Birma: Policja coraz częściej strzela do demonstrantów. Kraje ASEAN prowadzą rozmowy z juntą

Policja w Birmie coraz częściej strzela do manifestantów, źródło: Twitter/linn tun oake (@TunOake)

Policja w Birmie coraz częściej strzela do manifestantów, źródło: Twitter/linn tun oake (@TunOake)

Krwawy weekend w Birmie. Coraz więcej ofiar śmiertelnych pacyfikacji protestów przeciwników wojskowej junty. W sobotę zginęło osiem osób, a w niedzielę co najmniej 18. Kraje Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) próbują negocjować z birmańskimi generałami.

 

„Birma przypomina dziś jedno wielkie pole bitwy” – napisał w niedzielę (28 lutego) na Twitterze stojący na czele birmańskiego kościoła katolickiego kardynał Charles Maung Bo. Protesty uliczne trwają niemal codziennie od ponad trzech tygodni i to nie tylko w największych miastach – Rangunie, Mandalaj i Naypyidaw – ale także w mniejszych miejscowościach.

Coraz więcej ofiar protestów

Policja coraz ostrzej tłumi te manifestacje używając nie tylko gumowych kul, ale także ostrej amunicji. W sobotę (27 lutego) strzelano do manifestantów w Tave, gdzie zginęły 3 osoby, a wiele zostało rannych, a także w Rangunie i Pegu (gdzie zginęły po dwie osoby) oraz w Mandalaj, gdzie zginęła jedna osoba.

Jeszcze krwawiej tłumiono demonstracje zorganizowane przez przeciwników junty w niedzielę (28 lutego). Niezależne media i organizacje broniące praw człowieka doliczyły się przynajmniej 18 ofiar śmiertelnych protestów i 30 rannych, ale możliwe to niepełna statystyka.

Oprócz broni ostrej oraz gładkolufowej służby bezpieczeństwa używają także grantów hukowych i gazu łzawiącego, a oprócz policjantów na ulicach pojawiają się także uzbrojeni żołnierze. Wczoraj do manifestantów strzelano w Rangunie, Mandalaj, Tave, Lasho, Myeik i Pegu.

Birma: Dwie ofiary śmiertelne protestów przeciw puczystom

W Birmie, której mieszkańcy swój kraj nazywają Mjamną, od ponad  tygodnia trwają uliczne protesty przeciw wojskowej juncie, jaka przejęła władzę 1 lutego. Dziś w portowym Mandalaj policja użyła wobec manifestantów broni. Nie żyją co najmniej dwie osoby.

 

Zarówno same protesty, jak …

ONZ potwierdza liczbę ofiar

Policja i wojsko nie potwierdzają ani liczy ofiar, ani faktu użycia broni palnej, ale media publikują zdjęcia zakrwawionych ludzi wynoszonych z tłumu, a informacje o zabitych i rannych pochodzą od lekarzy ze szpitali, do których trafiali poszkodowani.

Dane te potwierdziło już jednak Biuro Wysokiej Komisarz NZ ds. Praw Człowieka (OHCHR). Oznacza to, że od początku protestów, jakie wybuchły po przeprowadzonym 1 lutego przewrocie wojskowym zginęły już co najmniej 32 osoby.

Mimo coraz bardziej brutalnych represji, którym towarzyszy aresztowanie kolejnych osób, przeciwnicy wojskowej junty nie mają zamiaru rezygnować z protestów. Ale i wojsko nie ma zamiaru ustąpić i zwrócić władzy cywilom.

Stojący na czele puczu gen. Min Aung Hlaing powtarza, że wojsko odda władzę po roku i po kolejnych wyborach. Tyle, że w te zapewnienia wielu Birmańczyków nie wierzy. Armia już trzeci raz w historii niepodległości tego kraju obalała cywilne władze i zaprowadzała na wiele lat opresyjny reżim.

Birma: Protesty trwają. Wojsko zatrzymuje przeciwników puczu

Uliczne manifestacje w Birmie trwają od ostatniego piątku (5 lutego).

Tajne rozmowy w Bangkoku

Od tygodnia negocjacje dyplomatyczne z birmańskimi generałami prowadzą kraje Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN). Należy do tej organizacji 10 państw, a Birma jest jej członkiem od 1997 r.

Inicjatorem rozmów są władze Indonezji, a ich gospodarzem jest Tajlandia. Dyplomacje obu krajów potwierdziły już, że doszło do spotkań z przedstawicielami birmańskiej junty. W środę  (24 lutego) w Bangkoku doszło do spotkania szefowej indonezyjskiego MSZ Retno Marsudi i tajlandzkiego ministra spraw zagranicznych Don Pramudwinaia z reprezentującym birmańską juntę emerytowanym pułkownikiem Wunna Maung Lwinem.

Wcześniej indonezyjska minister spraw zagranicznych była też na rozmowach w sprawie birmańskiego przewrotu w Singapurze i Brunei, a więc krajach, które są obecnie największymi inwestorami w Birmie. W Singapurze działają też spółki powiązane kapitałowo z ważnymi birmańskimi generałami.

Wszystkie te kraje oficjalnie zapewniają, że chcą jak najszybszego zakończenia kryzysu w Birmie, stabilizacji tamtejszej sytuacji i powrotu do rządów cywilów. „Indonezja jest bardzo zaniepokojona sytuacją w Birmie i wspiera jej obywateli. Inkluzywne przemiany demokratyczne powinny być przeprowadzone według woli obywateli Birmy” – napisała w oświadczeniu szefowa dyplomacji Indonezji.

Birma: Protesty przeciw wojskowemu przewrotowi. Generałowie wyłączają internet i zatrzymują cudzoziemców

Co najmniej kilka tysięcy Birmańczyków wyszło na ulice największego miasta kraju – Rangunu. Protestują w ten sposób przed przejęciem przez wojsko władzy na początku tygodnia. Tymczasem generałowie ograniczają działanie internetu i zatrzymują obywatela Australii.

 

Do wojskowego puczu w Birmie (kraj sam …

W co grają Indonezja i Singapur?

Ale obecne zaangażowanie krajów ASEAN w rozmowy z birmańską juntą jest odbierane dwuznacznie. Aż cztery państwa członkowskie tej organizacji – Tajlandia, Wietnam, Kambodża i Filipiny – dotąd nie potępiły przewrotu w Birmie. Rządząca obecnie de facto w Tajlandii armia (która u siebie też tłumi protesty) zawsze utrzymywała dobre relacje z wojskowymi birmańskimi.

Dlatego pojawiły się podejrzenia, że ASEAN tak naprawdę szykuje się do uznania junty i po prostu już wydeptuje sobie ścieżki do nowych władz. Tym bardziej, że Reuters napisał, że władze Indonezji byłyby skłonne przystać na deklarowany przeze birmańskich generałów oficjalny scenariusz, czyli nowe wybory za rok.

Tymczasem wolne wybory w Birmie odbyły się w ubiegłym roku i to właśnie zdecydowane w nich zwycięstwo Narodowej Ligi na rzecz Demokracji, czyli partii, która jest głównym politycznych przeciwnikiem wojska, popchnęło generałów do puczu.

To dlatego w Rangunie protestowano też pod indonezyjską ambasadą. Władze w Dżakarcie zaprzeczyły jednak doniesieniom Reutersa. Tymczasem wielu Birmańczyków apeluje do mieszkańców sąsiednich krajów o wywieranie presji na własne rządy, aby te z kolei wywierały presję na birmańską juntę.

Apele do ONZ o nałożenie sankcji na Birmę. Junta aresztuje przeciwników. Policja strzela do manifestantów

W jednym z miast policja prawdopodobnie użyła wobec protestujących broni palnej.

Sojusz Mlecznej Herbaty

Powstał nawet pomysł tzw. sojuszu mlecznej herbaty, czyli ruchu prodemokratycznych w tych azjatyckich krajach, w których pija się herbatę z mlekiem, czyli w Birmie, Indiach, Tajlandii, Hongkongu oraz na Tajwanie.

Na razie jednak jest on głównie internetowym hasłem, a niektórzy dopisują do sojuszu także Bangladesz czy Indonezję. Na razie jednak symbolika związana z tym pomysłem pojawiła się  (oprócz mediów społecznościowych) tylko na manifestacjach w Tajlandii.

W Bangkoku w akcie solidarności z Birmańczykami protestowało około 2 tysięcy osób. Policja rozpędziła ich jednak pałkami, gazem łzawiącym, armatkami wodnymi i gumowymi kulami.

Ewentualne negocjacje krajów ASEAN z birmańską juntą idą także wbrew strategii jaką wobec sytuacji w Birmie przyjęły USA, Australia, Nowa Zelandia czy Unia Europejska, które nie uznają wojskowych władz i nie chcą z nimi podejmować żadnych rozmów.

Zamach stanu w Mjanmie. Noblistka Aung San Suu Kyi aresztowana. UE potępiła działania wojskowych

Społeczność międzynarodowa, w tym przedstawiciele UE, wyraźnie potępiła te działania.

Zachód postawi na sankcje?

Waszyngton już wprowadził swoje sankcje wobec generałów i niemal na pewno zrobi to niebawem także UE. Ewentualna blokada gospodarcza Birmy (gdyby wprowadzano także szersze sankcje) byłaby jednak nieskuteczna, gdyby ASEAN pozwalał ją przełamywać.

Z drugiej jednak strony, wiele wskazuje, że reakcje społeczne na przewrót mogły birmańskich generałów zaskoczyć, bo spodziewali się większego poparcia dla przewrotu, a przynajmniej obojętności wielu osób.

Tymczasem protesty mimo represji nie słabną. Negocjacje z krajami ASEAN mogłyby więc pomóc birmańskim generałom wycofać z przewrotu, a jednocześnie zachować twarz. Nie wiadomo jednak na razie jak prowadzone są rozmowy zorganizowane w Bangkoku.