Szczyt Biden-Putin: Kurtuazja czy szansa na przełom?

biden-putin-usa-rosja-stany-zjednoczone-moskwa-waszyngton-ue-nato-pandemia-szczyt-genewa-szwajcaria-trump-prezydent-chiny

Prezydent Stanów Zjednoczonych oczekuje reakcji ze strony Rosji na ataki cybernetyczne / Foto via Szczyt Putin-Biden: Kurtuazja czy szansa na przełom? / Zdjęcie via Canva, Flickr/Lawrence Jackson/turatti/barackobamadotcom/worldeconomicforum, Opracowanie własne EURACTIV.pl/Kinga Wysocka

Na 16 czerwca zaplanowano w Genewie pierwsze bezpośrednie spotkanie Joego Bidena z Władimirem Putinem po objęciu urzędu przez nowego prezydenta USA. Dojdzie do niego po względnie napiętym okresie w relacjach obu mocarstw. W relacjach amerykańsko-rosyjskich należy spodziewać się renesansu polityki resetu jak za Baracka Obamy czy po czerwcowym spotkaniu prezydentów nie należy oczekiwać wielkich zmian w relacjach obu państw?

 

 

Nadchodzący szczyt będzie pierwszym spotkaniem Władimira Putina z Joe Bidenem w roli prezydenta a zarazem pierwszym spotkaniem prezydentów Rosji i USA od czasu rozmów między Donaldem Trumpem a Władimirem Putinem w Helsinkach w 2018 r.

Spotkanie będzie miało miejsce tuż po szczytach G7, NATO oraz Unii Europejskiej, w których Biden weźmie udział. Oczekuje się, że podczas rozmów prezydenci poruszą m.in. kwestie trwającej pandemii, jak i strategicznej stabilności czy potencjalnych rozwiązań dla konfliktów regionalnych. Napięcia między mocarstwami, do których dochodziło w ostatnich miesiącach powodują jednak, że czerwcowe rozmowy mogą przebiegać w dość napiętej atmosferze.

Rozmowy prezydentów poprzedziło zorganizowane w Rejkiawiku spotkanie szefów dyplomacji USA i Rosji. Antony Blinken i Siergiej Ławrow spotkali się w maju na marginesie szczytu Rady Arktycznej. Zadeklarowali chęć unormowania relacji między Waszyngtonem a Moskwą, ale nie za wszelką cenę.

Spotkanie prezydentów Bidena i Putina odbędzie się w Genewie. Znamy dokładną datę

Będzie to pierwszy szczyt prezydentów USA i Rosji od rozmów Władimira Putina z Donaldem Trumpem w Helsinkach w 2018 r.

„Kiedy spotykają się prezydenci USA i Rosji, reszta świata patrzy”

Czerwcowy szczyt bez wątpienia wzbudza duże zainteresowanie i może być postrzegany jako polityczne wydarzenie miesiąca czy też nawet półrocza. Jak pokazuje historia, spotkania przywódców Stanów Zjednoczonych oraz Federacji Rosyjskiej – w przeszłości ZSRR – od początku przyciągały zainteresowanie całego świata.

Do pierwszego oficjalnego spotkania między prezydentem USA Franklinem D. Rooseveltem a przywódcą ZSRR Józefem Stalinem doszło w 1943 r. w Teheranie na pierwszej z trzech konferencji tzw. wielkiej trójki. Pomimo wspólnego wroga, jakim były hitlerowskie Niemcy, między przywódcami dało się wyczuć wzajemny brak zaufania, a radzieckie podejrzenia co do relacji między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią były tak duże, że gdy Stalin zauważył, że Roosevelt przekazuje odręczną notatkę Winstonowi Churchillowi, poinstruował szefa swojego wywiadu w Iranie, aby ten zdobył jej kopię. Treść notatki, cokolwiek tajna, brzmiała: „Proszę pana, pański rozporek jest otwarty”.

Dość niefortunnie przebiegały spotkania ich następców – Dwighta D. Eisenhowera oraz Nikity Chruszczowa. Podczas pierwszej wizyty radzieckiego przywódcy w Stanach Zjednoczonych, został on wyrzucony z Disneylandu ze względów bezpieczeństwa. Rok później, w 1960 r. dwa tygodnie przed planowanym spotkaniem w Paryżu, Sowieci zestrzelili nad Rosją amerykański samolot szpiegowski U-2 (który miał rzekomo monitorować pogodę), co przyczyniło się do pogorszenia stosunków na linii Eisenhower-Chruszczow.

Ale historia odnotowała też spotkania jednoznacznie owocne, świadczące o tym, że mocarstwa potrafią wypracować wspólne stanowisko i odłożyć na bok kwestie sporne. Richard Nixon podczas swojej prezydentury zawarł z Leonidem Breżniewem szereg historycznych porozumień, obejmujących m.in. ograniczenie arsenałów nuklearnych. Borys Jelcyn i Bill Clinton wspólnie nawoływali do promowania demokracji, a George W. Bush zaprosił nawet w 2001 r. Władimira Putina na swoje ranczo w Teksasie.

Poprzednik Joego Bidena, Donald Trump, odbył z rosyjskim prezydentem tylko jeden szczyt – miał on miejsce w Helsinkach w 2018 r. Rozmowy skończyły się jednak brakiem opublikowania wspólnego komunikatu, a postawa Trumpa, podważająca doniesienia amerykańskiej prokuratury w sprawie rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie w 2016 r. spotkała się z falą krytyki w Stanach Zjednoczonych. Ponadto, w niektórych kręgach szczyt uznany został za sukces Władimira Putina i potencjalne osłabienie dla NATO. Czy nadchodzące spotkanie będzie diametralnie inne?

Joe Biden: Dobry prezydent czy beneficjent złego wizerunku Donalda Trumpa?

Joemu Bidenowi udało się odbudować zaufanie do USA w Europie?

„Piłka po stronie Putina”

W rozmowie z EURACTIV.pl ekspertka Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych prof. Agnieszka Legucka podkreśla, że szczyt będzie miał duże znaczenie: „Myślę, że jest to ważny sygnał administracji Bidena dla przyszłych kierunków jego polityki zagranicznej. Spotkanie wpisze się w kalendarz wizyt prezydenta USA z przywódcami UE, które są priorytetowe dla USA”.

Zdaniem dr Piotra Łukasiewicza z Polityki Insight, byłego ambasadora RP w Afganistanie, „prezydent Biden bardzo mocno wyrazi swoją agendę demokratyczną, transatlantycką i podkreślającą prawa człowieka, co oczywiście na pewno propaganda rosyjska nie do końca przekaże wiarygodnie. Spodziewam się, że prezydent Biden zaprezentuje się jako lider społeczności prodemokratycznej, zachodniej”.

„Biden dość racjonalnie podchodzi do współpracy, pokazuje Rosji, gdzie są obszary współdziałania – sprawy związane z rozbrojeniem nuklearnym, związane z klimatem. Piłka jest po stronie Putina. Od niego zależy czy podejmie współpracę, czy nie będzie eskalował wzrostu napięć w Europie, co oczywiście spotka się najprawdopodobniej z amerykańskim sprzeciwem. Nie widzę zagrożenia dla samego Bidena, ale raczej będzie to duży test dla tego, jak sam Putin się zachowa, jak widzi on pozycję Rosji w świecie”, uważa ekspert.

Z kolei Marek Menkiszak, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich, przekonuje, że obie strony wskazują na potencjalne obszary mogące stanowić pole do dialogu czy ewentualnej współpracy. „Zbieżności celów często okazują się być bardzo ograniczone lub wręcz pozorne”, podkreśla nasz rozmówca. W tej materii wskazuje on na kwestie takie jak problemy regionalne, ochrona klimatu czy walka z terroryzmem.

„W kwestii rozwiązywania problemów regionalnych, interesy rosyjskie w Syrii, Libii, wobec Iranu, Korei Północnej są inne niż interesy Stanów Zjednoczonych czy państw zachodnich. W związku z tym trudno się spodziewać, żeby Rosja była tutaj pomocna”, mówi ekspert.

Podobnie jego zdaniem rysuje się kwestia walki ze zmianami klimatu, którą silnie forsuje administracja Joego Bidena. Na próżno zakładać, by Moskwa mogła stać się partnerem na tym obszarze. „W interesie Rosji nie leży zasadnicza zmiana polityki. Kreml nie ma żadnych zaawansowanych programów redukcji emisji swoich szkodliwych substancji. Nie należy się spodziewać, że jakieś radykalne działania z jego strony zostaną podjęte w tej dziedzinie”.

Według naszego rozmówcy duże rozbieżności występują także w kwestii walki z terroryzmem. „Obie strony mają zupełnie różne definicje terroryzmu i organizacji terrorystycznej. Rosja na najwyższym szczeblu utrzymuje kontakty polityczne z Hezbollahem czy Hamasem. W związku z tym współpraca w walce z terroryzmem z Rosją jest nieco dwuznaczna. Moskwa nie tylko nie zwalcza, ale nawet udziela wsparcia niektórym organizacjom, uznawanym przez część państw zachodnich jako organizacje terrorystyczne, oraz de facto na arenie wewnętrznej, rosyjskiej, jako działalność ekstremistyczną czy nawet na podobnych prawnych zasadach, jak działalność terrorystyczną kwalifikuje działalność opozycyjną”.

Bruksela jest za "miękka" wobec Kremla? "To Rosja bardziej potrzebuje Unii Europejskiej niż Unia Rosji"

Coraz większa liczba protestujących Rosjan to zwiastun zmian w największym państwie świata?

Rosja pomoże USA w rywalizacji z Chinami?

Profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Małgorzata Zachara-Szymańska dostrzega jednak szanse na to, że koordynacja współpracy w niektórych z tych kwestii będzie możliwa.

„Style obecnej administracji amerykańskiej i rosyjskiej są zdecydowanie odmienne, jednak ze względu na znaczenie tych państw na arenie międzynarodowej, przestrzeni na współpracę jest dość dużo. Jest ona potrzebna, żeby jak mówi Waszyngton uczynić świat bezpieczniejszym i to bezpośrednie odniesienie do układów w sprawie broni nuklearnej. Zapewne uda się skoordynować współpracę w obszarze dalszych kroków wzmacniających kontrolę tej broni. Bezpieczniejszy ma być świat, ale i same Stany Zjednoczone. Kwestia cyberbezpieczeństwa na pewno będzie przedmiotem negocjacji i Biden będzie skłonny do ustępstw na innych polach, aby zredukować oddziaływanie rosyjskie”.

„Rosja jest postrzegana jako potencjalnie konstruktywny aktor w sprawie Iranu. Spodziewam się, że podjęty zostanie wątek przeciwdziałania zmianom klimatycznym i Waszyngton będzie chciał wpłynąć na pozycję Kremla w tej sprawie. Z pewnością poza obszarem wpływu Bidena są kwestie, związane z poszanowaniem praw człowieka przez Putina, a także strategiczna gra, którą Putin prowadzi w obszarze swoich bliskich wpływów – na Białorusi i Ukrainie. Tu obserwować możemy grę ustępstw w sprawach drugoplanowych, ale nie zasadniczych”, podkreśla ekspertka.

Warto jednak zwrócić uwagę na innego wielkiego gracza – Chiny. Joe Biden poniekąd kontynuuje twardy kurs, jaki wobec Pekinu obrali jego poprzednicy. Czy Moskwa mogłaby wspomóc Waszyngton w tej rywalizacji? Według prof. Agnieszki Leguckiej, szanse na to są nikłe.

„Władze rosyjskie nie postrzegają Chin jako zagrożenia istniejącego reżimu politycznego w Rosji, przekształcającego się w model coraz bardziej autorytarny – a takie zagrożenie widzą ze strony Stanów Zjednoczonych czy Unii Europejskiej. Odstąpienie od ChRL i działanie ze Stanami Zjednoczonymi wydaje się niemożliwe. Byłoby to bardzo trudne do zaakceptowania ze strony społeczeństwa rosyjskiego, które od wielu lat jest bombardowane antyzachodnimi teoriami a jednocześnie pokazywaniem, że Chiny to rosyjski strategiczny partner”, analizuje ekspertka.

W kontekście relacji amerykańsko-rosyjskich pojawia się także problem rurociągu Nord Stream 2. Joe Biden zajął jednak wyraźnie łagodniejsze stanowisko niż Donald Trump. W ostatnich tygodniach Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na podmioty zaangażowane w projekt, jednak wobec samej spółki Nord Stream AG oraz jej prezesa, restrykcje od razu wycofano. Wielu oceniło tę decyzję jako przyzwolenie do dokończenia budowy rurociągu. Czy podczas spotkania Biden-Putin, kwestia ta dalej będzie „stanowić temat”?

Według Piotra Łukasiewicza, w polityce amerykańskiej gazociąg nie jest postrzegany jako tak „żywotna kwestia” jak w naszym regionie. „NS2 przede wszystkim jest tematem dla nas, natomiast w polityce amerykańskiej już zaledwie jakimś aspektem polityki. Joe Biden na pewno nie będzie stawiał sprawy gazociągu na ostrzu noża. Prezydent USA wydaje się mieć podejście pragmatyczne. Stwierdził ostatnio, że rurociąg jest już praktycznie zakończony, ale w szerszym tle – Biden szuka porozumienia z Niemcami czy też z Zachodnią Europą, której Niemcy są największą potęgą, do swojej rywalizacji z Chinami”.

Także według prof. Małgorzaty Zachary-Szymańskiej Nord Stream 2 jest już sprawą zamkniętą. „Biden zawsze powtarzał, że polityka to sztuka tego, co możliwe. Eksperci są raczej zgodni, że ten projekt ruszy. Na tym etapie nie ma zbyt wielu opcji, których Waszyngton mógłby użyć, aby skutecznie go zablokować. Dla Bidena współpraca z Niemcami jest priorytetem w polityce zagranicznej. To będzie taki element, który na polu międzynarodowym różnicować ma administrację Demokratów od administracji Trumpa. Dla Amerykanów, temat rurociągu nie jest pierwszoplanowy”.

Daniel Fried: Nord Stream 2 to hańba i Niemcy o tym wiedzą. Agresywność Putina daje im pretekst, by wyjść z twarzą

Ewentualna rosyjska ofensywa przeciwko Ukrainie w zasadzie uniemożliwi Niemcom utrzymanie obecnego stanowiska w sprawie Nord Stream 2, przekonuje Daniel Fried.

Różne nastroje w Moskwie i Europie

Nadchodzący szczyt budzi odmienne reakcje w Moskwie jak i Unii Europejskiej. Wydawać się może, że na tę chwilę spotkanie to jest bardziej na rękę dla rosyjskiego prezydenta.

Prof. Agnieszka Legucka przyznaje, że „władze rosyjskie prowadzą swoją politykę zagraniczną orientując się właśnie wobec Stanów Zjednoczonych. To jest bardzo ważne dla legitymacji Władimira Putina, który jest pokazywany jako ten, który rozmawia z przywódcą najważniejszego państwa na świecie i to sygnał, że Stany Zjednoczone muszą się liczyć z Rosją”.

„Pozwala to na propagowanie wizji, że Władimir Putin jest tym, który pomimo różnych rzeczy, które robi, czyli agresji na Ukrainę, przymuszenia Białorusi do integracji czy też działań w Syrii, jest tym politykiem, z którym Amerykanie muszą się liczyć. Warto podkreślić, że w rosyjskich mediach jest to przedstawiane w ten sposób, że to właśnie Władimir Putin zgodził się na spotkanie z Bidenem, ale w rzeczywistości – bardzo mocno go oczekiwał”, analizuje ekspertka PISM.

Nasza rozmówczyni podkreśla, że szczyt USA-Rosja może zostać niekorzystnie odebrany w Europie Środkowo-Wschodniej. „Widać wyraźnie, że to przybierze charakter kurtuazyjnego spotkania dyplomatycznego, w którym zarysuje się szereg pól współpracy między Waszyngtonem a Moskwą. W konsekwencji będzie to z pewnością chłodno przyjęte w naszej części Europy, ze względu na to, że wszelkiego rodzaju sugestie, że Stany Zjednoczone chcą rozmawiać z Rosją są źle widziane w Polsce czy państwach bałtyckich”.

Prof. Małgorzata Zachara Szymańska, zapytana przez nas o bezpośredni wpływ na stosunki transatlantyckie podkreśla, że nie uważa, by czerwcowy szczyt mógł być szkodliwy dla jedności NATO. „Utrzymanie jej jest priorytetem obecnego rządu USA. Państwa europejskie będą jak zwykle podzielone w sprawie Rosji, ale nie będzie to miało wpływu na perspektywę ich współpracy z Ameryką”.

Czerwcowy szczyt w Genewie słusznie budzi duże zainteresowanie. Na próżno jednak spodziewać się renesansu polityki „resetu” którą wobec Rosji zainicjował ponad dekadę temu Barack Obama po prezydenckiej inauguracji Dmitrija Miedwiediewa. Spotkanie może stanowić dobry wstęp dla normalizacji stosunków między dwoma mocarstwami. Przynajmniej do czasu, gdy na horyzoncie pojawią się nowe przeszkody we wzajemnych stosunkach.