą siecią zainfekowanych komputerów (tzw. komputerów zombie) lub informatykom Partii Konserwatywnej udało się w porę przekierować część zapytań na inne partyjne serwisy.

Biuro prasowe torysów nie podało wielu szczegółów cyberataku. Potwierdziło jedynie, że do nie doszło i zapewniło, że nie zostały wyrządzone żadne szkody. Anonimowe źródło w Partii Konserwatywnej przekazało Reutersowi, że za tym atakiem stoją prawdopodobnie inni sprawcy niż za cyberatakiem na Partię Pracy.

Wielka Brytania: Rząd nie ujawnił raportu o rosyjskich trollach

Brytyjski rząd odmówił ujawnienia przygotowanego przez parlamentarną komisję ds. wywiadu i bezpieczeństwa raportu dotyczącego rosyjskich ingerencji w kampanię przed referendum brexitowym z 2016 r.

 

Poselski raport liczy 50 stron. Jest gotowy od marca. Kolejne miesiące trwało jego dodatkowe weryfikowanie. 17 października …

Clinton: Za kogo Johnson się uważa?

Tymczasem do brytyjskiej kampanii wyborczej odniosła się sama Hillary Clinton. Nie skomentowała jednak cyberataków na partie polityczne, ale skrytykowała premiera Borisa Johnsona za zablokowanie publikacji opracowanego przez Izbę Gmin raportu na temat rosyjskich ingerencji w kampanię przed referendum brexitowym w czerwcu 2016 r., chodzi przede wszystkim o działania tzw. trolli i botów powielających określone treści, a także o potencjalne współfinansowanie jednego z namawiających do głosowania za brexitem komitetów (Vote Leave), którego czołowymi postaciami byli obecny premier Wielkiej Brytanii i jego główny doradca Dominic Cummings.

Johnson, który jako szef rządu musi zatwierdzić do publikacji tego typu raporty, postanowił odłożyć decyzję w tej sprawie, a ponieważ Izbę Gmin poprzedniej kadencji już rozwiązano, następny możliwy terminu ujawnienia 50-stronicowego raportu wypadnie już po wyborach, gdy znany będzie nowy skład parlamentarnej komisji ds. wywiadu i bezpieczeństwa. To ta komisja przygotowała raport po trwającym 18 miesięcy dochodzeniu.

Clinton podczas amerykańskiej kampanii prezydenckiej także była atakowana w internecie przez rosyjskich trolli. Potwierdził to w swoim przygotowanym na zlecenie władz USA raporcie niezależny prokurator Robert Mueller. Teraz była kandydatka Demokratów na prezydenta odniosła się do decyzji Borisa Johnsona w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika „Guardian”. „Kim on jest, że ukrywa takie informacje przed społeczeństwem, i to tuż przed wyborami? Sądzę, że on się uważa za kogoś tak potężnego, że wolno mu wszystko” – powiedziała Clinton.

USA, Rosja i trolle

Zgodnie z przewidywaniami podczas szczytu APEC w Wietnamie nie doszło do dwustronnego spotkania prezydentów Rosji i USA. Krótko przedtem rosyjskie media ujawniły, jak funkcjonowała w latach 2015-2017 rosyjska firma, będąca w rzeczywistości tzw. fabryką trolli, w której bardzo ważny był …