Wielka Brytania: Ambasador Birmy zmuszony do opuszczenia placówki. „Zamach stanu w środku Londynu”

birma-wielka-brytania-londyn-ambasador-ambasada-zamach-stanu-kyaw-zwar-minn-wojna-domowa-dominic-raab-aung-san-suu-kyi

Protesty przeciwko zamachowi stanu odbywają się także w Londynie. / Zdjęcie: planetnd, flickr.com

Kyaw Zwar Minn, ambasador Birmy w Wielkiej Brytanii, spędził środową (7 kwietnia) noc w samochodzie, po tym, jak attaché wojskowy poinformował go, że nie pełni już roli szefa misji dyplomatycznej i powinien opuścić budynek ambasady.

 

 

Ambasador nazwał te wydarzenia „pewnego rodzaju zamachem stanu w środku Londynu”. Według Agencji Reutera, obowiązki Kyaw Zwar Minna przejął wczoraj jego dotychczasowy zastępca Chit Win. Pod siedzibą ambasady gromadzili się protestujący, a policję wezwano, by nie dopuściła do ponownego wejścia ambasadora do budynku.

W marcu Zwar Minn wzywał do wypuszczenia z więzienia aresztowanej w wyniku zamachu stanu szefowej rządu Aung San Suu Kyi i podkreślał, że to właśnie ona mianowała go na stanowisko, w związku z tym będzie wykonywał jej polecenia. Ostrzegł także, że „kraj jest jest bardzo podzielony i grozi mu wojna domowa”, jeśli zarówno wojskowi, jak i protestujący nie zaprzestaną swoich działań.

Minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominic Raab potępił dziś (8 kwietnia) „działania birmańskiego reżimu wojskowego w Londynie” i wyraził szacunek dla ambasadora za jego odwagę. „Wielka Brytania nadal wzywa do zakończenia zamachu stanu i potwornej przemocy oraz do szybkiego przywrócenia demokracji” – napisał Raab na Twitterze.

Z kolei resort spraw zagranicznych przekazał stacji BBC, że „dąży do wyjaśnienia obecnego statusu ambasadora Birmy w Londynie”. Kyaw Zwar Minn oczekuje, że wynikiem tych wyjaśnień będzie przywrócenie go na stanowisko.

Zgodnie z danymi organizacji Assistance Association for Political Prisoners, od 1 lutego, kiedy władzę w Birmie przejęła junta wojskowa, zginęło ok. 600 cywilów, a prawie 3 tys. osób przebywa obecnie w więzieniach – jak podaje Reuters, w tym tygodniu wojskowi na celownik wzięli osoby ze świata sztuki i rozrywki.

Natomiast niektórzy protestujący opozycjoniści mają udawać się na szkolenia bojowe do rebelianckich armii etnicznych, o czym pisze „Gazeta Wyborcza”. Ponadto tydzień temu rebelianci z Sojuszu Trzech Bractw ogłosili, że dołączą do prodemokratycznych manifestantów, jeśli birmańska armia nie przestanie zabijać cywilów.

Próby stworzenia własnej armii podejmują także niezatrzymani dotąd posłowie partii Suu Kyi (Narodowej Ligi na rzecz Demokracji) w ramach powstałego po przewrocie Komitetu Reprezentującego Zgromadzenie Narodowe. Działania te mogą potwierdzać obawy ambasadora Kyaw Zwar Minna o zbliżającą się wojnę domową.