Bułgaria: Prezydent zarządził przedterminowe wybory zaledwie w miesiąc po poprzednich

Prezydent Bułgarii Rumen Radew, źródło: Wikiepdia/Румен Радев (@President.bg )

Prezydent Bułgarii Rumen Radew, źródło: Wikiepdia/Румен Радев (@President.bg )

Bułgarski prezydent Rumen Radew wyznaczył termin nowych wyborów parlamentarnych. Odbędą się one 11 lipca. Poprzednie odbyły się 4 kwietnia, ale nie udało się w ich wyniku utworzyć rządu.

 

 

W wyniku kwietniowych wyborów do bułgarskiego parlamentu dostało się sześć ugrupowań, ale żadne nie zdobyło samodzielnej większości. Stworzenie rządu wymagało porozumienia przynajmniej trzech z partii, ale nikomu nie udało się sformować stabilnej koalicji.

Liderzy trzech partii nie sformowali rządu

Najpierw ze starań o utworzenie gabinetu zrezygnował dotychczasowy premier i lider centroprawicowej partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB) Bojko Borisow, a potem lider populistycznej partii Jest Taki Naród i jednocześnie telewizyjny showman Sławi Trifonow.

Jako ostatnia próbę stworzenia rządu podjęła przewodnicząca Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) Kornelia Ninowa, ale również jej nie udało się zbudować parlamentarnej większości, która poparłaby jej gabinet.

Tym samym cała konstytucyjna procedura została wyczerpana i prezydent Rumen Radew mógł zdecydować o rozpisaniu przedterminowych wyborów. Jak przekazał, ustalił ich termin na 11 lipca.

Oznacza to automatyczne skrócenie kadencji niedawno wybranego parlamentu. Stanie się tak 11 maja, kiedy to prezydent oficjalnie wyda dekret o rozwiązaniu parlamentu i formalnie wyznaczy termin nowego głosowania.

Premier podał rząd do dymisji. Bułgaria przez "zemstę Borisowa" straci miliardy euro z Funduszu Odbudowy?

Bułgaria ma dwa tygodnie na przedstawienie Komisji Europejskiej Krajowego Planu Odbudowy.

Trwa wdrażanie zmian w ordynacji wyborczej

Decyzja ta zostanie formalnie opóźniona, aby zakończyć proces mianowania nowych członków Centralnej Komisji Wyborczej. Bułgarska ordynacja wyborcza została bowiem znowelizowana, co pociągnęło za sobą skrócenie kadencji poprzednich członków tego gremium.

Trwają obecnie wysłuchania kandydatów, a potem będą oni zatwierdzeni w głosowaniu. To dopiero po zakończeniu tej procedury prezydent rozwiąże parlament. Bułgarscy posłowie pracują obecnie nad jeszcze jedną ustawą dotyczącą sceny politycznej. Chodzi o ograniczenie finansowania partii z budżetu państwa.

Trwa bowiem debata nad ograniczeniem tych subsydiów z poziomu ośmiu lewów (to równowartość 18,70 złotego) na jeden uzyskany w wyborach głos do poziomu jednego lewa (2,34 zł) za jeden głos.

Pomysł ten budzi jednak kontrowersje i według bułgarskiej prasy szanse na przyjęcie ustawy przed rozwiązaniem parlamentu są nieduże. A jeśli prace nad tymi przepisami się nie skończą, to projekt ustawodawczy wyląduje w koszu.

Bułgaria pewnie zmierza do strefy euro. Rumunia jeszcze poczeka?

Spośród państw członkowskich UE do strefy euro należy obecnie 19 państw.

Protesty w Bułgarii

Przedterminowe wybory w Bułgarii zostały rozpisane niemal dokładnie w miesiąc po poprzednim głosowaniu. Prezydent Radew, ogłaszając, że latem Bułgarzy znów pójdą do urn, ostrzegł, że jeśli i tym razem nie uda się wyłonić rządu, to kraj czeka poważny kryzys konstytucyjny.

Tymczasem emocje polityczne w Bułgarii są od ponad roku bardzo gorące, a ich przyczyną był m.in. poważny spór na linii premier Borisow – prezydent Radew, a także wzajemne oskarżanie się o korupcję i nadużywanie służb państwowych. Temperaturę politycznych sporów podkręcają także pandemia COVID-19 i kryzys gospodarczy w Europie.

Przez wiele bułgarskich miast przetoczyły się w ubiegłym roku wielotysięczne protesty antyrządowe, a w Sofii opozycja okupowała nawet plac i jedno z kluczowych skrzyżowań w centrum miasta.

Protesty trwają w Bułgarii nawet teraz. Dziś (5 maja) przed budynkiem administracji prezydenckiej demonstrowali zwolennicy rządzącej dotąd partii GERB, którzy sprzeciwiają się zmianom w ordynacji wyborczej oraz wprowadzenia obowiązku głosowania za pomocą specjalnych maszyn w lokalach wyborczych.

Natomiast przed siedzibą rządu pikietę zorganizowały organizacje osób niepełnosprawnych, które domagają się zmian przepisów o świadczeniu pomocy osobom niepełnosprawnym.