Bułgaria: Partia Jest Taki Naród rezygnuje z próby stworzenia rządu

Lider partii Jest Taki Naród Sławi Trifonow, źródło: Facebook/Има Такъв Народ

Lider partii Jest Taki Naród Sławi Trifonow, źródło: Facebook/Има Такъв Народ

Lider ugrupowania Sławi Trifonow oświadczył, że zaproponowany skład rządu nie uzyskał poparcia żadnej z pozostałych partii w parlamencie. Ponieważ najliczniejsza w parlamencie partia Jest Taki Naród zapowiedziała, że nie poprze innych gabinetów, trzecie w tym roku wybory parlamentarne w Bułgarii są bardzo prawdopodobne.

 

Populistyczna i antyestablishmentowa partia Jest Taki Naród zdobyła w lipcowych wyborach 65 z 240 miejsc w parlamencie. To zdecydowanie za mało, aby samodzielnie rządzić. Do zatwierdzenia rządu potrzeba bowiem 121 głosów.

Trifonow – polityk z telewizora

Lider ugrupowania – telewizyjny showman Sławi Trifonow – prowadził kampanię wyborczą głównie poprzez występy we własnej internetowej telewizji, a unikał innych mediów czy debat politycznych.

Swój przekaz oparł zaś na zdecydowanej krytyce skandali korupcyjnych woków dotychczasowego premiera Bojko Borysowa oraz jego centroprawicowej partii GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii).

Trifonow liczył na to, że inne – równie krytyczne wobec Borysowa partie – bezwarunkowo poprą gabinet, który odsunie od władzy poprzednią ekipę. Ale telewizyjny gwiazdor nie bardzo zamierzał o to poparcie zabiegać i często stawiał potencjalnych koalicjantów przed faktami dokonanymi.

Tak było chociażby w przypadku zaproponowanego składu nowego rządu z 44-letnim biznesmenem Płamenem Nikołowem na czele. Teoretycznie miał to być gabinetu złożony z młodych, bezpartyjnych fachowców, którzy naprawią bułgarskie państwo, ale taki koncept wcale się Bułgarom dobrze nie kojarzy.

Bułgaria: Wyznaczono pretendenta na stanowisko premiera, ale poparcie dla jego kandydatury jest niepewne

Ugrupowanie „Są Tacy Ludzie” musi do piątku utworzyć gabinet i uzyskać poparcie parlamentu.

Czkawka po carze

Raz bowiem taki rząd im już obiecano. W latach 2001-2005 stał na jego czele ostatni bułgarski car Symeon II (na potrzeby polityczne używający nazwiska Symeon Sakskoburggocki), którego władzy monarszej komuniści pozbawili w 1946 r., gdy był zaledwie 9-letnim dzieckiem.

Car-premier, który od abdykacji mieszkał zagranicą (głównie w Hiszpanii), jawił się wielu Bułgarom jako powiew świeżego powietrza i gwarant reform na zachodnią modłę. Okazało się jednak, że członkowie jego gabinetu (tzw. młodzi zdolni) najbardziej byli zainteresowani zarabianiem pieniędzy i ustawianiem się w życiu, zaś Symeon II – odzyskaniem rodowego majątku zagrabionego przez komunistów.

W 2005 r. car-premier odchodził z polityki w niesławie, a założona przez niego partia – liberalny Narodowy Ruch na rzecz Stabilności i Postępu straciła władzę. W kolejnych wyborach – w 2009 r. – nie zdołała nawet wejść do parlamentu i politycznie się skończyła. Symeon II powrócił do Hiszpanii.

Tamto rozczarowanie Bułgarzy zapamiętali na długo, a gdy Trifonow – zapowiadający polityczne odnowienie i wyłaniający liderów swojej partii w telewizyjnym „Castingu na polityka” – zaczął sięgać także po… dawnych ludzi cara Symeona II, inne partie opozycyjne wobec GERB i Borysowa ostatecznie straciły zapał do współpracy z Jest Taki Naród.

Bułgaria wkrótce przyjmie euro? Rząd przedstawił szczegółowy plan

Spośród państw członkowskich UE do strefy euro należy obecnie 19 państw.

Jest Taki Naród bez koalicjantów

Trifonowowi nie udało się więc do poparcia zaproponowanego gabinetu przekonać ani centroprawicowej Demokratycznej Bułgarii (DB), ani antykorupcyjnej koalicji „Wyprostuj się, Precz z Mafią” (ISMV), ani lewicowego bloku stworzonego wokół Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP).

Dziś wszystkie te trzy ugrupowania ogłosiły, że rządu Płamena Nikołowa nie poprą. W obliczu tej deklaracji Trifonow ogłosił rezygnację ze starań o jego zatwierdzenie i przejście do opozycji. Podkreślił bowiem, że jego partia nie poprze żadnego innego gabinetu.

Stworzyło to swego rodzaju problem prawny w Bułgarii, bowiem prezydent Rumem Radew (w przeszłości związany z BSP) wydał już stosowny dekret poddający pod parlamentarne głosowanie oficjalnie mu zaprezentowany rząd Nikołowa. Oznacza to, że jutrzejsze poranne głosowanie musi się odbyć, choć Trifonom rzucił już ręcznik.

Trzeba je jednak formalnie przeprowadzić, aby można było przejść do kolejnego konstytucyjnego kroku – oficjalnego zaproponowania próby utworzenia rządu partii, która w wyborach zanotowała drugi wynik.

Jest nią… GERB, który ma o dwa mandaty mniej od Jest Taki Naród. I w związku ze skandalami korupcyjnymi – zerowe szanse na znalezienie w parlamencie większości. Premier Borysow zresztą nie zamierza tego nawet próbować i już ogłosił, że propozycji prezydenta Radewa nie przyjmie, bo postanowił, że jego partia przejdzie do opozycji.

Bułgaria: Prezydent zarządził przedterminowe wybory zaledwie w miesiąc po poprzednich

Poprzednie odbyły się 4 kwietnia, ale nie udało się w ich wyniku utworzyć rządu.

Rząd techniczny zamiast politycznego?

Szybko zatem nastąpi trzeci przewidziany w konstytucji krok – Radew będzie mógł sam wyznaczyć kandydata na premiera. Może sięgnąć do którejś z pozostałych partii w parlamencie (np. BSP), albo postawić na eksperckiego premiera spoza polityki lub na kontynuację obecnego technicznego rządu Stefana Janewa.

Ale cokolwiek wybierze prezydent – taki gabinet też będzie musiało poprzeć co najmniej 121 parlamentarzystów. Gdyby to się nie udało – Bułgarię czekają przyspieszone wybory, prawdopodobnie w październiku. Trifonow i Borysow jasno dają do zrozumienia, że na taki właśnie scenariusz liczą, wierząc, że w kolejnych wyborach szala w końcu przechyli się wyraźnie na stronę któregoś z nich.

Kłopot w tym, że sondaże wskazują na razie, że w trzecim głosowaniu niewiele się zmieni. Wygra jedno, albo drugie ugrupowanie z dwóch najliczniej obecnie reprezentowanych w parlamencie, ale żadne nie zdobędzie samodzielnej większości.

Dodatkowo pikanterii sytuacji nadaje fakt, że w listopadzie – zaledwie 2-3 tygodnie po ewentualnych trzecich wyborach parlamentarnych – powinny się odbyć wynikające z normalnego kalendarza wyborczego wybory prezydenckie. Ich termin musi jednak ostatecznie zatwierdzić… parlament.