Sprawa Borisa Wiszniewskiego, czyli jak wyborcze manipulacje w Rosji sięgają absurdu

Boris Wiszniewskij, Rosja

Wiceprzewodniczący partii "Jabłoko" i deputowany do Zgromadzenia Ustawodawczego Petersburga Boris Wiszniewskij / Zdjęcie: Twitter, Борис Вишневский [@visboris]

Do petersburskiego Zgromadzenia Ustawodawczego startuje w tym roku trzech Borisów Wiszniewskich. Wszyscy są łysiejącymi brodatymi mężczyznami w średnim wieku, ale tylko jeden jest autentyczny. To szczególnie jaskrawy przykład tego, jak Kreml manipuluje wyborami – nie tylko tymi centralnymi, ale i lokalnymi.

 

 

19 września w Rosji odbędą się wybory do Dumy Państwowej, a także wybory lokalne w części spośród 85 podmiotów federalnych. Uwagę zagranicznych mediów przykuła jednak nie walka o miejsca w niższej izbie rosyjskiego parlamentu, a wybory do Zgromadzenia Ustawodawczego Petersburga – a to za sprawą afery z Borisem Wiszniewskim, któremu na liście kandydatów towarzyszy dwóch innych mężczyzn o tym samym imieniu i nazwisku, a nawet niemal identycznym wyglądzie.

Prawdziwy Boris Wiszniewski jest publicystą „Nowej Gazety”, wiceprzewodniczącym opozycyjnej partii „Jabłoko” i przewodniczącym frakcji tej partii w Zgromadzeniu Ustawodawczym Petersburga od 2016 r. Jako publicysta otrzymał nagrodę Związku Dziennikarzy „Złote Pióro Rosji”, a jako samorządowiec stara się o reelekcję.

Jego i jego dwóch sobowtórów odróżnia tylko rok urodzenia i imię odojcowskie (otczestwo). Prawdziwy Wiszniewski to Boris Lazarewicz, a pozostali – Boris Iwanowicz i Boris Giennadijewicz. O sprawie pisał m.in. petersburski niezależny portal Fontanka.

„Oszustwa trwają. Moje <<sobowtóry>>, które na czas wyborów zostały <<Borisami Wiszniewskimi>> poprzez zmianę imienia i nazwiska, teraz zmienili także i wygląd. Zapuścili brody i wąsy, a myślę, że trochę się też podretuszowali”, napisał z niedowierzaniem Wiszniewski na Twitterze.

Bykow i Szmieliow vel Wiszniewski i Wiszniewski

Jak łatwo się domyśleć, obecność dwóch sobowtórów na liście wyborczej ma na celu dezorientację głosujących. Wyborcy nie muszą przecież pamiętać, jakie otczestwo ma prawdziwy Wiszniewski. Wiktor Bykow i Aleksiej Szmieliow nie tylko zmienili imiona i nazwiska, ale i upodobnili się do pierwowzoru.

To, że jednym z pseudo-kandydatów jest Bykow, odkryła „Nowaja Gazeta”. Opublikowano też zdjęcie, z którego wynika, że sobowtór Wiszniewskiego jeszcze niedawno wyglądał sporo młodziej. Na potrzeby kampanii ściął włosy i zapuścił brodę.

Według informacji na liście kandydatów, której fotografię zamieścił w mediach społecznościowych prawdziwy Wiszniewski, dawny Bykow jest „tymczasowo bezrobotny”, choć jak ustaliła „Nowaja Gazeta”, jest on urzędnikiem związanym z rządzącą Jedną Rosją. Imię i nazwisko zmienił on przed dwoma miesiącami. Szmieliow pracuje natomiast jako kierownik sprzedaży w spółce z o.o. „Europroject Group”

„Co za zadziwiająco tępa metoda! Aby zdezorientować wyborcę, przeciwko popularnemu opozycyjnemu politykowi Borisowi Wiszniewskiemu wysunięto kandydatury od razu dwóch innych Borisów Wiszniewskich, o których nikt wcześniej nie słyszał”, napisał na Twitterze kandydat do Dumy Państwowej i były szef sztabu Aleksieja Nawalnego w Moskwie Oleg Stepanow.

Rosja: Wybory do Dumy bez obserwatorów OBWE. Po raz pierwszy od 1993 r.

Rezygnacja wiąże się ograniczeniem przez Rosję możliwości udziału zagranicznych obserwatorów – oficjalnie z przyczyn epidemicznych.

Dezorientacja nie tylko wśród wyborców

Obaj „fałszywi” kandydaci oficjalnie startują jako niezależni, ale jeden z nich  – Boris Iwanowicz Wiszniewski vel Wiktor Bykow – ma być związany z partią Zielonych. Na początku lipca dziennikarze „Fontanki” rozmawiali przez telefon z liderem tego ugrupowania, Andrejem Nagibinem.

Ten jednak wyraźnie miał problem z odpowiedzią na pytanie o „ich” Wiszniewskiego, na początku dopytując rozmówcę, kim jest Wiszniewski, a potem twierdząc, że Wiszniewskiego z Zielonych zna, ale nie zna z kolei Wiszniewskiego z Jabłoka. „Nie wiem, kim jest Wiszniewski w Petersburgu, on jest z Jabłoka? (…) Nie znam Wiszniewskiego z Jabłoka, kto to? Nie wiem, kim jest ich Wiszniewski, znam naszego Wiszniewskiego – mieszka w Petersburgu”, próbował tłumaczyć szef Zielonych.

Aby pomóc swoim wyborcom oddać głos w sposób właściwy, autentyczny Wiszniewski zbiera pieniądze na publikację specjalnych kampanijnych broszur. Fakt, że ma sobowtórów, uważa natomiast za „wysoką ocenę swoich zasług”. Na broszurze, którą zamierza kolportować wśród elektoratu, widnieje hasło: „Jeśli podrabiają Wiszniewskiego, to znaczy, że jest on prawdziwy”.

Do sprawy odniósł się także urodzony w Leningradzie (obecnie Petersburg) Iwan Urgant, jeden z najbardziej znanych rosyjskich prezenterów telewizyjnych i showman. W ostatnim odcinku swojego autorskiego programu rozrywkowego „Wieczernij Urgant” sprzedał widzom swoją (żartobliwą) radę, w jaki sposób rozpoznać właściwego Wiszniewskiego.

Jego zdaniem wystarczy… posmarować wszystkie trzy zdjęcia mazidłem Wiśniewskiego. „Ten, który na zdjęciu się uśmiechnie, jest prawdziwy”, powiedział Urgant.

Rosja: Putin przedstawił listę Jednej Rosji do Dumy Państwowej. Wielkim nieobecnym były prezydent

Wybory do liczącej 450 deputowanych Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu, odbędą się 19 września.

Manipulacje po studencku. 15 tys. rubli za trzy dni fałszowania

Tymczasem niezależny studencki dziennik „Doxa” poinformował w czwartek (9 września) o innej manipulacji w wyborach do petersburskiego Zgromadzenia Ustawodawczego, za którą mieli stać studenci Petersburskiego Uniwersytetu Państwowego (SPbGU) – a raczej byli oni jednym z ogniw w łańcuchu, który miał doprowadzić do falsyfikacji.

Studentom proponowano, by za odpowiednim wynagrodzeniem włączyli się w działania na rzecz falsyfikacji. Takie oferty miał składać jeden z ich kolegów, Władisław Dubrowski. Według „Doxy” proponował on na studenckim czacie dorywczą pracę obserwatora na wyborach. Mieli oni wykorzystać swój szczególny status do tego, by w ciągu każdego z trzech dni odwiedzić po 12 lokali wyborczych i we wszystkich zagłosować na określonego kandydata.

Dziennikarz „Doxy” skontaktował się z Dubrowskim, który z kolei skierował go do niejakiego Władimira Kukiela. Kukiel w rozmowie z reporterem przyznał wprost, że trzeba „troszeczkę sfałszować wybory”. Za trzy dni pracy studenci SPbGU mieli otrzymać 15 tys. rubli (ok. 788 zł). Tajemniczy Władimir powiedział, że polecono im głosować na kandydata Jednej Rosji, szefa petersburskiej komisji ds. polityki społecznej Aleksandra Rżanienkowa.

Rosja: Minister ds. sytuacji nadzwyczajnych zginął podczas arktycznych ćwiczeń na Dalekiej Północy

Szef resortu ds. sytuacji nadzwyczajnych i obrony cywilnej uderzył głową o skałę i doznał śmiertelnego w skutkach urazu czaszki.

Jakie metody fałszerstw wyborczych stosowane są w Rosji?

Najczęstszym sposobem fałszowania wyników wyborów w Rosji pozostają podmiana protokołów i wprowadzanie wcześniej uzgodnionych danych do kontrolowanego przez FSB elektronicznego systemu liczenia głosów.

Inne sposoby to choćby kupowanie głosów za pieniądze lub towary, wrzucanie przez członków komisji wyborczych całych plików wypełnionych w „odpowiedni” sposób kart do głosowania. Istnieją jednak także bardziej skomplikowane metody.

Ta, do której skłaniano petersburskich studentów, jest praktykowana w Rosji na szeroką skalę i nazywana karuzelą wyborczą. Do tego rodzaju fałszerstwa wykorzystuje się prawo do głosowania poza miejscem zamieszkania. Wyborcy często są przewożeni z jednego lokalu wyborczego do drugiego i w ten sposób oddają głos w kilku okręgach wyborczych. W przypadku studentów SPbGU do tego samego celu wykorzystano status obserwatora wyborczego.

Pandemia COVID-19 dodatkowo zwiększyła możliwości fałszowania głosów, a to za sprawą popularyzacji głosowania zdalnego. W ubiegłym roku, co prawda nie przy okazji wyborów, ale referendum nad poprawkami do konstytucji obywateli usilnie zachęcano do rejestrowania się w systemie online lub głosowania w miejscu pracy, co ułatwia oddanie głosu przez osoby trzecie.

Niedługo po rozpoczęciu głosowania przedterminowego niezależne media wykryły w Moskwie schemat zorganizowanego handlu danymi osobowymi emerytów i nierejestrowanymi kartami SIM w celu rejestracji i głosowania online bez wiedzy zainteresowanych wyborców.

Władze starają się też doprowadzić do jak najwyższej frekwencji wyborczej, co ma nie tylko znaczenie propagandowe, ale i ułatwia fałszerstwa. Powszechnymi metodami są organizacja loterii w dniu głosowania czy „mobilizacja” przez wybranych pracowników budżetówki, którym wręcza się listy osób uprawnionych do głosowania i każe zachęcić do udziału w głosowaniu określoną liczbę osób (najczęściej stosuje się system „1+5” – każdy musi zachęcić 5 innych osób). Tę metodę opisuje niezależny rosyjski portal Meduza.