Birma: Junta wypuszcza ponad 600 więźniów, ale w tym samym czasie policja zabija 7-latkę

Pogrzeb siedmiolatki zabitej przez policję w Mandalaj w Birmie, źródło: Twitter/Shafiur Rahman (@shafiur)

Pogrzeb siedmiolatki zabitej przez policję w Mandalaj w Birmie, źródło: Twitter/Shafiur Rahman (@shafiur)

Rządzący Birmą po przeprowadzonym 1 lutego przewrocie generałowie zdecydowali się na wypuszczenie na wolność ponad 600 aresztowanych od tamtego czasu osób. Ale w więzieniach wciąż pozostaje ich ponad 2,2 tys. Policja i wojsko wciąż strzelają także do protestujących. Wczoraj (23 marca) zginęła siedmioletnia dziewczynka.

 

Khin Myo Chit jest najmłodszą ze 261 udokumentowanych ofiar obecnego wojskowego reżimu. Mieszkająca w drugim co do wielkości mieście Birmy – portowym Mandalaj – siedmioletnia dziewczyna zginęła jednak nie na ulicy, ale we własnym domu, a jedyne co zrobiła to… podbiegła do swojego ojca.

Birma: Najkrwawszy dzień od wybuchu protestów. Opozycja ma nowego lidera

Policja i wojsko znów bardzo brutalnie tłumiły protesty przeciwników junty.

Siedmiolatka ginie z rąk policji we własnym domu

W domu dziewczynki trwała bowiem rewizja w poszukiwaniu opozycyjnych materiałów, broni oraz ukrywających się osób. Była to część rutynowej akcji polegającej na przeczesywaniu całych budynków przy określonych ulicach.

Gdy policjanci spędzili domowników do jednego pomieszczenia, jeden z funkcjonariuszy spytał czy w mieszkaniu są jeszcze jakieś inne dorosłe osoby. Otrzymał zgodnie z prawdą odmowną odpowiedź.

Ale siedmiolatka postanowiła pobiec do swojego ojca, a policjant niewiele myśląc strzelił w jej kierunku, a potem jeszcze uderzył dziecko kolbą karabinu, o czym opowiadała dziennikarzom 25-letnia siostra zmarłej w wyniku obrażeń dziewczynki May Thu Sumaya. Ich 19-letni brat został natomiast pobity i zabrany na policyjny posterunek.

Nie był to pierwszy przypadek, gdy z rąk wojska i policji zginęło w ostatnim czasie w Birmie dziecko. Według międzynarodowej organizacji Save the Children od początku przewrotu śmierć poniosło już co najmniej 20 dzieci.

Z kolei birmańskie Stowarzyszenie Pomocy Więźniom Politycznych (AAPP), które zlicza wszystkie ofiary wojskowego reżimu, wskazuje, że coraz częściej ludzie giną nawet, jeśli nie biorą udziału w ulicznych manifestacjach przeciw rządom generałów.

UE i USA nakładają sankcje na wojskowy reżim w Birmie

Od początku protestów przeciwko puczowi zginęło już w Birmie co najmniej 149 osób.

Władze zwalniają część więźniów politycznych

Od przejęcia 1 lutego władzy przez wojskowych do więzień i aresztów domowych trafiło już ponad 2,8 tys. osób. w tym najwyżsi przedstawiciele władz cywilnych – pełniąca funkcję radcy stanu (odpowiednika premiera) przewodnicząca Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) Aung San Suu Kyi czy prezydent U Win Myint oraz wielu członków rozwiązanego przez generałów parlamentu.

Wczoraj (23 marca) wojskowe władze zdecydowały o zwolnieniu ponad 600 osób – 360 mężczyzn i 268 kobiet. Wszyscy oni opuścili więzienie Insein w Rangunie. Byli to jednak albo niżsi rangą działacze NLD, albo osoby aresztowane za udział w protestach. Kluczowi członkowie cywilnych władz wciąż pozostają pod kontrolą armii.

Jednocześnie rzecznik prasowy junty – Zaw Min Tun – odrzucił raporty AAPP mówiące o 261 ofiarach pacyfikacji protestów przeciw puczowi. Przedstawił oficjalne rządowe szacunki, które mówią o 164 ofiarach.