Bułgarzy po raz trzeci w tym roku wybiorą nowy parlament. Czy Rumunii też grożą nowe wybory?

Prezydent Bułgarii Rumen Radew, źródło: Presidency of Bulgaria (CC BY 2.5)

Prezydent Bułgarii Rumen Radew, źródło: Presidency of Bulgaria (CC BY 2.5)

Po tym jak w czwartek (2 września) nie powiodła się trzecia próba stworzenia rządu, tym razem podjęta przez Bułgarską Partię Socjalistyczną (BSP), Bułgarię czekają trzecie wybory w tym roku. Kryzys polityczny nie ominął także sąsiedniej Rumunii.

 

 

Bułgarscy socjaliści zrezygnowali z planów utworzenia rządu po tym, jak ich potencjalni sojusznicy, antysystemowa partia Są Tacy Ludzie (ITN) oraz dwie mniejsze partie antykorupcyjne – Demokratyczna Bułgaria (DB) oraz Wstań.BG (ISMV), odmówiły udzielenia poparcia.

Tymczasem dzień wcześniej, w środę, poinformowano, że wybory prezydenckie w tym kraju odbędą się 14 listopada, więc od razu pojawiły się liczne głosy twierdzące, że głosowanie do parlamentu będzie miało miejsce tego samego dnia.

BSP zwróci oficjalnie mandat prezydentowi Rumenowi Radewowi 7 września. Wcześniej próba stworzenia rządu nie udała się najliczniejszej partii ITN oraz ugrupowaniu, które rządziło w ostatnich latach, czyli GERB byłego premiera Bojko Borysowa.

„Zrobiliśmy co w naszej mocy, apelowaliśmy o rozsądek i odpowiedzialność, ale się nie udało” – ogłosiła liderka socjalistów Kornelija Ninowa. Teraz Radew będzie musiał powołać rząd tymczasowy. Brak stałego gabinetu już budzi obawy związane z koniecznością m.in. uchwalenia nowelizacji budżetu kraju.

Co więcej, Bułgaria zmaga się ze wzrostem liczby zakażeń koronawirusem – średnia z ostatnich siedmiu dni przekroczyła 31 sierpnia próg 1,5 tys. infekcji, a liczba zgonów na mieszkańca spowodowanych COVID-19 sytuuje kraj na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej.

Bułgaria: Rząd wysyła wojsko, aby wsparło ochronę granic z Grecją i Turcją

Liczba osób usiłujących przedostać do Bułgarii – głównie z Turcji – przez tzw. zieloną granicę w ostatnich dniach rośnie.

Czy nowelizacja budżetu zostanie przyjęta?

Ninowa poinformowała, że skorzysta z możliwości dalszych konsultacji międzypartyjnych, gdyż dodatkowy czas jest potrzebny do przyjęcia nowelizacji budżetu. Została ona zaakceptowana w pierwszym czytaniu w ubiegłym tygodniu, w przyszłym ma się odbyć drugie. Przyjęcie jest szczególnie ważne ze względu na szereg wydatków zaplanowanych przez gabinet byłego premiera Bojko Borysowa.

Po przyjęciu nowelizacji dojdzie do rozwiązania parlamentu przez prezydenta i wyznaczenia daty kolejnych, trzecich w tym roku przedterminowych wyborów parlamentarnych. Pojawiają się spory dotyczące tego, czy mogą one zbiegać się z wyborami prezydenckimi. Wiele głosów z opinii publicznej opowiada się za tym pomysłem, lecz sprzeciwia się mu m.in. sam prezydent Radew, który musi wyznaczyć termin głosowania od 2 do 3 miesięcy po rozwiązaniu parlamentu.

Według sondażu przeprowadzonego w sierpniu, w wyborach zwyciężyłaby partia GERB z 21.6 proc. poparciem. Drugie miejsce zajęłaby Demokratyczna Bułgaria, otrzymując 16.5 proc. głosów, a trzecie – ITN, której poparcie spadło do poziomu 15.7 proc., równego wynikowi Partii Socjalistycznej. To samo badanie wykazało, że zaufanie bułgarskich obywateli do parlamentu spadło do 13 proc.

Bułgaria: Prezydent naciska na wybór rządu. Kiedy nowy gabinet?

Mimo małych szans na sukces prezydent Rumen Radew nakłania partie do osiągnięcia „konsensusu i kompromisu”, który umożliwiłby wybór rządu.

Czy koalicja w Rumunii się rozpadnie?

Tymczasem w Rumunii los koalicji rządowej wydaje się być niepewny, po tym jak w środę (1 września) premier Florian Citu odwołał ministra sprawiedliwości Steliana Iona z ugrupowania USR-PLUS. Dzień później prezydent Klaus Iohannis zatwierdził tę decyzję. W odpowiedzi partia USR-PLUS wezwała Partię Narodowo-Liberalną (PNL) do wyznaczenia nowego szefa rządu.

To już kolejny przypadek, gdy premier Citu zwalnia ministra z USR – PLUS, nie uzgadniając tego z koalicjantami. Liderzy tej partii mówią o wyjściu z koalicji, a nawet o poparciu wotum nieufności wobec gabinetu.

Citu tłumaczył dymisję Iona z resortu, stwierdzając, że nie będzie tolerował w rządzie ministrów sprzeciwiających się rozwojowi Rumunii. Słowa premiera odnoszą się do decyzji byłego już ministra sprawiedliwości, który odmówił złożenia podpisu pod planem rozwoju wartego 50 miliardów lei (około 45 miliardów złotych), mającym na celu modernizację infrastruktury kraju.

Jego ugrupowanie, USR – PLUS twierdzi, że program ten pomoże burmistrzom wywodzącym się z partii rządzących w uzyskaniu łatwego finansowania dla projektów unijnych bez kontroli.

Partia przesłała Citu listę dziesięciu poprawek do programu w środę wieczorem. Współprzewodniczący USR – PLUS, Dan Barna oświadczył, że jego ugrupowanie zdecyduje się na pozostanie lub odejście z rządu w zależności od reakcji premiera na reformę planu. Jednak kilka poprawek jest uważanych za niepodlegających negocjacjom przez rządzącą Partię Narodowo-Liberalną i koalicyjną Demokratyczną Unię Węgrów w Rumunii (UDMR).