Birma: Ruszył proces Aung San Suu Kyi. Grozi jej co najmniej 10 lat więzienia

Aung San Suu Kyi została aresztowana przez wojskową juntę, źródło: Wikipedia, fot. Claude Truong-Ngoc (CC BY-SA 3.0)

Aung San Suu Kyi została aresztowana przez wojskową juntę, źródło: Wikipedia, fot. Claude Truong-Ngoc (CC BY-SA 3.0)

Przed sądem w Rangunie zaczął się proces szefowej obalonych w lutym przez wojsko cywilnych władz Birmy. Adwokaci określili postawione jej zarzuty jako polityczne. Aung San Suu Kyi grozi wieloletnie więzienie.

 

Prawie 4,5 miesiąca od wojskowego przewrotu proces Aung San Suu Kyi formalnie się rozpoczął. Od czasu aresztowania stawała już co prawda przed sądem (w formie łączenia wideo oraz bezpośrednio), ale były to posiedzenia wstępne mające ocenić to jakie ostatecznie otrzyma zarzuty.

Teraz jej proces oficjalnie się zaczął, a przesłuchania będą się odbywać w kolejne poniedziałki. Adwokaci laureatki Pokojowej Nagrody Nobla i jednocześnie szefowej obalonych przez wojsko birmańskich władz cywilnych szacują, że wyrok może zostać ogłoszony pod koniec lipca.

Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła birmańską juntę za przemoc wobec protestujących

Rezolucję udało się przyjąć jednogłośnie, ale Chinon udało się rozwodnić jej brzmienie.

Suu Kyi „nie wyglądała, jakby czuła się dobrze”

Dzisiejsza (14 czerwca) rozprawa trwałą prawie 5,5 godziny. Dotyczyła tylko części postawionych pani Suu Kyi zarzutów – tych dotyczących rzekomego złamania przeciwepidemicznych obostrzeń oraz nielegalne sprowadzenia do kraju krótkofalówek, które są uznawane za sprzęt wojskowy, więc obrót nimi podlega ścisłej kontroli.

„To są zarzuty motywowane politycznie. Te rzekome przestępstwa zostały zmyślone i tego chcemy dowieść przed sądem. Pani Suu Kyi niestety nie wyglądała jednak, jakby czuła się dobrze” – mówił potem korespondentowi hiszpańskiej agencji informacyjnej EFE adwokat noblistki Khim Maung Zawa. Pani Suu Kyi zabrała też dziś przed sądem głos, ale treść jej zeznań nie została upubliczniona.

Już zarzuty dotyczące łamania covidowych obostrzeń i sprowadzania bez zezwolenia krótkofalówek wystarczą, aby skazać szefową cywilnych władz na co najmniej dekadę odsiadki. Ale w odrębnych procesach może jeszcze otrzymać wyroki za rzekome przestępstwa korupcyjne oraz ujawnianie państwowych tajemnic.

W sumie więc grozi pani Suu Kyi nawet ponad 20 lat odsiadki oraz dożywotnia utrata praw publicznych, w tym biernego prawa wyborczego. Do czasu przewrotu sprawowała funkcję Radcy Stanu, czyli odpowiednika premiera. Została jednak w czasie puczu internowana, tak jak prezydent Win Myint, który również pojawił się dziś w Rangunie na sali sądowej.

WFP ostrzega: Kryzys polityczny po przewrocie w Birmie może w tym kraju wywołać klęskę głodu

Nawet 3,4 mln ludzi może stanąć przed widmem głodu lub niedożywienia.

Tysiące Birmańczyków wciąż w więzionych przez juntę

Oboje cywilni politycy wywodzą się z prodemokratycznej Narodowej Ligi na rzecz Demokracji, która przez ponad dwie dekady walczyła pokojowo z poprzednią wojskową juntą. Gdy generałowie postanowili w końcu podzielić się pod naciskiem świata władzą z cywilami, okazało się, że większość Birmańczyków popiera demokratów.

Z wyborów na wybory wojsko traciło wpływy, a gdy okazało się, że w ubiegłorocznych wyborach poniosło druzgocącą klęskę, generałowie uznali, że głosowania sfałszowano i wyprowadzili żołnierzy na ulice.

Niemal wszyscy członkowie cywilnych władz zostali zatrzymani, choć część niższych rangą polityków zwolniono już do domów. Wciąż jednak w więzieniach i ośrodkach internowania jest ponad 5,8 tys. osób. Część z nich to uczestnicy późniejszych ulicznych demonstracji przeciw puczystom.

Według działaczy niezależnego od nowych władz Związku Pomocy Więźniom Politycznym (AAPP) siły wojskowe i policyjne zabiły od czasu przewrotu co najmniej 862 osoby, w tym przynajmniej kilkanaścioro dzieci. Junta jednak zaprzecza tym szacunkom.

Wielka Brytania: Ambasador Birmy zmuszony do opuszczenia placówki. "Zamach stanu w środku Londynu”

Attaché wojskowy poinformował Kyaw Zwar Minna, że nie pełni już roli szefa misji dyplomatycznej.

Junta represjonuje dziennikarzy

Informacje z Birmy są trudne do zweryfikowania, ponieważ media znajdują się pod niemal całkowitą kontrolą junty, która kilkakrotnie (zwłaszcza w trakcie brutalnego tłumienia manifestacji) ograniczała też działanie internetu.

Korespondentów zagranicznych w Birmie nie ma prawie wcale (także z powodu pandemii COVID-19), a tych którzy zostali też dotykają represje ze strony wojskowych władz. Przekonał się o tym boleśnie pracujący m.in. telewizji CNN i agencji prasowej DPA polski fotoreporter Robert Bociaga, który został pobity i aresztowany na 13 dni, gdy próbował fotografować jedną z demonstracji.

Wojskowa junta krótko po przeprowadzeniu puczu zapowiedziała, że po roku zorganizuje w pełni wolne wybory i odda władzę w ręce cywilów. Ale wielu Birmańczyków, pomnych tego, że wojskowe przewroty zawsze w ich kraju zawsze przeradzały się w wieloletnie brutalne dyktatorskie rządy, i tym razem nie ufa generałom.