Bułgaria: Kolejny dzień protestów. Prezydent wzywa rząd do dymisji

Protest w Sofii, źródło: Flickr/Georgi C (CC BY 2.0)

Protest w Sofii, źródło: Flickr/Georgi C (CC BY 2.0)

Kolejny dzień antyrządowych protestów ulicznych w Bułgarii. W niedzielę odbyły się one nie tylko w stolicy – Sofii, ale także w innych miastach. W sumie wzięło w nich udział kilkadziesiąt tysięcy osób.

 

 

Do manifestacji doszło oprócz Sofii także w Burgas, Płowdiwie, Ruse czy Warnie. Kilkadziesiąt tysięcy osób wyszło na ulice pod hasłem „Obronimy demokrację!”. Byli to w większości zwolennicy związanego z socjaldemokratyczną opozycją w parlamencie prezydenta Rumena Radewa.

Uczestnicy demonstracji domagali się dymisji rządu i centroprawicowego premiera Bojko Borysowa. Zarzucali mu nadużywanie władzy i tolerowanie wokół siebie mafijno-biznesowego układu korupcyjnego. Słowa „mafia” i „dymisja” przeplatały się na wszystkich antyrządowych manifestacjach.

Do najostrzejszych protestów doszło w niedzielę (12 lipca) w Sofii, gdzie manifestantów dodatkowo wzburzyły informacje o ciężkim pobiciu 21-letniego studenta, który po sobotniej antyrządowej demonstracji trafił w poważnym stanie do szpitala. Dlatego dodatkowo do głównie hasła „Obrońmy demokrację” część manifestantów dopisywało: „…przed buciorami władzy”.

Emocje demonstrantów podsycało to, że w oficjalnych komunikatach dotyczących sobotnich manifestacji nie znalazło się ani słowo o ciężko pobitym studencie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych dużo za to mówiło o lekkich urazach o trzech policjantów.

O tym, że jeden manifestant trafił do szpitala poinformowała zaś jedna z medycznych organizacji pozarządowych, a potem potwierdziła to rodzina 21-latka. Razem z nim miały poważnie ucierpieć jeszcze dwie osoby. Tę wersję wspiera także umieszczony przez świadków w internecie film z tego zajścia.

Tymczasem narracja MSW mówiła o tym, że sobotnie zamieszki zostały wywołane przez piłkarskich pseudokibiców, którzy sami rzucili się na zabezpieczających antyrządową manifestację policjantów. Zatrzymanych miało zostać w sumie 18 osób.

Dlatego w niedzielę na antyrządowych protestach zjawiło się jeszcze więcej osób niż w poprzednich czterech dniach, a do zwolenników prezydenta Radewa dołączają coraz częściej zwolennicy innych partii opozycyjnych.

Oprócz sporu politycznego na linii prezydent-premier (obaj nawzajem oskarżają się o korupcję oraz niejasne powiązania z biznesem, organizacjami przestępczymi i państwami trzecimi) część Bułgarów wzburza też ponownie rosnąca liczba wykrywanych dziennie infekcji koronawirusem.

Tuż przed weekendem notowany był rekordowy dzienny przyrost chorych, a liczba ta pierwszy raz przekroczyła 300. Kolejne kraje europejskiej zaczynają wprowadzać restrykcje wobec przyjeżdżających do nich Bułgarów. Węgry i Austria żądają od nich obowiązkowej kwarantanny, a Grecja zaświadczenia o negatywnym wyniku testu na koronawirusa.

Bułgaria: Prokuratura w kancelarii prezydenta. Rumen Radew mówi o "mafii"

Prokuratora wkroczyła w czwartek (9 lipca) do kancelarii prezydenta Bułgarii Rumena Radewa. Czego szukali śledczy?

Spory prezydenta z premierem

Tłem protestów w Bułgarii jest spór między prezydentem Radewem a premierem Borysowem, którzy wywodzą się z rywalizujących ze sobą obozów politycznych. Konflikt trwa od jesieni 2016 r., gdy Radew – były dowódca wojsk powietrznych, a obecnie generał w stanie spoczynku – pokonał w wyborach prezydenckich kandydatkę kierowanej przez premiera centroprawicowej partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB) Ceckę Caczewą.

Spór zaostrzył się jednak w ubiegłym roku, gdy prezydent Radew długo odmawiał zatwierdzenia na stanowisku Prokuratora Generalnego wskazanego przez premiera Borysowa Iwana Geszewa. W Bułgarii głośno było już wtedy o tzw. aferze mieszkaniowej, w którą zamieszanych było kilkoro bardzo bliskich współpracowników premiera.

Okazało się się bowiem, że wiceprzewodniczący partii GERB (i jednocześnie szef jej klubu parlamentarnego, a niegdyś minister spraw wewnętrznych) Cwetan Cwetanow oraz sama Caczewa (była wówczas minister sprawiedliwości, ale w wyniku afery podała się do dymisji) kupili w Sofii luksusowe apartamenty za około 1/5 ich rynkowej ceny, co rodziło poważne podejrzenia, że to jakiś rodzaj łapówki.

Ale kilka miesięcy później to rząd i już powołany na Prokuratora Generalnego Geszew oskarżyli o finansowe nieprawidłowości prezydenta. Chodziło o niejasne rozliczenia finansowe w siłach powietrznych w czasach, gdy dowodził nimi Radew.

Sprawę badała już co prawda kilka lat wcześniej komisja śledcza, która nie znalazła dowodów winy przyszłego prezydenta, ale prokurator Geszew przedstawiał zeznania nowych świadków oraz mówił o odkryciu nagrań, na których znajdują się nowe informacje. Usiłował nawet za sprawą rozpoczętego postępowania pozbawić prezydenta immunitetu, co mu się ostatecznie nie udało.

Spory o przeszłość prezydenta w wojsku toczyły się do początku bieżącego roku, gdy z opinię publiczną rozgrzało z kolei ujawnione nagranie z prywatnej rozmowy premiera Borysowa ze współpracownikami.

Wulgarnie wypowiadał się on wówczas o swojej partyjnej koleżance i jednocześnie przewodniczącej parlamentu Cwecie Karanczajewej oraz mówił, że w rozmowach ze swoimi europejskimi partnerami (wymienił Niemców, Węgrów i Polaków) często udaje głupiego, aby ich oszukać.

Kilka dni później do mediów trafił też film z sypialni premiera Borysowa. Na nagraniu szef rządu grzecznie śpi, ale z szuflady szafki nocnej wystają sterty 500-eurowych banknotów oraz pistolet.

Borysow potem tłumaczył, że nagranie to prowokacja, a zrobił je ktoś z jego ochrony, kto wcześniej podłożył tam pieniądze i broń, aby premiera postawić w złym świetle. Borysow oskarżył o ten spisek prezydenta Radewa, który miał wykorzystać wierne sobie wojskowe służby specjalne oraz śledzić premiera z użyciem drona.

W ubiegłym tygodniu zaś do kancelarii prezydenta wkroczyli prokuratorzy, którzy przeszukali biura, a potem funkcjonariusze cywilnych służb kontrwywiadowczych zatrzymali dwóch bliskich współpracowników premiera pod zarzutami korupcji.

UE: Bułgaria i Chorwacja przyjęte do "przedsionka" strefy euro. Kiedy przyjmą wspólną walutę?

W piątek (10 lipca) lew bułgarski i chorwacka kuna stały się częścią mechanizmu kursu walutowego ERM II. Jest to bezpośredni „przedsionek” strefy euro, która liczy obecnie 19 członków. Kiedy oba kraje przejdą na wspólną europejską walutę?

Zemsta i tureckie wątki?

Prezydent Radew uznał to za zemstę ze strony rządu, a jako na jej organizatorów wskazał na honorowego lidera popieranej głównie przez turecką mniejszość w Bułgarii liberalnej partii Ruch na Rzecz Praw i Wolności (DSP) Achmeda Dogana oraz wpływowego posła tej partii i jednocześnie oligarchę i magnata medialnego Deliana Peewskiego.

Od dawna jest tajemnicą poliszynela, że ci wspierający nieformalnie rząd Borysowa politycy mają dobre kontakty w prokuraturze i służbach śledczych. To o nich konkretnie mówił w ubiegły piątek prezydenta gdy wspominał na antyrządowej manifestacji o „mafii na szczytach władzy”.

W ubiegły wtorek (7 lipca), a więc dwa dni przed wkroczeniem prokuratorów do kancelarii prezydenta, doszło w incydentu w jednym z kurortów nad Morzem Czarnym. Gdy na publiczną plażę dopłynął łódką ze współpracownikami polityk opozycyjnej koalicji centrowych ugrupowań Demokratyczna Bułgaria Hristo Iwanow, został z niej wygoniony przez funkcjonariuszy Narodowej Służby Ochrony (czyli służby chroniącej najważniejsze osoby w państwie).

Okazało się, że państwowi funkcjonariusze chronią prywatną willę Dogana, choć ten nie pełni żadnej funkcji publicznej. Z drugiej jednak strony w 2013 r. doszło do nieudanego zamachu na Dogana. Ustępujący lider DSP wygłaszał przemówienie na partyjnej konwencji, gdy na scenę wtargnął mężczyzna z pistoletem gazowym, przystawił go do głowy Dogana i pociągnął za spust, ale broń nie wypaliła.

Niedoszły zamachowiec został sekundy potem powalony na ziemię przez ochronę. Nie do końca wiadomo jaki miał motyw. Potem ujawniono, że także był członkiem tureckiej mniejszości w Bułgarii. Ale, gdy okazało się, że kilka lat później Dogan dalej ma potężną ochronę za pieniądze podatników, wiele osób się oburzyło. Krytykował to także mocno prezydent Radew.

Politycy obozu rządowego krytykowali więc odtąd prezydenta, sugerując, że próbuje rozpalić na nowo etniczne resentymenty w Bułgarii, które są bardzo silne. Etniczni Turcy stanowią dziś około 8 proc. bułgarskiego społeczeństwa, ale spora część etnicznych Bułgarów darzy ich niechęcią z powodu zaszłości historycznych i kilkuwiekowej dominacji Imperium Osmańskiego.

Bułgaria: Coraz więcej przypadków zakażeń. Będą ostrzejsze restrykcje?

W związku ze stale rosnącą liczbą zakażeń, w poniedziałek władze Bułgarii poinformowały o przedłużeniu stanu nadzwyczajnego, a we wtorek – o możliwym zaostrzeniu restrykcji.

Radew: To rząd gra „etniczną kartą”

Prezydent Radew wyraził oburzenie takimi zarzutami i stwierdził, że „to właśnie rząd zagrał teraz nieczysto kartą etniczną”. „Na protesty poparcia dla mnie przychodzą teraz różni ludzie – Bułgarzy, Turcy, Romowie, rusofile i rusofobi, amerykanofile i amerykanofobi, euroentuzjaści i eurosceptycy. To są protesty przeciw korupcji, mafii i nadużywaniu władzy” – mówił.

Gdy pod adresem prezydenta padają oskarżenia o antytureckość, to pod adresem premiera o zbytnią protureckość. Chodzi nie tylko o bliskie relacje z partią bułgarskich Turków, ale także bardzo duże zbliżenie bułgarsko-tureckie z ostatnich lat.

Bułgaria angażuje się w tureckie projekty energetyczne (np. gazowe), a gdy wczesną wiosną prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan chciał wywrzeć migracyjny nacisk na Unię Europejską, to uchodźców i migrantów skierowano ku granicy Grecji (angażującej się ostatnio w projekty energetyczne konkurencyjne wobec tureckich), ale tureccy pogranicznicy pilnowali, aby nikt nie szturmował granicy bułgarskiej.

Do tego jeden z mocno akcentowanych fragmentów nagranego prywatnej rozmowy premiera dotyczy właśnie Turcji. Krytyka pod adresem Karanczajewej dotyczy jej wypowiedzi na temat tureckiego odpowiedzialności za ludobójstwo Ormian z lat 1915-1917 r.

Turcja wypiera się jego skali i sprzeciwia nazywania tamtych wydarzeń ludobójstwem, choć uznała tak oficjalnie większość krajów europejskich (w tym Bułgaria). Przypomniała o tym Karanczajewa (która pochodzi z zamieszkałego przez turecką mniejszość regionu Kyrdżala), co z kolei nie spodobało się Borysowowi.

Szef bułgarskiego rządu odkąd postawił na bliskie relacje z Turcją stara się tematu ludobójstwa nie poruszać. Dlatego złościł się na Karanczajewą, narzekał, że w ogóle się odzywała i sugerował, że powinna „udawać głupią”, tak jak on to robi często na arenie europejskiej.

Teraz premier Borysow odpowiada też, że ustąpić nie zamierza, bo nie ma do tego żadnych poważnych przesłanek. Na Facebooku napisał, że „nadchodzi straszny światowy kryzys i jedyne, co trzyma go u władzy, to odpowiedzialność za kraj”.

Po raz kolejny oskarżył też prezydenta, że rozpala protesty uliczne, bowiem chce storpedować rządowe projektu na arenie europejskiej i transatlantyckiej, czyli dołączenie Bułgarii do mechanizmu ERM II (będącego przedsionkiem strefy euro) oraz zakup amerykańskich myśliwców F-16.