Birma: Najtragiczniejszy dzień protestów przeciwników przewrotu. Policja zastrzeliła aż 38 osób

Protesty w Birmie są coraz krwawiej tłumione, źródło: Twitter/Tun Khin (@tunkhin80)

Protesty w Birmie są coraz krwawiej tłumione, źródło: Twitter/Tun Khin (@tunkhin80)

W Birmie nie ustają protesty przeciwników wojskowej junty. Wczoraj (3 marca), w najkrwawszym dniu od początku puczu, zginęło aż 38 manifestantów. Mimo to, Birmańczycy dziś znów tłumnie wyszli na ulice swoich miast.

 

Łącznie z wczorajszymi ofiarami, w Birmie od początku protestów zginęło już niemal 60 osób. „Służby bezpieczeństwa otworzyły w środę ogień do manifestantów w kilku miastach. Oprócz ofiar śmiertelnych jest też bardzo wielu rannych” – poinformowała specjalna wysłanniczka ONZ ds. Birmy Christine Schraner Burgener.

Birma: Aung San Suu Kyi z nowymi zarzutami. Pokazano ją po raz pierwszy od czasu aresztowania

1 marca minął dokładnie miesiąc po zaistnieniu najnowszego w birmańskiej historii puczu.

Dzieci wśród ofiar pacyfikacji protestów

Jak alarmują organizacje broniące praw człowieka (m.in. Save the Children), po raz pierwszy  wśród ofiar śmiertelnych pacyfikacji protestów znalazły się dzieci. I to nie tylko dlatego, że przebywały w pobliżu manifestacji przeciw puczystom.

Zginąć miał bowiem wczoraj m.in. 14-latek w Rangunie, który został trafiony w głowę przez jednego z żołnierzy jadących w wojskowym konwoju. Według świadków zdarzenia, cytowanych przez Radio Wolna Azja, wojskowi mieli załadować zwłoki chłopca na ciężarówkę i wywieźć w nieznanym kierunku.

Z kolei w portowym Mandalaj zginęła 19-latka. W chwili śmiertelnego trafienia policyjną kulą ubrana była w koszulkę z napisem „Wszystko będzie w porządku” („Everything will be OK”). Dlatego jej zdjęcie szybko obiegło media społecznościowe nie tylko w Birmie i stało się jednym z symboli protestów.

Wiele z ofiar protestów to ludzie bardzo młodzi. Osoby urodzone w czasie rządów poprzedniej junty (która kontrolowała Birmę od 1989 r. do 2015 r.) tłumnie wychodzą na protesty. Pojawienie się w ich kraju demokracji traktują bowiem jako bardzo ważne i – jak deklarują w rozmowach z nielicznymi obecnymi w ich kraju korespondentami zagranicznych mediów – mają zamiar tej demokracji zdecydowanie bronić.

Birma: Policja coraz częściej strzela do demonstrantów. Kraje ASEAN prowadzą rozmowy z juntą

Coraz więcej ofiar śmiertelnych pacyfikacji protestów przeciwników wojskowej junty. W sobotę zginęło osiem osób, a w niedzielę co najmniej 18.

Birmańczycy nie dają się złamać wojskowym

Dlatego dziś (4 marca), mimo wielkiej liczby ofiar wczorajszych protestów, w Birmie od rana znów trwają masowe manifestacje ludzi domagających się ustąpienia wojskowej junty pod wodzą gen. Min Aung Hlainga i przywrócenia cywilnych władz z liderką Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) Aung San Suu Kyi na czele.

Jak podała agencja Reutera do protestujących dziś w mieście Basejn, około 100 km na zachód od największego miasta Birmy Rangunu, policja znów otworzyła ogień. Nie ma jednak na razie doniesień o ofiarach śmiertelnych.

Tymczasem nad Mandalaj (które jest drugim co do wielkości miastem) nad ranem latały wojskowe myśliwce, co powszechnie odczytano jako pokaz militarnej siły birmańskiego reżimu. W kraju trwają też aresztowania przeciwników junty.

Od wybuchu puczu 1 lutego do więzień trafiło już ponad 1,2 tys. ludzi, w tym wielu urzędników obalonego rządu, demokratycznie wybranych posłów i aktywistów. 900 z tych osób wciąż pozostaje w aresztach.